wtorek, 18 grudnia 2012

A nad sadem wiatr wieje i psoci

Narzekałem na mróz i zimę, w związku z przeprowadzką. Muszę to odwołać. Opatrzność czuwała nad nami, fundując nam mroźny, ale słoneczny dzień dla transportu gratów. Zaraz po siódmej pojawiła się firma transportowa. Sześciu facetów wzięło się za meble i pudła. Tam gdzie ja posapując przesuwałem graty, oni dźwigali wszystko bez zbytniego wysiłku. Tak mi się przynajmniej wydawało. Co to znaczy praktyka.
W godzinę, no może półtorej zapakowali nasze życie na ciężarówkę. Napis – „ Przeprowadzki” powiedział sąsiadom wszystko. Nie wiem co sobie myśleli w tej chwili i prawdę powiedziawszy niewiele mnie to interesuje.
Rozładunek w nowym miejscu trwał jeszcze krócej bo nie trzeba było tego wynosić na żadne piętra.
Potem tylko rozliczenie z właścicielem firmy i już mogłem zamknąć za sobą drzwi nowego domu.
Kiedy rozłożyliśmy część paczek, okazało się, że w zasadzie to reszta nie mieści się. Nigdzie. Wyszedł na jaw brak szaf wnękowych. Potrzeba jednak czasu by usunąć tę niedogodność. Póki co korzystam z podręcznych toreb podróżnych i pudeł na których przezorna ręka żony napisała
- Antoś podkoszulki
- Antoś buty. I tym podobne.
Modem do Internetu okazał się być uszkodzony bo rozłącza się co chwilę.
Nie odbiera telewizja cyfrowa, jak się okazało z powodu kiepskiej anteny. Pozostaje radio które buczy po swojemu, odbijając się echem po pustawym mieszkaniu.
Wiercę dziury i mocuję uchwyty pod lampy, obrazy i bibeloty. One to w końcu tworzą jakiś klimat. Już pod wieczór klimat się pojawia. Mnie od udaru trzęsą się ręce i w związku z tym, mam poważne opory przez skorzystaniem z toalety.
Szybko czytam instrukcję obsługi pieca gazowego, a żona oswaja zmywarkę i piekarnik. We wszystkich działaniach sekunduje nam teściowa, która za swój obowiązek poczytuje sobie pomoc w takich chwilach. Biorąc pod uwagę wiek zainteresowanej, prosimy o rozsądek, znając zaś upór związany z wiekiem, staramy się nie walczyć.
Rozsądne ustawienie temperatury w domu wzbudza opory rodziny przyzwyczajonej do blokowej rozpusty. Tam można było zawsze uchylić okna, tutaj skręca się regulator.
Ponoć przyzwyczajenie przychodzi z pierwszym rachunkiem za gaz.
To znaczy, że przyjdzie czekać ze dwa miesiące.
Podpisałem umowy o wodę, śmieci i ścieki. Gaz i prąd wymagają wypełnienia firmowych druków i angażowanie po raz kolejny byłej właścicielki. Na nic protokół z odczytami sporządzony i podpisany przez obie strony. Musi być logo PGNiG. To nadaje mocy.
W ogrodzie kręcą się sikorki, obżerając słoninę powieszoną na jabłoniach.
Co rusz zastygamy w obserwacji, zapominając o swoich obowiązkach. W pewnej chwili na jabłoni pojawił się dzięcioł. Kiedyż ja widziałem dzięcioła ostatni raz?
Tak na odwal się popukał w jeden i drugi konar, by za chwilę lawirując na sznurku, dobrać się do słoniny. Jak na dzięcioła przystało wyrwał spory kawałek i odleciał. Sikorki obserwowały to ze stoickim spokojem. Dla nich wystarczy, dodatkowo obca jest im ta ludzka cecha która nazywa się chciwość.
Nim dogrzebałem się do pudła z napisem „Antoni – pieniądze”, pojawił się pierwszy gość - kościelny z opłatkami. Z tym pudłem żartuję, bo patrząc na dom można podpisać go jednym zdaniem „Antoni - wszystkie pieniądze”
Pogrzebałem w wychudzonym portfelu i znalazłem piętnaście złotych. Nie był chyba zadowolony, ale elegancko życzył nam - Wesołych Świąt. Ten z poprzedniej parafii też się załapał na startm mieszkaniu, bo chodził zdecydowanie wcześniej. Opłatków mam więc tyle że wystarczy na organizację wigilii w jednostce wojskowej.
Pierwsze winko na nowym miejscu i pierwsza noc w tym samym. Ponoć trzeba pamiętać pierwszy sen na nowym miejscu. Nie pamiętam, byłem zbyt zmęczony.
A potem kolejny ranek i te samie działania: układanie, układanie i układanie.
Szybko zleciały te dwa dni urlopu.
W sobotę przyszła też odwilż, która przypomniała mi, że mieszam na wsi. Błoto w miejscu trawy, błoto na drodze dojazdowej.
- Jak to dobrze, że było mroźnie w czasie przeprowadzki. Inaczej cały dom byłby ubrudzony błotem – powiedziała żona
- A ja tak narzekałem, na jakby nie było pomoc opatrzności- przyznałem się do błędu.
Zameldowałem się na nowym miejscu. Mam więc urzędowe potwierdzenie mojego związku ze wsią.
Prawdę powiedziawszy to nie narzekam na to błoto. Kiedy dzisiaj czyściłem buty po przyjściu do pracy, pomyślałem, że ciekawie zaczyna się ten nowy etap mojego życia.

26 komentarzy:

  1. wypisz wymaluj jak u nas, tylko że mój mąż kolekcjonuje od 40 lat gramofony z tuba, stare radia, sprzęt radiowy wojskowy więc zwoził te skarby ...3 miesiące,
    same graty zostały zapakowane i przewiezione za jednym razem....
    i nic to że mamy 200 metrów, nadal na strychu stoja kartony, na parterze kartony itd....
    ale jaka frajda jest kiedy mozna wyjść 5 kroków i jest juz sie w lesie czy na łące....
    no i zapach ziemi.... niepowtarzalny....
    nie zamieniłabym wsi na żadne miasto choc w tym ostatnim mieszkałam przez 60 lat....
    życzę szczęśliwych dni w nowym domu....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka tuba od gramofonu to swój wymiar ma i potrzebuje miejsca.
      To ładne połączenie dom na skraju lasu. Tylko trzeba uważać na wizyty leśnych mieszkańców.
      Mnie w Gorcach regularnie nachodziła kuna zwana domową. Co natychmiast wyczuwałem, ponieważ ma pewien brzydki zwyczaj.
      Teraz zobaczymy.
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. to niedługo pokażą się pierwsze koty;) nic tak nie chroni domu przed myszami jak tupot kocich łap!
    Takim nowicjuszem to nie jesteś, dom w górach też wymagał nieco innego zachowania niż mieszkanie. A można wiedzieć do jakiej gminy trafiłeś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja Gmina to Wieliczka. Daleko od Twoich ogrodów, ale blisko Starszego i jego żony.
      Klarko, tak Ci zazdrościłem tych jabłoni na szarlotkę, ale była to twórcza zazdrość. Teraz mam swoje jabłonie, ale na szarlotkę z własnych jabłek przyjdzie mi trochę poczekać.
      Koty sąsiada chodzą zaś u nas jak po swoim. Poprzednia właścicielka zawsze miała coś dla nich.
      Młody przywozi jutro kota swojej dziewczyny na przechowanie, będzie to test dla mojej cierpliwości. Swoją drogą ostatnio złagodniałem.
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Uwazam, ze przeprowadzka do swego nowego domu jest fascynujaca choc bardzo meczaca! Zaprzyjaznianie sie z okolica, nowym otoczeniem, ludzmi. Ciagle niespodzianki te dobre i te bardziej uciazliwe! czyta sie bardzo dobrze jak powiesc, nie wiem dlaczego jak czytam o przeprowadzkach na wies, to przypominaja mi sie jak zywe obrazy z " Nocy i dni", zwlaszcza jak czytam o odwilzach i roztopach! Czekam na dalszy ciag opowiesci z zycia wiejskiego. sa bardzo ciekawe, w niektorych momentach odnajduje scenki z wlasnego zycia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjmując to porównanie do filmu to jestem taki zapalony ja ów Bogumił. Żona zachowuje większy dystans.
      Coś więc jest na rzeczy.
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Zdrowych i wesołych Świąt, Antoni. Wszystkiego dobrego!

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie, ze swoimi życzeniami zawitam u Ciebie
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Cześć Antoni, a jak oceniasz dojazd do pracy? Rowerek to juz chyba odpada. Pozdrawiam, JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W żadnym wypadku. Do pracy mam nawet bliżej niż miałem poprzednio. Dodatkowo jadę wzdłuż Wisły i nie muszę wspinać się na wał i most w celu przeprawy.
      Poza tym uciekam przed jedną stale zakorkowaną ulicą.
      Jestem więc zadowolony.
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Właśnie sobie uświadomiłam że nie rozpakowałam jeszcze wszystkich pudeł. A minęło już jakby nie liczyć 5 lat od przeprowadzki. Widocznie ich zawartość nie jest mi potrzebna...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja wyrzuciłem już tyle niepotrzebnych a te potrzebne się nie mieszczą. Patrzę więc coraz bardziej krytycznie na tę tak zwaną potrzebność.
      Pozsdrawiam

      Usuń
  7. Wszystko się z czasem ułoży. Wszyskiego dobrego na nowym miejscu Antoni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest pewne że się ułoży
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. Miłego układania i świętowania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby tylko sił wystarczyło na świętowanie
      Pozdrawiam

      Usuń
  9. Wystarczy sił na świetowanie, choćby nie wszystkie obrazy już wisiały na ścianach i podła nierozpakowane czekały na... Wesołego po Świetach.
    "Świeta, to jak zajazd przy drodze, w którym podróżny może się posilić i odpocząć", a tego Waszmosci bardzo potrzeba.
    Miłego świętowania

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękuję i życzę nawzajem Wszystkiego najlepszego
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. U mnie, jak u Nivejki, kartony stoją w oborze od 5 lat. Nic to, przyjdzie na nie czas. Na razie, nieustająco od 5 lat zachwycam się. Ciągle czuję się jak na wakacjach. No i ta szarlotka z jabłek, których nigdzie już nie uświadczysz. I kawa w piżamie na tarasie z widokiem na żurawie, czego i Tobie życzę!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko z wyjątkiem żurawi jest i u mnie możliwe.
      Pozdrawiam

      Usuń
  12. U(nasz-w-swirowku.blog.onet.pl).Czy to się nie posypie to się dowiesz na wiosnę Antoni, a teraz pobierzesz lekcję: na błotnistej wsi nie chodzi się tak w jak w mieście -jednym ciągiem po chodniku, ale przeskakuje się z kępy na kępę. Miłego pobytu w Święta w twoim nowym domku, no bo stajenki przecież jeszcze nie masz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno mi prosić żonę o podskakiwanie bo wózek nie ma wybicia. Co do samego błota mamy dwudziestoletnie doświadczenie praktyczne z naszej wsi w Gorcach.
      Co prawda stajenki nie mam, ale w rogu stoi szopa na narzęzia.
      Pozdrawiam

      Usuń
  13. Będziesz szczęśliwy na tej swojej wsi :) ja Ci to mówię... Jabłoń :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Z ogromną ciekawością i nawet z pewnym wzruszeniem czytam o Waszej przeprowadzce.
    Przypomniało mi to moją.
    Zmiana życiowego miejsca zawsze oznacza wiele zmian we wszystkich dziedzinach.
    Rozumiem, że Teściowa też ma tu swój pokój czy to tylko na święta?
    Czytając Twoją opowieść chodzę i wieszam razem z Tobą te karnisze, lampy i obrazki :)
    Dobrze pamiętam każdą nową instalowaną w domu rzecz, chociaż u mnie z różnych względów trwało to latami.
    A jak się w tym nowym domu czuje Twoja Żona?

    OdpowiedzUsuń
  15. Teściowa wybrała wariant życia w pojedynkę. Jej wybór, proponowaliśmy inne rozwiązanie
    Ale jak znam życie, gdy tylko wiosna buchnie to...
    Żona powoli się przyzwyczaja. Ja jestem już przyzwyczajony
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń