czwartek, 22 maja 2014

Z wizytą u doktora od facetów w pewnym wieku

Wczoraj byłem u lekarza od facetów w pewnym wieku.
Czekałem ponad dwa miesiące na termin, był więc czas aby przygotować się psychicznie do tego wydarzenia.
Facetom w pewnym wieku trudno pogodzić się z faktem upływu czasu a jeszcze bardziej, że upływ ten ma swoje medyczne konsekwencje.
Tak z początkiem marca, pod pozorem własnej wizyty u lekarza rodzinnego, moja żona załatwiła mi kontrolne skierowania do kilku specjalistów. Jakiś czas temu narzekałem juć na to podstępne działanie, więc nie ma do czego wracać.
Na jednego specjalistę czekałem dwa miesiące, na innego przyjdzie poczekać jeszcze dwa.
Dodatkowo, żeby być pewnym terminu, już w marcu miałem pojawić się w rejestracji ze skierowaniem. Skorzystałem w tym z pomocy teściowej i na biurku pojawiła się kartka z terminem. Dziewiętnasty maja godzina 17.30. No i w porządku.
Na trzy dni przed wyznaczonym terminem odebrałem telefon z przychodni.
- Pan Relski ? Pan ma termin wizyty u doktora od facetów w pewnym wieku? Tu padła data i godzina.
- Potwierdzam – powiedziałem radośnie, że wszystko w tej machinie służby zdrowia działa coraz lepiej. Radość moja była jednak przedwczesna.
- Doktor pyta czy nie mógłby Pan przyjść na wizytę o 15.00 ?
- Nie mogę bo pracuje do 16.00
Wyczułem zdziwienie że coś takiego jak praca przeszkadza mi by wyjść naprzeciw doktorowi
W końcu on przyjmując mnie już po dwóch miesiącach robi mi grzeczność.
- Ale Pan doktor musi wyjść wcześniej. To może przyjdzie pan na 15.30
- To nic nie zmienia w mojej sytuacji bo do 16.00 muszę bezwzględnie przebywać w pracy.
- To co zrobimy- padło pytanie
- To proste – podpowiedziałem- zapisze mnie Pani na inny termin, ale nie później niż za kilka dni, po godzinie 17.00
Chwila zastanowienia i jest.
- Środa 17.30 może być? - spytała pani z rejestracji.
- Pewnie, że może - powiedziałem ciesząc się, że nie wykazałem się w rozmowie niepotrzebnym zdenerwowaniem.
Nadszedł ten dzień, a ja pół godziny przed wyznaczonym terminem pojawiłem się w rejestracji
- Ja do doktora Pawłowskiego. W którym pokoju przyjmuje?
Pan zrobiła duże oczy i powiedziała – ale pan doktor Pawłowski dzisiaj nie przyjmuje
- Jak to ? Byłem zapisany na poniedziałek, a przepisałyście mnie panie na dzisiaj.
Pani spojrzała w komputer i powiedziała - tak ale do doktora Witkowskiego.
Nie byłem uprzedzony zmianie lekarza, ale co mi tam, w końcu pierwszy raz i kontrolnie.
- Niech będzie.
Zasiadłem przed pokojem oznaczonym właściwą cyfrą i czekałem. W zasadzie sam bo kolejki nie było. Sam się zdziwiłem, że tyle czekałem a tu takie pustki.
Wyszedł doktor i spytał czy ktoś czeka do niego.
- Ja czekam, ale to za jakieś dwadzieścia minut
Wszedłem bo widocznie poprzedni pacjent nie doszedł do ładu ze sobą przed wizytą
- Jak Pan się nazywa ?
- Relaski. Antoni Relski – powiedziałem używając składni Jamesa Bonda
- Er Er Er – Doktor sprawdził na liście – jest.
Rozejrzał się na boki przerzucił szare koperty i rzekł - Ale ja nie mam Pana Karty
Wyszedłem z gabinetu i udałem się powtórnie do rejestracji. Tu jakby na zawołanie, czekało już sześc osób w kolejce. Wszedłem bez kolejki, w końcu swoje już odstałem.
- Doktor nie ma mojej karty – stwierdziłem.
Panie sięgnęła do szuflady oznaczonej literą R, grzebała w niej długo a potem sprawdziła blaty z komputerami. Na końcu szufladę z napisem A.
- Naprawdę doktor nie ma jej u siebie?
- Pani pozwoli, że nie pójdę spytać doktora czy to poważna informacja.
Po chwili zwlekania kobieta weszła do gabinetu. Chwile trwałoposzukiwanie, które jednak nie zakończyło się sukcesem. Wyszła i wykonała najprostszą z możliwych rzeczy, a mianowicie przerzucenie odpowiedzialności
- A Pan nam w ogóle dostarczył skierowanie?
- Dostarczyła moja teściowa, osoba godna zaufania, ona też w nagrodę przyniosła mi karteczkę z wyznaczonym przez panie terminem.
- Dziewczyny przeszukajcie skierowania - powiedziała jedna i wyciągnęła dwie grube teczki.
Jedną z nich podała drugiej kobiecie i razem zaczęły przeglądać jedno po drugim.
Osoby stojące w kolejce obrzuciły mnie nieprzyjaznym spojrzeniem. Wlazł taki bez kolejki i nie wiedzieć czego chce.
Postanowiłem być odporny na zaczepne spojrzenia.
- Jak on się nazywa ? - dobiegło mnie po chwili z głębi pokoju
- Relski chyba, tak na pewno.
- Dziewczyny, tu trzeba będzie przeszukać karty pacjentów
- Od początku roku? - padło żałosne pytanie
- Od połowy marca, wtedy uzgadniałem termin – chciałem pokazać, że jednak w tym tunelu jest światełko.
Nagle jedna z Pań wpadła na iście szatański pomysł.
- Niech Pan idzie do doktora i poprosi żeby przyjął Pana bez skierowania.
- Droga Pani – powiedziałem zachowując spokój, chociaż jakiś diabełek bił już od spodu by dać ujście swoim frustracjom – Ja dostarczyłem skierowanie, dostałem termin, potem zmianę terminu.
- Czy to ja mam teraz prosić o nagięcie reguł ?. Myślę, że to jest pole do popisu dla Pań właśnie.
Udały że nie słyszą, jeszcze energiczniej przewracając koszulki z dokumentami.
Trzeba było się poddać. Jedna z nich zaczepiła przechodzącego doktora i spytała czy mnie przyjmie.
Przyjął.
Odchodząc od lady rejestracji usłyszałem, że mam dostarczyć skierowanie jeszcze raz koniecznie z datą sprzed dnia wizyty. Na tę okoliczność dostałem kartke z dzisiejszą datą
Ja rozumiem co Panie do mnie mówią, nie wiem czy zrozumiem lekarz rodzinny. Postaram się negocjować z nim w tej sprawie – powiedziałem nie zaciągając zobowiązania.
Za zamkniętymi drzwiami lekarskiego gabinetu nastąpił wywiad czyli seria żenujących pytań.
Bez stresu potrafią odpowiedzieć na nie właśnie faceci w pewnym wieku i z dystansem do siebie.
Ja jednak pewien stres odczuwałem. Może nie dorosłem jeszcze do swego wieku?
A potem... nie będę się zagłębiał w szczegóły medyczne czy techniczne pracy lekarzy pewnych specjalności.
Diagnoza? recepta? Jak diagnoza? Jaka recepta?
- Trzeba o siebie dbać - powiedział doktor – i kontrolować zachowania organizmu. Zapraszam za rok z wynikami badań kontrolnych.
Chwiejnym krokiem opuściłem przychodnię, starając się za wszelką ceną pozostawić w sobie tylko ostanie fragment wizyty, że kontrola dopiero za rok.
Może do tego czasu odnajdą moje skierowanie. Zresztą wtedy będę miał już nowe.


Ciąg dalszy nastąpił

W czwartek czyli następnego dnia, po południu zadzwonili do mnie z przychodni.
- Pana skierowanie się odnalazło. Nie musi Pan już iść do lekarza rodzinnego
- No i w porządku - powiedziałem - widziałem, że teściowa to osoba godna zaufania.
A miało to znaczyć mniej więcej tyle, że przecież nigdzie się nie wybierałem



23 komentarze:

  1. no to bardzo szkoda, że nie napiszesz, gdzie to takie rozgarnięte i zorganizowane panie pracują

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałem tylko pokazać problem. I spuścić nieco powietrza
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Kobietom, zdaje się, jeszcze trudniej pogodzić się z upływającym czasem:-).
    Oj, ta nasza służba zdrowia kochana...Uśmiałam się setnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo nie trzeba walczyć z prądem a poddać mu się.
      Wieku nie cofniemy wbrew temu co mówią reklamy
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Też już taką wizytę dla panów w pewnym wieku mam za sobą. Przyznam, że nie doświadczyłem takich rewelacji jak Ty.
    Zdrowotności i braku konieczności umawiania sie na takie wizyty. A jeśli już to , jak najrzadziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko kontrolnie
      Przyjmuję taka konwencję
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Vulpian de Noulancourt22.05.2014, 15:30

    Przepisanie z 19 na 21 już graniczy z cudem. Normalnie niedoszły pacjent dowiaduje się, że, owszem, 21 ale za trzy miesiące albo dwa lata. Właściwie to Ty dziecko szczęścia jesteś - przynajmniej w dziedzinie zbliżonej do opieki zdrowotnej. I tak trzymać!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tylko dlatego, że powodem przepisywania terminu nie były moje problemy
      Fakt, mogłem trafić gorzej.
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Jakie szczęście, że pan doktór nie robił przy okazji USG, bo tam trzeba być z pełnym pęcherzem, a te korowody ze skierowaniem mogły by oznaczać katorgę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na wizytę pojawiłem się z gotowym wynikiem USG. Pamiętam jak czekałem na spóźniona lekarkę od USG. Każda minuta ciągnęła się w nieskończoność.
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Najważniejsze, że wszystko w porządku w tym czułym temacie. Bo z służbą zdrowia to zawsze nie w porządku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na faceta w moim wieku to wyszło na to że jest w porządku, albo inaczej do wieku.
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Takie niechlujstwo pracy bardzo irytuje. Nie pomogą tu zmiany systemu, reformy żadne dopóki ludzie nie nauczą się rzetelnie pracować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powinni wdrożyć i otrzymać certyfikat ISO. Wtedy takie zdarzenia nie miałyby miejsca. Z drugiej strony człowiek to tylko człowiek, choć czasami to brzmi dumnie
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. Nie zapłaciłbym za taką obsługę. Ostatnio lekarz też chciał mnie przyjąć wcześniej, ale nie robił problemu, że musiał na mnie czekać półtorej godziny.

    Póki co oszczędności z optymalizacji składek ZUS są znacznie wyższe od opłat za prywatne wizyty lekarskie, co każdemu zalecam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za mnie płacił NFZ. Dla niektórych to dalej znaczy nic, jakby przyjęli pacjenta za darmo
      Pozdrawiam

      Usuń
  9. nienawidzę służby zdrowia, służba.... tak przy tym słowie mam wątpliwości... do lekarza idę (właściwie wiozą mnie) jak tracę przytomność lub zupełnie przeciwnie gdy zupełnie przytomnie hmm uważam, że należy mi się chorobowe i to w tym własnie momencie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo Ci dziękuję, myślałam, że tylko ja tak mam. Jak odzyskuję przytomność to wyrywam wenflon i idę do domu.

      Usuń
  10. Badać się należy w każdym wieku, a nie tylko pewnym. Zresztą im wcześniej zaczniesz, tym masz większą pewność,że Cię wyleczą tzn. zdążą. Skoro na wizyty do lekarza czeka się miesiącami. Moja propozycja: już noworodki należy zapisywać do specjalistów,skoro wiadomo,że pewne choroby nastąpią, trzeba zadbać o dziecko, najważniejsza jest profilaktyka albo raczej zapobiegliwość. Przecież leczenie można rozłożyć na lata, znikną kolejki, każdy będzie wiedział gdzie, kiedy, no może nie zawsze z czym i do kogo, ale nie można mieć wszystkiego. Zwłaszcza darmowej służby zdrowia i to na zawołanie, tzn. zachorowanie. Zdrowia życzę, Hanula

    OdpowiedzUsuń
  11. Czyli bałagan w przychodniach nadal działa tak, jak działał. Ale zmieniło się to, że potrafią zadzwonić do pacjenta i sprawdzić, czy przyjdzie na wizytę, a nawet powiedzieć, że odnalazły się jego dokumenty. W sumie to już i tak jakiś postęp :)
    I fajnie, że jesteś zdrowy! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie szybciej durne cipy odnalazłyby skierowanie, bo już na poczatku perturbacji rzuciłabym kilkoma kurwami i wyzywała krowy od ostatnich. tyle, ze nie każdy ma furię we krwi i potrafi chamsko się wydzierać he he. Gratuluje spokoju, no i zdrowia ;))

    OdpowiedzUsuń
  13. Wybacz Antoni, ze pękam ze smiechu, bynajmniej nie z ciebie czy przebiegu badania, ale w taki zabawny sposób budujesz akcję, że czyta sie jak najlepszą humoreske, a nie relację z wizyty" u lekarza od facetów w pewnym wieku." :):):) Swoja droga podziwiam twoje mocne nerwy i talenty dyplomatyczne. Na drugi raz popros Cesię by z toba poszła, wszystko raz dwa byłoby załatwione, cha, cha!
    Na koniec powiem trochę zjadliwie i szowistycznie, że wlasciwie to jest sprawiedliwe, że nie tylko nam, kobietom lekarze musza sie grzebać od czasu do czasu przy pewnych częsciach ciała. Zobaczcie panowie jak to miło!
    Pozdrawiam i pieknej niedzieli zyczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chociaz po namysle dodam, ze swoja drogą i tak wole chodzic jednak do ginekologa niz do dentysty. Tego drugiego unikam jak diabeł śwoęconej wody. tylko fakt, że mam dwie koleżanki "stomatolożki" sprawia, że nie chodze zupełnie szczerbata. Albowiem one biora mnie podstepnie i gwałtem zwabiaja na fotel.

      Usuń