środa, 30 października 2013

Swobodny potok myśli

Pan Nieistotny widząc czerwone światła poprzedzającego go samochodu, odruchowo nacisnął na hamulec. Zwolnił i stanął w końcu długiej kolejki samochodów. Dzisiaj podjeżdża do pracy z drugiej strony, a tam znajdują się ze cztery przejazdy kolejowe, jeden koło drugiego. Popularna, przelotowa trasa kolejowa zapewnia częste zamykanie zapór i tworzenie się kolejek. Pogodzony z sytuacją Jan Maria wyłączył silnik i rozejrzał się po dobrze znanej okolicy. Stara, spalona kilka lat temu chałupa dalej stoi przy samej ulicy. Straciła już swoją grafitową barwę zwęgleń, na rzecz zieleni którą mocno już porosła. Z gęstej plątaniny krzaków i chwastów wystają tylko resztki więźby dachowej i to one najbardziej przypominają o tragedii jaka tu rozegrała się jakiś czas temu. Spojrzał na przebijającą się jeszcze tabliczkę z numerem domu.
Trzynaście.
Jakby na potwierdzenie istnienia pechowych liczb. Taki dom może stać się mekką fatalistów.
- Tydzień świąteczny – pomyślał uciekając od tematu – Chryzantemy, lampki i pasty do polerowania granitu. O tym się teraz myśli, klnąc w duchu obowiązek sprzątania grobu
Mówcie co chcecie, Jan Maria nie spotkał nikogo, kto by był zadowolony z tego corocznego obowiązku.
On sam jest zwolennikiem małej urny, wsadzonej do muru kolumbarium. Po pierwsze, to mniej problemu dla rodziny. A pamięć? Pamięć nie wymaga polewania lastrika pastami polerskimi i okładania cmentarnej płyty kolorowymi zniczami. Póki co oddaje się jednak tej ogólnonarodowej pielgrzymce po cmentarzach, koniecznie tego jednego dnia w roku.
- Powoli przyzwyczajam się do miejsca – odpowiedział dzieciom na jakiś związany z tym tematem zarzut.
A potem już święta. Te grudniowe, śnieżne, czasami mroźne. Z choinką, mikołajem i reniferami.
Zaraz, zaraz. Wzrok Nieistotnego padł na znak drogowy ustawiany przed przejazdami. Na nim jakaś zatroskana ręka przylepiła informację
Zaginął renifer.

A jeżeli to ten, świąteczny? Ten od zaprzęgu?
Czyżby groziły nam niekompletne święta ?
Jan Maria przypomniał sobie od razu , że wczoraj rano pił jak co dzień poranną kawę z Najważniejszą. Ona spojrzała prze kuchenne okno i krzyknęła - o sarna.
Rzeczywiście w oddali, na łące pod drzewami pasło się płowe zwierzę. Po dłuższej chwili odwróciło się tyłem do obserwujących go i znikło w zaroślach.
Po bażantach i kuropatwach uciekających spod kół samochodu mglistym rankiem, bocianie ucztującym na polu zaraz za furtką, jest jeszcze sarna... A może to był renifer? Ten renifer.
Oczami wyobraźni widzi już Nieistotny w ten wigilijny wieczór renifera w czerwonym szaliku, stojącego nieopodal jego furtki. Czerwony nos lekko przeszkadza mu ale wytrwale nuci popularną amerykańską kolędę. Trochę zagubiony, trochę zestresowany solista.
Kicz jednym słowem na całego.
I na tym stwierdzeniu trzeba było poprzestać, bo dróżnik podniósł zapory. Po kolei zaczęły się uruchamiać silniki samochodów i jego wiekowe już auto również odpaliło. Następnie powoli ruszyło po nierównościach przejazdu.
Musi przyznać, że ilość i różnorodność myśli w jednej jednostce czasu jest u Nieistotnego tak wielka, że czasami nie potrafi nadążyć sam za sobą

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz