czwartek, 2 stycznia 2014

Poranna kolęda

- Już nie musisz pytać Hanki – usłyszał od Najważniejszej, kiedy Jan Maria odebrał telefon.
- A o co miałem ją spytać? - Jan Maria Nieistotny próbował skoncentrować się na dwóch sprawach jednocześnie. Po pierwsze na rocznej inwentaryzacji a po drugie na rozmowie z żoną.
- Kiedy przyjdzie ksiądz po kolędzie?
Fakt, wszyscy już byli z wyjątkiem proboszcza. I sportowcy i strażacy a nawet szkoła.
- Masz jakieś informacje? - zapytał, denerwując się jednocześnie na pojawiający się komunikat o złej wartości wprowadzonej do komórki.
- Z samego źródła. Od proboszcza.
- To kiedy będzie?
- Już był.
- Przecież dopiero drugi stycznia, godzina - tu spojrzał na zegarek - dziesiąta trzydzieści.
- No i z głowy.
- Nie wiem czy to dobre podsumowanie.
- To się trochę proboszcz pospieszył.
- Nie bardziej niż ksiądz u Andrzejów, on chodził już w Sylwestrowy wieczór, zmuszając w ten sposób ludzi do obecności w domu w ten wieczór.
- Już to sobie wyobrażam. Szukam zagubionej spinki do koszuli i klnę jak szewc, a tu w drzwiach pojawia się dobrodziej.
- Ale przecież ty nie kląłeś w Sylwestra.
- Bo nie potrzebowałem spinek. A swoją drogą,wiesz może gdzie są?
Ty nie masz koszuli na spinki, a więc nie masz spinek. - powiedziała trzeźwo Najważniejsza.
Kurde, jakie proste rozwiązanie. On zaś pamięta jak w domu rodzinnym, rok w rok starzy awanturowali się przed wyjściem na imprezę. Zaczynało się od spinek a kończyło na zmarnowanym życiu. A wystarczyło tylko wywalić do kosza tę koszulę z rękawami na spinki.
- To której On był?
- Koło dziewiątej. Wcześniej zaskoczył sąsiadkę, która dopiero co wstała i zawinięta w szlafrok zeszła do kuchni na pierwszą kawę.
Nie wiem czy takie wizyty nie powinny odbywać się później. Ale to specyfika wsi, tu dalej bierze się urlop w związku z coroczną wizytą. Ale też i na wsi księża są rozmowniejsi
- Zostawił komórkę i powiedział, że po piętnastym wpadnie na kawę.
- Towarzysko?
- Pewnie chce Ciebie poznać.
- Ale ja jestem taki....taki Nieistotny.
-Wiem, wiem Jan Maria Nieistotny – uzupełniła Najważniejsza.
- I po krzyku – powiedział do siebie, kiedy odłożył słuchawkę.
Wrócił do mozolnego śledzenia Excela, ale w głowie pojawiało się pytanie – takie wizyty to dobrze czy nie? Sam sobie też odpowiedział, że chyba nie ma jednoznacznej odpowiedzi, bo wszystko zależy od ludzi.
Był bowiem zaprzyjaźniony ksiądz w górach z którym miał przyjemność strzelić metaxę i śpiewać wspólne kolędy, chociaż głos ma podły a słuch jeszcze gorszy. Był i młodzieniec, który obchodził blok w którym Jan Maria mieszkał , tak mechanicznie jakby pracował w fabryce, przy taśmie.
Ptaszek w kartotece, pokropek i koperta.
Sławna i niesławna koperta.
- Swoją drogą to ciekaw jestem kiedy pojawi się taki który otworzy tablet i odklika nas enterem, albo na kościelną modłę krzyżykiem – pomyślał klikając myszką na sumę długiej kolumny.
A może to też tradycja? Taka sama jak chodzenie z gwiazdą i turoniem?
Bo przecież w trakcie żadnej z tych wizyt nie dowiedział się jak Żyć.
Z tym problemem musi zmagać się sam




4 komentarze:

  1. Być może proboszcz tez robił inwentaryzację....
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest z pewnością inwentaryzacja.. wiernych
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Kiedy zmienili u nas księdza, czekam na wizytę z przyjemnością ,nawet. Pozdrawiam, Hanula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zawsze wszystko zależy od ludzi.
      Pozdrawiam

      Usuń