poniedziałek, 20 maja 2013

Pryskałem, nie zaprzeczam

Dolegliwości związane z wiekiem nie eksplodują jak wulkan. Pojawiają się powoli i w niezauważalny prawie sposób stają się częścią naszego życia. Z powodów degeneracji kręgosłupa cierpły mi dwa palce, mały i serdeczny. W sobotę rano, zaraz po obudzeniu zauważyłem, że ścierpnięty jest ten fuckowy. Czyżbym musiał dać sobie na wstrzymanie? Częściej mówić – pieprzyć to?. Spróbuję, ale może nie teraz. Jeszcze kilka prac do wykonania, a dzień swoją długość ma. Jak to mówił mój znajomy czas nie prezerwatywa nie naciągnie się. Miał i drugie powiedzenie ale jest ono zdecydowanie bardziej dosadne.
No więc tak po kolei.
Skończyli układać kostkę. Błoto jesienne i wiosenne będą już tylko wspomnieniem. Chodzę teraz z miotłą i zasypuję powstałe szczeliny. Mrówki będą miały co wynosić.
A propos zwierząt drobnych. Na liściach gruszki siadły zielone mszyce. Tak sprzedawca z ogrodniczego zdiagnozował pomięty liść. Trzeba było kupić oprysk i opryskać.
Obejrzałem dokładniej wszystkie drzewa, mszyce wybrały tylko grusze.
Opryskiwacz, gumowe rękawice i maseczka na twarz. W końcu pracowałem kiedyś jako BHP – owiec. Pryskałem wieczorem, po tym gdy odleciały pszczoły. Sprawdziłem temperaturę, miała być poniżej 20 oC i była. Zadziwiające ile można doczytać z ulotki. Sprawdzam teraz efekty, ale na to trzeba poczekać.
W sobotę wynająłem się u siebie za pomocnika do montażu kilku segmentów ogrodzenia. Oddałem spawanie w fachowe ręce, bo chociaż umiem używać to miotające łukami elektrycznymi urządzenie, to spawy w moim wydaniu są mało profesjonalne. Jeszcze tylko wyczyścić pomalować i wejście nie będzie kojarzyć się z pracowniczym ogródkiem działkowym. Popołudniowe chodzenie z kosiarką dopełniło planu dnia, a najgorsze nie jest koszenie tylko opróżnianie koszta z pociętej trawy.
Wieczorne wino smakowało jak ambrozja, czyli napój bogów.
Śniadania na tarasie, przywróciło to co z takim sentymentem zachowałem we wspomnień z gór.
Potem obiad i popołudniowa kawa bo temperatura nie zachęcała do siedzenia w domu.
Późnym popołudniem wykopałem z kotami topór wojenny. Pałka się przegła – jak mówi Ferdek Kiepski.
Kiedy na chwilę wszedłem po coś do mieszkania, na stół wskoczył rudy kot sąsiadów. Ten sam który kiedyś wizytował dom i zasnął w fotelu.
Kot zaczął wyżerać ciasto i wcale nie spieszył się zaprzestania tego procederu pomimo pokrzykiwania żony. Dopiero moje pojawienie się zdyscyplinowało kota. Zwierzak czmychnął, a półmisek wylądował w koszu. Po pierwsze kot nie mój, po drugie nieodrobaczony. Właścicielka wyznała, że postępuje według zasady - do roku nie chodzi się z kotem, ani psem do weterynarza.
To w takim razie kocur z pewnością nie jest wysterylizowany.
Od dzisiaj ma u mnie czerwoną kartkę. Będę gonił ile sił w piersiach, tak mi dopomóż wiek. Wszystko lubię z wyjątkiem bezczelności. Strata ciasta, to i tak niewiele. U sąsiadki, wspomniany kot zlał się na środku dywanu. Ich dwie osobiste i wysterylizowane kotki, nigdy tego nie zrobiły. Nawiasem mówiąc jedna z nich namiętnie przychodzi do nas by wylegiwać się na płytkach, przed domem. Kiedy nie leży ociera się o nogi by ją głaskać.
- Tylko jej nie daj jeść – upominam żonę
Kotka wchodzi do domu robiąc obchód, ale wczoraj zauważyliśmy, że mocno rozespana schodzi na dół po schodach. Nikt nie widział kiedy do domu weszła i jak długo była.
Muszę to zacząć kontrolować bo inaczej zginę jak przysłowiowa ciotka w Czechach.
Kotkę toleruję dopóki mi czegoś nie zeżre albo nie zniszczy. Kocur ma przechlapane już teraz.
Pies sąsiadów poszczekuje żałośnie przed furtką, bo od czasu ułożenia kostki nie mieści się już pod furtką a jest zbyt gruby by wcisnąć się między sztachetki jak kot. Razem z kocurem uwielbiali bawić się w berka, pośród rosnących na grządkach kolorowych kwiatów.
To już się udało, resztę będzie pewnie kuleć do czasu pojawienia się psa.
A on się pojawi. Z pewnością się pojawi.
Dla uspokojenia ciała i duszy wywlokłem lornetkę i obserwowałem ptaki urzędujące wokół drzewek. Co rusz jakiś przysiadał na gałęzi bądź mocował się ze źdźbłem trawy.
W pewnej chwili, w zasięgu wzroku uzbrojonego w soczewki znalazł się sąsiadka.
W jakiś sposób zorientowała się w sytuacji i całkiem po kobiecemu poprawiła dekolt.
Prawie się zmieszałem.
Wieczorem zatwierdziłem sobie plan prac na bieżący tydzień.
I żona i syn z pewnością poprzestawiali by te priorytety.

28 komentarzy:

  1. Z cudzymi kotami też mam problem. Wprawdzie do domu się nie pchają, ale po tarasie i ogrodzie buszują. Czekam aż Beza podrośnie i pogoni im kota:)
    Fajnie, że chodnik skończony, my czekamy na przebudowę naszego w lipcu.
    Masz jak w banku, Że sąsiadka poczuła satysfakcję i pochwali się kumom lub mężowi a następnie Ty zyskasz nieciekawy przydomek:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie będzie tak źle z tym przydomkiem. Podglądałem te ptaki w towarzystwie żony.
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. niewykastrowany kot zostawia straszny smród a znaczy wszędzie, goń, lej wodą znienacka, niech się wynosi. Nie chcę wiedzieć, jak pachnie dom jego właścicielki.
    A to mają tubylcy uciechę, ten nowy podgląda baby przez lornetkę, no no:D
    Miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A miało być tak niewinnie z tą lornetką. Pozdrawiam

      Usuń
  3. he he te koty i piesek to tych sąsiadów z dziećmi, którzy byli u was na wizycie ???/

    goń póki się nie przyzwyczają, bo najgorsza jest nachalność..... u mnie za cerbera robi Mośka, pewnie u ciebie też będzie pies jak piszesz to sprawa sie wyjaśni.
    fajnie że masz taras i możesz posiedzieć ze śniadankiem, u nas jeszcze baaardzo daleko do tego.....a chciałoby się....:)
    no a co do oglądania hmmm "obiektów" przez lornetkę....przeciez na dekolt patrzy prawie każdy facet, zwłaszcza jeżei to dekolt nie żony :))
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie i ty zjesz śniadanie na tarasie. Nie od razu Wrocław zbudowano.
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Nie rozumiem dlaczego ludzie nie sterylizują,
    ja sterylizuję wszystko co mi wpadnie pod ręką,
    a moja pani wet w promocji proponuje również sterylizację właścicieli... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to wszystko koszty i przesądy.
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. To że na swoim i u siebie takie oczywiste nie jest. Trudno kota trzymać na sznurku, a psu zamknąć pysk, by nie szczekał. Ale co ma zrobić obywatel ,gdy kota i psa nie posiada i posiadać nie chce? Takie to nasze ułomne prawo do wolności i samostanowienia. Kurna! Pozdrawiam,Hanula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może jak w Misiu?
      - Czy konie mnie słyszą?
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Uprasza się psy o nieszczekanie, a koty niech z łaski swojej opuszczą moje podwórko. Ha, ha, ha

      Usuń
  6. Klik dobry:)
    Tarasu zazdroszczę, pracowitość podziwiam, kotów współczuję. Jak nie zabierzesz się za nie zdecydowanie, to niedługo od smrodu we własnym domu nie wytrzymasz.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zdecydowanie to moje ulubione słowo. Pozdrawiam

      Usuń
  7. Zupełnie nie pojmuję, czemuż to taka sielska relacja się nagle w dysputę o sterylizacji zmieniła... Ja tam bym nigdy w życiu drugiemu chłopu nie zrobił czegoś, za co sam byłbym gotów zabić...
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybyś Mości Wachmistrzu napaskudził na dywan we własnym domu ukochana Małżonka z pewnością rozważyła by i tę opcję. Baby są jakieś inne.
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. W kwestii utwardzeń jesteśmy w podobnym miejscu. U mnie zakończyli we wtorek. Też zmiatam luźny piasek, podsypuję ziemią i podsiewałem trawę. Dosadzamy kwiaty i dopieszczamy całość przedsięwzięcia. Koty przeganiam, a mój pies bardzo mi w tym pomaga. Lornetki nie używam, ale posiadam.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę jakie te scenariusze są podobne. Pozdrawiam

      Usuń
  9. Cześć Antoni
    Mój teść, stary fachura mówił na moje spawy: jak by się dzieciak posmarkał. Pozdrawiam JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest coś na rzeczy.
      Sam mówię że bardziej smarkam niż spawam.
      Pozdrawiam

      Usuń
  10. Koty pewnie znają dom, bo biegały tam przy poprzednich właścicielach, to i cięzko ich utarte ścieżki pozagradzać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też może być prawda. I potwierdza obiegową opinię że koty przywiązują się do miejsca, a psy do ludzi.
      Pozdrawiam

      Usuń
  11. A mówią, że na wsi jest spokojnie, rolnik śpi a w polu mu rośnie...
    Ech...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rośnie, rośnie. Wczoraj oglądałem pomidory.
      Pozdrawiam

      Usuń
  12. Niestety rolnik nie może zasypywać gruszek w popiele, czas wiosny najwięcej pracy ale potem jaka przyjemność. Pozdrawiam serdeczności zostawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Tylko że między mną a rolnikiem jest taka różnica jak między rybakiem a wędkarzem.
    Ale mże z tego powodu radość większa. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. najlepiej to zastosowac mydlo ogrodnicze zamiast srodkow chemicznych, wowczas nalezy opryskac mydlem pare razy aby bylo skuteczne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam że o mydle nie słyszałem. Poczytam na ten temat
      Pozdrawiam

      Usuń
  15. ale masz tam pelne ręce roboty! Że tez masz jeszcze czas sąsiadkę przez lornetke podglądać i jeszcze tłumaczyc się jak dziecko :) a taki zdawałoby się poukładany mężczyzna! pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń