piątek, 10 maja 2013

Wyprzedaż posezonowa




Żółtko i białtko czyli dylemat z Konopielki.
Dlaczegóż to, skoro siedzą w jednej skorupce zabierać tę jedną literę? Dlaczego białtko białkiem zwane ma być o jedno „te” pokrzywdzone ?
Zaśmiewałem się czytając te dialogi, zastanawiając się równocześnie nad filozofią mieszkańców książkowych Taplar.
Redliński jednak z pewnością pisał to co gdzieś widział, a Taplary mają się dobrze i dzisiaj.
W długi weekend miałem przyjemność dokonywać zakupów w sieciowym sklepie – Delikatesy Centrum.
Delikatesy generalnie zajmują się sprzedażą towarów. Czasem jednak coś tam się długo nie sprzedaje i trudno takie na przykład sanki trzymać ze sztywną ceną na pólkach wiosną.To samo dotyczy baranków wielkanocnych, którym czerwiec i lipiec nie służą. Nie mogą zajmować miejsca w sklepie letnią porą. Aby się tego ustrzec prowadzi się akcję sprzedaży po obniżonych cenach
Taka akcja nazywa się wyprzedaż.
Tu jednak pojawia się taplarski dylemat, bo skoro jest sprzedaż, to dlaczego jej końcówka nie nazywa się wysprzedaż?
Kto postanowił zabrać tej czynności jedno „es”
Obsługa delikatesów stanowczo zaprotestowała przeciwko takiej dyskryminacji, czemu dała wyraz malując stosowną tablicę. Dzięki błogosławieństwu telefonów z aparatem fotograficznym, udało mi się uwiecznić ten protest.
Z czego wynika zabieranie, a z czego dokładanie litery? Nie wiem. Pamiętam natomiast, że w moim rodzinnym mieście namiętnie przekręcano słowo bób i funkcjonował on tutaj jako bober.
Sam parę razy nieświadomie błysnąłem tym „określeniem”.
A teraz z innej beczki ale o czymś Co się tyczy sprzedaży.
W obecnych czasach najtrudniej jest sprzedać siebie. Oczywiście chodzi mi o to pozytywne znaczenie tego słowa. Wszechobecny marketing i PR wymagają by sprzedawany towar miał atrakcyjne opakowanie. Staramy się więc być nawet tym kim naprawdę nie jesteśmy.
Właśnie zauważyłem tytuł artykułu w Dzienniku - Każda to może, nie każda robi: niezawodny sposób na przyciągnięcie faceta! Kierując się tak zwanym pierwszym skojarzeniem faceta, zajrzałem do tekstu.
W nagłówku czytam Nie wielkość biustu, czy długość nóg, ale spontaniczność, poczucie humoru i pewność siebie - to mężczyźni cenią w kobietach. Za sprawą szczerego i swobodnego uśmiechu atrakcyjność pań w oczach płci przeciwnej wzrasta czterokrotnie.
No właśnie, dlaczego współczesne dziewczyny w swej większości nie uśmiechają się?
Dlaczego chcą być, jak to określiła pewna celebrytka z TVN nadętymi pindami. Przywoływana w jej określeniu paprotka jest całkowicie drugorzędna.
Czytając ten tekst, przypomniałem sobie całkiem świeżą rozmowę z Młodym.
Wiozłem go na pętlę tramwajową z powodu tego, że wbrew rozsądkowi i doświadczeniu postanowił sobie pospać jeszcze kilka minut. Rozmawialiśmy niewiele jak to z rana szczególnie, że Młody zagryzał kanapką, którą wcisnąłem mu do ręki przed wejściem do samochodu. Właśnie skręciłem w kierunku pętli i zatrzymałem się przed przejściem dla pieszych.
Przez pasy przeszła jedna, młoda dziewczyna. Być może dlatego, że była jedna mieliśmy okazję zlustrować ją, można by powiedzieć od stóp do głów, a dokładnie do głowy, bo miała jedną co zapamiętałem. Nie uczyniliśmy jednak tego z powodu twarzy. Twarz nadętej pindy, z czegoś niezadowolonej od rana, traktującej całe otoczenie jak najgorzej. Tyle odczytałem z twarzy i powiem szczerze, że po czymś takim nie miałem ochoty spoglądać dalej.
- Co ona taka nadęta? - podzieliłem się spostrzeżeniem z Młodszym,
- One teraz wszystkie tak mają – odpowiedział niemal natychmiast Młody. Mogę polegać na zdaniu Młodego ponieważ jest on w naszej rodzinie uznawany za największego miłośnika damskiej urody.
Być może spowodowane jest to tym, że tylko on pozostaje w swobodzie tak zwanego stanu wolnego. I chociaż a może dlatego, że jego dziewczyna jest miła, zawsze uśmiechnięta i wrażliwa na wszystkie rodzinne zachowania uważam, że wie co mówi.
Tylko dlaczego tak się dzieje? Czy to z powodu tego, że ulice pełne są zużytych samochodów, którymi młodzi przemieszczają się między studiami a jakaś dorywczą pracą. Nie zauważyłem natomiast księcia, który na białym koniu chciałby jechać nowoczesną ulicą w poszukiwaniu narzeczonej. Z pewnością przeciętni faceci to nie ten poziom dla dziewczyny, której tłumaczono w domu, że jest wyjątkowa i należy jej się wszystko to co najlepsze. A wyjątkowość z reguły polega chyba na tym, że lądując w kuchni potrafi z gracją przypalić nawet wodę na herbatę.
Nic to. Ja zaszczepiłem moim chłopakom umiejętność gotowania. Nie umrą z głodu gdy trafią w swoim życiu na kogoś „wyjątkowego”. Czego im jednak nie życzę. Z drugiej strony mam nadzieję że odziedziczyli po mnie również niechęć do nadętych pind.

23 komentarze:

  1. Klik dobry:)
    A może niektórzy rodzice popadli w skrajność, z wmawianiem dzieciom ich "wyjątkowości"?

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaaa... i jest moda na wypuszczanie z domu i ze szkół produktu, a nie miłej panienki.

      Usuń
    2. Tylko że ten produkt jest jak ta niegdysiejsza tabliczka czekoladopodobna.
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. A ja akurat robię odwrotnie, "sprzedaję" siebie,
    bo to najłatwiej mi wychodzi :-)))
    One tak się zachowują,
    bo przechodzą pranie mózgu oglądając seriale.
    Na co dzień mam do czynienia z dużą ilością mężczyzn,
    którzy mi to tak właśnie wytłumaczyli.
    I niestety mają rację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Seriale to rzeczywiście kiepska szkoła życia
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. te miny i nadętość to jest teraz "tryndy", sama widze 13 latki juz z takimi manierami.... a do tego wytapetowane....
    co do bobra.... u nas na Bóbr niektórzy mówia Bober.... a pindą jest wg nas jedna pani kurator która była przydzielona do Młodego po wyroku....
    ech to słownictwo....
    pozdrawiam z usmiechem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okazuje się, że ów bober ma się dobrze w tym kraju. Pozdrawiam

      Usuń
  4. Ja również podzielam ocenę "Młodego". Nie wiem czy to się da zmienić. Lansowałem w szkole wiele haseł związanych z korzyściami płynącymi z pozytywnego myślenia i uśmiechania się, nawet do swojego odbicia w lustrze, ale czy to coś dało? Przypuszczam ,że wątpię. Może wtedy, gdy turyści z Japonii będą bardziej aktywni w podbijaniu naszego kraju dotrze do nas ich przysłowie: "Uśmiech podwaja twoje szanse". Bo to trzeba widzieć, słyszeć i czuć.
    Pozdrawiam "łyk endowo"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, może w turystach z Japonii jest jakaś szansa.
      Ja też preferuję pozytywne myślenie.
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. A może by tak odkurzyć stare porzekadło "złość piękności szkodzi"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto teraz pamięta o przysłowiach?
      A przysłowia to przecież sama mądrość
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Skoro można wysprzątać i wyprzątać, to dlaczego by nie wysprzedać i wyprzedać.:) Już sama pinda jest zmorą, a do tego nadęta, to już masakra. Sądzę,że to nic nowego, pindy były, są i będą, no może teraz jest ich nieco więcej, może to "chichot arystokracji". I jeszcze jedno, dlaczego częściej widzę mężczyzn z pindami,niż z normalnymi dziewczynami? Czyżby zasada popyt- podaż? Pozdrawiam, Hanula
    PS bób- bober, zawsze lepiej niż bobek:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zło przyciąga i pociąga w każdej formie, stąd powodzenie pind.
      No tak zdecydowanie nie bobek.
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. W ogóle dziwna tabliczka. "Wysprzedaż towaru" kiedy wszystko dookoła jest towarem. Nadęte pindy są nie tylko wśród młodych dziewczyn i jest całkiem sporo. Może te stare wpajają taką samą filozofię życiową tym młodym? Tylko u tych młodych może jakiś nieuważny jednak załapie się na nogi, a te stare to już w ogóle przepadły:( Moja Młoda ma przegięcie w drugą stronę. Kiedyś miała obniżone zachowanie, bo się na lekcji śmiała i nie potrafiła się uspokoić. Śmiała się radośnie, nie złośliwie,nie głupio nie infantylnie, bo taka jej natura. Wystarczyło pokazać palec( co paskudni koledzy ciągle czynili) i ona w śmiech. Oby takich radosnych z natury dziewczyn/kobiet było jak najwięcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To i moje życzenie. Świat z uśmiechem można brać nawet na trzeźwo.
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. Cześć Antoni
    Ta wyprzedażą poruszyłeś problem, który nurtował mnie od czasu kiedy tego typu napisy stały się elementem naszej codziennej rzeczywistośći. Jak jest prawidłowo? Zmobilizowany twoim tekstem poszperałem po internecie i oto co napisał na ten temat Maciej Malinowski - mistrz ortogafii polskiej i autor cyklu "Obcy Język Polski":
    Można mówić i pisać wyprzedaż albo wysprzedaż, obydwie formy uznawane są za równoprawne. Pierwsza pochodzi od czasownika przedać (inaczej ‘przeliczyć się w dawaniu’), który wyszedł już z użycia, druga od czasownika sprzedać (też powstał z przedać, dodano mu tylko przedrostek s-). Wysprzedaż ma więc... dwa przedrostki: wy- i s-, czego większość osób nie zauważa, razi je natomiast forma wyprzedaż jako archaiczna. Tymczasem językoznawcy opowiadają się raczej za wyprzedażą, gdyż wysprzedaż jest dla nich rzeczownikiem źle zbudowanym. Inaczej ma się natomiast rzecz z wyrazem przedsprzedaż. Otóż nie składa się on z dwóch przedrostków przed- i s- oraz z członu -przedaż, jakby można sądzić, tylko pochodzi od wyrażenia przed sprzedażą. Dlatego nie wolno powiedzieć czy napisać przedprzedaż.
    I dzieki Tobie nie mam już problemu. Pozdrawiam JerryW_54


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę a mnie się nie spodobało.
      Dzięki za wykład, pozostanę jednak przy wyprzedaży. Zwracam honor sprzedawcom z Centrum
      Pozdrawiam

      Usuń
  9. Młody ma chyba rację. Pracuje u nas młoda dziewczyna, od nadęcia niemal pęknie. Ludzi ma za nic, nie uśmiecha się prawie wcale, chyba, ze do siebie. A co najważniejsze wcale ładna nie jest, nie jest też bogata, ani do końca wykształcona - jednym słowem powodu nadęcia brak.
    Na Lubelszczyźnie też jest "bober" ;-) i do tego z uporem maniaka na fasolę wszyscy mówią groch :-)
    Pracowników Delikatesów popieram z całego serca, nie będzie tu żadnej dyskryminacji :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam też w gronie znajomych ludzi, którzy mylą fasolę z grochem i było to już źródłem paru nieporozumień.
      BO jakże wykonać taką prośbę - Namocz groch do fasolki po bretońsku
      Pozdrawiam

      Usuń
  10. Hospody Pomyłuj! A czeguż to się Waść dziwujesz, że dziewczę o świtańcu zmierzłe? Pani_Wachmistrzowego_Serca choć serca jest gołębiego (prawie), sama o sobie rzecze, by do niej przed poranną kawą bez kija nie podchodzić...
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, kawa czyni cuda. Daj mi się dziwić Wachmistrzu po jak pisał Jonasz Kofta -
      Kiedy się dziwić przestanę,będzie po mnie
      Pozdrawiam

      Usuń
  11. Nadęta pinda to pojęcie nie dotyczące tylko młodych dziewczyn, jak już ktos wcześniej zauważył. A takie dojrzałe nadęte pindy sa jeszcze gorsze niż te młode, nieopierzone. Na taką w jakimś urzędzie trafić to katastrofa! Istnieje jeszcze męski odpowiednik "nadetej pindy". Nazywam go dupkiem żołędnym. Jemu, jednemu z drugim, mamusia też wpajała, że jest "the best". Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się zgadza jest i rodzaj męski.
      Pozdrawiam

      Usuń