piątek, 24 maja 2013

Czego boi się mały Jasio ?

Odwiedzam różne blogi, te znane i takie nieznane. Te ostatnie najczęściej z polecenia tych znanych lub Onetu. Najczęściej tylko czytam, oszczędny jestem zaś w komentowaniu. Wypada jednak czasem zostawić ślad swojej obecności i informację o zgodnej z piszącym, lub odmiennej od niego myśli.
Piszę uzupełniając dane o wymagany nick, adres e-mail, czasem hasło. Nie marudzę i staram się to rozumieć. Mnie też spam daje popalić i zaśmieca bloga. Widać to taki znak czasów.
Nie na darmo nazywają nas cywilizacją śmieci. A może śmierci? Może jedno i drugie.
Pokonuję te wszystkie trudności i piszę. Przelewam myśl na papier, czasem emocje.
Na końcu przycisk opublikuj i … nic.
Próbuje drugi raz i zamiast mojego komentarza pojawia się informacja – „Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu”, albo „Twój komentarz czeka na weryfikację”
Obie czynności na które czeka napisany komentarz źle mi się kojarzą. W PRL zatwierdzenia wymagała prawie każda czynność, łącznie z położeniem płytek ceramicznych w łazience. Nie do uwierzenia wprost, że mogliśmy współżyć ze sobą na płaszczyźnie damsko-męskiej bez uzyskania odpowiedniego zatwierdzenia.
Tylko w raz w stanie wojennym, kiedy z godnie z wymogami napisałem podanie o pozwolenie na wyjazd do Krakowa musiałem podać powód.
Wziąłem wtedy długopis i dopisałem na podaniu w celu przespania się z moją nową żoną.
Urzędująca pani powiedziała że jestem zbyt dosłowny, ale zgodę dostałem.
Na ten seks miałem więc chyba urzędnicze zatwierdzenie.
Czasy się zmieniły ale weryfikacja to dla mnie wciąż Franc Maurer, który przed komisją d/s weryfikacji służb ślubuje wierność odrodzonej rzeczypospolitej. Do końca swojego lub jej, jak to się wtedy wyraził.
Wiem, że twórcy programów do blogowania dają taką możliwość, ale czy powinniśmy z niej korzystać?
Czy mamy prawo nie zatwierdzać komentarzy które nam się nie podobają?
Tak pokusa bowiem zawsze istnieje. Narasta zaś z czasem kiedy wydaje nam się że jesteśmy w swoim działaniu naprawdę wyjątkowi.
Czyszczę swojego bloga z ewidentnego spamu, zresztą sam blog dość umiejętnie przesiewa takie wiadomości. Sam w ciągu prawie pięciu lat skasowałem najwyżej ze dwie wiadomości, składające się z samych i co najważniejsze nie merytorycznych wulgaryzmów.
Jeżeli jako bloger chcę i korzystam z wolności wypowiedzi publikując to co chcę, to dlaczego roszczę sobie prawo do blokowania tej wolności komentującym?
Kali ukraść krowę dobrze, Kalemu ukraść źle?
Na wieczna pamiątkę pozostawiłem komentarz w którym autor nazywa mnie „burakiem z Nowej Huty”.
Nawiasem mówiąc z autorem tego określenia łączą mnie więzi sympatii. A że początki były trudne.
Zatwierdzenie. Jakie zatwierdzenie? Czyż nie dokonuję tego sam komentujący, naciskając przycisk „publikuj”?
W ekstremalnych zaś przypadkach zawsze można użyć przycisku „kasuj.”
Tak wypada postąpić z chamstwem, choć „z chamstwem trzeba walczyć kulturom i gonościom osobistom”
Czy mnie to wszystko powyższe irytuje?
Nie, trochę tylko dziwi. Irytują mnie pojawiające się na ekranie monitora nachalne reklamy. Jedna doprowadza mnie do szału. Zalogowany odwiedzam zaprzyjaźnione blogi i co rusz napotykam na nachalną i trudno zamykjaąca się reklamę o treści
Nie masz jeszcze bloga?
Najwyższa pora go zmienić...
Nic nie będę zmieniał bo takiego bloga kurde mam. Mam!, mam!


20 komentarzy:

  1. Klik dobry:)
    Z tym "załóż bloga" to przeginają całkowicie. Ale za to goły tors Urbana znikł, który nękał i nękał, włażąc nawet na pole edycji komentarza.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Podzielam Twój pogląd w poruszonej sprawie. Dodam, że w Onet blog.pl wpisy jednych osób przechodzą bez zatwierdzenia, a inne wymagają takiego zatwierdzenia. Nie wiem od czego to zależy. A te reklamy to już spore utrapienie. Wyskakują u góry, z boku, na dole i trudno je usunąć.
    Może wyrazy oburzenia innych autorów i komentatorów jakie zapewne wywoła Twój tekst coś zmienią?
    Oby.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kwestia ustawień w oknie "dyskusja", u mnie np jeśli treść komentarza zawiera choć jeden adres to wymaga zatwierdzenia ale za to sam piszący nie musi podawać swojego adresu, jeśli nie chce

      Usuń
  3. wywaliłam uświadomiwszy sobie, że to się niestety wypozycjonuje, proszę o stałe usunięcie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czasem trzeba moderować. Widać nie miałeś odwiedzin prawdziwego, nachalnego chama. Zrobiłam to raz, a potem szybciutko "uwolniłam" komentarze. nie wiem czy lepiej usuwać już chamskie wpisane i narażać gości na nieprzyjemności w czytaniu czy moderować i mieć spokój na blogu. Natomiast omijam te z weryfikacją słowną. Do szału doprowadza mnie literowanie i udowadnianie, że nie jestem robotem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie wiem jak jest lepiej.
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. ja moderuje od jakiegoś czasu, bo miałam tzw. wycieczki osobiste.... nie mam zamiaru polemizować z"chamem" ani publikować jego wypocin do czytania przez innych... ja "byłam "śledzona" po rozwodzie , telefon by namierzony...nie wiem po co skoro mój adres był znany...
    byłam nawet na policji...:( w sprawie stalkingu....
    pisze na blogu o swoim zyciu, nie opisuje znajomych, ale sa tacy co to jak nie namieszaja u innych to nie mogą żyć i spać....

    co jakiś czas uwalniam moderację....a jak zaczyna sie spamowanie to niestety ...:(
    chyba nie miałeś na swoim blogu wycieczek osobistych....
    a reklamy i mnie dobijają, ale te są wszędzie, na portalach, blogach i gdzie się da....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam szczęście do kulturalnych gości to fakr. Nieprzyjemnych wpisów nie było wiele, ale się zdarzały.Pozdrawiam

      Usuń
  6. Komentowania nie wyłączyłam, a moderowania komentarzy nie włączyłam. Nie natrafiłam, jak to wyżej napisano, ma prawdziwego chama. Fakt, zezłościłam się na pewną panią, której blog miałam w ulubionych, bo trochę przesadzała z dosadnością komentarzy. Rościła sobie prawo do wiedzenia więcej na każdy temat, bo pracuje w mediach. Kiedy jej wypowiedzi zaczęły mieć charakter ,,spod budki z piwem" wyrzuciłam jej bloga z ulubionych. Podziałało, a pani przestała u mnie bywać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Czasem wystarczy niewiele, ale ten ktś usi mieć jak to mówią cienką skórę. Pozdrawiam

      Usuń
  7. A ja nie mam bloga, wystarczają mi takie jak Twój:) Co do chamstwa, jeśli kultura nie wystarcza , to "należy przeciwstawiać się siłom ..." Czasami siła spokoju wystarczy. Pozdrawiam, Hanula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa koncepcja i żeby trzymać się klasyków - to jest słuszna koncepcja.
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. To taka delikatna sprawa z tym moderowaniem, trudno znaleźć złoty środek. Bardzo długo nie moderowałam swego bloga, bo na szczęście krytyczne komentarze nie maja wplywu ani na moje samopoczucie, ani poczucie mojej wartości, czasami są wręcz zbawienne - pozwalają przyjrzeć się niektorym sprawom z boku. Tak więc wszystkie komentarze, również te krytyczne - choc bylo ich zaledwie kilka - leciały "jak leci". Moderowanie pachnialo mi (a właściwie smierdziało) cenzurą. Jednak po szeregu wycieczek osób, które nic konstruktywnego nie wnoszą do dyskusji a jedynie wylewaja z siebie stek wulgaryzmów dla zabawy chyba ( choc to wątpliwa zabawa)doszłam do wniosku, że nie mam ochoty serwować takich klimatów odwiedzającym mnie ludziom, ani tym bardziej polemizować z chamstwem. dlatego tez zaczęłam moderowac komentarze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością każdy ma swoje motywacje.
      Świat mody do spokojnych nie należy. Pozdrawiam

      Usuń
  9. Zgadzam sie z Toba. Jesli sie czeka na komentarze, to trzeba sie liczyc ,ze rozni ludzie napisza rozne rzeczy...Jesli to krytyka konstruktywna to w koncu przeciez o to chodzi ,by poznac opinie innych...
    Jesli natomiast ktos zostawia wulgaryzmy to mozna zawsze ten jeden komentarz usunac...
    Kiedy Ja sie spotykam z "bedzie widoczny po zatwierdzeniu", mam uczucie niesmaku,zaluje,ze wogole zostawialam komentarz...
    Ciesze sie,ze to nie tylko Ja tak czuje .
    Serdecznosc posylam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OO, o mnie mowa, to ja jestem ta co cenzuruję i niesmak budze :):):)

      Usuń
    2. Myślę, że to umowa o samym problemie, broń Boże o jakichś personalnych wycieczkach.

      Usuń
    3. zartuję :) nie biorę personalnie, każdy ma jakieś tam powody :) dobranoc

      Usuń
  10. Tak, to mowa o samym problemie i moich osobistych odczuciach na ten temat...Nie krytyka byla moim zamiarem,lecz chec wyrazenia swojego zdania. Kazdy ma prawo do swoich opinii jak rowniez do tego,czy wlaczyc cenzure czy nie...na tym polega wolnosc slowa i czynu :)
    Pozdrawiam bardzo serdecznie!




















    OdpowiedzUsuń