wtorek, 25 czerwca 2013

Antoni 18 - szpaki 2

Od kiedy bestie pojawiły się w okolicy moje czereśni wiedziałem, że zbliża się ten czas.
Czereśnia jest młoda, posadzona pewnie w 2010 roku ale góruje na resztą młodniaka z powodu swojej natury. Czereśnie to z reguły potężne drzewa owocowe.
Obchodziłem ją dokoła i naliczyłem mnie więcej dwadzieścia owoców.
Nic to, że dwadzieścia, ważny sam fakt owocowania. Kiedy jednak zobaczyłem tę bandę jasnego dzioba wiedziałem, że tu nie ma czasu na sentymenty. W słoneczną niedzielę ustawiłem drabinkę domową i zebrałem swoje osiemnaście czereśni do przygotowanego wcześniej kubka. Trafiłem na dwie czereśnie objedzone do połowy. Kulturalnie zjadły – pomyślałem. Nie wiem dlaczego na myśl przyszła mi słynna beza byłej pani prezydentowej.
Tylko na siatce w oddali siedziały cztery szpaki, krzywiąc łepki spoglądały na moje zabiegi. Może klęły w duchu swoją elegancję?
Bo przecież można było inaczej. Strzepać wszystko w trawę i dobić tam na ziemi.
Młoda wiśnia kusi teraz owocami. Szklanki tak się chyba nazywa ta najwcześniejsza z odmian, ma na gałęziach więcej owoców niż liści. Jeszcze nie czas, ale wyobraźnia działa
Do niej nie potrzebuję nawet kuchennej drabinki.
Ciekaw jestem czy z niedzielnej lekcji szpaki wyciągną jakieś wnioski? I czy mają wyobraźnię?
Oby nie.
Przyciąłem mocno winogron. Wiosną nie znając krzewu przyciąłem delikatnie. Potem pojawiło się mnóstwo kwiatów, a teraz zawiązały się owoce. Wyciąłem bezpłodne odgałęzienia. Doświetliłem tym samym owoce i odciążyłem roślinę. Robiłem tak na wsi. Pozostałe liście robią się w ten sposób większe i świetnie nadają się na zawijanie w nie pstrągów na grilla i nie tylko.
Wczoraj teściowa zebrała ostanie pół koszyczka truskawek. Małe, drobne, ale słodkie.
Pół kilo tkwi w słoju zlane alkoholem. Powróciłem do pomysłu produkcji ratafii.
Jak kiedyś pisałem robię ratafię w wersji wytrawnej albo półwytrawnej. Lada chwila w wielkim słoju wyląduje agrest.
Obserwuję uważnie krzaki i wychodzi mi, że stare krzaki czarne porzeczki nie owocują, razem z jednym krzakiem agrestu pójdą jesienią do wymiany, Być może dosadzę aronię. Kręci mnie jagoda syberyjska, bo wcześnie owocuje.
Póki co znowu leje. Przyda się odmiana tylko dlaczego jak leje to ekstremalnie, a jak grzeje to też ekstremalnie? Poza tym coś się poprzestawiało. Mój przyjaciel, rolnik z południa Francji tkwi dalej w zaskoczeniu. Prace w polu mocno spóźnione z powodu pogody, chłodno, mokro i byle jak.
U nas myślimy nad montażem okiennic i wprowadzeniem dwóch godzin południowej sjesty.
I gdzie jest ten umiarkowany klimat? U nas czy na południu Europy?
Dni mijają od roboty do roboty. Koszenie, zbieranie doglądnie przeplatane segregacją śmieci i pilnowaniem terminu ich odbioru. Zaglądanie do szamba by określić czy to już. Wszystko to powoduje, że każdemu dniu tygodnia i miesiąca przypisana jest pewna terminowa czynność.
Na piątkowy wieczór, który jeszcze z czasów mojej pracy poza Krakowem był symbolicznym zamknięciem tygodnia, przygotowuję butelkę wina. Zmywamy z żoną tygodniowy kurz z duszy i serca, co wcale nie znaczy, że oba te elementy zakurzyły się z powodu nie używania.
To niezbędny serwis związany z używaniem.
W ostatni piątek dołączyła do nas teściowa, która przetrwała ostatnie upały pod naszym dachem.
Pojawiła się w związku z powyższym konieczność otwarcia dodatkowej butelki wina. Nie, nie w związku z tym że teściowa dużo pije, to my pijemy więcej żeby przetrwać spokojnie to co ona opowiada już po pierwszym kieliszku.
Piątek wieczór a w zasadzie już noc. Nic nie muszę. Tydzień zamknięty, lodówka wypełniona.
Ech wsi spokojna...
Z zamyślenia wyrwał mnie służbowy telefon 23:15. Nic nie muszę. Maniana. Nie odebrałem. Potem zadzwonił raz jeszcze a w końcu wyświetlił SMS- a
„Macie Państwo poważna awarię w firmie”
To zakończyło mój miły i spokojny wieczór.
Młody bawił się gdzieś w mieście, ja pod wpływem i dwanaście kilometrów do pracy. Zasady w sparwie kierowania pojazdem mam więc wezwałem taksówkę. Obiecałem, że dojdę do drogi aby uniknąć długiego tłumaczenia. Było kwadrans do północy, kiedy zauważył mnie sąsiad stojący w drzwiach garażu. Witał znajomego który parkował właśnie na podwórku.
Sąsiad był w piżamie, a w zasadzie wielkich bokserkach sięgających do kolan, daniej mówiono na nie dynamówki, od kroju spodenek piłkarskich zawodników Dynama Kijów.
Ja 0w jeansach ale za to łagodnie pod wpływem, gość zaś parkował zakurzonym samochodem terenowym.
Wymieniliśmy uprzejmości. Sąsiad powiedział, że zawsze pomoże w takich sytuacjach, bo on raczej rzadko pije.
Czy znaczy to, że ja często? Nie przyjąłem tego jako zarzut i dziękując stwierdziłem, że taka pomoc zostawimy sobie dla wypadków związanych ze zdrowiem. Patrząc zaś na rejestracje parkującego auta i przecierając palcem kurz z lakieru powiedziałem, że taki zakurzony z pewnością na drogach Polski B.
- Akurat zakurzyłem w Małopolsce - odpowiedział błyskawicznie nieznajomy. Kiepski punkt zaczepienia do dyskusji z jak wyczułem lokalnym patriotą.
- Ja to mówię z własnej perspektywy wieśniaka. Znam się już trochę bardziej na błocie.
Nie wiem czy go przekonałem
Taksówka podjechała po chwili i zabrała mnie do pracy.
SMS nie kłaniał. Potężny wyciek wody spowodował wyłączenie prądu. Z latarką w ręce zabezpieczyłem wszystko, wyłączając jedno i drugie.
Czasem trzeba szybko wydorośleć, a czasem szybko wytrzeźwieć.
Rano czeka mnie powrót aby to wszystko zorganizować - pomyślałem wracając do domu.
Otwarte szeroko szyby w aucie owiewały mnie dokoła. Straciłem już te resztki piątkowego luzu. Spojrzałem na zegarek 1:30, to już sobota. Wysłałem SMS a do Prezesa. Niech wie, że ja semper fidelis, bez względu na okoliczności.
- Żeby tak wypić wino bez konsekwencji to pewnie trzeba by zrobić to jakimś urlopie w puszczy, poza zasięgiem sieci. Kiedy to ja ostatnio byłem na urlopie? – pomyślałem próbując zasnąć – Nie pamiętam
Praca, szpaki, winogron i niedzielny rodzinny obiad. Tym razem inny niż poprzednie.
Nasze dzieci obchodziły pierwszą rocznicę ślubu.



29 komentarzy:

  1. Nigdzie nie ma spokoju, ech...
    Szpaki chyba nie jedzą wiśni. Zbyt kwaśne one.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sąsiedzi mówią że jedzą wszystko co na drzewie rośnie.
      Dowiem się tego już za chwilę
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Oczywiście, że jedzą, a i osy też jedzą wiśnie :)
      Co roku rozwieszaliśmy strachy na sznurkach, tak by się bujały z każdym wiaterkiem pod drzewami wiśniowymi, a i to nie zawsze pomagało... A puszczoną luzem wiśnię też nie łatwo okryć firanką :)

      Usuń
    3. Tak mi się właśnie wydawało

      Usuń
  2. Toż Ty cały czas masz trochę urlopu, a awarie też chyba nie co tydzień. Bez neta się nie da, ja wczoraj zapomniałam komórki i czułam sie, jak bez rodzonej kończyny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nawet urlop zaległy.
      Pewnie przyjdzie wziąć ekwiwalent.
      Po powrocie do domu zaczyna mi się urlop, ale czasem przydałoby się tak na tydzień zapomnieć o wszystkim.
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Na szpaki jest sposób. Powiesić na czereśni budkę lęgową. Wprowadzi się rodzina szpacza, trochę czereśni zje, ale inne szpaki odgoni, bo to jej teren. Wiśni szpaki nie jedzą:)Jagoda kamczacka jest jednak ryzykowna, może lepiej borówkę amerykańską? Co do awarii- samo życie, które objawia się pod tytułem- "Złośliwość rzeczy martwych".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ci dopiero sposób! Moich czereśni szpaki nigdy nie żarły, ostatnio znajomi doszli do wniosku, że za blade i ptaszyska myślały, że niedojrzałe, ale powiem róznym zainteresowanym.

      Usuń
    2. Rzeczywiście to ciekawy pomysł. Na razie czreśnia malutka i budka lęgowa byłaby dominująca
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Byleś jeno, Waszmość, za stracha tam służyć nie musiał, bo przy aurze tak plugawej, nijaka to przyjemność, a zdrowia zatrata pewna...
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szpak wszak też stworzenie boże, że inaczej żyć nie może i że czasem owoc utnie
      nie zgubię go tak okrutnie - że tak powiem parafrazując Fredrę ( XIII księga)
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Walka Antoniego ze szpakami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaraz tam walka. Rywalizacja tylko
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Wyobrazilam sobie te rywalizacje i mysle, ze musi to zabawnie wygladac :) :) pozdrowka!

      Usuń
    3. Dobrze że to wygląda śmiesznie, a gdyby tak miało nastrój Ptaków Hichcocka

      Usuń
  6. Klik dobry:)
    Ach, to nasze życie. Ciągle rywalizować musimy. Jak nie ze stonką, to ze ślimakami, albo szpakami...

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A facet to jeszcze musi od czasu do czasu coś udowodnić. Sobie i innym
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Zawsze jakaś walka, szpaki to przewrotne bestie :) Niestety, pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak życie płaci. Raz pogłaszcze, a innym razem przywali w najmniej spodziewanym momencie.
    Dałeś radę i to jest ważne. A szpaki??? Faktycznie jakoś więcej ich niż to średnio bywało. Podoba mi się ten pomysł z budką lęgową. Może tylko siatka byłaby skuteczniejsza?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siatka pomoże na małym drzewie. Założyć ja na duże drzewo to sztuka. Pozdrawiam

      Usuń
  9. Cześć Antoni
    A ja zmywam w piątek z duszy i serca zwykłą złość. Złość na życie, na większość swoich tzw. decyzji życiowych, na siebie. Frustrat. Zmywam dużą ilością wszelakich, aczkolwiek bardziej krzepiących od wody płynów, a rano się budzę nadal pusty i niepokrzepiony. Pewnie to ten wypłukany z organizmu magnez. Pozdrawiam po niewielkim spłukaniu duszy litrem czerwonego półwytrawnego z Tesco. Niestety na tym litrze muszę skończyć bo jutro do pracy. A dusza chciała by się nie tylko zmyć, ale wręcz wykąpać. JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale za to w weekend można się będzie wykąpać.
      Pozdrawiam

      Usuń
  10. Na szpaki to tylko dwie pokrywy w ręce i bęc, bęc z samego rana tzn. gzieś o 3.30, tak przez tydzień i się odzwyczają. Widziałam w telewizji:))) To było jakoś tak w "Daleko od szosy". Widzę,że u Ciebie, ani sielsko, ani alnielska, ale za to wieczny optymizm. Pozdrawiam,Hanula
    PS A także najcześciej "oliwię się" bądź "namaszczam' dla relaksu, nie w porę. Zawsze przyjemności pozbawia mnie służbowy telefon i nigdy nie mogę delegować uprawnień:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to wszystko mądrze zabrzmiało - delegowanie uprawnień - muszę zapamiętać.
      Nie żeby zaraz delegować.
      Pozdrawiam

      Usuń
  11. A dostanę trochę tych uratowanych czereśni? Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę wysłać faxem lub mailem.
      Pozdrawiam

      Usuń
  12. a ja za oknem mam szpakowe drzewo , nie wiem co to za drzwo, ma skomplikowaną łacińską nazwę i kwitnie pachnąć jak perfumy opium. szpaków na nim pełno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka kocimiętka dla szpaków Pozdrawiam

      Usuń