poniedziałek, 19 listopada 2012

Po sąsiedzku

Zżymamy się kiedy drogowcy malują na jezdni pasy, a następnego dnia wjeżdża frezarka, zbierając ten stary chociaż pięknie wymalowany asfalt. W czasach PRL-u mówiono nawet, że asfalt to nawierzchnia wstępna do układania kanalizacji. Wszystkiemu winni byli oczywiście Oni. Oni czyli komuniści. A gdzież u nas był ten komunizm z jego komunistami?
Polska nawet uczciwego socjalizmu się nie dorobiła.
Był tylko człowiek, co według filozofa brzmi dumnie. Zawalał człowiek któremu nie chciało się pomyśleć, rujnował inny którego to nie obchodziło, bo jak to mówią - jego chata z kraja.
I myliłby się ten kto uważa, że to tylko olewanie męczącej i nisko opłacanej pracy. Ta skłonność która tkwi głęboko w nas, a objawia się również poza pracą.
Jakiś czas temu, czyli w okresie wakacji, zarząd naszego osiedla postanowił wyremontować klatkę schodową. Zaszpachlowano wszystkie nierówności powstałe w trakcie kolejnych wymian drzwi. Moda na antywłamaniowe kwitnie. Efektem demokracji jest to, że każdy z lokatorów ma drzwi w innym kolorze i fasonie, bo przecież wolnoć Tomku w swoim domku. Poza tym od strony przedpokoju, takie drzwi wyglądają dobrze, a od strony klatki fatalnie. Za drzwiami już nie nasze, może być byle jak.
Kiedy odmalowano ściany, a na schodach i półpiętrach położono płytki gresowe, nasza klatka stała się obiektem westchnień odwiedzających gości. Fakt było świeżo i czysto. Pomijając moje zwichrowane poczucie estetyki, ładnie.
I wtedy obudził się sąsiad. Spojrzał na swoje pagedowskie jeszcze drzwi, postanowił je wymienić.
Wracając z pracy zauważyłem wyrypaną dziurę w świeżo odmalowanej klatce. Całość obrzucona rzadką zaprawą. Kto by tam myślał o zabezpieczeniu gresów.
- Jak się kuje to i gruz leci - takie jest panie prawo grawitacji.
Pewnie z czasem ktoś to zamaluje, tworząc kolorowa łatę bo dobrać odpowiedni kolor to już wysiłek ponad miarę.
Klatkę remontowali dwa miesiące, w tym czasie mógłby zaskoczyć nawet najcięższy umysł. Ale przecież ruiny na klatce nie widać z perspektywy przedpokoju. Moje tylko do drzwi.
W myśl tego powiedzenia, można wieczorem postawić śmieci przed drzwiami. Wyniesie się rano idąc do pracy. A że śmierdzi? Profesor Zin powiedział kiedyś, rysując starą wiejską chałupę z zabitymi na zimę oknami,że od smrodu jeszcze nikt nie umarł a od świeżego powietrza zdarzało się. Można również wypuścić psa, żeby odpryskał się przed blokiem. Pod warunkiem oczywiście, że ktoś mu otworzy drzwi na dole, bowiem właściciel psa uchylił tylko te na klatkę.
Nalał przed drzwiami? Tez powód do zmartwień, przecież to całkiem mały piesek.
A jak już się wygoni wokół bloku, to siądzie przed klatką drąc pysk na właściciela, że chce do domu.
Przecież po to jest pies żeby szczekać. Nie?
A może coś się nie podoba ? A może w ryja?
Mieszkanie w bloku to poligon doświadczalny dla ludzkiej zgody i poczucia jedności w grupie.
Dziwne jest tylko to, że ci ugodowi muszą dopasować się do tych co mają to wszystko w dupie.
Bo przecież moje tylko do drzwi.
- A za drzwiami rządzi sprzątaczka. Płacą jej to niech zapierdala – sam słyszałem to na własne, sąsiedzkie uszy.
No i „w ryja” też się nie zdecydowałem

32 komentarze:

  1. Współczuję reliktów socjalizmu, co skutecznie zniszczył większości więzi wspólnotowych i wszelkie chamstwo dotąd w ludziach drzemiące uwolnił, zasię więzi nie wykształcił nowych i nijakich zasad, które by się papierowemi nie zdały...:( Ale i na to proste dziś byłoby remedium, jakoby włodarze spółdzielni jednego czy drugiego kosztem owych ubytków, czy napraw jego niefrasobliwością poczynionych obciążyli, a kundla samopas puszczonego było potrzeba od hycla wykupywać...
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale władze spółdzielni też są w pracy, więc po co się wypinać?


      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Antoni, znowu masz rację w 100%. Gdy ja wymieniałam drzwi do mieszkania to zamówiłam takie jak mój sąsiad wcześniej założył. Sama gładziłam i malowałam fragment ściany zniszczonej przy wymianie dobierając starannie kolor farby. I jest ładnie. Oburza mnie wystawianie worów ze śmieciami przed drzwi. Ech...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na takie drzwi powinien być jakiś przepis, bo taka samowola powoduje niezły bałagan estetyczny.
      No ale kto Polakowi zabroni?
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. A za czyje pieniądze był remont klatki? Jeśli wspólnoty, to i wspólnota powinna mieć prawo domagać się usunięcia powstałych na ścianach szkód...
    Nie ma jakiegoś przepisu w tym względzie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I takie i takie te pieniądze, bo nie wszystkie lokale są wykupione. A wspólnota to taki mało konkretny byt. Pozdrawiam

      Usuń
  4. Mieszkałam trochę w bloku, choc krótko to zasmakowałam wszystkiego o czym jest w tym poście. jako ciekawostkę powiem jak to wyglada w Belgii. Nie mówiąc, że klatki schodowe wygladają schludnie, jednolicie i pachnąco ( nie mówie tu o skrajnościach, bo niektore dzielnice, co za tym idzie i bloki sa cholernie brudne, ale mówie o "normalnych" częściach miasta), to poszczególne bloki rządzą się swoimi prawami ( wspólnoty) i w regulaminie jest na przykład napisane, że w oknach musza być... jednakowe firanki, albo na balkonach... okreslony rodzaj kwiatów, albo ... w ogóle zadne kwiaty nie moga stac. Co kraj, to obyczaj. Ma to swoje dobre i złe strony. Z drugiej strony, jeśli nie mam akurat ochoty na jednakowe firanki we wszystkich oknach? Na szczęście nie dotyczy to wszystkich bloków.
    A psy... to w ogóle nie szczekają, sama nie wiem, czy to jeszcze psy, takie ułożone... Moje na tym tle uchodza za bardzo niwychowane, bo zdarzy im sie szczeknąć od czasu do czasu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W czasach realnego socjalizmu na Węgrzech oddawano bloki z gotowymi zasłonami. Byłem zaskoczony, ale nie tylko to zaskakiwało mnie wtedy u Madziarów. Ciekawe tylko że te kolory zasłon wymyślał projektant osiedla a on lubił bawić się kolorami. Były więc bloki z okanmi zielonymi, zółtymi czerwonymi. Same zdecydowane kolory.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Nie wygladalo to chyba tak zle! moglo sie mowic np: hej, mieszkam w tym bloku z bordowymi zaslonami. A ja w tym z zielonymi :)
      tez pozdrawiam!

      Usuń
  5. Całe życie mieszkałam w bloku, gdy pojawiła się perspektywa zamieszkania we własnym domu wszystko zaczęło mi przeszkadzać i chyba słuch mi się wyostrzył, bo słyszę każdy szelest od sąsiadów.
    W mieście rodzinnym tego nie było, tutaj zdarza się, ze ktoś pali papierosa na klatce, pety rzucają, papierki, wypluwają gumę, wydaje mi się, ze dla niektórych to przedłużenie ulicy, tylko bardziej śmiecić można, bo przecież w sobotę ktoś pozamiata.
    Ps. sprzątaczki nie mamy, są dyżury na piętrach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A propos słuchu właśnie trwają równoczesne prace remontowe u sąsiada z góry i z dołu.
      Można zwariować.
      Poydrawiam

      Usuń
  6. ... ciekawe spostrzeżenia i przemyślenia...
    obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Co racja, to racja!
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty Ellu chyba masz ten komfort mieszkania w domu?. Tak mi się przynajmniej wydaje po obejrzeniu kilku zdjęć
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Nie Antoni, mieszkam w bloku na miejskim osiedlu. Problemy takie same.

      Usuń
  8. Mam doświadczenia i blokowe/na dwóch różnych komfortów osiedlach/, i wolnostojącego domu.Wszystko względne. Może gdyby dom był otoczony 2 hektarami lasu, to i może by było pięknie, ale sąsiad za miedzą na 0,5 ha, to tak jak w bloku. U sąsiadki radio ma ryja, sąsiad po prawej miłośnik wysokich obrotów i zarzynania silnika, po lewej dwoje nie koniecznie miłych milusińskich niemowląt, a na wprost kościół z głośnikami na ful.A z tyłu pies, co to ujada non stop i się nigdy nie zasapie. Sam widzisz, wszystko względne. Nie tęsknię jednak za blokami, bo to jak wiemy: w domach z betonu nie ma wolnej miłości. A w moim magicznym domku, to i pokrzyczeć bez obawy można. Pozdrawiam, Hanula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plusem jest to że miłość kwitnie i tak trzymać.
      Ten sąsiad to ma raczej 5 arów bo to standard. O,5 ha to jest 50 arów a to już kupa ziemi
      wokół domu

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Antoni! Co się tam porobiło z tym Twoim Krakowem, aż się włos jeży od wiadomości. Mam tylko nadzieję, że nie ma to związku z Twoim skokiem, A może Twoja odważna decyzja, to taki mały kamyczek , potęgujący lawinę. Weź już wreszcie doskocz i przetnij nici insynuacji/ nawet jeśli są tylko moje/ Hanula

      Usuń
    3. A pomyśl, że mój młodszy syn studiuje w tej uczelni.
      Ostatnio żartował że jest rozrywkowo, a ja nie skojarzyłem
      Pozdrawiam

      Usuń
  9. Patrząc na to co się dzieje czasami mam wrażenie, że nic się nie zmieniło. Tak było, jest i pewnie jeszcze długo będzie. Niestety:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest już chyba wpisane w łańcuch DNA
      Pozdrawiam

      Usuń
  10. Tu (u-nasz-w-swirowku.blog.onet.pl). Ku gorszemu idzie już od bardzo dawna. Jskiniowcy załatwiali się poza jaskinią, a dzisiejsi kanalarze nie chcą się ruszyć i za przeproszeniem srają w kanałach.Do czego to dojdzie za 60 tys. lat?
    Pozdrawiam Mirek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chciałbym odpowiedzi co będzie za 60 lat.
      Pozdrawiam

      Usuń
  11. Cześć Antoni. Jak to leciało? Każdy szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie. Wolnoć Tomku w swoim domku. A przecież szlachcice my wszyscy. Pozdrawiam JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Polak jest nie do okiełznania
      Już Norwid o tym pisał że człowiek w Polaku jest wielki a obywatel karzeł.
      Pozdrawiam

      Usuń
  12. He, he...

    Moja sąsiadka vis-a-vis, kobiecina - delikatnie mówiąc - niezamożna, ma taki zwyczaj, że gdy na używanym już kilka razy oleju smaży rybę, to otwiera nie okno, ale drzwi swego mieszkania, żeby smród rozszedł się na klatkę schodową.

    Mam też w klatce miłośnika koszenia trawy (to poniemiecki budynek z ośmioma mieszkaniami, wyposażony w ogródek). Ma chyba najgłośniejszą kosiarkę w całym mieście i "społecznie" urządza seanse, trwające - z przerwami - cały dzień. O otwarciu okien nie ma mowy, zwariować by można.

    Jak to mawiał pies Fafik? "Każdy ma swoje pchły"... :)

    OdpowiedzUsuń
  13. A jak tych pcheł różnorodność
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  14. mnie dopieri czeka remont klatki schodowej. Po ponad 35 latach będzie odnawiana po raz drugi. Ale na szczęście przed zimą zdążyli wymienić drewniane okna na plastik. Jest ciszej i trochę cieplej.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. I już jest powód do radości
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Moja Mama mieszka w bloku i ciągle się zmaga z tymi, co mają w dupie.
    Dziś jej poradziłam, że jakby co niech traktuje mój dom jak hotel :)
    Niestety chama się nie zmieni, bo on takiej potrzeby nie odczuwa.
    A śmieci za drzwiami to jedna z gorszych rzeczy, mój kolega kiedyś przez pewien czas te śmieci sąsiadom wynosił, bo mu przeszkadzały. Nie wiem, jak to wreszcie załatwili, ale chyba w administracji zgłosili czy coś, bo to już przesada.
    Ech, długo by dywagować.

    A tak przy okazji - Twój komentarz natchnął mnie do napisania dzisiejszego posta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to miło o tym natchnieniu przeczytać.
      Pozdrawiam

      Usuń