poniedziałek, 7 października 2013

Kocie sprawki



Jan Maria uchylił okno w sypialni żony i delikatnie gwizdnął. Tak jak zwykle gwiżdże się na psa. Psa jednak jeszcze nie miał. Ze względów na problemy że zdrowiem żony, termin ten oddala się i przesuwa na przyszły rok. Z powyższych powodów nie usłyszał więc radosnego szczekania, ale spacerujący środkiem ogrodu kot jak na komendę odwrócił się o sto osiemdziesiąt stopni i w trzech susach pokonał dystans do okna. Szybko też wskoczył na parapet i wsadził łeb między uchylone framugi. Kot a w zasadzie kotka, po otrzymaniu przyzwolenia weszła szybko do środka, a następnie w geście podziękowania zaczęła ocierać o nogi Jana Marii. Po otrzymaniu porcji czułości, odbiła się na tylnych łapach i wylądowała na łóżku Najważniejszej. W zasadzie to małżonka zachęciła Nieistotnego do przywołania kotki. Zauważyła bowiem dziwną prawidłowość. Kotka układa się dokładnie tam,i gdzie znajdują się blizny pooperacyjne. Przytula się tam mocno i tak pół śpiąc, spędza codziennie kilka godzin. Kiedy Najważniejsza zmienia pozycję, kotka bezbłędnie odnajduje na nowo właściwy punkt u jak poprzednio układa się do snu. Najważniejsza jest przekonana o terapeutycznych właściwościach zwierzaka, a Nieistotny nie ma zamiaru poddawać tej wiary w wątpliwość. Przecież tak naprawdę pomagają nam tylko te rzeczy w skuteczność których wierzymy. Przy okazji w ten zastępczy sposób spełnia się potrzeba posiadania zwierzaka. Kot jest sąsiadów, ale sprawiedliwie dzieli swój czas pomiędzy dwa domy. Czyni to bezinteresownie ponieważ w domu Nieistotnego kotka nie jest karmiona. Gdyby do porcji czułości dorzucić jeszcze michę, kot z pewnością sprowadziłby się całkiem. Na posiadanie kota nie są chyba jednak zupełnie gotowi, chociaż Nieistotny uważa wieć ma swoje prawa i kot być powinien. Zresztą tylko czekać kiedy posiadacz jakiejś puszczalskiej i niewysterylizowanej kotki podrzuci tu niechciane kocię. To takie wiejskie żerowanie na ludzkich instynktach. Byle nie na zimę. Za dwa miesiące minie rok od czasu gdy Nieistotni zmienili swoje życie osiadając na wsi. Teraz kiedy do zebrania z ogrodu pozostały tylko późne jabłka i gruszki, cieszą się tą zmianą. Poza tym wbrew obawom małżonki zebrali tez grupę sympatycznych całkiem sąsiadów. W ostatnią niedzielę zostali zaproszeni przez jednych na drugie urodziny młodszej córki. Byli wzruszeni zaproszeniem i stawili się na miejscu punktualnie. Jakie było ich zdziwienie, gdy znaleźli się pomiędzy najbliższa rodziną i dwójką zaprzyjaźnionych rówieśników. Tu trzeba dodać, że sąsiedzi są w wieku ich starszego syna co chyba działa na plus Jana Marii i Najważniejszej. Mówiąc wprost – może nie muszą czuć się już tak staro.
Krótko ze względu na kondycję małżonki, ale treściwie spędzili te dwie godziny przy torcie w kształcie dinozaura. Kiedy zaś wracali do domu, Najważniejsza stwierdziła, że przyjdzie do wnuka przywyknąć i gdy przyjdzie na to czas, uczyni to z radością. Nie nadaje się natomiast na przedszkolankę. Uczestnikami kinderbalu była siódemka dzieci w wieku do 6 lat, było więc jak w przysłowiowym ulu.
- Nie miałbym nic przeciwko, żeby ten czas już przyszedł - powiedział Nieistotny.
- Pamiętasz co ustaliliśmy? Rozmawiamy o tym od przyszłego roku.
- Wszystko na przyszły rok i wnuk i pies – podsumował mimochodem Nieistotny.
Nie było jednak miejsca na dłuższe rozważania ponieważ impreza była po sąsiedzku, a więc nawet z użyciem inwalidzkiego wózka rozprawili się z tą drogą raz dwa.
Powitało ich przyjemne ciepło od kominka, który co prawda przygasł ale dalej wydzielał to przyjemne ciepło. Ciepło, cicho, jak na niedzielę przystało.
Kończyła się leniwa niedziela z kotem w tle. Pan Nieistotny jako człowiek zorganizowany zaczął planować poniedziałek.
Bo to i piła łańcuchowa odmówiła posłuszeństwa zaraz po tym jak Młody wyciął jabłonkę, a i żona zauważyła promocję na owocowa herbatę w niedalekim markecie. A wszystko to po szesnastej czyli po pracy.
Jak się uda to posadzi wrzosy. Może i on załapie się na jakąś promocję






2 komentarze:

  1. Od dawna wiadomo,że koty mają moc terapeutyczną i dobrze robią na reumatyzm oraz inne schorzenia, instynktownie "lgną " do osób cierpiących i schorowanych...A popatrz, mnie się trafił wredota jakiś, właściwie mojemu M. wypraszał intruza parę razy dość brutalnie z naszego podwórka, a kot teraz odpłaca mu się pozostawiając kupę niemalże na schodach , nie dziwi ,że wobec kotów mam mieszane odczucia, bo uczuciem darzę , nie zaprzeczę, zresztą gdzie nie pójdę, zawsze mi się jakiś kładzie na kolanach./ Kot, żeby nie było dodam dla ścisłości./ Ty to się jednak umiesz urządzić, jeść nie dać, a wykorzystać. Pozdrawiam, Hanula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja go nawet karmiłem przez dwa tygodnie, a w zasadzie je bo to 2 sztuki sąsiadów sąsiadów. Zawsze jednak szedłem z puszką do miski pod dom sąsiadów. Po co kotom mieszać w głowach
      Pozdrawiam.

      Usuń