poniedziałek, 3 czerwca 2013

Mój zapłakany ogród

Kap, kap na pomidory, kap kap na ogórki. Smętnie to wygląda chociaż przyroda nawet przy deszczu nadrabia jak zwykle swoje zaległości. Taka rozmoczona wygląda jednak jakby obserwować ją przez źle dobrane okulary.
W porywie poczucia więzi rodzinnej, jeszcze w piątek Młody wyskoczył na trawnik z kosiarką, oszczędziło mi to zmaganie się z maszyną i przemykania pomiędzy kroplami deszczu w sobotę.
Spotkałem się za to z fachowcem do spraw adaptacji łazienki dla potrzeb niepełnosprawnych.
Wszystko co dedykowane jest niepełnosprawnym i opatrzone odpowiednim certyfikatem kosztuje przynajmniej dwa razy tyle co normalnie.
Co może kosztować w niklowanej rurce o długości jednego metra, zgiętej w L, aby określić jej cenę na 720 zł? Chyba ów wspomniany certyfikat.
Fachowiec urodził kosztorys w ostatnim z możliwych terminów i to bez niezbędnych konsultacji.
Zarzuciłem mu ten brak konsultacji i poprosiłem o skreślenie pewnych pozycji i urealnienie cen.
Wyszedł niezadowolony, bo to dodatkowa robota, bo ma inne plany na weekend, bo....
Postraszył mnie, że wróci z kosztorysem w poniedziałek o 6.30.
Przyjąłem te warunki, ale on zaskoczył mnie, bo pojawił się już w sobotę o 6.20.
Położył na stole poprawiony kosztorys i określił kwotę za wykonanie dokumentacji. Tym mnie zaskoczył po raz drugi, ponieważ myślałem, że przy kolejnej pracy wykonywanej w moim domu rozliczymy się łącznie.
Być może nie jest pewien tej roboty. Zaostrzyłem bowiem wymagania co do ustalenia wartości prac. W końcu jest kryzys i ja ganiam resztkami nie tylko sił.
Założyliśmy jednak na początku, że przystosowana łazienka jest obligatoryjna.
Z zaplanowanych na weekend prac wyszło zero czyli nic. Szwendałem się z kąta w kąt ogarnięty twórczą niemocą. Żonę ogarnęła zaś mania palenia w kominku, bo zimno i mokro. W efekcie było sucho i sennie i w taki stan letargu popadałem co chwila. Nie pomogła nawet trzecia kawa, chociaż od lat ograniczam się do dwóch filiżanek dziennie.
Nie narzekam zbyt głośno bo rozumiem, że dręczonej podwyższoną temperaturą żonie może być zimno.
Padało z przerwami. Kiedy przestawało padać odwiedzałem ogród ale wszystko było zbyt nasiąknięte wodą by robić cokolwiek.
Zauważyłem tylko, że na pomidorach pojawiły się pierwsze owoce. Małe zielone kuleczki pobudzają moją wyobraźnię. Tak wyobraźnia jest potrzebna, gdy na przykład miesza się kompost.
Nie wiedziałem że panują tam takie wysokie temperatury. Skoszona w piątek trawa po przerzuceniu widłami parowała tak, jakby u mnie w ogrodzie pojawiło się jakieś cieplicowe źródło.
No cóż, mieszanie w kompoście to też element wsi, nie tylko kwitnący sad i buszujące w trawie szpaki.
A propos sadu. Na morelach pojawiła się jakaś zaraza. Owoców jest dużo a liście jakieś takie porażone.
Dzisiaj rano, sympatyczny pan ze sklepu ogrodniczego pozbawił mnie złudzeń. To choroba brzoskwiń która przenosi się na morele. Taki ich rak.
Pozostaje mi tylko pozbywać się chorych liści, a potem regularnie pryskać jesienią i wczesną wiosną.
Określenie - nie pryskane z własnego sadu, przy tym kolejnym wypadku, wydaje mi się trochę naiwne.
W niedzielę pojawili się sąsiedzi z boku. Ustaliliśmy, że pora na towarzyskie spotkanie.
- Kto u kogo spytałem?
- Brat mówił. że to nowo przybyły sąsiad odwiedza tych zasiedziałych.
A ja jestem wychowany na filmach amerykańskich. Tam rodzina sprowadza się i zaraz pojawiają się sąsiedzi z ciastem. To ciasto wydaje się być obowiązkowe. Przedstawiają się i oferują pomoc.
Wydawało mi się to rozsądne nawet i bez ciasta. A może rozsądek jest z całkiem innej strony?
Ważne, że umówiliśmy się na piątek. Brzydka pogoda ma trwać tylko do czwartku.
Nie wiem tylko czy nie zostawiliśmy sobie zbyt małego marginesu bezpieczeństwa?
Sąsiad z drugiej strony odpowiada na co trzecie - dzień dobry.
W końcu każdy inaczej wyobraża sobie sąsiedztwo.
Mogę być przeźroczysty, jeżeli ma taki pomysł na życie. Uszanuję to będąc istotą społeczną. Cisza i spokój są w końcu najważniejsze


35 komentarzy:

  1. Klik dobry:)
    Deszcz nie nastraja dobrze i nie sprzyja towarzyskim wizytom. Czekamy więc na lepszą pogodę.

    W zdrowe, bo z przydomowego ogrodu dawno przestałam wierzyć. Nawet z własnego. Zrywam truskawki, a sąsiad zza siatki ubrany, jak płetwonurek pryska ziemniaki. I co z tego, że czyni to zgodnie ze sztuką i terminem stosownym dla ziemniaków,skoro leci na truskawki? Może więc z wielkich plantacji zdrowsze, bo tam truskawki pryskają w okresie kwitnienia.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki sąsiad musi wyglądać strasznie.I jeszcze opyla.
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. A ja mam ciągle dobrą pogodę,
    jakoś odwrotnie niż wszędzie ??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widocznie dobrym ludziom nawet pogoda sprzyja.
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Ale masz przynajmniej suchy podjazd, a u mnie leje i się nadal czeka na to aż wyschnie podłoże, rozkopane, roztaplane i w ogóle do bani. Jedynie co rośnie to zielicho, pomidorki mam koktajlowe, większe pewnie nie urosną, ogóreczki korniszonki, i zieliocho, na razie walczę siłom i godnościom, chemię omijam z daleka, ale dłużej się nie da. Trzeba pryskać,osypywać , takie czasy...Hanula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zderzenie teorii z praktyką jest niestety brutalne.
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Nie tylko przyroda jest rozmoknięta. Ja też. Zaczynam wozić zapasową parę butów. Dziś potrzebne były gumowce ale jak tu w nich paradować po służbowych parkietach? Wrrrr.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz gumowce są w tak pięknych kolorach i wzorach że nie przeszkadza i w gumowcach.
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Sprobujmy dozyc rozpogodzenia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie dożyjemy jak za każdym kolejnym razem
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. czereśnie szlag trafił, obtłuczone przez deszcz i szpaki zalegają grubą warstwą pod drzewem. Taki nasz klimat, trudno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam jedną czereśnię i to małą, ale widzę że okolica obfita jest w szpaki. Pozdrawiam

      Usuń
  7. Zaczynam nabierać przekonania, że to, co dawniej nazywaliśmy latem i jesienią zamienia się w porę deszczową, a to, co było zimą i wiosną, jest teraz porą zimową... Pozostanie tylko dorwać tych durniów, co wieszczyli ocieplenie klimatu i dla rozgrzewki, spalić ich na jakimś stosiku...
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też zauważyłem występowanie u nas pory deszczowej.
      Pozddrawiam

      Usuń
  8. Witanie nowych sasiadow ciastem bylo jedna z pierwszych tradycji amerykanskich,ktore bardzo mi sie spodobaly...niestety,ten zwyczaj juz "wymiera" powoli,jak zreszta inne wyrazy serdecznosci. Tylko w niektorych rejonach Ameryki,w malych miejscowosciach,ludzie "zatrzymuja czas" i kultywuja stare,dobre amerykanskie tradycje. Coz..."czasy sie zmieniaja,a my wraz z nimi"....
    Zycze powodzenia w ogrodowych zmaganiach Antoni!
    Serdecznosci!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie oglądam ogród zza zalanej szyby. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Przykro mi, bo to oznacza podwojne,a nawet potrojne zmagania z natura...szkoda plonow,ale Natura to pani wlasnych kaprysow...
      :)

      Usuń
  9. Miejmy nadzieję, że sąsiad jednak się "zachowa". Fajny ten Twój blog. Ciekawie piszesz o zwyczajnych sprawach a to duża sztuka. Trzeba mieć dobrze poukładane w głowie i duszę.Serdecznie Cię pozdrawiam.

    http://balakier-style.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za dobre słowa. Pozdrawiam

      Usuń
  10. Kędzierzawość plamista brzoskwiń- straszne- ja pryskam i teraz miedzianem. Nowe przyrosty są bardziej zdrowe. Powinno się wczesna wiosnę spryskać całe drzewo, ale w tym roku było zbyt zimno, a potem lało.Nasze rzodkiewki cuchną gliną i nie da się ich jeść. Wszystko pływa:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako poznający dopiero teorię czytałem, że miedzian to jesienią do opadnięciu liści.
      Na razie kazali mi oberwać i zniszczyć te chore.
      A wokół tyle małych owoców.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Obrywanie nic nie daje, a zubaża dokarmianie drzewa (nawet przez chore jakaś fotosynteza idzie). Poza tym nowe odrosty dalej się zakażają, bo to trzeba porządnie zlać całe drzewko. Być może miedzian na jesień, ale trochę mi teraz zahamował. Dobrym środkiem jest Syllit i go stosowałam. Następny oprysk zrobię nim.Wolę w tym roku stracić owoce- to młode drzewka- by uratować roślinę:)

      Usuń
    3. Tak, czytałem o nim że na wiosnę

      Usuń
  11. Cześć Antoni
    I dlatego u nas na działce tylko olchy, trawa i zioła (nie mylić z ziołem). Bez pryskania a jak rosną. Szczególną witalnością cechują sie pokrzywy. Polecam szpinak z pokrzyw, jadałem w dzieciństwie i wiem ze smaczny a na pewno bez chemii ha, ha Pozdrawiam, JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pokrzywy poluje moja teściowa. Zalewa je woda a roztwór służy po podlewania pomidorów.

      Usuń
  12. Możesz starać się o dofinansowanie kosztów dostosowania mieszkania dla potrzeb osoby niepełnosprawnej. Zajmuje się tym Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie.
    Pozdrawiam Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biorę już udział w tym biegu z przeszkodami, stąd pytania o certyfikaty.
      Z każdym rokiem zwiększają się wymagania i zmniejsza zakres.
      Ale możliwość częściowego dofinansowania rzeczywiście istnieje.
      Pozdrawiam

      Usuń
  13. Dopóki ten drugi sąsiad nie składa na Was niedorzecznych doniesień do różnych urzędów, jest dobrym sąsiadem - taka moja mała uwaga z głębi doświadczenia :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie na temat - odpowiem jednak:- Dlatego, że jesteś tam na miejscu. Ja chwytam tu wszystko co polskie a jak mi się trafi ktoś taki jak Monika Urlik, to się delektuję. Pierwsze co usłyszałam, to było to.

    https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=6a9L5c7Vc8M#!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz już wiem dlaczego żyłem w nieświadomości.
      Z powodu ograniczonego kontaktu z TV

      Usuń
    2. Ja akurat znalazłam to w necie.

      Usuń
  15. Och, jeszcze jedno - też Cię pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  16. kap, kap, u mnie cały miesiąc lalo, dopiero sie przejasnia... wolę więc czytac o ogrodowych imprezach u innych zamiast samej je organizowac w zapłakanym deszczem ogrodzie.

    OdpowiedzUsuń
  17. No właśnie imprezy. Umiera życie towarzyskie
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń