czwartek, 13 czerwca 2013

Baz happy endu

Nuda może być szkodliwa dla zdrowia i życia. Przekonałem się o tym całkiem niedawno.
Wszystko zaś zaczęło się od telefonu byłego współpracownika z zaprzyjaźnionej firmy.
Nie rozmawiałem z nim całe wieki. Pomimo całej sympatii muszę stwierdzić, że dzwoni tylko wtedy gdy ma jakąś służbową sprawę. Teraz też zadzwonił we wtorek, dopytując się o urządzenie które oferowałem w poprzedniej firmie. W tej z którą rozstałem się w sposób nagły i dla mnie niespodziewany, a co opisywałem ze trzy lata temu.
Staram się być użyteczny i w chwilach dla mnie trudnych oczekuję tego samego. Najczęściej jest to jednak naiwne oczekiwanie, ale to już inna historia.
Zadzwoniłem do żony z prośbą o telefon do jej znajomej w powyższej sprawie. Za chwilę oddzwoniła z zaskakująca wiadomością.
- Czy ty wiesz, że Boguśka z mężem mieli wypadek samochodowy z początkiem czerwca?
Zaraz też dodała - mają połamane nogi. Ona leży w domu, a on w szpitalu.
Trzeba było tego znajomego który zadzwonił tak ni z gruszki ni z pietruszki z pytaniami o produkt, żeby dotarła do nas ta pomimo wszystko smutna informacja.
Pomimo wszystko smutna dlatego, bowiem uważam, że Bogusia jest w znacznym stopniu odpowiedzialna za moje problemy w tamtej pracy. Są jednak chwile kiedy urazy schodzą na plan dalszy, dlatego oddzwoniłem do żony z propozycją odwiedzenia koleżanki w jej miejscu boleści czyli w domu.
Zaraz po pracy spakowaliśmy się i udali pod dobrze kiedyś znany i często odwiedzany adres.
Bogusia przywitała nas nie próbując nawet ukryć zaskoczenia.
Weszliśmy do środka praktykując tak zwane nawiedzenie chorych.
Szybko też okazało się, że wypadek był nie w samochodzie a na motocyklu i wynikał jak to opowiedziała poszkodowana z nadmiaru wolnego czasu.
W pierwszą niedzielę czerwca siedzieli w domu pozbawieni trosk i obowiązków, ponieważ babcia pojechała na swoje a dzieci przebywały na jakichś zawodach sportowych.
- Coś nam się od życia należy – stwierdził jej mąż i zaproponował wycieczkę motocyklową.
Szybko zebrali się i pojechali bocznymi drogami wprost przed siebie.
Szybko dotarli też  do małego skrzyżowania dróg, gdzie jedna podporządkowana droga łączy się z główną tworząc coś na kształt litery T.
Jechali główną, a z drugiej strony zatrzymywała się właśnie jakaś terenówka, której kierowca postanowił skręcić w podporządkowaną. Powinien jednak najpierw przepuścić motocykl, ale niestety nie przepuścił. Z impetem uderzyli w samochód lądując w rowie. Kaski uratowały im życie, ale siła uderzenia w samochód połamała obojgu nogi.
Ona leży w domu by mieć dzieci na oku, on w szpitalu po operacji.
Posiedzieliśmy chwilę, a że termin wizyty u fryzjera nadchodził, grzecznie opuściliśmy dom Bogusi. W końcu fryzjer z farbą to dla kobiety świętość.
I mnie przy przy okazji skróciła włosy do tak zwanego letniego poziomu.
Zagadywałem po swojemu w trakcie zawijania żoninych włosów w sreberka, czyniłem to w taki sposób że jedna z klientek powiedziała do fryzjerki – Do ciebie Basiu przychodzą coraz ciekawsi ludzie. Należy to jednak tłumaczyć podobnie jak zdanie w stylu – różnych ma Pan Bóg lokatorów.
A może jednak powinienem to tłumaczyć na swoją korzyść? W końcu klientce która czterdziestkę ma karku, tłumaczyłem że nie musi mieć wszystkiego przed trzydziestką ni powinna zwolnić.
Kiedy lakier utrwalił zabiegi z włosami żony wróciliśmy do domu
Przynieśliśmy tę pouczającą motocyklową opowieść do domu, aby wzruszyła sumieniem naszego Młodszego syna. Wysłuchał jej ubrany w motocyklową skórę i pojechał na spotkanie wiatru.
Teraz podświadomie bardziej denerwuję się podczas tych jego eskapad.
O pierwszej w nocy zadzwoniłem do niego z kontrolnym pytaniem :
- Co się dzieje?
Jak zwykle umknęła mu gdzieś potrzeba wysłania SMS o treści - będę później. Przecież nic się nie dzieje
Na szczęście nic się nie działo. Zepsuł się tylko ukochany motocykl. Kumpel podwiózł go do domu samochodem.
Godzinę wcześniej skończył się dzień rozczarowań dla mojej żony.
Z wypisem w ręce wróciła do domu w tym samym dniu w którym ją do tego szpitala odwiozłem.
- Kiedy? - spytała na odchodnym
- Jak się Pani wygoją kolana. Za dwa tygodnie lub dwa miesiące – odparł filozoficznie doktor – Któż to może wiedzieć?
No i oczywiście jeżeli będą jeszcze pieniądze na kontrakty – pomyślałem sobie słuchając przy obiedzie opowiadania. Potem zaszyłem się w ogrodzie aby nie słyszeć narzekania a i tak nie ominął mnie wieczorny płacz.
A wtedy czuję się tak jakby ktoś kroił mi serce, po kawałku, tępą żyletką.
Może jednak te dwa tygodnie wystarczą.


11 komentarzy:

  1. pewnie to wszystko wiesz ale i tak napiszę - taka przypadkowa jazda różni się od tego, co robi Twój syn. On pewnie ma odpowiednią odzież, jakaś specjalną koszulkę, buty, spodnie itd, to wszystko, co chroni motocyklistę w razie upadku. A jak tak baba z chłopem se wsiądą żeby się przejechać to tylko sukienka fruwa i wiatr w zębach.
    Serdeczności przesyłam
    Słońce wreszcie wylazlo to się nie będziemy zamartwiać tylko kosić, plewić, pryskać i okopywać, a głupie myśli zagłuszą sąsiedzkie kosiarki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więcej słów nie trzeba...

      A dla żony trochę wirtualnego przytulenia.

      Usuń
    2. Tak się muszę pocieszać gdy Młody w trasie. Poza tym zakładam jeszcze jakąś mądrość
      Za ciepłem myśli o żonie dziękuję
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Czytałem ostatnio, że przyczyna tylko kilku procent wypadków z udziałem motocyklistów jest z ich winy. Cóż z tego, że według prawa i przepisów mieli rację, skoro i tak gorzej wszelkie stłuczki się dla nich kończą? Szkoda, że tak mało osób stosuje zasadę ograniczonego zaufania. Uczą się ludzie tych przepisów nie ucząc się jednocześnie bezpiecznej jazdy. Kiedyś zapytałem kumpla, jaka jest najważniejsza zasada ruchu drogowego i coś mi tam mamrotał o zasadzie prawej ręki. A przecież najważniejsza zasada na drodze brzmi: "DUŻY MA ZAWSZE RACJĘ". Cóż z tego, że mam pierwszeństwo przed wyjeżdżającym z boku TIR-em, skoro on jest większy?

    Zdarzyło mi się położyć motocyklem ze trzy razy. Raz przez własną głupotę (usiłowałem wyjechać z torów kolejowych w które wpadłem bez zatrzymywania motocykla) i dwa razy gdzieś na piachu. Ale że prędkość była odpowiednia do warunków jazdy skończyło się tylko podartymi spodniami i kolanami, oraz pogiętym tłumikiem (o jakichś wygiętych stopkach czy stłuczonych lusterkach nie wspominam, bo to drobiazgi). :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda z tą zasadą ograniczonego zaufania.
      Ja z motocyklem przewracałem się dziesiątki razy, ale to był trial, czyli wywrotka to jakby element jazdy
      Pozdrawiam


      Usuń
  3. bo najgorsza na świecie jest bezsilność, gdy ukochana osoba cierpi...

    OdpowiedzUsuń
  4. Cześć Antoni
    Na motocyklu nie jeżdżę ale za to często rowerkiem. Unikam jak dżumy asfaltu nawet, a może szczególnie w jego dziurawej wiejskiej postaci. Kiedy z różnych powodów zjeżdżam z rzecznego wału czy leśnej ścieżki na asfalt to czuję sie jak skazaniec przed plutonem egzekucyjnym: nie wszyscy w lufach maja ostre naboje ale wystarczą ci co je jednak mają. Po głowie chodzą mi artykuły z miejscowej prasy na temat ile to ziomali złapano w ostatni weekend na dwóch i wiecej promilach. Na każdy przejeżdżający samochód patrzę podejrzliwie a jak widzę bmw trójkę z poczatku lat 90 to rower na plecy i spieprzam za rów. Pozdrawiam i życzę aby NFZ miał jeszcze długo pieniadze. JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak niestety jest
      już parę razy uciekałem do rowu.
      Tiry zaś nie pamiętają jak są długie

      Usuń