piątek, 18 lipca 2014

U kowala

Ktoś widział jak kowal podkuwa konie? Wszyscy?
Nim odbyłem wizytę z klasą do kuźni, najpierw wyobraźnię do białego rozpalił mi Elementarz A. Falskiego gdzie opis kucia się znajduje. Opis krótki, ale rysunek dokładny.
Zderzenie z rzeczywistością pokazało, że w życiu znacznie więcej jest barw szarych, bo i sama kuźnia była mocno zakurzona, a asystujący kowalowi właściciel konia mocno w trakcie obsadzania podków wyklinał na konia. Taka by była moja wiedza w tym temacie gdyby nie to, że kiedyś tam kupiłem dom w Gorcach i miałem okazję poznać to co wiejskie tradycyjne i zamierające..
A więc byłem (w towarzystwie właściciela ) z krową u byka i to w dobie powszechnej sztucznej inseminacji.
Odwiedziłem kowala by wykuł mi zawiasy do starych drzwi i kołodzieja by zamówić drewniane koło do wozu. Brałem mąkę z otrębami wprost od młynarza, a jeszcze ciepła gorzałkę od znajomego ze wsi
Odwiedziłem pustelnika mieszkającego wśród gorczańskich lasów i widziałem chyba ostatniego cyrulika który w niedzielne południe po kościele, rwał zęby w cieniu lipy.
Z pewnością wesołe było życie kowala skoro naród wyśpiewywał o nim że
„Kowal kuje, popierduje, a kowalka groch gotuje.”
Poza tym to zawód dający prestiż i szacunek we wsi nie mniejszy niż wspomniany już młynarz, a może nawet większy. Powszechnie bowiem było wiadomo, że jak taki robiący ciężkim młotem na co dzień przywali w ryja, to adresat ciosu nie ma prawa już się podnieść.
Mijały lata, technika do spółki z informatyką pokazała na co ją stać i tradycyjne zawody zaczęły odchodzić w mroki niepamięci.
Na co fachowcy gdy wszystko wydrukuje nam drukarka 3D ?
Młodzi też przestali się garnąć do zawodu, bo przecież najlepszą sylwetkę wyrzeźbisz na siłowni wspomagając się białkowymi odżywkami.
Kto byt tak chciał ciągłej roboty, a w uszach kołacze się jeszcze piosenka zespołu „Dwa plus Jeden”
U kowala czarna robota
u kowala młode czerwienie
u kowala rzadko sobota, płomienie
U kowala czarna robota
u kowala wielka tęsknota
u kowala młotów rozmowa i gwar
u kowala żar
Swoją drogą zauważyłem, że dwa plus jeden to trzy, a biorąc pod uwagę mieszany charakter zespołu można by śmiało powiedzieć - Oni stanowili pierwsze „Ich troje”
Wracając jednak do sedna.
Wczoraj na ulicy zauważyłem taki oto samochód



A więc jednak wszystko w porządku. O kowala po prostu upomniała się nowoczesność i teraz to nie koń do wozu a wóz do konia podjeżdża i zakłada nowe buty.
Tylko mi trochę smutno tych iskier rozpryskujących się dokoła w czasie gdy wielki kowalski młot uderza w rozpalony kawałek żelaza.
Parafrazując klasyka ( klasyczkę ), czy rzeczywiście
Dziś prawdziwych kowali już nie ma
Bo czy warto w kowadło się tłuc
Chińską kupisz podkowę z allegro
Zamiast kurzu co wpadał do płuc
Dawne życie poszło w dal,
dziś na zimę ciepły szal,
tylko koni, tylko koni, tylko koni, tylko koni żal.
 
Nie konie mają się dobrze jak widać na załączonym zdjęciu.
To nas żal najbardziej, bo technika zabrała nam cepeliowskie widoczki.

18 komentarzy:

  1. Vulpian de Noulancourt18.07.2014, 11:53

    Widziałem kuźnię i podkuwanie konia. Pamiętam to dokładnie, chociaż byłem wtedy małym chłopcem. Interesowało mnie, czy "konia nie boli", dlaczego wszyscy panowie palą (w mojej rodzinie nikt nie palił) i co znaczą zagadkowe słowa, które wszyscy co chwila powtarzali.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie też przerażało, że konia boli, bo kowal obcinał kopyto, piłował itd
      musiałam czasem nosić do ostrzenia różne narzędzia, stąd moje obserwacje u kowala

      Usuń
    2. Jak widać wszyscy mieliśmy podobne odczucia
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. A mnie to żal krów i byków. Niby "razem a jednak osobno" jak w piosence Ich Troje ha ha ha, Pozdrawiam, JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak. Takie dozowanie bliskości jest nieludzkie
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Taka mała nostalgia zajrzała do mojego serca...
    Tylu swojskich obrazków już nie mam szansy zobaczyć, tyle zawodów zastąpiła technika ...
    Troszkę smutno za nimi a z drugiej strony, kiedyś rzeczywiście ludzie potrzebowali dużo siły i energii aby pracować własnymi rękoma a dziś z maszynami, nowymi narzędziami jest po prostu łatwiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod warunkiem że się nie zawiesi Windows.
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Pamiętam jak dziadek podkuwał swoją ukochaną Wandę :). Pilnował bardzo jej pyska, bo gryzła i kopała wszystkich, oprócz dziadka, nikogo nie akceptowała, nawet babcia musiała ostrożnie dawać obroku, gdy dziadek wyjechał na trochę. Wielka to była miłość człowieka i konia. Kowali i ogień w kuźni pamiętam, bałam się czy konia nie boli, ale sobie wytłumaczyłam że gdyby bolało to by kulał prawda? :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda. To logiczne.
      Widziałem takie konie co akceptowały tylko swojego gospodarza.
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Znaczy że co, podkuwa się dziś konie czy juz nie, bo się pogubiłam. Jeśli jednak tak i kowal przyjeżdża do konia, to gdzie kowalski młot? To ta drukarka, o ktorej wspomniałeś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjeżdża z gotowymi podkowami. Pewnie jest kilka rozmiarów jak buty i gotowe
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Tak, młodszym moim kolegom i koleżankom przez tą technikę, która zabiera im wyobraźnie prowadzi do czynienie nie raz bardzo głupich pomysłów. Jeszcze ja pamiętam, jak mój dziadek kose klepał, dziś kosiarka i jazda... Nie ma już rytmicznych precyzyjnych ruchów kosą, która czasem na kamień trafiła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście takie koszenie było najlepsze " po rosie" jak mówił mój dziadek
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Mój teść był kowalem.Na początku lat 70-tych porzucił jednak kowalstwo i poszedł do pracy w spółdzielczym zakładzie usługowym. Kuźnia stała bezużyteczna, ale ze wszystkimi sprzętami. Czasem tylko wykonywał w niej dobne usługi, w tym podkuwanie koni. Trudne to zadanie. Konie bardzo niespokojne więc i zajęcie dość niebezpieczne. W 1975 r. wygrałem na losowaniu książeczek oszczędnościowych samochód Syrena i wtedy w owej kużni zrobiliśmy dla niej garaż. Miech, kowadło, akcesoria kowalskie i wszechobecny czarny pył musiały jednak tam pozostać, dopóki żył kowal. Długo jeszcze w określeniu tego budynku używaliśmy pojęcia kuźnia, a nie garaż

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak wygrała technika. A swoją drogą mnie pozostała tak naleciałość po gorczańskiej wsi, że często na spiżarnię mówię spichlerz.
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. Moda, wielce wdzięcznie moim sercem witana, na jeździectwo wróciła i się ugruntowywuje, to i stajnie rosną jak grzyby po deszcze, a i za niemi przybywa wszelkich podkuwaczy, doktorów "nieludzkich" et caetera, et caetera... Opiłowywać kopyta to już i nawet Wachmistrzówna potrafi, a w stajni gdze koni kilkanaście i właścicieli nie mniej, zazwyczaj jest już ktoś na tyle spraktykowany w podkuwaniu, że radzą sobie i bez podkuwaczy, co najwyżej z jaką bratnią pomocą wzajemną i skrzynią z kilkoma rozmiarami podków. I za czasów naszej młodości nie śniło się chyba nikomu o butach dla koni, zamiast podków, a dziś to już niemal codzienność, choć cholernie kosztowna...

    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Podkuwanie konia widziałam bardzo dawno, podpiłowywanie kopyt też wydawało mi się dziwne i też myślałam, że to wszystko konia boli. A dozowanie bliskości też wydaje się jakoś takie nieludzkie... a i ludzkie jednocześnie, bo to przecież nasz pomysł.
    pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ostatni kowal w naszym miasteczku zmarł dawno temu... a i koni jakby mniej...

    OdpowiedzUsuń