poniedziałek, 13 maja 2013

Zapachy i znów działamy


Trzech ogrodników i zimna Zośka jeszcze nie minęli a ja mam już posadzone.
Tak po prostu, po ludzku nie mogłem doczekać do piętnastego
Teraz tylko obserwować termometr, żeby wiedzieć czy ta praca miała sens.
A może lepiej nie obserwować bo i bez pomidorów, stresów mi nie brakuje.
Piętnaście krzaków pomidorów w różnych odmianach, w tym jedna, której nazwa mnie rozczuliła. Nazywają się „bycze serca”. To musi być okaz. Potem papryki słodkie, ostre i oczywiście ogórki.
Ponoć wystarczy pięć krzaków tych ostatnich  by zabezpieczyć w mizerię całą rodzinę i zrobić przetwory. Na razie moja wyobraźnia za ogórkami jeszcze nie nadąża. Sałata  i wymarzony ziołowy ogródek dla żony. Lubczyk, bazylia, oregano, rozmaryn i mięta.
Lilie, astry, goździki  i słoneczniki dla tak zwanej ładności też już w ziemi. Proces  sadzenia prawie zakończony. Coś tam się jeszcze wciśnie z pewnością, bo o czymś na pewno zapomniałem.
W poniedziałek dotnę kije, żeby było do czego podwiązać krzaki. Całkiem mnie wciąga ta praca na roli, czasem ku rozpaczy mojej żony.  Maria z całego bukietu zapachów, które spowijają ogród w czasie kwitnienia, bezbłędnie potrafi wyłapać ten, który świadczy o tym, że gdzieś tam właśnie karmią świnie.
Mam na tylko jedną gotową odpowiedź  - Przez dwadzieścia lat życia w Gorcach był czas aby do tego przywyknąć.
Jeżeli już jesteśmy przy zapachach, to czasem przez ten aromat bzów przebija zapach pieczonego chleba, bowiem całkiem blisko jest mała wiejska piekarnia. Jak mi ktoś powie, że wśród tych zapachów można kontrolować swoja wagę,  zwłaszcza po godzince pracy w ziemi, to niech przyjdzie mi to zademonstrować.
Ekipa układająca kostkę na wjeździe do domu,  urządziła sobie wolne, Ponoć jest jakiś przejściowy problem z zaopatrzeniem. A może z zapłatą? To mi się wydaje bardziej prawdopodobne.  Brnę więc od domu do bramki i z powrotem w świeżym żwirze, czując się niczym na nadmorskich wydmach.
Młody który od początku naszego mieszkania  napierał na wykonanie pojazdu, wreszcie zobaczył i zrozumiał o co chodzi. Wie już, że  układanie kostki nie ogranicza się do rozłożenia elementów, bo same przygotowanie podłoża jest żmudne.
Żmudne i kosztowne jak się okazało po wstępnych wyliczeniach mistrza brukarskiego.
Nie jestem zaskoczony, ale wydatek już boli.
W poniedziałek zadzwonił Majster. Kostka ma być, ale deszczu ma nie być. Ponieważ jednak deszcz jest, nie ma ekipy. I tak to jak w życiu. Dobrze, że płacę od dzieła a nie na godziny, bowiem deszczowy licznik mógłby mi zdrowo nabić.
Plan na teraz skończyć, zapłacić i używać. To będzie też początek konstruowania podjazdu dla wózka małżonki. Mam nadzieję, że z niewielką pomocą przyjaciół dam radę.
Po sobotnim sadzeniu, akurat wtedy kiedy zdążyłem poskładać narzędzia, pojawili się znajomi w towarzystwie psa rasy husky. Ponieważ teren jest ogrodzony, mogli puścić psa a w zasadzie sukę całkiem spokojnie. Do czasu jednak, dopóki nie zauważyliśmy, że psina postanowiła wykopać świeżo zasadzone pomidory. Być może rządki wydawały jej się zbyt gęste?
Parę razy musieliśmy przywołać ją do porządku. Porzuciła swoje niecne plany dopiero, gdy grill wydawał ten sympatyczny zapach świadczący o tym, że karkówka już gotowa do konsumpcji.
Siedzieliśmy jeszcze jakiś czas na tarasie korzystając z przyjaznego końca dnia, tylko jaskółki przelatujące coraz niżej koło domu, zasiewały w nas  taką obawę o jutro.
Uzasadnioną jak się okazało. Ze względu na zimy i deszczowy dzień, nie miałem nic do roboty. Takie nic nierobienie  jest jednak strasznie męczące.
A dzisiaj od rana w pracy jakieś problemy z internetem.
O poprzednich jeszcze nie zdążyłem zapomnieć.

I jeszcze na koniec informacyjnie.
Paluszek który stanowił temat jednego z  moich poprzednich postów już jest naprawiony, czyli  mówiąc innym językiem zrósł się. Pani optyczka wywiesiła stosowną tablicę – Znowu działamy.
Pod spodem zaś dopisek - zniżka na oprawy – 50%. Ponieważ ufam, że radość z odzyskania zdrowia nie przesłoniła Pani optyk zdolności do trzeźwego spoglądania na świat, zastanawiam się z jaką marżą sprzedaje się takie oprawy? Tak na zdrowy rozum, co kosztuje w takich plastikowych oprawach 500 złotych? Zapytam mocniej co w tych oprawach kosztuje powyżej 50 złotych?
Nie będę jednak zaglądał w cudze kieszenie. Zrobiłem zdjęcie i  już miałem odejść, ale zaraz byłem świadkiem dość śmiesznej sytuacji. Do drzwi podeszła młoda dziewczyna. Przeczytała informację i  powiedziała do siebie – No nareszcie.
Zaraz też zaczęła napierać na drzwi, ale te nie ustąpiły. Pchnęła mocniej i dopiero po trzecim pchnięciu zauważyła mała tabliczkę przyczepioną bezpośrednio do drzwi – Wracam za 5 minut.
Dziewczyna zbierała się do odejścia, ale zatrzymałem ją wtrącając,  że jeżeli wytrzymała dwa tygodnie to z pewnością owe pięć minut nie powinno już stanowić dla niej żadnego problemu.
Nie miałem czasu sprawdzić czy było to normalne, czy takie góralskie pięć minut.
Dlaczego góralskie ?
Kto był w górach ten wie, że na pytanie o odległość do wybranego miejsca, od starego górala  z reguły usłyszy:
- Eee to jak copkom rzucić.
W wolnym tłumaczeniu może to znaczyć dwa, trzy, ale równie dobrze dziesięć kilometrów.
Strasznie daleko rzucają tymi swoimi czapkami.
Moi górale coś milczą. Muszę zadzwonić i przepytać
W taką pogodę i tak nie ma nic innego do roboty.




27 komentarzy:

  1. O to widzę, ze nie tylko u mnie chodnik się robi:) I o pasji ogródkowej się dowiedziałam. Pięknie:)Nic nie zmarznie, bo jutro już wraca słonce. Ja dopiero jadę pomidory kupić:)Być morze odległość rzutu zależy od kształtu i ciężaru copki i od tego czy rzut był na dopingu, czy nie? Pogodnego dnia życzę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet mi się to podoba.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Sory, a mnie się nie podoba... kurcze strzeliłam byka:( MOŻE... tak być może... o wyrozumiałość upraszam:)

      Usuń
    3. Nic to, mnie też się zdarza. Zrozumiałem właściwie to najważniejsze

      Usuń
  2. O Antoni, podziwiam, ale sama też w tym roku się 15 doczekać nie mogłam ;-) U mnie jeszcze pomidory i ogórki czekają. Bycze serca szczerze polecam. Co do psa, one mają jakieś takie upodobania, nasza psica, mimo, ze ogródek ogrodzony, przemyka się pod ogrodzeniem i szaleje w grządkach, z lubością wręcz wykopuje ziemniaki, wiem jej do niczego niepotrzebne, ale ja bym zjadła takie młode ;-)
    O góralskim rzucie czapką nie słyszałam, ale tekst powalający.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepraszam za nadmierną ciekawość, ale wymienione we wpisie Gorce to miasteczko czy pasmo górskie? Pytam, bo niedaleko mojego miejsca zamieszkania jest miejscowość Gorce, z tym że nie jest samodzielną jednostką,wchodzi w skład większej. Mimo wszystko wszyscy mówią, że mieszkają w Gorcach albo jadą do Gorc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorce to te od gór. Piszę ogólnie celowo nie wymieniając nazwy miejscowości.
      To rejon gdzieś pomiędzy Nowym Targiem, Szczawnicą, Kamienicą
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Ja również rozpoznaję tu swoje własne problemy. U mnie również już drugi tydzień traw układanie kostki, ale to za sprawą naszego braku zdecydowania wskutek czego powierzchnia pod utwardzenie podwoiła się. Roślinki posiane wcześniej pięknie powschodziły, a ogórcy i cukinia rosną sobie w doniczkach na tarasie. Wysadzę do gruntu, gdy tylko przestaną nas straszyć przymrozkami. Mam nadzieję, że nasz trud docenia nasze wnuki.
    Dużych plonów życzę i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie brukarze meldują kłopoty z dostawą. Nie do uwierzenia.
      A wnuki? Może na początek wystarczy zrozumienie?
      POzdrawiam

      Usuń
  5. Klik dobry:)
    Już po zimnych ogrodnikach, a zimna Zośka ma być ciepła. Pomidorom i papryczkom ewentualnie jedynie psy zagrażają :)))

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tu mam mówiąc po psiemu zgryz.
      Rodzina chce psa

      Usuń
    2. Zawsze jest wybór. Albo ogród, albo pies. Albo i pies, i ogród, ale pies w kojcu lub ciągle pod nadzorem.

      Usuń
    3. Jeśli mogę się wtrącić: pies nie wyklucza ogrodu i odwrotnie. Raz wpuscicie psa za próg i nie będziecie sobie wyobrażali już bez niego zycia. I ogrodu przypilnuje, by nikt wam tych pomidorów nie wybrał :)W ogóle z taka nutą czułości ( tak, tak, doszukałam się tej nuty)piszesz o tym ogrodzie, że aż się wzruszyłam! Mój mąż też uwielbia pracę w ogrodzie.

      Usuń
  6. Nie ma to jak pięć minut :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale najważniejsze jest swoje pięć minut
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Oj, zasiewy i uprawy należy chronić przed psami! Młode drzewka i krzaczki też.
    Wspominana tu Pani Optyczka budzi moją największą sympatię z powodu tabliczek na drzwiach. Proszę ja pozdrowić przy okazji.
    Antoni, intryguje mnie słowo "karkówka". W sklepach, ten kawałek mięsa opisywany jest jako karczek lecz w ogrodowych grillach występuje już jako karkówka. Ciekawe, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bet,ja pierwsze słyszę o nazwie karczek.

      Usuń
    2. To zapraszam do sklepu mięsnego w Krakowie. Tak przypuszczałam, to nazewnictwo lokalne.

      Usuń
    3. "Baco, a ile będzie do Zakopanego?
      Eee, jakieś 2km.
      po godzinie turysta pyta,
      Baco, a teraz ile?
      Eee. jakieś 4km.
      No jak to, godzinę temu mówiliście,że 2 a teraz 4?
      A kto wam mówił,że ja do Zakopanego jadę"
      A u mnie dopiero zacznie się układanie kostki, teraz mam czas karencji w starostwie, czekam czy kto nie zgłosi zastrzeżeń do moich planów utwardzenia własnej działki.
      U mnie kupuje się schab karkowy lub karkówkę , a zajada już tylko karkówkę z grilla. Karczek, to część bliżej podgardla , z niewielkimi przerostami mięsa schabowego. I pomyśleć, taka niby świnia, a ile z nią zachodu. Pozdrawiam, Hanula

      Usuń
    4. Bet - Nazw karczek i karkówka używam wymiennie jakoś nie wpływa to na sam smak potrwa z grilla.
      Hanula - To ciekawe co sąsiedzi mają mieć do twojej kostki?
      U mnie w dalszym ciągu bez internetu. W pracy tylko dzięki bogu, a może tylko dzięki opłaconym rachunkom.
      Pozdrawiam

      Usuń
    5. Nie wiem co mogą mieć sąsiedzi, może im się kolorystyka nie spodoba? :)
      W każdym razie, ja tam porządna /praworządna nawet/ jestem i przepisowa nad wyraz, zatem była informacja do starostwa o zamiarze wykostkowania chodnika, była, teraz trzeba ustawowe 30 dni odczekać, niech się uleży, inaczej pod samowolkę budowlaną podpadam. Tak jest u mnie, ale to może tylko w centralnej Polsce tak mamy, a może miasto tak ma, bo ja to taka wsiowa nie jestem, u mnie prawo miejskie o zabudowie obowiązuje:) Hanula

      Usuń
  8. W tym roku zasadziliśmy tylko trochę kwiatów. Pomidorków nie mam, bo mam psa :)
    A panią optyk pozdrawiaj - sympatyczna dziewczyna :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam kobiety, ale następnym razem mogę wpaść i pozdrowić.
      Póki co pozdrawiam Ciebie.

      Usuń
  9. Cześć Antoni
    Dobrze że moja Pani Cię nie czyta. Ale miałbym manto za te pomidory i inne zielońce, których nie posadziłem. Pozdro, JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się nazywa zaniechanie. Też podlega pod paragraf. Nie bój się jednak ja na swojej wsi w górach miałem tylko trawę i iglaki. Nie po to wpadałem na weekend by siedzieć w grządkach.
      To piszę na wypadek gdyby jednak przeczytała.
      Pozdrawiam

      Usuń