wtorek, 15 października 2013

Rytuały


Pan Nieistotny należy do pokolenia które z niepokojem patrzy na późno dzwoniący telefon.
Sam dzwoni do dwudziestej uważając, że po tym terminie jest czas na uspokojenie emocji i prywatność.
I tym razem przeczucia okazały się słuszne. Telefon od kuzyna w piątek po dwudziestej pierwszej mógł zwiastować tylko jedno.
Niestety wykrusza się pokolenie naszych rodziców, oraz rodziców naszych kuzynów.
Z prostego obliczenia wynika, że niektórych członków swojej dalszej rodziny będzie widziałna tej rodzinnej jak by nie było uroczystości po raz ostatni.
Chociaż w sobotę od rana wziął się za rąbanie orzecha, myśl krążyła gdzieś wokół spraw zasadniczych.
Dzień wcześniej przy pomocy piły łańcuchowej pociął konary na stosowne kawałki, a dzisiaj co większe sztuki rozłupywał wzdłuż Tak porąbane drewno pali się zdecydowanie lepiej niż przecięty tylko do odpowiedniej długości konar. Ten trzeba co jakiś czas obrócić w palenisku.
Robota paliła mu się w rękach chociaż ręce miał obolałe i nadwyrężone od wycinania szerokiego na ponad pół metra pnia.
- Nie jest jeszcze ze mną tak źle. Przy drewnie poradziłem sobie całkiem nieźle – pochwalił się w domu
- Bo miałeś dobrą siekierę – schłodził jego optymizm Młodszy.
- Nie ma to jak rodzina – zauważył Jan Maria- Zawsze przypomni o miejscu w szeregu.
Ponieważ do miejsca ceremonii było jakieś sześćdziesiąt kilometrów, Nieistotny z pewnym zapasem czasowym wyruszył w podróż. Od czasu kiedy pozbył się domu w górach i przyrósł do pracy w Krakowie, takie wyjazdy nie są już codziennością
Włączył nawigację ale nie po to by wyznaczyła mu drogę ale po to by posłuchać muzyki z zainstalowanej tam Mp3.
„Biała lokomotywa” – płyta w wykonaniu Jacka Różańskiego zawsze wprowadza go we właściwy nastrój.
- Życie to nie teatr - nucił razem z wykonawcą. I cóż on ma zrobić ze sobą, skoro jak inżynierowi Mamoniowi z Rejsu podobają się te utwory które już kiedyś słyszał?
W oddali zauważył coś na jezdni. Zwierzęce truchło leżało na asfalcie. Zwolnił lekko i przejechał obok. Nie był to ani pies, ani kot. Rozpoznał z trudem brunatną wiewiórkę leśną.
Ofiara komunikacji leżała bezwładnie na asfalcie, a jedynie jej kita unosiła się lekko nad drogę. Podmuch powietrza od przejeżdżających samochodów rozwiewał puszyste włosy ogona na wszystkie strony.
Nieistotny lubi wiewiórki, dlatego ze smutkiem przyjął tę stratę. Rozwój komunikacji wymusił pewne zobojętnienie na psy i koty jako ofiary rozwoju środków transportu.
Jakież było jego zdziwienie gdy dziesięć kilometrów dalej zobaczył podobną kitę smętnie powiewającą na wietrze.
- Jakiś pomór na wiewiórki – pomyślał. Może to orzechy pomieszały im w łepkach?
Uznał za konieczne umieszczenie znaku ostrzegawczego w stylu „uwaga wiewiórki” w miejscach ich pojawiania się Wymyślił nawet formę graficzną, ale kiedy następnego dnia sprawdził w internecie okazało się jak zwykle, że to trudne wymyślić coś oryginalnego. Znak już był.
Kiedy dojechał na miejsce, z daleka dostrzegł ogorzałą twarz kuzyna. Zaparkował samochód i na powitanie zauważył, że wiek wycisnął na nim swoje piętno.
Aby uniknąć pytania o posiadanie lustra w domu, od razu dodał, że i jego samego czas nie oszczędza.
A potem pojawili się kolejni, widziani z okazji ostatniego pogrzebu kuzyni.
Z powodu ślubów odbywających się w nowym kościele na potrzeby ceremonii pogrzebowej proboszcz udostępnił stary drewniany kościółek. Kościółek ma pięćset lat i atmosferę odpowiednia dla żegnania starych górali.
Wujo powinien potraktować to jako swego rodzaju bonus. Jemu jednak było już chyba wszystko jedno.
W zasadzie, jedynym zgrzytem były organy. Nieistotny pamięta, jak będąc dzieckiem irytował się na szum silnika który pompował powietrze do piszczałek. Od tamtego czasu zmienił się być może ustrój, wybudowano nowy kościół, a o biednym silniku wszyscy zapomnieli. Szumiał, charczał i zagłuszał dźwięk organów do tego stopnia, że Nieistotny odniósł wrażenie że oto słucha radiowej transmisji z mszy podczas zmiany kół w zakładzie wulkanizacyjnym.
Wyszedł nawet na zewnątrz lekko poirytowany tym nazwijmy to po imieniu niechlujstwem obsługi.
Znaczy się organisty, ale i proboszcz jako gospodarz jest za ten chrobot odpowiedzialny.
Wolnym krokiem podążył potem za trumną na miejsce wiecznego spoczynku, cichutko wymieniając uwagi na temat pogrzebów z własnym bratem. Ponoć z powodu sprzeciwu posłów którzy jak zwykle wiedza lepiej, nie dane mu będzie być rozsypanym gdzieś pośród tatrzańskich skał czy górskich łąk.
Oni wiedzą lepiej co komu w duszy gra. A my? Przypadkowe społeczeństwo – powiedziała pewna pani poseł, nad którą zapadła już dawno kurtyna zapomnienia.
Nieistotny gotów zgodzić się z opinią, że stają się w ten sposób lobbystami kościoła i zakładów pogrzebowych.
Odrzucając choć na chwilę doczesne problemy, Nieistotny tradycyjnie już wzruszył się mocno słuchając - Anielski orszak niech twą dusze przyjmie...
A potem odwiedził pogrążoną rodzinę w ich domu. Przy herbacie wymienił się numerem telefonu z kilkoma krewnymi. Ma jednak dziwne wrażenie, że nie dane mu będzie z tego dobrodziejstwa książki kontaktów skorzystać.
Bo do kogo tu dzwonić i po co? Zadziwić? Wystraszyć?
Pewnie żeby wystraszyć, bo większość to wiekowa pólka Nieistotnego, stąd ich podobne podejście do telefonu.
Nad wzgórzami zaszło już słońce i ziemię okrył zmrok. Nieistotny wracał do domu i w tej zadumie nad życiem zapomniał nawet o włączeniu jakiejś muzyki. Minął tablicę z nazwą swojej miejscowości, a za chwilę przywitał to wygaszony dom. Tylko okno w sypialni Najważniejszej pozostawało jasne. Sypialnia mieści się jednak od strony ogrodu a więc nie było to bardzo widoczne.
Kiedy zaparkował i otworzył drzwi wejściowe, niczym z pod ziemi pojawiła się sąsiedzka kotka. Zaskrzeczała w swoim stylu i zaczęła się ocierać o nogi Jana Marii. Pogłaskał ja za uchem ale zaraz też przywołał do porządku.
- Już późno, wszystkie dobrze wychowane koty wracają już do swoich domów. Wracaj i ty!
Kotka nie była zadowolona, jej wzrok zdawał się mówić
- A skąd ty wiesz człowieku, że ja jestem porządna ?




4 komentarze:

  1. Czytam , czytam i jak zwykle rozczula mnie Twoja Nieistotna codzienność. Pozdrawiam, Hanula
    PS A wiesz, że ja także często zadaję sobie pytanie...jak ta kotka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z założenia tak mówimy. A priori jak zwykli mówić prawnicy. A przecież w każdym z nas jest trochę z Mr Hyde`a. A z wiekiem wydaje się że Mr Hyde mógłby w nas dominować.
    Czasem ta porządność uwiera jak zbyt ciasny kołnierzy.
    Wiem coś o tym,mam tak samo
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio przyglądam się tym nieporządnym- ale im się lekko żyje. zaczynam nawet z lekka zazdrościć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt nie obiecywał, że droga cnoty jest usłana różami. Ale za jest satysfakcja, takie wynalazek dla biednych.
      Pozdrawiam

      Usuń