środa, 9 stycznia 2013

W naszym malutkim domku

Testowy kot cieszy swoich prawowitych gospodarzy, a przez mój ogród po staremu przebiegają dwa koty sąsiada. Jeden czarny z białymi łapami i taką samą plamą na piersiach, drugi całkiem podobny do kota testowego. Czarny czuje się tu bardziej u siebie, wysiadując na naszym parapecie przed oknem do spiżarni. Trochę mu to ułatwiłem, ponieważ postawiłem tam taką półkę na drewno do kominka. Po śladach łap wiem już, że to był głupi pomysł.
W sobotę wyjeżdżając z posesji, całkiem ugrzązłem w błocie powstałym z przekopu pod kable do bramy na nieutwardzonym wjeździe. Tylko doświadczeniu i opanowaniu zawdzięczam, że nie siadłem aż po tak zwane osie. W ten sposób udało się dotrzeć z żoną do ambulatorium na czas, chociaż samochód wyglądał jakby na chwilę ktoś zboczył z jakiegoś rajdu off roadowego.
Po powrocie wyciągnąłem deski pozostałe z szalunków i przystąpiłem do konstruowania podjazdu. Zaraz też pojawił się miły sąsiad z propozycją pomocy. Ponieważ propozycja pachniała raczej odpłatnym zleceniem mu tych prac, delikatnie odmówiłem. A może to miasto uczyniło mnie takim podejrzliwym?
Tak czy siak podziwiam go za szybką reakcję.
- Sąsiedzie, przy sobocie to sobie tak z przyjemnością trochę podłubię z synem.
- Nic z tego nie będzie – ocenił sąsiad.
Zamilkł jednak zaraz po tym gdy z bagażnika wyciągnąłem spalinową piłę łańcuchową. Odpaliłem ją wprawnie i przystąpiłem do docinania desek.
- Z takim sprzętem to ja tu nie zarobię - pomyślał chyba sąsiad, bo szybko pożegnał się i wrócił do domu.
Pomijając sobotni wiatr i niską temperaturę, to ja naprawdę lubię takie roboty. Do pomocy miałem tez Młodszego, który z początku był co prawda również sceptyczny, ale po dłuższej chwili zamilkł. Milczenie oznacza akceptację, ponieważ przyznanie się do błędu lub złej oceny, kosztuje zbyt wiele. No i ta rodzinna współpraca, bezcenna.
Ile miałem desek tyle wykorzystałem. Młody zrobił próbę i z powodzeniem wjechał nad rozmokłym fragmentem łąki.
- Do wiosny wytrzyma – podsumowałem, bo tą porą kostki się nie układa.
Niestety zbyt krótko cieszyłem się swoją zaradnością, w niedzielę spadł śnieg i zasypał moją konstrukcję. Dodatkowo mróz zespolił błocko, co znaczy, że obyłoby się bez konstrukcji.
Gdzie tam, teraz czy później i tak przyjdą roztopy. Wtedy to będzie jak znalazł.
W niedzielę, przed kawą powiesiłem nowe kawałki słoninki dla sikorek. Wybaczę też skubanie dzięcioła, bo jest ładny. Niestety zamiast sikorek pojawił się czarny kocur, który wlazł na drzewo i leżąc na gałęzi obserwował okolicę.
- Przyczaił się na ptaki – stwierdziła żona. Nie była to jednak prawda. Kiedy bowiem kot poczuł się bezpieczny, przesunął się do kawałka słoniny i próbował go przyciągnąć do siebie.
Zastukałem w szybę.
Kot niespiesznie podniósł wzrok i mierzył mnie swoimi wąskimi źrenicami. W końcu powoli zlazł z jabłoni, mrucząc chyba pod nosem – chytrusy.
- Już w porządku – powiedziałem i wróciłem do kawy.
Okazało się jednak, że była to tylko taktyczna zmyłka ze strony kota. Późnym popołudniem nie stwierdziłem obecności słoniny na drzewie.
- Cwaniul – pomyślałem.
- Koty to dranie – zacytowała tytuł pewnego polskiego filmu moja żona.
Wiem już by nie wieszać słoniny zbyt blisko solidnych konarów, bowiem oprócz dzięcioła i kot połasi się na świńską skórkę.
Humor poprawiła nam kwaśnica własnej produkcji. Gotowałem ją od czwartku specjalnie na sobotnie spotkanie z teściem mojego starszego syna. Przygadywał się już od jesieni, a ta tłusta zupa na żeberkach lubi niską temperaturę. Obiecałem, że zaproszę go do Trzech Króli i słowa dotrzymałem.
-Dobra? – spytałem nieśmiało
-Bardzo dobra – stwierdził Teść, wygrzebując z kapusty co większe kawałki wędzonych żeber.
Biorąc pod uwagę wiek spożywających, nie obyło się bez delikatnej konsumpcji – dla zdrowotności. Celowo piszę delikatnej, bowiem obaj jesteśmy ze strefy wina. Ale jak wiadomo zdrowie jest najważniejsze.
Nie migając się od obowiązków gospodarza i ciesząc się, bo jak wiadomo – gość w dom Bóg w dom, zadaję sobie ciągle pytanie - kiedy pomaluję pokój żony i zamontuję w nim szafę wnękową, wobec tych wszystkich propozycji towarzyskich sobót?
Widok waliz i toreb turystycznych trochę mnie już wkurza.
No bo co powiedzieć po takiej dyskusji:
- Kochanie gdzie mamy czyste ścierki?
- Pod moim łóżkiem, w drugiej czerwonej torbie po lewej stronie.
Co to za lokalizacja? A ponoć i do tego można się przyzwyczaić z czasem.
Ja jednak nie chcę. Nie.
Wiatr rozkołysał mi talerz od satelity tak, że obraz co trochę pikseluje. Głośnik jęczy żałośnie, albo strzela dźwiękiem dla odmiany. Bez żalu wyłączam wtedy odbiornik. Jest tyle roboty do wykonania. W ostateczności można zawsze obserwować gałęzie jabłoni kołyszące się na wietrze. To naprawdę poważna alternatywa dla obecnego programu TV


22 komentarze:

  1. Klik dobry:)
    Ileż to trzeba nowych czynności wykonywać po przeprowadzce na wieś...
    Swego czasu chciałam zamieszkać pod Puszczą Kampinoską. A umiesz ty żyć na wsi - zapytała miejscowa? A co zrobisz, gdy zobaczysz np. rysia na swoim podwórku? A umiesz odśnieżać? Pewnie, że to ostatnie potrafię. Cóż to za sztuka? A sztuka... sztuka... usłyszałam odpowiedź - ponad pół kilometra odśnieżyć - zdarza się, że codziennie, a przedtem z domu się wykopać.

    Tak więc, Antoni, podziwiam umiejętności przystosowywania się do nowych warunków.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie tam daleko do rysia na podwórku, ale obowiązków jest zdecydowanie więcej. Łopata do śniegu szczególnie ostatnio jest niezbędna.
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Niektórzy nawet jak już mają te szafy, to dalej nie wiedzą, gdzie ścierki, a tu proszę - jaka dokładna lokalizacja :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, można się przyzwyczaić. Pozdrawiam

      Usuń
  3. na Sąsiada to jest dobra rada.... u nas to wygląda tak.... ile brakuje do nalewki?
    no czasami to 2 zł czasami 3 ale czasami dajemy i na całą czyli 5 zł z hakiem....
    bo nie ma to jak dobry sąsiad :))))
    co do prowizorki.... ja tez sie wkurzam ale tyle jest pilnych rzeczy do zrobienia "na ten tychmiast" że czasami dla własnego zdrowia sobie odpuszczam...a co....
    jednak Ty jesteś widać zaprawiony w bojach... więc życzę szybkiego uporania sie z pracami....
    u mnie tak łatwo nie przyjdzie :((
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to dobra metoda, ale nie mogę tak prosto z mostu. Mało się znamy. Pozdrawiam

      Usuń
  4. Powoli wszystko się ułoży a już niedługo "niech no tylko zakwitną jabłonie...." wszyscy będziemy ci zazdrościć.
    Cierpliwości i powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzie tam zazdrościć. Wsparcie wystarczy. Pozdrawiam

      Usuń
  5. ... a ktoś kiedyś napisał "wsi spokojna wsi wesoła"...ale w końcu nic dziwnego...też najczęściej przebywał w pobliżu albo na Wawelu. Pozdrawiam JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz racje to był mieszczuch. Pamiętam zachwyconych gości na mojej gorczańskiej wsi.Oni przez te chwile pobytu widzieli tylko grillowaną karkówkę i piwko. A tu oprócz lipców sa i listopady. Pozdrawiam

      Usuń
  6. Jakże długi ten gościńca błotem podeszłego kawalec?
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dojazd od bramki to jakieś 8 metrów, sama piękna kiedyś trawka.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Widziałżem ongi takiej maty na podobieństwo siatki ogrodzeniowej, jeno z czarnej gumy uczynionej, którą szło na śniegu, czy błocie rozkładać i jako prowizorium przejezdne traktować. Wychodziło bodaj jakie parędziesiąt złotych polskich za metr tejże rolki, tandem przy ośmiu metrach może i ekspens do przełknięcia...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    3. Ta konstrukcja z desek powinna do wiosny wytrzymać, już się sprawdziła.
      A wiosną kostka i święto lasu

      Usuń
  7. myślałby kto, że na wsi zamieszkać to takie proste jest! Trzeba przejść przez te wszystkie stopnie wtajemniczenia, powalczyć z naturą i sąsiadami się ułożyć by wrogów sobie nie narobić i by na głowę nie wleźli. A to wielka sztuka jest! Gratuluję i zycze dalszej wytrwałości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam pewne doświadczenie z Gorców, mam nadzieję że tutaj okaże się przydatne. Pozdrawiam

      Usuń
  8. Tu (u-nasz-w-swirowku.blog.onet.pl). No i skończyło się babci sranie i nie masz już kota. Tylko jak będzie z psem to uważaj sobie - na facebooku wyczytałem, że pies sma rozum dwuletnieog dziecka i jak się przywiąże to go chyba nie oddasz do schroniska. Więc z tego wszystkiego proponuję ci kanarka, albo i kilka z czasem. Kiedy byłem małty to hodowałem kanarki hercyńskie z najlepszej hodowli w krakowie - a to jest b. ważne z jakiej hodowli jest samczyk ( samiczki są nieme ), bo ważne jest od kogo ujczą się śpiewać w pierwszej fazie życia. Albo np. taka akwarystyka za młodu byłem freekiem czyli zapalonym akwarystą. Sam sobie skleiłem ponadstulitrowe akwarium, zrobiłem oświetlenie neonowe z dławikiem i transformaotrem kupionymi w sklepie, a grzałkę to zrobiłem z kawałka kabla z wtyczką, dwóch weglowych rdzeni baterii R 20 i u- rurki ze słoną wodą (ciepło pochodziło z elektrolizy wody). A jakie rybki miałem!!: Przeźroczki cejlońskie ( ryby którym widać wnętrzności), Szczupieńczyki, dwudyszne - Wilekopłetwy wspaniałe (Macropodis operculais), które prawie dochowały się młodch w wielkim słóju dopóty dopóki nie odpadło mu denko. Poasadź jakieś piękne rośliny, tylko nie sprowadzaj ślimaków bo to jest dopiero plaga. I jak już będziesz miał wszystko podłaczone to możesz się delektować godzinami szybkimi harcami Danio, Neonek, czy wolnym pływaniem jajożyworodnych Molinezji czarnych czy Gupików - pawie oczko. A jak bedziesz już zaawansowany to sprowadzisz sobie parkę gębaczy - rybę pielęgnicowatą, której ikra i potomstwo chowają się do otworu gębowego ojca.
    To jest na prawdę wielka konkurencja dla tej reklamowej sieczki ktróa leje się z telewizora. Tak że wielce polecam.
    Pozddrawiam Mirek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kota przecież nie oddałem bo mi zbrzydł, tylko ktoś powierzył mi go do opieki na te dwa tygodnie.Wywiązałem się z tego dobrze bo co wieczór kot zasypiał mi na kolanach. To chyba o czymś świadczy.
      Psa już miałem, Zdechł mi na rękach i grzebałem go po nocy, aby dzieci nie widziały tego rankiem. W moich Gorcach ma mogiłkę pod lasem na której rośnie dziewięciosił. Czuję się odpowiedzialnym człowiekiem i trochę rusza mnie myśl o oddawaniu zwierzęcia do schroniska.
      Poza tym w ramach wychowywania dzieci w zgodzie z przyrodą miałem już: rybki, chomika, papużki nierozłączki, żółwia i na końcu psa boksera. Taki tez bokser z pewnością pojawi się wiosną w obejściu.
      Pozdrawiam

      Usuń
  9. Błoto po pachy, kot- złodziej i sąsiad użyteczny inaczej..i Ty się z tego cieszysz?
    Pozdrawiam,Hanula

    OdpowiedzUsuń
  10. Właśnie z tego wszystkiego.
    Obserwowanie przyrody nawet szeroko rozumianej zawsze mnie pasjonowało.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Nowy dom trzeba przystosować no i przyzwyczaić się. Do roboty zawsze się coś znajdzie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń