poniedziałek, 19 maja 2014

Siedem grzechów a ile radości

Aby oddać życiu sprawiedliwość muszę stwierdzić, że nie tylko szpitalem żyliśmy w poprzednich tygodniach.
W czwartek, kiedy młodszy syn leżał w szpitalu czekając na zabieg, starszy przemierzał niecierpliwie zasoby Internetu. Nawet nie całe zasoby a jeden adres na którym 8 maja pojawić miały się wyniki z egzaminu. Ukazały się koło południa i od tamtego czasu oficjalnie już twierdzić można, że mamy w rodzinie mecenasa. Mecenasa kolejnego bo przecież synową prawie dwa lata temu z radością przyjęliśmy do rodziny.
To ukoronowanie kolejnego etapu życia Starszego, a dla nas jego rodziców powody do olbrzymiej radości i szalonej satysfakcji. W efekcie żonę mniej bolało, a mnie prawie nie trzepały nerwy przed salą operacyjną.
Ze świętowaniem trzeba było jednak trochę odczekać. Choćby tyle by przestały działać silne środki przeciwbólowe, powodujące w takich sytuacjach pewne skutki uboczne
Przestały działać a więc „hulaj duszo piekła nie ma”
Jak nie ma to nie ma. Wzięliśmy się od razu za grzechy od razu główne i to za całą siódemkę równocześnie.
Siedem grzechów głównych z sentymentem i po angielsku. W zasadzie po amerykańsku, taką bowiem nazwę nosi pewne kalifornijskie wino. 7 Deadly Zins z winnicy Michael & David
Degustację uzupełniłem wiedza teoretyczną.
Na stronie dystrybutora czytam, że to czym delektowałem się w sobotę to przykład wina niepowtarzalnego, z zaskakującym charakterem, dojrzałością i głębią smaku. Deadly Zins uderza w pijącego nutami aromatów śliwek, wiśni, jeżyn i pieprzu.
Na Boga wszystko to czułem z wyjątku pieprzu którego nie potrafiłem zdefiniować. Kiedy jednak przeczytałem ulotkę wszystko stało się jasne.
Czerwona, rubinowa barwa wpadająca w fiolet ponoć świetnie komponując się w idealny sposób z jedzeniem najlepiej występującym pod postacią pizzy, grillowanego kurczaka lub … ciemnej czekolady. To dla mnie szok, bo na zestawienie z czekoladą z pewnością nigdy bym się nie odważył
My obstawiliśmy stół pleśniowymi serami i jak głosi reklama w TV, ponoć najlepszymi kabanosami na świecie.
Nigdy nie pałałem specjalnym sentymentem do win kalifornijskich. Tak w ogóle to mam dystans do amerykańskiego wyczucia smaku. Dystyngowani Szwajcarzy wiele lat temu twierdzili, że nie eksportują swoich serów do Stanów ponieważ przeciętny Amerykanin nie odróżni dobrego sera od kostki mydła.
No cóż, Szwajcarscy dżentelmeni są równie eleganccy jak i praktyczni, stąd szwajcarskie sery w Ameryce. A z Amerykanami nie jest chyba tak źle czego dowodem jest degustowane w sobotę wino.
Oprócz tego że 7zins pozostawiło w pamięci smak, wobec tej całej masy marketowych win które wypiłem i natychmiast o nich zapomniałem, to przełamało pewien myślowy stereotyp.
Kiedyś wytrawne wina czerwone mieściły się w przedziale 8 – 11 % alkoholu. Ostatnio ten przedział zmienił się od 8 -13% co wydawało mi się już wysoką zawartością procentów. To ma więcej alkoholu.
Względnie wysoka moc alkoholu 15 % pozwala umiejscowić 7 Deadly Zins właściwie w każdej porze roku. To wino doskonale nadaje się tak na jesienne ognisko jak i na romantyczny wieczór przed kominkiem.
Tutaj dorzucę łyżeczkę dziegciu do tej beczki miodu jaką wytoczyłem powyżej.
Cena butelki z pewnością nie klasyfikuje go jako wina ogniskowego.
Bardziej ustawiłbym go na degustację w kręgu przyjaciół, raczej znających się na winie, z delikatnym zaznaczeniem w odpowiednim momencie jego ceny zakupu. Może też na romantyczny wieczór we dwoje, bo tutaj jak wiadomo pieniądze nie grają roli.
Jak piszą dystrybutorzy – szczególnie polecany poszukiwaczom nut świeżych i oryginalnych, nie bojącym się czerpać przyjemności z jedzenia i picia. Czyli jednak jest to coś dla nas, żywieniowych hedonistów.
Trzeba jeszcze do tego przekonać ministrów od finansów i gospodarki czyli tych od których zależy wysokość płacy minimalnej.
Tyle o winie bo przecież nie jest to tekst sponsorowany a wybuch entuzjazmu radosnej duszy. Bo przecież dusza żywi się tym z czego się cieszy. Może to nie najlepszy cytat ze św Augustyna (za pośrednictwem motta na blogu Leptir) szczególnie wobec opisywanej radości z siedmiu grzechów, ale cóż zrobić. Tak było.
W niedzielę obszedłem ogród i temu spacerowi towarzyszył odgłos plumkania, jakbym chodził po mokradłach czy bagnie. Charakterystyczny dźwięk wody pod butami studził moją potrzebę koszenia.
Jednak szybkość wzrostu poszczególnych ździebeł widoczna nawet w czasie pobieżnej obserwacji łąki, podpowiadała mi coś zupełnie innego innego.
Jeżeli nic nie stanie na przeszkodzie to dzisiaj po pracy staję za sterami urządzenia zaopatrzonego w silnik Briggs and Stratton. I tak do wieczora a z grzechów tylko delikatne przekleństwo, że ten kosz na ściętą trawę zapełnia się tak szybko




22 komentarze:

  1. Niektórzy mówią, że życie bez alkoholu jest nieznośne. Ja mówię, że dobry alkohol dodaje życiu smaku. Bardzo dziękuję za zarekomendowanie "siedmiu grzechów", chociaż nie wiem, czy się skuszę, bo cena (dla mnie) jest haniebna. Ale rozumiem, że co dobre, to i nie może być za tanie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda.
      W moim przypadku to mecenas stawiał. Taka okazja miała swoją oprawę. Swoją drogą to mógł by to być ich trunek branżowy.

      Usuń
  2. Zaskoczyło mnie kiedyś kalifornijskie wino (nazwy nie pomnę bo w angielskim niezbyt kumata jestem) czekające na subtelnego klienta w wioskowym sklepie. Zakurzone i spatynowane (rocznika też nie pomnę), skusiło mnie z okazji ważnej (ceny nie pomnę, choć była zaporowa). Smak niebiański! Prawie jak mołdawskie :-)))

    OdpowiedzUsuń
  3. No i się doczekało
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. jak mnie to wkurza, że na starość zamiast nie staliśmy się burżujami,którzy nie muszą zastanawiać się nad ceną głupiej butelki wina, no, porażka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, bo to tylko butelka wina o przeciętnej na zachodzie cenie

      Usuń
  5. Dlaczego "poszukiwacze nut świeżych i oryginalnych" kojarzą się z płacą minimalną? Czy człowiek dobrze zarabiający jest z definicji abnegatem i bezgustawem?

    I drugie pytanie - po ilu takich winach spada się pod stół?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie kojarzą się. Możliwości finansowe bardzo mocno wpływają na gusta i preferencje. Dobrze sytuowani nie piszą postów po wypiciu jednej butelki niezłego wina. To przecież codzienność.
      Nie wiem jak jest po większej ilości. Wypiliśmy jedną butelkę.
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Vulpian de Noulancourt19.05.2014, 19:31

    Wina - szast, prast! i nie ma, a Mecenas pozostanie. Gratulacje dla niego od nieznajomego.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Skoro masz takie wspomnienie po winie za stówę, to pomyśl cóż to by był za szał po takim za tysiaka? Hanula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie nie spałbym przez całą noc z powodów wyrzutów sumienia. Z natury jestem praktyczny. Pozdrawiam

      Usuń
  8. Bardzo miło jest pogrzeszyć zwłaszcza głównie:))))

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja chciałbym złożyc serdeczne gratulacje dla dumnych i zadowolonych z siebie. Taki sukces wymaga godnego uczczenia.
    Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, naprawdę świetnie się czujemy
      Pozdrawiam

      Usuń
  10. Na winach się nie znam, bo od zawsze przyswajam wódkę i teraz wznoszę toast. Za Mecenasa, gratulacje i owacje, na stojąco!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i przekazuję życzenia Młodemu
      Pozdrawiam

      Usuń
  11. Klik dobry:)
    Takie "grzeszne" wino to grzech pić bez grzechu. :)))
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drugi lub trzeci kieliszek jakiś grzech potrafi podpoiwedzieć

      Usuń
  12. Przyjemnie jest posmakowac takiego grzechu... :) A tak w ogóle to gratulacje serdeczne. swoja droga to teraz Antoni strach ci na odcisk nastapic, dwóch mecenasów w rodzinie i to bliskiej, fiu, fiu... Zemsta może byc straszliwa! :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, nie mam natury sądowego pieniacza
      Pozdrawiam

      Usuń