wtorek, 7 stycznia 2014

Czy Pan lubi Go Go ?

Zgodnie z odpowiednimi przepisami, lokal podający alkohol nie może znajdować się w odległości mniejszej niż sto metrów od miejsca kultu religijnego, czyli mówiąc inaczej kościoła bo tak podpowiada ludowa świadomość.
Dlaczego akurat sto metrów? Wychodzi na to, że powyżej tej odległości Panu Bogu już nie przeszkadza. Czyżby Pan Bóg był krótkowidzem?
Jak zrealizować tę zasadę w miastach pełnych atrakcji turystycznych? Jak to czynić w Krakowie mieście stu kościołów? Podobno w obrębie Plant jest koło setki knajp i knajpek co znaczy, że przy rozsądku ludzi, nawet dziwaczne prawo można zinterpretować bez szkody dla nich samych.
Sam alkohol przeznaczony jest zresztą dla ludzi myślących.
- W tym kraju – pomyślał Jan Maria Nieistotny - jak nie kościół to figura, albo miejsce uświęcone męczeńską krwią. Nic tylko maszerować z procesją, składać kwiaty, palić lampki i czcić.
Memento mori
A przecież życie toczy się wokół nas. Ludzie rodzą się, dorastają i odkrywają uroki zabawy i zabawy po alkoholu. W końcu odkrywają seks i miłość, albo odwrotnie. Najczęściej rodzą się z tego dzieci, ale nie jest to żaden prawny obowiązek.
Takie jest prawo natury i nic tego nie zmieni.
Jedni spędzają wolny czas na medytacjach w kościelnych ławach inni w nocnym klubie.
Pan Nieistotny zna takich którzy z równym upodobaniem oddają się jednemu i drugiemu.
Jak ten baca, który szedł do burdelu z książeczką do nabożeństwa. Tłumaczył, że jak mu się tam spodoba to zostanie do niedzieli.
Pozostawiając na boku nocne lokale ze skłonnością do bycia domami publicznymi, zastanówmy się nad pozostałymi lokalami rozrywkowymi.
Dlaczego Jan Maria zainteresował się knajpami z programem rozrywkowym?
Oto w Warszawie podniósł się krzyk świętego oburzenia z powodu otwarcia na Krakowskim Przedmieściu klubu nocnego. Podobno stoi niedaleko kościoła, w pobliżu figury, a sam dom odegrał rolę w czasie Powstania Warszawskiego.
- No i o co chodzi? – zastanawia się Jan Maria - O wyszynk alkoholu czy o te inne atrakcje?
Z pewnością o te inne atrakcje lokalu Go Go
Nieoceniona Wikipedia podaje definicję takiego miejsca
Klub Go Go to klub nocny, lokal ze striptizem. W lokalu z podkładem muzycznym prezentowany jest: taniec na rurze, striptease oraz pokazy tancerzy erotycznych, chippendales. Występy mają charakter zamknięty (pokazy są płatne).
No i proszę. Po pierwsze płatne, nikt wbrew swej woli nie jest narażony. Po drugie lokal dba o to by przez szyby z ulicy nie zobaczyć nic, bo za oglądanie pobiera opłatę.
No właśnie. Płaci się za oglądanie. Jan Maria nie musiał się podpierać wikipediową definicją ponieważ miał okazję zobaczyć klub Go Go z tak zwanej drugiej strony szyby.
W lokalach panuje zasada, że nie wolno dotknąć dziewczyn wykonujących swój program artystyczny. Podziwiając wprawę w akrobacji Jan Maria upiera się przy artystycznych walorach programu. Warunek oczywiście, że kobiety pracują tam z własnego wyboru.
Każda próba klepnięcia tancerki w tyłek, skończy się nieodwołalnym wywaleniem z lokalu na zbity pysk. Chyba, że Jan Maria przebywał w lokalu z tak zwanej górnej półki w samym sercu Stolicy.
Ech, były czasy.
Striptease już tak spowszedniał, że nie budzi chyba niczyich emocji, zaś taniec na rurze miał się ponoć stać dyscyplina olimpijską, tylko wtedy zamiast szpilek zakłada się adidasy.
O co więc ten cały krzyk?
O moralność.
Jakże wybiórczą mamy tę moralność.
I jakiego pecha ma właściciel kamienicy, która była świadkiem czynu zbrojnego.
A przecież cała Warszawa była świadkiem i uczestnikiem takiego czynu.
Chwała bohaterom, ale i wolność współczesnym.
Jak skomentował to wydarzenie jeden z internautów, w takim Paryżu sąsiadują obok siebie
Kościoły, meczety, knajpy i burdele. Nikomu to nie przeszkadza, a wszyscy zaś potrafią się zgodnie spotkać przy kieliszku dobrego wina.
U nas nie do pomyślenia.

10 komentarzy:

  1. Jakże może być dobrze, skoro jak się zbierze dwóch Polaków, to mają oni trzy zdania: Moje, twoje i nasze , a jak przyjdzie trzeci, to jest za, a nawet przeciw. I bądź tu mądry.
    Pozdrawiam,Hanula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tu chodzi o realizacje hasła - żyj i pozwól żyć innym,
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Tu nie o moralność chodzi tylko o to co ludzie powiedzą...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ludzie głosują nogami.
      Przecież podaż jest regulowana przez popyt.
      A popyt jak widać jest w tym naszym bogoojczyźnianym narodzie
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Uczy się nas, że większość ma rację, ale czy na pewno? ;)
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. To demokracja.
      Większość czasem kieruje się zbiorową emocją

      Usuń
  3. A co jeśli większość to lemingi pędzące bezmyślnie nad przepaść? ;)
    Pozwolić im biec?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak będziesz sama zabraniać to tłum Cię zadepcze

      Usuń
    2. A jakby rozpiąć elektrycznego pastucha nad przepaścią? Warto się wysilać ... czy pozwolić im biec na zagładę?

      Usuń
    3. To wolny kraj. Każdy ma prawo do samounicestwienia, albo zwycięstwa.

      Usuń