piątek, 16 listopada 2012

Strzeż się tanich podróbek

Podróbka, to chyba jedno z najczęściej używanych słów w codziennych rozmowach rodaków
Za tak zwanych moich czasów oryginalne jeansy „Super Riffle” były dostępne tylko w Pewexie. Kosztowały całe, oszałamiające osiem dolarów. Dzisiaj to około dwudziestu siedmiu złotych, ale w czasach gdy miesięcznie zarabiało się piętnaście dolarów, był to naprawdę poważny wydatek. Był to tez widoczny dowód na miłość rodziców do własnych dzieci. Nie oszukujmy, w nas też drzemał materializm i to nie tylko ten dialektyczny.
Tanie podróbki firmy Odra wywoływały uśmiech politowania. Zresztą Odry nie miały ambicji przypominać Riffli. Spodnie miały swoją własną markę. Ta Odra to jakaś uniwersalna marka, ponieważ owocowa guma do żucia rodzimej produkcji, wytwarzana była również w firmie Odra.
I tak Riffle żuły Wrigley's Spearmint, a Odry międliły między zębami Odry. Chyba wtedy po raz pierwszy narzekałem na gumę, że to jakaś tania podróbka, chociaż kochający ojciec wybuzerował dziesięć dolców na Wranglery.
A potem nastąpiła moda na podróbki. Moda? To była eksplozja, wybuch i zalew. Za parę złotych można było u sympatycznego Wietnamczyka kupić prawie markowe produkty, za całkiem normalną cenę. Opowiadało się, że oryginalną czapkę można było poznać po ilości szwów na daszku.
A przecież producent „Nibynike” też potrafił liczyć.
Teraz podrabia się wszystko. Położyła mnie opowieść o pomysłowych Chińczykach podrabiających kurze jajka. Gdzie jest granica opłacalności? I kto za te pieniądze lepi skorupki z gipsu​?
O podrabianiu gorzały nie muszę nawet wspominać, ponieważ śmiertelne ofiary tego procederu mówią same za siebie. Ilu z nas wylało czeski rum do zlewu po informacji w mediach?
Dzisiaj czytam, że w Polsce i w innych krajach sprzedawane jest pochodzące ze Szwecji "wino w proszku" z włoską nazwą Frascati i etykietką sugerującą, że pochodzi z Italii.
Przypadek ten, uznany za wyjątkowe oszustwo, nagłośniły włoskie media.
Alkohol w proszku?
Ileż to razy w wesołym towarzystwie, ktoś opowiadał, że wymyślono alkohol w proszku.
Raz mieli to uczynić Amerykanie innym razem Ruscy. Pointa była zawsze taka sama dolewasz trochę wody nawet z kałuży i już możesz pić. Chlać na wycieczce, w podróży, w przeciągu, na drągu.
Gorzała w proszku, marzenie wielu, gotowa nadać sens niejednemu nijakiemu życiu.
"Dodaj tylko wodę. Wystarczy na 21 litrów, cukier nie jest potrzebny" – głosi instrukcja obsługi torebki z garścią malutkich granulek.
Nawet do bimbru oprócz drożdży potrzebny jest cukier, no i to czekanie, a na końcu destylacja.
Tu można zalać ryja po zamieszaniu łyżeczką, albo po wstrząśnięciu naczyniem. Z filmów wiem, że niektórzy preferują wstrząśnięte, nie mieszane.
Włoska stacja telewizyjna, która pierwsza poinformowała o "winie w proszku", podała, że jest ono sprzedawane na pewno w Polsce i w Wielkiej Brytanii, być może jest także w innych krajach.
Tu mnożą się pytania
Dlaczego akurat w Polsce i Wielkiej Brytanii?
Czy ma to może coś wspólnego z falą emigracji na wyspy?
- Jak można wprowadzać na rynek artykuły tego rodzaju? - pytał oburzona redakcja?
No właśnie jak można?
A jeżeli udało się wyprodukować alkohol w proszku, to dlaczego nie wie o tym jeszcze Królewska Akademia i Komitet Noblowski?. Przecież to właśnie pora na Nagrody Nobla.
W tym roku przyznano nagrodę za „receptory sprzężone z białkami G”.
Kiedy spytałem jednego z moich pracowników, czy dałby Nobla za białko G nawet sprzężone receptorem, czy gorzałę w proszku, nie miał najmniejszy wątpliwości. 

A propos oryginałów
Wczoraj obchodziliśmy dzień zwycięstwa marketingu nad zdrowym rozsądkiem. Trzeci czwartek listopada dzień Beaujolais Nouveau.
Znalazłem się nawet w jednym z marketów ze szczerą chęcią nabycia jednej butelki tego młodzieńczego, niecierpliwego wina. Kiedy zobaczyłem cenę wybrałem inne, z własną historią dojrzewania i podobną ceną
Bo w końcu - życie jest kwestią wyboru.

23 komentarze:

  1. Odry były bardzo podobne do rajfli, i co najgorsze (dla dziewczęcia) nie do zdarcia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre - "co najgorsze" :D

      Usuń
    2. Fakt były trwałe, przetrzymały nawet szorowanie pumeksem dla nabrania wyglądu.
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Klik dobry:)
    Ja bym raczej ostrzegała: Strzeż się drogich podróbek :))) Tanie da się "przełknąć" przynajmniej finansowo.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak by na to nie patrzeć na podróbki szkoda kasy.

      Usuń
    2. Problem z podróbkami bierze się stąd że renomowany projektant zamawia krótką serię powiedzmy tysiąca koszulek w Chinach, a oni mają takie maszyny że robią dwadzieścia jeden tysięcy, albo sto dwadzieścia jeden tysięcy. Często oryginał i podróbka pochodzą z jednej linii
      Tak to dobrodzieje sami wpadają w zastawione przez siebie pułapki
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Antoni, zdjąłeś mi kamień z serca pisząc o Beaujolais Nouveau. Miałam wyrzuty sumienia z powodu niedopełnienia konsumpcji tegoż. Lubię tą tradycję listopadowego próbowania młodego wina. Ale skoro cena jest zniechęcająca to, niech Francuzi sami to piją! Ze swoim Prezydentem na czele!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę że cena u nas w sklepach to nasz autorski pomysł. Na dodatek niczym nie uzasadniony.
      Czytałem też coś na ten temat.
      Co ciekawe największym światowym odbiorcą tego cienkiego wina jest Japonia.
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. A do tych jajek, to czytałam takie komentarze,że Chińczycy niedługo mają także podrabiać wodę, zwykłą wodę, nie taką butelkowaną. Lubię wino, ale z BN mi nie po drodze, jak dla mnie za młode. Może niechęć wiąże się z błędami młodości, kiedy to domowy "jabcok" nie zdążył jeszcze dojrzeć, a już go nie było.
    Najgorsze jest to,że czasami trudno odróżnić oryginał od podróbki i właśnie za taką podróbkę słono można przepłacić . Zatem, jeśli podróbka, to nich lepiej będzie tania. "Mało dałeś , nie miej wymagań", "jaka kasa, taka klasa". Pozdrawiam, Hanula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak będzie poznać fałszywą wodę jak z kranu tylko ciecz popłynie bez metki nijakiej?
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Nigdym jakoś w Beaujolais zagustować nie umiał, co widzę, że na zdrowie wyszło nie tylko mnie, ale i sakiewce. Podróbki są problemem starym może nie tyle jak świat, ale jak cechy co najmniej, bo od tegoż czasu się wszelkie wytworzone dobro dzieliło na to przez cechowych wytworzone, zatem podług zapewnień rzetelnie i godziwie, zatem drogo, tudzież na insze zza bram miejskich, czyli po łacinie zza porty, stąd ich autorów zwano początkiem portaczami, zasię partaczami, a ich produkta portactwem, a później partactwem. Słówko miały w intencyi cechowych znaczyć bylejakość i lichotę, co wcale nie było prawdy, choć zdarzało się, że od prawdy to dalekiem nie było... Tandem mniemam, że i dziś, ani te wszystkie psy na tandecie wieszane nie są do końca słusznie, choć z wtórej znów strony we własnej branży pokosztowawszy chińszczyzny, nic o niej dobrego powiedzieć nie umiem.
    Kłaniam nisko, nieśmiało dopytując zali ten lot ku błocku i szuwarom trwa jeszcze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po raz kolejny komentarz pogłębią moją wiedzę. Dziękuję
      Co zaś dotyczy tej drażliwej kwestii, to w terminologii lotniczej pobrzmiewała by już komenda - przygotować podwozie do wysunięcia.
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Cześć Antoni. Baltic wodka podobno była robiona z proszku i rzeczywiście włosy dęba stawały po pięćdziesiątce, ale przed trzydziestką bo to lata osiemdziesiąte były. A kiedyś było też głośno o wysokoprocentowym alkoholu serwowanym w czopkach. Pozdrawiam, JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
  7. To tylko opowieści ludu przy kielichu.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. też lubie wiśniówkę :) to tak w temacie trunku
    Jabłoń

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I koniecznie wytrawna ratafia. Poezja

      Usuń
    2. Też :):) do tego zestawu nie specjalnie pasuje szarlotka z bitą śmietaną i lodami ale jak pamiętam też lubimy :) Może, podróby tu nie będzie, takiej w proszku na ten przykład... przynajmniej mam taką nadzieję
      Jabłoń
      P.S. Byłeś już z żoną na mojej wystawie? Galeria jest na parterze swobodnie można tam wjechać żony pojazdem, zapraszam :)

      Usuń
    3. Może rzeczywiście nie będzie szarlotki w proszku.
      Z zaproszenia skorzystam tylko proszę o dwa słowa więcej.
      Może i innych tam spotkamy.

      Usuń
    4. Oczywiście więcej na moim blogu... obrazkowym blogu :)
      Pozdrawiam Ewa

      Usuń
  9. Przeczytalam ten post juz wcześniej, ale jako, że była druga w nocy to postanowiłam "odlożyć" komentarz na następny , wczesniejszy wieczór, kiedy mysli nie obciążone zmeczeniem beda bardziej składne. Co do podróbek zdarzyło mi się ogladać ciuchy ( a jakże!) gdzie metka głosiła: "Made in Italy", a wewnątrz chyba przez nieuwage, gdzieś z boku przy szwie doczepiona byla druga: "made in China". Jak zapytalam panią o to ( a był to niby wloski, elegancki butik) wybrnęła z opresji tłumacząc, że: ciuchy produkowane sa we Włoszech oczywiście przez.... chińskiego producenta! :)

    W innym zaś butiku, bardzo drogim zresztą i nie na moja kieszeń metki na ciuchach głosiły: " Wykonano w Chinach z największa starannością" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, to się potwierdza. Swoją drogą moi Francuzi nie narzekają na jakość chińskich produktów, wszędzie dowiem są tak zwane półki cenowe. My otrzymujemy ten z najniższej. Pozdrawiam

      Usuń
  10. A bo to jak mawiała moja teściowa "tanie mięso psy jedzą";D

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja tam czasami podróbki lubię, ale tylko czasami :-)
    Dzisiaj własnie wspominałam czasy wczesnomłodzieżowe (czyt. przełom lat 80/90.), gdy marki nie miały dla mnie, dla nas, żadnego znaczenia. Brało się co było ;-)

    OdpowiedzUsuń