poniedziałek, 25 lutego 2013

O smutkach które przchodzą w concerto finale

Od pewnego czasu portal „jego strona pl” jest dla mnie źródłem inspiracji. Czytane tu informacje aż proszą się o komentarz czy polemikę. Być może to kontrowersyjne treści, albo to ja mam takie oczy i dostrzegam coś innego niż było intencją autorów.
Tym razem także skorzystałem z owego portalu, ale przeczytany tekst stał się dla mnie początkiem naprawdę poważnych przemyśleń.
Oto w dniu 19 lutego zamieszczono tam artykuł zatytułowany „5 rzeczy, których będziesz żałował przed śmiercią”
Ileż to razy wieczorem, przed zaśnięciem zadawałem sobie podobne pytania. Co zastanawiające skłonność do podobnych auto-pytań znacznie nasiliła się po pięćdziesiątce. Może to dlatego że zaczął się dla mnie czas „z górki”.
Konstrukcja wewnętrznego monologu jest jednak nieco inna. Wyobrażam sobie mój pogrzeb, co nie jest taka znowu fantazją dla fantazji, wszyscy jesteśmy przecież śmiertelni, a komu z brzegu nigdy nie wiadomo.
I iluż przyjdzie mnie wesprzeć w tych ostatnich ziemskich chwilach. Kto zapali papierosa, a kto tylko założy ręce na piersi, w oczekiwaniu na spopielenie się ostatniej mojej kostki?
Budowałem sobie kiedyś listę gości i ze smutkiem muszę powiedzieć, że nie wygląda to wcale różowo, o ile taki kolor pasuje do opisywanej ceremonii.
Norwidowsko to trochę wygląda.
Coś ty Atenom zrobił, Sokratesie,
Że ci ze złota statuę lud niesie,
Otruwszy pierwej...
Coś ty Antoni zrobił otoczeniu
Że tych przyjaciół jak kutych w kamieniu
Dziś nie ma z tobą?
Bo swoją drogą coś ty Antoni zrobił światu, krajowi, miastu, by liczyć na publisię?
Wchłanianie i wydalanie to konieczność. Zaniechanie jako takie to błąd. A zmarnowanie szans to już chyba grzech.
Według portalu, mężczyźni na łożu śmierci najczęściej wyrzucają sobie następujące sprawy
1.Żałuję, że nie kierowałem własnym życiem
Ale z tego powodu miałem z kolei udane życie rodzinne. Tak myślę sobie przynajmniej. Rodzina a szczególnie małżeństwo wymaga poświęceń i kompromisów. Czasem trzeba coś poświęcić by coś zyskać, lub by tylko coś uchronić.
Z czasem odkryłem radość z takiej zmiany. Za diabła nie nazwę tego poświęceniem, bo poświęceń nikt ode mnie nie żądał.
2. Żałuję, że poświęciłem wszystko pracy
Tak to prawda, praca to niewdzięczna kochanka. Wykorzystuje twoje siły w imię jakichś abstrakcyjnych zysków i wątpliwego prestiżu. Po to tylko, by wyssać Cię całego i wypluć przy pierwszej nadarzającej się okazji.
Kilka tych „kochanek” zmieniłem a każda z nich popisała się tym egoistycznym charakterem.
Nawet bezinteresowni przyjaciele zmieniają się w krwiożerczych szefów w chwili gdy wiąże nas tak zwany służbowy stosunek.
Kiedy w potrzebie wyciszenia, spaceruję alejkami Cmentarza Rakowickiego widzę te setki, nobilitowanych przez pracę i niezastąpionych. Mogiły pokrywa miejski kurz i zwiędłe liście. Z rzadka znicz.
Ale czy warto?
Może nie warto?
Chyba nie warto...
Raczej nie warto.
Nie, nie - nie warto.
3. Żałuję, że bałem się mówić o swoich uczuciach
Tego akurat nie żałuję, bowiem z czasem tego się nauczyłem. Nie stanowiło dla mnie większego problemu. Powtarzałem to żonie i dzieciom, że je kocham. Na głos powoli i wyraźnie
czasem tylko używałem w stosunku do Młodszego syna jakiejś figury retorycznej w stylu:
- Ciebie synu to trzeba bardzo kochać, żeby Cię kochać. I ja właśnie tak Cię kocham.
Namawiałem nawet do wzajemności w opisywaniu swoich uczuć, bez względu na ich stan. Nie jest to jednak taki mój pełny sukces. Nie zdążyłem powiedzieć tego własnemu ojcu. I może od tego wzięła się ta późniejsza śmiałość.
4. Żałuję, że nie pielęgnowałem przyjaźni
Wielokrotnie zadawałem sobie takie pytania - czy należy pielęgnować przyjaźnie ponad wszystko?
  • Czy przyjaźnią można nazwać jednostronne narzucanie się z telefonami, bo inni są zapracowani?
  • Czy przyjacielem można nazwać tego który takim się mianuje, by po cichu zazdrościć każdej nowej rzeczy, płacy i pracy która de facto wysysa z człowieka wszystkie siły?
  • Czy przyjacielem nazwać kogoś kto zamknął się w swoim świecie, wtedy kiedy go najbardziej potrzebowałeś z obawy przed tym, że możesz poprosić go o pomoc, albo pożyczkę.?
Spokojnie, gdyby mnie znali jak przyjaciela, wiedzieliby dokładnie, że pierwej padnę niż poproszę o taką pomoc.
Może i mam te swoje metr sześćdziesiąt parę, ale honor noszę na wysokości metr dziewięćdziesiąt.
Daję jednak radę i dosięgam.
Praca poza Krakowem odebrała mi czas i okazję na spotkania ze znajomymi. Powrót do Krakowa spowodował, że nagle zrobiło się daleko do nowych znajomych. Tak tu pusto teraz na tej cmentarnej alei.
5. Żałuję, że nie pozwoliłem sobie być szczęśliwszym.
Ponoć jak pisze portal :”wymagając za dużo od siebie i utrzymując zbyt wysokie oczekiwania wobec własnego życia, zamykamy sobie drogę do szczęścia. „
To jak to tak, od początku być minimalistą? Nie stawiać sobie wyzwań i zadań? Nie sprawdzać się?
Moje szczęście to świadomość, że być może kilka razy w życiu sprawdziłem się. Nie sprawdzam natomiast swojego konta bankowego, ponieważ o swoim debecie pamiętam na bieżąco.
W tym ostatnim jestem chyba zgodny z ogółem. Żaden z umierających ludzi, z którymi rozmawiano, nie żałował tego, że nie zarobił fortuny, nie zrobił większej kariery, czy nie miał większej liczby partnerów.
Ale ja jeszcze nie odpowiem sobie definitywnie, przynajmniej na dwie z trzech wymienionych powyżej kwestii. W końcu ja jeszcze nie umieram, ale niczym romantyczny bohater zadaję sobie to pytanie :
Czy to co Twoje będzie zatracone
Czy popiół tylko zostanie i zamęt
Co idzie w przepaść z burzą?
Nie ma we mnie tyle pychy by podejrzewać że zostanie
Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament


W wieczornych rozmyślaniach wykorzystano wiersze C.K Norwida i E Stachury

13 komentarzy:

  1. Nie zasatanwiam się nad śmiercią , swoją własną.
    Może dlatego ,
    że otarłam się tak ze 2 razy bardzo poważnie o nią ...
    Nie robi na mnie żądnego wrażenia.
    Cele życiowe osiągnęłam.
    Nawet mam nudno teraz , bo co tu robić ?
    Nie mogę umrzeć wcześniej niż moje 7 kotów i 2 psy...
    I tak mnie Panie Boże dopomóż.
    Nuuudy :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siedem kotów?
      Przed wojna była chyba knajpa o takiej nazwie
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Refleksyjny wpis. WARTO bylo przeczytac. Dzieki.
    Podoba mi sie rowniez sposob myslenia Edwarda Stachury na podobne tematy i do konca moze trzymac jak w koncowce utworu :
    ...”Jechać by można do miast
    Lub w las
    Na błoń.

    Na koń
    I goń
    Nieboskłon.

    Ale czy warto?
    Może nie warto?
    Ech, chyba warto...
    Tak, tak - warto.
    Bardzo to warto.
    O, tak - to warto.
    Jeszcze jak warto!"

    OdpowiedzUsuń

  3. "Jeśli choć jedną jasną i dobrą myśl wniosłeś do czyjegoś umysłu,
    jedno dobre uczucie zaszczepiłeś
    w czyjeś serce,
    jedną godziną szczęścia rozpromieniłeś jakieś smutne, szare życie,
    spełniłeś swoje zadanie anioła na ziemi


    sądzę że właśnie tak żyjesz, choc pewnie Aniołem nie jestes :)
    ale zadania spełniasz, więc kiedy przyjdzie pora sam Anioł poda ci reke i poprowadzi na Druga Stronę Tęczy...
    ale jak na razie masz wiele do zrobienia tu...na ziemi ...więc żyj i działaj....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie chciałem skomentować dzisiejszy tekst. Mimo tego powtórzę za Leptir, bo również uważam, że:
      "Jeśli choć jedną jasną i dobrą myśl wniosłeś do czyjegoś umysłu,
      jedno dobre uczucie zaszczepiłeś w czyjeś serce,
      jedną godziną szczęścia rozpromieniłeś jakieś smutne, szare życie,
      spełniłeś swoje zadanie anioła na ziemi".
      Jeśli pominąć wszystko to, co opisałeś, jak i to, co pominąłeś w opisie swoich rozważań, to przecież tym tekstem zaprosiłeś nas w długą podróż do własnego wnętrza, aby dokonać podobnych obrachunków i wzorując się na Tobie powiedzieć:
      "Ale ja jeszcze nie odpowiem sobie definitywnie, przynajmniej na dwie z trzech wymienionych powyżej kwestii. W końcu ja jeszcze nie umieram, ale niczym romantyczny bohater zadaję sobie to pytanie ..."
      Wszyscy możemy jeszcze dużo zmienić w swoim życiu, a może nawet rozpocząć od nowa???
      Warto odbyć taką podróż. Dzięki

      Usuń
    2. Miło czytać Wasze komentarze.
      Dziękuję i pozdrawiam

      Usuń
  4. Antoni, chyba najtrudniej jest zauważyć własne szczęście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może po prostu nie wypada tak napawać się własnym szczęściem.
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Tak sie wrecz nostalgicznie zrobilo, refleksyjnie i literacko... Przed laty mieszkala ze mna moja ukochana ciotka, ktos bardzo wazny w moim zyciu. Cechowala ja przedwojenna kindersztuba, byla wymagajaca w stosunku do siebie i otoczenia. Wiedzac, ze jest smiertelnie chora, szykowala sie do odejscia swiadomie, bez histerii, byla wrecz pragmatyczna. Ulubionym jej zajeciem bylo planowanie jej pogrzebu, oddawalysmy sie tym rozmowom najchetniej przy porannek kawce lub sniadaniu. Miala wszystko zaplanowane, nawet menu na stypie i dzien swojej smierci. nieprawdopodobne, ale zmarla dokladnie tego dnia, o ktorym ciagle mowila, mimo, ze ukrywalismy przed nia aktualna date.
    Od tej pory nie boje sie smierci, a moj swiatopoglad pozwala mi miec te pewnosc, ze istnieje ten inny- lepszy wymiar. To nie smierc jest straszna, ale ludzie, konflikty, ich okrucienstwo.
    jedyna moja troska bylo, aby nie odejsc gdy moj syn jest jeszcze dzieckiem.
    zeby troszke rozladowac te refleksyja atmosfere opowiem wam kawal zaczerpniety z sieci, traktujacy o smierci ( moze go znacie) otoz:

    "Na łożu śmierci leży 80-latek - kochany mąż, ojciec i dziadek. Dookoła zebrała się cała rodzina. Żona, wszystkie dzieci, wnuki oraz kilkoro prawnucząt. Wszyscy w milczeniu wpatrują się w sufit tudzież w podłogę, czekając na zbliżającą się chwilę... Nagle ciszę przerywa dziadek i rzecze:
    - Zdradzę wam swój największy sekret... Ja naprawdę nie chciałem się żenić i zakładać rodziny. Miałem wszystko: szybkie samochody, piękne kobiety, sporo przyjaciół i kasę na koncie. Ale pewnego wieczoru znajomy rzekł do mnie:
    - "Ożeń się i załóż rodzinę bo nie będzie ci miał, kto podać szklanki wody, kiedy będzie ci się chciało pić na łożu śmierci."
    Od tego momentu słowa te nie dawały mi spokoju. Postanowiłem radykalnie zmienić swoje życie i ożenić się. Skończyły się wyskoki z kolegami na piwo. Teraz wyskakiwałem tylko do nocnego po gerberki dla was, dzieci moje. Wieczorne dyskoteki z dziewczynami, zamieniły się w wieczorne oglądanie seriali z żoną... Pieniądze z konta zostały roztrwonione na fundusze inwestycyjne dla was kochane dzieci. Swawolne dni sprzed małżeństwa odeszły jak wiatr... I teraz, kiedy leżę na łożu śmierci ... - wiecie co?
    - Co? - wszyscy zdumieni wpatrują się w staruszka.
    - Nie chce mi się pić! "
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego powodu tak wiele warte są rodziny wielopokoleniowe. I cud narodzin i nieuchronność śmierci jest tam w pakiecie. I dziadkowie którzy mają czas to wszystko cierpliwie objaśnić.
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Cześć Antoni, Hemara też dręczyły kiedyś takie nihilistyczne, ocierajace się o ostateczność nastroje, czemu dał wyraz w tym słynnym wierszu. Ale końcówka już lekko trąca optymizmem.
    I trzymajmy się tego. Szable...eee..kielichy w dłoń. I czyńmy sobie radość co piątek,
    a i w sobotę nie pauzujmy. Pozdrawiam iiii wiosna już idzie. JerryW_54

    Taka noc październikowa, niewierna
    I w te okna tylko deszczu ciągły plusk
    I taka chandra się kładzie cholerna
    Na głowę i na serce i na mózg.
    Już cały tydzień taki był i cały tydzień
    I będzie drugi, będzie trzeci taki sam.
    Już nie mogę, już nie wiem, już nie widzę
    Co z sobą począć, gdzie się podziać z sobą mam?
    Kochać nie warto, lubić nie warto,
    Znaleźć nie warto i zgubić nie warto,
    Przysiąc nie warto, uwierzyć nie warto,
    Chodzić nie warto i leżeć nie warto,
    Pieścić nie warto, pobić nie warto,
    Stracić nie warto, zarobić nie warto,
    Sprzedać nie warto, Kupić nie warto,
    Jedno co warto – to upić się warto.
    Przypomina mi się, cholera, dziewczyna.
    No to co? I znowu bez niej ani rusz.
    Ani ona była jedna, jedyna,
    Ani drugiej mieć nie będę takiej już.
    Podeprzeć głowę rękami obiema,
    Na siebie patrzeć chwilę, tak jak obcy widz.
    O co chodzi? Że była, że jej nie ma.
    I co z tego? A właśnie, że nic!
    Upić się warto, upić się warto,
    W szynku na rynku wygłupić się warto,
    W dobrej kompanii popić, to warto,
    Czystą kroplami zakropić, to warto.
    Wódkę do łbów ponalewać, to warto,
    Siedzieć i płakać i śpiewać, to warto,
    Z sercem ściśniętym, z duszą otwartą
    Upić się, upić – to jedno, co warto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, ten wiersz jakoś mi umknął.
      Pozdrawiam

      Usuń