05 marca 2018

Niespodziewane korzyści wynikające z czytania książek

Gentlemani w Wielkiej Brytanii wybierają sobie dwa kluby. Do tego pierwszego chodzą, a w drugim nie pojawią się nigdy i pod żadnym pozorem.
To tak jak my mamy z muzyką Czegoś słuchamy czymś innym gardzimy.
Jak Free Jazz i Discopolo.
Preferujemy też wybraną literaturę. Są jednak pozycje książkowe którym nie uchylimy okładki, bez względu na kuszący zapach farby drukarskiej.
Ja mam tutaj na myśli popularne romansidła zwane Harelquinami.
Wiecie, gorący romans ekstra, światowo życie ekstra i tylko po przeczytaniu rzeczywistość tak strasznie skrzeczy.
W czasach zamierzchłej przeszłości, kiedy dorabiałem po godzinach w zaprzyjaźnionej hurtowni książek, spotkałem się z tą literaturą.
Wydrukowane na kiepskim papierze, sprzedawane były w dwóch kategoriach, co można było rozpoznać po okładce. A więc biały i czarny Harlequin. To tak jak z Gandalfami, z tym, że ten drugi był szary.
Księgarze brali całe paczki tych książek na tak zwaną krechę i prowadzili sprzedaż przez miesiąc a w pewnych okresie nawet krócej.
Po tym czasie zwracali niesprzedane pozycje, płacąc jedynie za te sprzedane i odbierali następny pachnący świeżością numer.
Z tego co słyszałem, niesprzedane pozycje szły na przemiał jako przyszła baza dla nowego wydania.
Lata zatarły mi ostrość wspomnień i coś mogłem pomylić.
Kiedy zakończyłem współpracę z księgarzami, przestałem interesować się Harlequinami.
Ponoć z czasem pojawiły się inne kolory okładek, w tym różowe. Tematykę tych ostatnich czytelnicy potrafią sobie sami określić.
Lata minęły i na owe książki natrafiłem, odwiedzając pewien dom pogodnej starości.
Pewna osiemdziesięciosześciolatka zaczytana w kolejnym romansie wyznała mi powód.
- Czytam to Panie Antosiu, bo to samo życie. Sama prawda o życiu.
Przyjąłem tę wypowiedź bez komentarza, myśląc o tym, jakże przyjazna jest ludzka pamięć. Ona to pozostawia w swoich zasobach jedynie przyjemne chwile i jakby sama decyduje które ze wspomnień pod tę kategorię podciągnąć.
Na półce dziarskiej staruszki szybko kurczył się stosik romansów, a kiedy przeczytała ostatnią z półki, otworzyła dzieła Szekspira i wgryzła się w „Poskromienie złośnicy”.
No !!! pomyślałem z uznaniem.
O tym, że czytanie Harlequinów przynosi korzyści dowiedziałem się z prasy.
Bibliotekarka, która na co dzień pracuje w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Ciechanowie na stanowisku starszego bibliotekarza pokazała wspaniałą cechę swojego charakteru
W popularnym Harlequinie znalazła kopertę z pieniędzmi w kwocie 8 tys. zł.
Ponieważ biblioteka pracuje w systemie kopertkowym (sic!), więc nie było możliwości sprawdzenia kto ostatni wypożyczył tę książkę. Pieniądze przeliczono komisyjnie, a następnie przekazano funkcjonariuszom policji.
Na drzwiach wewnątrz biblioteki wywieszono informację o znalezionych pieniądzach. Po kilku tygodniach właścicielka sama zgłosiła się po odbiór. Pieniądze wydano po sprawdzeniu opisu koperty kwoty i nominałów
Okazało się, że to oszczędności życia pewnej starszej pani.
To potwierdza moje ostatnie obserwacje o czytelniach tych romansów.
Starsza Bibliotekarka (stopniem) wykazała się tak wspaniałą a jednocześnie jakże prostą cechą zwykłej, ludzkiej przyzwoitości.
A czy ja oddałbym takie pieniądze? Zadaliście sobie takie pytanie?
Przypomina mi się taki dowcip. Żydowski ojciec zrobił swojemu dorastającemu synowi następujący test
- Powiedz mi Mosze co ty byś zrobił, gdybyś znalazł 100 dolar ?
- Zachowałbym je dla siebie tate.
- Źle Mosze - oddałbyś te pieniądze na policję, a następnego dnia napisaliby w gazecie - Uczciwy Żyd Mosze oddał 100 dolar. A co byś ty zrobił synu, gdybyś tak znalazł milion dolar ?
- No tate, to proste. Oddałbym na policji aby napisali o mnie, że jestem uczciwy Żyd...
- Mosze, a poco tobie być uczciwy Żyd, jak ty masz milion dolar ?
No właśnie. Jakże trafnie te żydowskie dowcipy trafiają i w nasz charakter.
Czasem aż zbyt trafnie. Bo nasz charakter nie jest kryształowy, jest pełen rys i niedoskonałości.
Poetka napisała - tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono, a więc nie przesądzam sprawy swojego zachowania.
Poza tym taki milion dolarów to z pewnością byłyby pieniądze mafijne. Z mafią zaś jak wiadomo, się nie zaczyna.
Tymczasem więc przeglądam jakieś Harleqiuny ze strychu, w oczekiwaniu na ów egzamin z przyzwoitości.

14 komentarzy:

  1. He,he ...a jak kupisz jakiś staroć w antykwariacie z ukrytą szufladką ???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałem o takich klientach co to znaleźli w sekretarzyku 120.000 dolarów i oddali poprzedniej właścicielce. Ale to było w USA Pozdrawiam

      Usuń
  2. A ja tam Harlequiny lubię, ale nie ma kto ich przynosić z biblioteki. Przyzwoity jest zawsze bogaty, choć nie dzięki pieniądzom. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym tylko mieszkał bliżej.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Krakusie Słodki, doczekasz się Ty u mnie notki, jak będziesz częściej takie deklaracje składał. Tylko najpierw muszę to uzgodnić z Twoją Ślubną, by wałkiem po głowie nie dostać. Uściski dla Zony, ukłony dla Ciebie.

      Usuń
    3. Pisz spokojnie i bezpiecznie, a końcu jesteś Zmyślona.

      Usuń
  3. Sięgnęłam swego czasu po Harlequiny, bo lubię mieć własne zdanie. Przeczytałam kilka, stwierdzając, że to nie mój klimat. Najgrubszą zostawiłam na koniec i tu zdumienie, pierwsza myśl po jej przeczytaniu, taka jak u tej starszej pani: "Sama prawda o życiu". Książka mądrze napisana, dobrym stylem, dająca do myślenia. Do dzisiaj nie rozumiem dlaczego znalazła się pomiędzy Harlequinami. Nie, nie przekonała mnie do czytania tego typu książek, ale pytanie zostawiła...
    Marytka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jak z muzyką. Nie potępiam z góry żadnego gatunku muzycznego, a lubię te utowry muzyczne które mi się podobają. I tak ma być
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Korzystam z biblioteki i nigdy nie natrafiłam na żadna kopertę... Nie ustanę w wysiłkach, może kiedyś coś znajdę:))
    Żadna lektura nie hańbi - czasem chce się przewietrzyć umysł i dać się ponieść bajkowym marzeniom. Dlaczego nie?

    OdpowiedzUsuń
  5. Nooo, mnie w książkach z biblioteki zdarzało się raczej znaleźć mało apetyczne "wtręty" w rodzaju włosów itd. Za to dziś w lesie znalazłam piękną, błyszczącą śrubkę, którą mój syn nazwał nakrętką. Być może:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również szybciej kasę stracę niż znajdę.
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Od czasu gdy pani sklepowa warknęła ostro i głośno: "Znowu pieprzona emerytka", gdy powiedziałam nieśmiało: "Pani się chyba pomyliła", bo wydała mi ze stu złotych zamiast z dwudziestu, czekam na okazję, by się nie wtrącać ale na próżno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś wszyscy zapominają że każdy z nas będzie tym emerytem, albo pieprzonym, albo wkur...ionym. Zapowiada się też, że jeszcze dodatkowo bardzo biednym
      Pozdrawiam

      Usuń