środa, 8 maja 2013

Pobożne życzenia

- Było zimno. Elektryk stał w drzwiach i kontrolował co się świeci, a co nie. Rozpaliłam w kominku i po jakimś czasie zrobiło mi się ciepło. Wydawało mi się że cały czas to kontrolowałam. Dotykałam łydek. Zapomniałam jednak, że kolana są bliżej kominka. A potem wieczorem, Antoni zobaczył te oparzenia na kolanach. Naprawdę sporych rozmiarów bąble.
Normalnie jak w filmie Nietykalni. Nic nie czułam.
- Pani Mario, jedyne co mogę powiedzieć, jedyne co nasuwa mi się w tej chwili to „no comment”.
- Jak to się w końcu mówi no comment czy no comments - zwrócił się z pytaniem do mnie
- Można powiedzieć po polsku. Najlepiej - jest Pani nieprzewidywalna, żeby użyć tylko najlżejszego z możliwych określeń.
Doktor założył dwa solidne opatrunki na kolana, a następnie zajął się właściwym celem wizyty.
Wtorek lub piątek po południu ewentualnie niedziela, wtedy mogę transportować żonę w tę i drugą stronę. Tak jak normalny kochający lub tylko troskliwy małżonek. Chociaż jedno nie wyklucza drugiego.
Niestety służba zdrowia pracuje przed południem, a wtedy robi się problem. Przecież ktoś musi zarobić na realizację recept i opłacenie wizyty.
Korzystam z dobrodziejstwa teściowej, która odwiedza te wszystkie fundusze i inne organizacje, cierpliwie wydreptując ścieżki w te i drugą stronę. Czasem nie objedzie się bez jednej wizyty.
Ja regularnie załatwiam zaświadczenia. Proszę o pracodawcę o zaświadczenie o zatrudnieniu,A on patrzy na mnie podejrzliwie. No może patrzył na początku.
Wszystkie potrzebne nam decyzyjne placówki czynne są wtedy, kiedy przeciętny, normalny człowiek pracuje.
Może i czasem napisze coś złośliwego o teściowej, ale w gruncie rzeczy jestem jej szalenie wdzięczny.
Mam też z powodu tego braku dyspozycyjności lekki zgryz. Mam problem z zastępstwem w pracy na kilka godzin, co tydzień. Staram się zostawić to dla spraw naprawdę ważnych. A przecież wszystkie one są ważne.
Żona stara się jakoś sobie radzić. Nauczyła się korzystać z taksówek, lub od czasu do czasu z transportu medycznego. Ten ostatni zależy zaś od decyzji lekarza prowadzącego, a wiadomo, że wszędzie oszczędności. To się rozlicza.
Zauważyłem, że w przypadku takiego wypadku losowego, ktoś powinien zwolnić się z pracy w celu załatwiania spraw i wystawania w kolejkach do rejestracji.
Po kilku latach takich zmagań z problemami zdrowotnymi, trudno już radośnie umawiać się na prywatne wizyty. Na przeszkodzie staje cennik.
Doktor który zaopatrzył żonę, opowiedział mi dowcip na czasie.
Pacjent umawia się do kardiologa. Kobieta w rejestracji mówi, że najbliższy termin jest dokładnie za cztery lata.
- Ale przed południem czy po południu - pyta pacjent
- A cóż to dla Pana za różnica, to przecież za cztery lata.
- Bo wtedy przed południem mam umówionego okulistę.
Znamy się z doktorem już jakiś czas, za sprawą dolegliwości żony. Może stąd śmiałość do dowcipów jakby większa. Poza tym zawsze staram się przełamać rutynę chłodnego służbowego kontaktu. Nie zawsze to działa, czasem jednak procentuje.
- Za cztery lata, mówi Pan – to nie dowcip to samo życie.
Potem jeszcze tylko recepty na leki, które i tak nie są refundowane.
- Refundacja jest tylko na przewlekłe schorzenie – stwierdził spoglądając w internet doktor.
- A jakie ma żona? - pytam
- Przewlekłe ale nie tego typu.
Szkoda bo leków na receptach tyle jakbym sam miał zakładać mały punkt apteczny.
No i gitara.
Kiedy zapakowałem żonę do samochodu i powoli ruszyliśmy w stronę budki parkingowego żeby i tu uiścić, spojrzałem na żonę i powiedziałem:
- Zauważ jak po latach realizują się nasze wspólne obietnice. Żona spojrzała na mnie z zaciekawieniem
- Ty obiecałaś mi, że nie będę się z Tobą nudził i nie nudzę się. Ja z kolei obiecywałem, że będę nosił Cię na rękach i zauważ, że słowa dotrzymuję.
- Ale ja chciałam inaczej – odpowiedziała żona której dziwnie nie było do śmiechu.
- Może wyraziliśmy się wtedy niezbyt precyzyjnie. A tam na górze nie mają czasu myśleć na tym co kto miał na myśli Ręce, ręce ciach ciach, odhaczone. Ze strachem myślę czego czego jeszcze moglibyśmy sobie życzyć.
Ze spokojem jednak stwierdzam, że tych pobożnych życzeń nie było za wiele.
Swoją drogą to określenie „pobożne życzenia” brzmi w tych okolicznościach trochę dziwnie.
Wróciliśmy do domu.
Kiedy wjeżdżaliśmy na ganek, na niebie pokazał się czerwony kształt motolotni.
- To mnie strasznie kręci – powiedziała żona – to będzie kolejna rzecz którą zrobię.
- Poczekaj niech tylko zagoją się kolana – poprosiłem – poza tym pamiętaj o czym mówiliśmy przed chwilą. Myśl nad tym o co prosisz.

12 komentarzy:

  1. Masz rację.
    Parę miesięcy temu też poprosiłam i mam.
    Jak to sobie uświadomiłam,
    to włos mi stanął dęba
    aczkolwiek mam takie raczej dłuższe...:-)))
    Na szczęście jest ok ...
    Trzeba uważać, o co się prosi
    i być bardzo precyzyjnym...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poświęciłem temu całkiem spory tekst kilka lat temu. I co ? I niczego się nie nauczyłem
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Klik dobry:)
    W zasadzie... to i tak pobożne życzenia to takie, których nie da się zrealizować.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zasadzie. A kto teraz przestrzega zasad?
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Życzenia zawsze warto mieć.Bo bez nich to tak jak bez marzeń...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre życzenia od razu powinny być kwalifikowane jako marzenia. Pozdrawiam

      Usuń
  4. Pobożne życzenia czasem się spełniają.
    A z marzeniami jest tak, że warto je mieć, aczkolwiek, kiedy już się spełnią, nie zawsze jest tak, jakby się chciało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jan Nowicki, którego lubię pomimo tego co ostatnio wyprawia, mówił że marzenia nie powinny się spełniać. Bo te co sie spełniły to były plany, nie marzenia

      Usuń
  5. No własnie! Ponoć trzeba uważać o co się prosi, bo nie daj Boże sihę spełni i wtedy nie wiadomo co z takim "prezentem" od losu zrobić :) ale marzyć trzeba. Obowiązkowo! Pozdrawiam i dobranoc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie już dzień dobry
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. ech, co mam napisać, nie umiem wyrażać słowami tego, co czuję. Siostrę czy koleżankę to bym po prostu uściskała, przytuliła, posiedziała trzymając za rękę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klarko Droga, nic straconego.
      To nawet może być życzenie i to całkiem nie pobożne.
      Pozdrawiam

      Usuń