środa, 7 listopada 2012

O rozmiarze który ma znaczenie



 - W naszym sklepie numery zaczynają się od czterdziestki -  powiedziała z niejaką wyższością ekspedientka.  Żona wrzuciła wsteczny bieg i zawinęła się w moim kierunku. - Nie ma tego rozmiaru   -  powiedziała, bezradnie rozkładając ręce.
- Chciałaś powiedzieć że nie ma takiego małego rozmiaru – poprawiłem ją.
To dlatego nie lubię chodzić do sklepów obuwniczych. Salony obuwia oznaczone  tymi czy innymi literami,  w związku z brakiem powierzchni magazynowej i niskimi stanami magazynowymi,  prowadzą tylko najbardziej chodliwe rozmiary. W jednym sklepie, co było ewidentnym przegięciem widziałem tylko przedział od czterdzieści dwa do czterdzieści cztery. To zakrawa na jakąś farsę.
Oprócz tak zwanego „haniebnego wzrostu” jak o Jacku Wójcickim powiedział Piotr Skrzynecki, posiadam również mały rozmiar stopy.  Niby wszystko jest w porządku, ponieważ dzięki temu mam proporcjonalną budowę. Problem jednak z tą moją proporcjonalnością pojawia się  w chwili, gdy stare buty nadają się  do wyrzucenia, a brak alternatywy w postaci nowych.
Zaglądam tedy do kilku sklepów, ale z reguły po trzecim tracę wiarę, a w czwartym nadzieję. Pozostaje mi tylko miłość, ale tej nie szukam w sklepach z obuwiem.  Moja miłość siedzi w domu, albo towarzyszy mi w zakupach. Tego staram się  jednak unikać bo wraz z utratą  nadziei,  tracę też  łagodność a nawet kindersztubę.
Trzydzieści osiem –  rozmiar brzmi jak  wyrok. Włoska numeracja  pozwala na  trzydzieści dziewięć, ale na tym koniec. Jeden sklep w Krakowie, posiada specjalny regał, na którym z jednej strony widać kartkę z napisem „małe numery”, a z „drugiej duże numery”. Przedstawicielstwo włoskiej sieci oferuje jednak z reguły  półbuty w cenie minimum sześciuset złotych. Widziałem tam skórzane japonki za dwieście pięćdziesiąt, oczywiście po obniżce.
I jak w takich bucikach umyć auto? iść polną ścieżyną w kierunku lasu? czy w końcu robić cotygodniowe zakupy?
Są sezonowe obniżki cen, które powodują, że taki but dostępny jest już za okazyjne trzysta dziewięćdziesiąt. Taniocha  tylko rwać.
Zmagam się więc z butami, obniżając swoje wymagania co do fasonu i jakości.
Dziecięce rozmiary, pomijając wyhaftowane z boku kaczuszki i odważny zestaw kolorów, są zbyt wąskie.
Oprócz bowiem długości,  jest jeszcze jedna miara o której zwykły zjadacz chleba nie myśli, to tęgość.
No może mała stopę mam ale szerokość nie jest dziecięca.
Używa się takiego określenia – stopa życia.  I to jest prawda – jaka bowiem stopa takie życie
Aż prosi się  zainteresować tym problemem  Unię europejską, która być może na chwilę zapomni o prostowaniu bananów i zajmie się dyskryminacją jej mieszkańców ze względu na rozmiar stopy.
Już widzę ten zapis w konstytucji, o zakazie dyskryminacji ze względu na pochodzenie, religię i wielkość stopy. Tylko, że ja  za stary jestem wróbel. Nie wierzę,  że to coś zmieni. Handel jest bowiem w rękach prywatnych, a tam podstawową zasadą jest zysk.  Zadowolenie klienta  to już tylko przy okazji, wcale nie jest konieczne. Poza tym obowiązuje zasada wolnego handlu. Brzmi ona : Nie podobają mi się pieniądze od konusów, to z nimi nie handluję.
Zrobiłem eksperyment. Z moimi butami  wchodzę do butów mojego starszego syna, co znaczy, że różni nas jakieś siedem numerów.  Dobrze, chcemy przecież, żeby naszym dzieciom żyło się lżej.
A tak kontynuując skojarzenia. Jest  takie określenie – kosztowny drobiazg i nie zawęża się ono wyłącznie do jubilerskich precjozów.
Pomyślcie ile benzyny spalę  nim kupię dla siebie jakieś buty.  Koszule wymagają dopasowania, a o garniturze pisałem z okazji ślubu.
A czy są jakieś pozytywy?
Są, wymyśliłem sobie  całkiem niedawno. Wielkie stopy nie będą mi przeszkadzać w tej ostatniej podróży mojego życia, a w zasadzie zaraz po. Leżąc wygodnie na  ramionach pracowników  firmy pogrzebowej, kontemplował będę  widok alejki prowadzącej mnie na miejsce wiecznego spoczynku.
Wszak wiadomo że niosą wtedy zwłoki nogami do przodu.  Duże buty nie zasłonią mi widoku.
Ale zaraz, zaraz.  Przypomniałem sobie,  że przecież  opowiadam się za spopieleniem, czyli jak to mówią ten mój dar jest znowu psu na budę.

18 komentarzy:

  1. Ja tam lubię męskich posiadaczy małych stóp:) Mój mąż ma 39;) Powiem więcej- wielkie męskie stopy napawają mnie przerażeniem!
    Ale u nas nie ma problemu z zakupem -pewnie im większe miasto tym większy rozmiar buta:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Duże stopy zmuszają do zachowania dystansu.
      Pozsdrawiam

      Usuń
  2. Prawdziwy pechowiec z Ciebie Antoni, albo nastrój masz listopadowy. Ani jednego pozytywu z powodu takich stóp??? A mniejsze zużycie mydła na przykład?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba nie jest argument na tak.
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Mój drogi, do pieca też chyba dają nogami do przodu, więc na płomienie popatrzysz ;-)
    Współczuję takich zakupów :-/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogień zawsze mnie urzekał, ale uwaga słuszna
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. I jak tu przejść obojętnie wobec stwierdzenia: " nie taki rozmiar ważny..." Japończycy także mają małe stopy, może zamiast we włoskich , szukaj w japońskich /i nie koniecznie japonek/.A możesz jakaś chińska jednorazówka,zawsze taniej i szybciej. A tak na poważnie, rozumiem problem z zakupem butów, ja z konieczności muszę się do swoich przywiązywać na długo, bo rzadko mi się udaje kupić coś na miarę / stopy i pieniędzy oczywiście/.Pozdrawiam, Hanula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż prosi się cytat z Lejdis - Wiem co czujesz ja czuje to samo.
      Powodzenia w poszukiwaniach. Pozdrawiam

      Usuń
    2. A próbowałeś na "kota ze Shreka"? może to zadziała w zdobyciu butów na miarę, w końcu jemu się udało. Tylko nie przeginaj, muszkieterki do kurtki US Army, nie wiem czy to nie zbytnia ekstrawagancja, ale... buty , to buty, najważniejsze, by je mieć. Pozdrawiam, Hanula

      Usuń
    3. Nawet poeta napisał:
      "Trza być w butach na weselu".
      A czymże jest nasze życie?
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Jeszcze jeden powód byśmy wrócili do czasó, gdy się ciżmy na obstalunek u szewca zamawiało... Tylko gdzie dziś szewca znaleźć...:(
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzieś na Szpitalnej był taki szewc, ale po tych zmianach?
      Poza tym cena takich butów jest chyba zabójcza.
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Cześć Antoni
    Założę się, że w czasie tej ostatniej podróży nogami do przodu nic nie zobaczysz. Zstępni, linia boczna, a tym bardziej powinowaci nie bedą przecież przepłacać. A te z tektury (Gdy czarne papierowe buty rano już ubiorę) na pewno zaczynają się dla pewności zysku od 42.Pozdrawiam JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
  7. Tu (u-nasz-w-swirowku.blog.onet pl). Pozstaje ci Antoni niezawodna instytucja szewca z butami na obstalunek. Możesz sobie przebierać i wybierać - kowbojki, czy mokasyny. I to wszystko u jakiegoś mistrza, któremu butpren wyżarł mózg, ale nie do końca. A buty szyte na miarę to jest szczyt snobizmu. Podaruj sobie odrobinę luksus Antoni.
    Pozdrawiam Mirek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znasz mnie trochę, więc wiesz że nie jestem snobem.
      Wyznaję zasadę jednej kurtki jednych spodni idwóch t shirtów na zmianę.
      Czy facetowi trzeba czego więcej?
      Pozdrawiam


      Usuń
  8. Absolutnie facetowi to wystarczy. Moj maz tez te zasade wyznaje dzieki czemu zagospodarowalam skutecznie jego kawalek szafy. :) A co do rozmiarow, to moze pocieszajacy bedzie argument, ze... male jest piekne? :)tylko czy to wystarczy zamiast butow!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie tez wystarczy mała szafa.
      Pozdrawiam

      Usuń