poniedziałek, 4 lutego 2013

Nie praktykuję noworocznych postanowień

Dzisiaj od samego rana radio wypomina nam postanowienia noworoczne.
- Sprawdź co z nich zostało - kpi prowadzący.
A skąd on tak dobrze poinformowany, że nic nie zostało?
Czyżby nie dręczył go ten sam problem?
Kiedy w noworoczny poranek budzimy się z ciężką głową, mówimy do siebie, albo co gorsza do żony
- Więcej już nie tknę alkoholu.
Żona która to słyszy jest świadkiem, a potem kpi z naszej słabej silnej woli.
Postanowienia złożone pod presją samopoczucia są guzik warte, ponieważ trudne do realizacji.
Postanowienie ma swoją wartość jeżeli wykazując pewną staranność, możemy uczynić mu zadość, nie trzeba do tego otwierać sobie żył.
Ja rozumiem, że można powiedzieć
- Więcej już nie tknę ciepłego alkoholu.
albo
- Więcej już nie tknę alkoholu na czczo.
Wiemy już czego należy się wystrzegać. Bo bezwzględną abstynencję lepiej ująć w ramy czasowe.
- Przed miesiąc nie tknę alkoholu.
Albo przez pół miesiąca. Na początek może tylko przez tydzień.
A nuż nam się spodoba i rozpoczniemy nowe ciekawe i intrygujące życie. Piszę - nowe - bo z takim przyzwyczajeniem trzeba zmienić znajomych, środowisko, pewnie pracę. Czasem i mieszkanie.
Czy stać nas na te wszystkie poświęcenia, po tym gdy nieopatrznie wypowiadamy sakramentalne - więcej nie....
Po zeszłorocznej imprezie, pierwszej od wielu lat, której koniec zniknął mi gdzieś w mrokach niepamięci, podjąłem takie zobowiązanie
- Będę starał się unikać ciężkich alkoholi, w nadmiernych ilościach.
I co ? I wypełniłem to zobowiązanie. Starałem się unikać, w większości z pozytywnym skutkiem. Nawet znajomi przyjęli do wiadomości fakt, że trącam ich zmrożoną banieczkę swoim czerwonym winem utrzymanym w temperaturze około osiemnastu stopni.
Ja się czuję z tym dobrze, a znajomi nie mają uczucia, że siedzą przy stole z jakimś cholernym ortodoksem.
Nie mówię „nigdy” bo wiadomo, że może mi odpalić. Wszak życie zaczyna się po pięćdziesiątce, a jeszcze lepiej po dwóch. Na razie nie jest mi z tym źle.
Nie muszę rzucać palenia, bo nie palę już od ponad ćwierćwiecza. Oczywiście nie rzucałem po sylwestrowym balu tylko tak jakoś w czerwcu.
Cholera, po tym czasie gdyby była możliwość wypalenia jednego do południowej kawy, to pewnie bym się skusił.
Póki co poleruję fajki, które zostały mi po poprzednich eksperymentach z młodości. Paliłem je puszczając kłęby dymu niczym parowóz pod Rabką, tak ze trzydzieści lat temu. Oczywiście ostatnio teściowa ścierając kurze, wywaliła mi pojemnik i w jednej rozbił się cybuch. Korzeń wrzośca jest delikatny. Jakbym miał do czynienia z dziećmi. Wiecie jaka jest oficjalna wersja – samo się.
No cóż z pomocą wiążą się koszty. Zdarza się, że te wartości się równoważą, albo co gorsza...
Zamknijmy stwierdzeniem, że nie palę.
Od czasu gdy w zeszłym roku zrobiłem zamach na swoje BMI, moja waga trwa, mieszcząc się w przedziale jednego kilograma w tę lub w tamtą stronę. W zasadzie to się koryguje naturalnie.


Powyżej zamieściłem wydruk swojego BMI, oczywiście bez podawania podstawowych danych. Zwłaszcza haniebny wzrost pozostawiłem do swojej wiadomości.
To odchudzanie zacząłem jakoś po Trzech Królach, ale nie było to noworoczne postanowienie.  W niedzielę, wieczorem poczułem, że przyszła ta chwila, że mogę od jutra.
Tak w ogóle to pilnie słucham wszystkich sygnałów od mojego organizmu i nie zagłuszam ich z byle powodu tabletkami Goździkowej.
Teraz żona namawia mnie do jedzenia, a mnie się spodobało. Szczególnie gdy pod skóra pojawiły się jakieś szczątki mięśni. A może by tak coś podźwigać?
Przy śnieżniej zimie i regularnym ręcznym odśnieżaniu, bicepsy powinny wyjść ze stanu depresji.
Oj chyba już skończę. Jak tak pójdę dalej, to nagle okaże się, że można mnie postawić w Sevres jako wzór.
Czego? Wszystkiego
Bo przecież
Zdolny jestem niesłychanie,
Takie sobie mam ubranie,
Moja gęba tryska zdrowiem,
Jak coś powiem, to już powiem,
Jak odpowiem, to roztropnie
No właśnie. Dziękuję Panu Panie Brzechwa... za opamiętanie


28 komentarzy:

  1. Też nie praktykuję postanowień noworocznych ...:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To upraszcza rozmowy ze sobą. Pozdrawiam

      Usuń
  2. ale z ilu przyjemności musi człowiek rezygnować z wiekiem, ej, niełatwo się pogodzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze że pamięć już nie ta, bo inaczej żal by nas zabił.
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Klik dobry:)

    Antoni, nie ma co się opamiętywać. Jak się chwalić, to na całego, aaaa... co!

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak nie umiem na całego.
      Delikatnie, pół słówkiem i do przodu.
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Z postanowieniami nie czekam do Nowego Roku, jak już coś postanowię, to od zaraz musi być to zrealizowane. Staram się jednak nie wchodzić w konflikty z samą sobą i nie postanawiam za często.Zresztą: nie piję, nie palę, wagę utrzymuję od 20 lat praktycznie na tym samym poziomie, co tu zatem postanawiać? Pozdrawiam, Hanula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę to Ty jesteś jak ten wzorzec, miary, wagi i impregnacji na używki.
      Niektórzy tak mają
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Masz rację Antoni, ideały nie muszą nic postanawiać. Też tak mam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry dowcip.
      To Ty też poczytaj Brzechwę. Nie zaszkodzi
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Postanowień noworocznych też nie czynię, ale zrobiłam sobie postanowienie przednoworoczne ;) Postanowiłam odbudować w sobie utraconą zdolnosć cieszenia sie drobiazgami, bo w ostatnim okresie coś nie bardzo mi to wychodziło. Jakbym zapomniała jak to sie robi.
    No i chyba niewielkie postępy zauważam :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To z pewnością trudna terapia. Po prostu przeszłaś już na wyższy etap konsumpcji życia.
      W zasadzie żeby to się udało trzeba odrzucić wszystko, boleśnie poczuć brak wszystkiego i pozyskiwać drobne rzeczy i gesty. Zaczną z pewnością cieszyć.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. To raczej nie to.....
      Po prostu pojawiła się czarna chmura która przykryła te wszystkie "małe cuda"

      Usuń
  7. plany sobie a zycie sobie.... może ty jestes szczęściarzem że realizujesz swoje plany i marzenia,, , ja natomiast odnoszę wrażenie że za mnie decyduje LOS... choc to pewnie głupie....

    Jeśli Twoje Serce jest tak wielkie
    jak marzenia,
    to wiedz że osiągniesz o wiele więcej.
    Nigdy nie trać nadziei i wiary,
    dlatego że to one
    dają nam siły do realizowania
    swoich marzeń.
    Twoje marzenia są piękne i
    dlatego spełniają się.
    Miłość, którą masz w sobie
    jest najwierniejszym
    Twoim przyjacielem.
    Nigdy nie pozwól by ktoś
    zakłócił jej spokój,
    a ta którą darzysz bliskich
    jest najważniejsza.
    z netu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś powiedział że marzenia sa po to by marzyć a nie by je realizować. Inaczej to sa plany a nie marzenia.
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. Jak ja Ci zazdroszczę takiego BMI Antoni.
    Od razu spieszę donieść, że znam zasady. Doradzałem wiele lat młodzieży jak to obliczać. Naświetlałem formulę ŻP.
    Tłumaczyłem dlaczego żadne lekarstwo nie zastąpi ruchu, a ruch może zastąpić wiele lekarstw itd. itd.
    I co? Ano niby niewiele, ale po troszku, po troszku i nawet nie chcę już obliczać swojego BMI .
    Gratuluję mocnej silnej woli.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoć najtrudniej być prorokiem we własnym kraju. Może to powiedzenie rozciąga się również na BMI?
      Pozdrawiam

      Usuń
  9. ojej, jak zazdroszczę tego BMI:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co zazdrościć. To osiągalne tylko nieco kłopotliwe.
      Pozdrawiam

      Usuń
  10. Tu (u-nasz-w-swirowku.blog.onet.pl). Aleś mi narobił smaka. Ide się nażreć ciastek. Jest 00:44 - najlepszy czas na łasuchowanie - każdy to powie.
    Pozdrawiam Mirek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak w ogóle 44 to najlepsza cyfra. Mistyczna
      Pozdrawiam

      Usuń
  11. ...a ja cały czas 26,5 :((( Pozdrawiam, JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stałość też jest bardzo ważna, poza tym ty jesteś szczupły. Takie odnoszę wrażenie.
      Pozdrawiam

      Usuń
  12. do "samochwaly" jakos tak mi sie skojarzyla piosenka wyszperana w internecie, Pudelsi czy jak im tam:
    "Nikt tego nie wie, jak ja kocham siebie
    O sobie tylko śnie!
    Nieważne dziewczyny, nieważne przyczyny
    Ja po prostu kocham się
    Na nikogo nie czekam, tylko sobie przyrzekam
    Z sobą tylko być
    Nigdy się nie pokłócę, nigdy się nie porzucę
    Nie rozdzieli mnie nic
    Nigdy z sobą się nie kłócę, nigdy siebie nie porzucę

    Całe noce, całe dnie, ja po prostu kocham się
    Całe noce, całe dnie, ja po prostu, ja po prostu kocham się ...
    ... Swoje włosy uczesze, jeszcze raz się pocieszę
    Całusa sobie dam!
    Nie rozdzieli mnie nic
    Tylko z sobą chce być, bo ja tylko siebie mam" :)

    Precz z noworocznymi postanowieniami! a najgorsze to wlasnie te poczynione pod presja, w afekcie lub pod wplywem... Ja swoje postanowienia jesli juz ( a z wiekiem coraz bardziej lubie siebie ze swoimi wadami, wiec postanowien coraz mniej...)podejmuje jesienia. jakos mi wtedy wszystko lepiej wychodzi. oczywiscie zostawiam sobie furtke awaryjna, nie uzywajac kategorycznych okreslen: NIGDY juz ... lub odtad ZAWSZE. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. No właśnie ani nigdy ani zawsze.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Daleko Ci do samochwały :)
    Ze swoim ciałem natomiast dobrze jest zachować bliski i pełen zrozumienia kontakt.
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń