wtorek, 11 grudnia 2012

Kołowanie

Z kolejną wizytówką poszło mi już całkiem sprawnie. Była przylepiona do drzwi. Inna technika montażu i drzwi inne, antywłamaniowe. Znaczy to że czegoś w tych nowych czasach dorobiłem się.
Sławojki zamyka się zagiętym gwoździem.
Obydwie wizytówki zachowam na pamiątkę zmian w swoim życiu. Każdy z nas ma z pewnością swoje pudełko wspomnień. Metalowe opakowanie po czekoladkach albo dobrej whisky, świetnie się do tego nadaje. I nie mówcie mi, że nie zasiadacie nad takim pudełkiem, wtedy kiedy nikt nie widzi. Albo odwrotnie wtedy gdy ludzi kupa, po to by pokazać małe zawiniątko i powiedzieć:
- A to jest pierwszy ząbek, który Michał zgubił jeszcze w przedszkolu.
Nastoletni Michał czerwieni się cały i tego humoru nie poprawi nawet dołożony do kompletu pukiel lnianych włosów, zachowany przy pierwszym strzyżeniu.
Z wiekiem nabiera się dystansu do życia i do siebie. Nie rażą a raczej rozczulają zdjęcia, gdzie niespełna roczny szkrab paraduje z pisiołkiem na wierzchu. Kiedyś standardowe ujęcia, unikane teraz przez rodziców z obawy o skojarzenia. Złe skojarzenia.
Świat się zmienia i niektóre działania bywają opatrzenie rozumiane.
Nie o pisiołku jednak chciałem, ale u mnie myśl biegnie torem który nawet mnie samego potrafi zdziwić.
Kiedy zdjąłem wizytówkę z dobrze znanym grawerem „A M Relscy” zorientowałem się, że była to ostatnia wizytówka zdobiąca drzwi na całej mojej klatce. Ochrona danych osobowych.
Aby uczynić zadość wymogom aktu notarialnego, musiałem wymeldować się. Kiedy jednak to uczyniłem, poczułem się taki bezdomny. Nowi właściciele pozwolili nam pomieszkać jeszcze ze dwa, może trzy tygodnie. Ucieszyłem się, ale zaraz po wyjściu od notariusza zaczęły mnie dręczyć wątpliwości. Czy aby zdążę? Czy nikt mnie nie orżnie gdzieś po drodze?. Na świecie tyle jest oszustów i kombinatorów.
Całą galerię ludzkich charakterów poznałem przy okazji udostępniana do oglądania naszego mieszkania. Od grzecznych i nieśmiałych do chamowatych gburów, którym wydaje się, że uzyskany kredyt nie mieszkanie upoważnia ich do pomiatani innymi ludźmi.
Raz nie wytrzymałem i powiedziałem klientowi:
- Mogę z Panem robić interesy, mogę Panu sprzedac mieszkanie, ale nie mam zamiaru tego czynić na kolanach.
O dziwo podziałało. Innemu zaś zwróciłem uwagę, że jestem starszy od jego ojca, zaś mój syn jest starszy od niego i choćby przez ten fakt należy mi się inny sposób rozmowy.
Zwykle działa, ale po zwróceniu uwagi, osobnicy byli wyraźnie zaskoczeni. Odnoszę więc wrażenie, że zbyt szybko godzimy się na ewidentne chamstwo w bezpośrednich relacjach.
Jedna z para która negocjowała z nami zakup od sierpnia, wycofała się na dzień przed podpisaniem aktu notarialnego. Bez słowa, bez telefonu, o przepraszam już nawet nie myślałem. Napisali tylko maila do pośrednika, że wokół mieszkania jest zbyt dużo niejasności
Jakich niejasności? Mieszkanie jest czyste jak łza. Bez obciążeń, raczej z nadpłatami, a dodatkowo wyremontowane i wyposażone „ dla siebie”. To miało być nasze mieszkanie na zawsze. A jak nie nasze to rodzinne. Plany planami a życie jest inne.
Znajomi podpierają się powiedzeniem, nie zdając sobie nawet z tego sprawy, że autorem jest mój ukochany Woody Allen. Brzmi ono mniej więcej tak
„Chcesz rozśmieszyć Pana Boga? Opowiedz mu o swoich planach na przyszłość.”
Nie zrażeni niepowodzeniem podjęliśmy wyzwanie. Tutaj pełne uznanie dla mojej żony, która tak rozpętała akcję informacyjną, że w ciągu czterech dni znaleźli się nowi kupcy, czym zadziwiliśmy sporą grupę pośredników. Dodatkowo cena sprzedaży jaką zgodzili się zapłacić nowi nabywcy, była wyższa od poprzedniej.
Wyszło więc tak, że ten nasz plan okazał się być chyba jakimś małym fragmencikiem owego boskiego planu. Nazwałbym go boską cząstką, ale ta nazwa jest zarezerwowana do czegoś zupełnie innego, co ponoć jest, ale jeszcze tego nikt nie widział.
Byle bym tylko ja zobaczył światełko w tym tunelu, do którego wleźliśmy razem z żoną.
Pewnie ktoś mi zarzuci, że poprzednio pisałem, że lecę a więc światła nie powinno mi brakować. Uzupełniam więc - jest to lot w tunelu z nadzieją na światło.
Kiedy ja rozważam lęki emocjonalne, żona po swojemu zabrała się do pakowania. W niedługim czasie mieszkanie wypełniły kartony. Jest ich tyle, że można by napisać na drzwiach Mostowiakowie. Tylko Hanki już nie ma z nami.
Z doświadczenia wiem, że najlepsze są te po bananach. Solidna gruba tektura, zlepiona mocnym klejem. Dodatkowo każde ma swoja pokrywę. Trzeba tylko dociąć specjalny kawałek na wzmocnienie dna, bo ze względu na potrzeby dojrzewalni, czyli konieczność wpuszczania gazu pomiędzy pudłami tak w górze jak i we dnie zaprojektowano solidny otwór. Jaki to gaz? - spytacie?
Rozweselający. To po nim banany są tak ładnie zakrzywione. W uśmiechu.
Dno to tylko chwila roboty i otrzymujemy pierwszorzędne narzędzie do przeprowadzki.
Wiedzą o tym handlujący bananami i oficjalna cena za takie pudło na Rybitwach wynosi 2 złote.
Rybitwy to taki Rolniczy Plac handlowy.
No proszę, są tacy co i gówno zamienią na złoto.
Pakowanie dobytku w pudła, wymusza na nas decyzję co do zgromadzonych rzeczy. Chyba zbyt często kursuję na trasie mieszkanie – śmietnik.
Wyrzucam tyle fajnych rzeczy, które mogłyby się jeszcze przydać.
Zahaczyłem przy okazji o hospicjum. O dziwo, byli zadowoleni.
Zadowoleni są i moi pracownicy, których obdzieliłem paroma gadżetami.
Robię za Mikołaja i trwa to pełną parą.
Jestem zdecydowanie zbyt sentymentalny na przeprowadzki.
- Cyk Walenty, na bok sentymenty - uważa moja żona, dla której to doskonała okazja do zmiany kuchni, szafy i paru innych rzeczy, o które do tej pory dobijała się bezskutecznie. Wiedziała, że kiedyś i tak puszczę. A teraz nie mam innego wyjścia. Muszę popuścić dyscyplinę finansową, byle tylko zachować zdrowy rozsądek.
Gdzieś tam na dnie pudeł leży moje dotychczasowe życie. Pamiątki, wspomnienia i parę potrzebnych rzeczy, które bezmyślnie ułożyłem na samym dnie. Kiedy do nich dotrę?
Żona wyliczyła mi precyzyjnie, ile zużyję t-shitrów, i majtek. Muszę uważać na wrażenia, co prawda nie doświadczyłem tego nigdy, ale słyszałem takie określenie - zlać się z wrażenia.
Olej z pestek dyni z jego cudownym działaniem na prostatę mnie chroni, ale co chroni przed emocjami? Może wiek. Z wiekiem coraz mniej rzeczy mnie zadziwia.
Ale jak śpiewała Maryla? Kiedy się dziwić przestanę, będzie po mnie.
W tak zwanym międzyczasie, wyłączyli mi telefon, kablówkę i dostęp do Internetu.
UPC otrzymał wypowiedzenie umowy i potwierdził fakt wyłączenia na koniec miesiąca.
Tak jak potwierdził, tak wyłączył już siódmego. Mają chyba jakiś korporacyjny kalendarz.
Ciekawe tylko, czy tym samym kalendarzem i miarą posłużą się przy naliczaniu końcowej należności?. Póki co, próby rozmów na temat przywrócenia na kilka dni dostępu do tego całego medialnego dobra spełzły na niczym. Infolinia cierpliwie znosi narzekania żony, przyznając rację i informując, że nic się nie da zrobić. Każda rozmowa prowadzona jest z innym operatorem. Tak to nijak dojść ładu i składu. Chodzi chyba o tak zwane zmęczenie materiału, czyli klienta. Decyzje korporacyjne są święte i niezmienne.
W kuchni pozostały pojedyncze sztućce i talerze. Po sztuce na osobę. I lodówka jakaś taka przestronna się zrobiła. Nie warto dopychać starej. No proszę, przejąłem język żony. Lodówka ma dopiero trzy lata, a ja mówię o niej stara.
Ile to lat naszego małżeństwa musiało minąć, abym pozwolił sobie na określenie - moja stara?
Wiele, a i tak z tego powodu moja żona irytuje się do dzisiaj.
To AGD tak szybko się teraz starzeje. Pięć lat, tyle ma wynosić trwałość nowoczesnego sprzętu.
I po tośmy się w Polsce bili?
Nie myślę jednak o tematach światowych, w sytuacji kiedy próbuję zapamiętać drogę do kuchni i łazienki, pośród tej ciągle zmieniającej się konfiguracji pudeł.
Raz w nocy zapomniałem i wpadłem w ciemnościach na stertę pustych opakowań. Przeżyłem, ale huk był straszny.
Pomiędzy tym wszystkim kręci swoimi kołami żona i czyni to, mogę powiedzieć perfekcyjnie.
Powtórzę na sam koniec jeszcze to co pisałem jakiś czas temu
Ten śnieg spadł w tym roku zbyt szybko, jak dla mnie i moich planów.
Teraz przynajmniej ma to stwierdzenie solidną podbudowę merytoryczną.

16 komentarzy:

  1. brzmi trochę niepokojąco, jakbyś wybierał się w nieznane i kasował przeszłość. Wiem, że tak nie jest, ale tak poczułam.
    Bananowce służą i nam - do noszenia towaru z auta, do pakowania książek "na strych" od czasu do czasu, bo się wszystkie w domu nie mieszczą..
    Powodzenia, cokolwiek czynisz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest tak źle jak to wygląda.
      Dziękuję za dobre słowo i pozdrawiam

      Usuń
  2. Lary i penaty spakowane w bananowce, ależ się podziało, Antoni .. !!
    Serdecznie życzę, by ten nowy dom stał się dla Was już wkrótce Domem.
    Auguri !!

    magdaitaliana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję że pójdą z nami na nowe miejsce.
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Ale przecież idziesz na swoje, tylko ono będzie teraz w innym miejscu. Powodzenia, Hanula
    PS Od mojej ostatniej przeprowadzki minęło 15 lat, a jeszcze znajduję nierozpakowane pudła, widocznie to,co się w nich znajduje, wcale mi tak do życia niezbędne nie było ,jak mi się wydawało przy pakowaniu. Posłuchaj Żony, czystki się czasami w życiu przydają, łatwiej o drugi oddech:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja niestety bywam jak perfekcyjna pani domu i to mnie gubi.
      Poza tym bywa męczące. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Perfekcyjna pani domu podobno się rozwodzi, nikt nie wytrzyma z chodząca perfekcją zbyt długo. No może poza Twoją Żoną:) Pozdrawiam, Hanula

      Usuń
    3. Taki perfekcyjny, to ja znowu nie jestem.

      Usuń
  4. O dobrze wiedzieć o bananowcach, ja wszystko w pudła darowane mi przez pocztę, też ładne solidne. Co do chamstwa, to brak słów, niektórzy uważają, że mogą pomiatać wszystkimi. O, nie z nami takie numery, jednak najsmutniejsze, ze do pomiatania zabierają się coraz młodsi.
    Kurcze, moja przeprowadzka jest wypełniona ekscytacją, oczekiwaniem na nowe, Twoja nostalgiczna, jakaś smutna.
    Powodzenia z batalią z UPC, u mnie mieli być w zeszłym tygodniu ci od internetu. Ciszaaa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Klik dobry:)
    Antoni, "przydasie" rzadko kiedy się przydają, bez względu na to, czy są w pudełku po dobrej whisky czy niedobrej. Ale lepiej wspomnień nie wyrzucać...

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam w pamięci parę rzeczy które wyrzuciłem powiedzmy we wtorek a już w piątek z pewnością by się przydały. Pozdrawiam

      Usuń
  6. Tu (u-nasz-w-swirowku.blog.onet.pl). Nie kołuju Antoni, nie kołuj tylko napisz jakie to cudo zakupiłeś za nieodżałowany domek w Gorcach i mieszkanie. Jak daleko połóżone od Krakowa, ile sypialni, pięter, łazienek i w ogóle jaki metraż, jak ogrzewane ile wziąłeś kredytu, a wtedy ja ci powiem czy się opłacało sprzedawać wspomninia za marzenia.
    Pozdrawiam Mirek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dramaturgia?
      Tak wszystko od razu kawa na ławę? Tym bardziej że sprawy się kołyszą i dogrywają cały czas. Pozdrawiam

      Usuń
  7. Cześć Antoni
    Znam to. Przy przeprowadzce wydaje sie że objętość tego wszystkiego co sie zwie dobytkiem jest kilka razy większa niż kiedy było poustawiane po kątach i poukładane w szafach. Okazja żeby zrealizować maksymę: wszystko co sie nie przydało w ostanich dwóch latach (puryści mówią w ostatnim roku)- na śmietnik. Ale czasem żal, i słusznie. Pozdrawiam w tych ciężkich i fizycznie i psychicznie chwilach. Głowa do góry, życie zmiennym jest. JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
  8. No właśnie, Mirek ma rację, stopniujesz napięcie: jedna wizytówka, druga wizytówka... Takie zmiany sa podobno energetyczne, odmładzają! Życzę powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  9. popieram w wypowiedzi Bet. Będzie dobrze.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń