wtorek, 5 sierpnia 2014

Plusy i minusy czyli takie tam sobie

Jest prawie jak w „Misiu” Mój ogród ma swoje plusy ale i swoje minusy. Muszę bardzo uważać żeby te minusy nie przesłoniły mi ewidentnych plusów wynikających z jego posiadania.
Zaraz po koncertowym zbiorze lawendy, która udała mi się bardziej niż przyjaciołom z południa Francji, przyszedł czas klęski. Zaraza pojawiła się nie wiadomo skąd i błyskawicznie zżarła pomidory. Atak był niespodziewany a wobec ogromu zniszczeń na nic zda się pryskanie miedzianem. To pomoże jak umarłemu kadzidło. Szkoda bo piętnaście krzaków poszło jak to mówią w piz...u. ( sorry takie mamy emocje)
Wyrywam rośliny. Krzaki spalę a owoce zakopię. Małym pocieszeniem jest to, że u sąsiadów z pomidorami jest to samo. Nie potrafię z tego czerpać gorzkiej, polskiej satysfakcji.
Dla równowagi na wyraz obrodziły dynie. Piszę nad wyraz, bowiem sadziłem miniaturki o pokręconych kształtach, z własnych nasion a wyrosły dorodne kule o wadze co najmniej pięć kilogramów. Przed nimi jeszcze sierpień, a więc to z pewnością nie są miniaturki. Roślina wije się po siatce i przy takim urodzaju gotowa połamać siatkę ogrodzeniową. Ciekaw jestem kto i czym je zapylał.? Już wiem dlaczego sąsiadka mówi, że dynie to roślinne dziwki, bo chętnie krzyżują się z ogórkami i cukiniami.
Wychodzi na to, że to taka roślinna Sodoma z Gomorą.
Ogórki pęcznieją niezrażone i wystarczy chwila zaniechania by zamiast rozkosznych korniszonów mieć materiał wyjściowy wyłącznie na mizerię.
Renkloda ugina się pod ciężarem owoców. Po przerobieniu 15 kilogramów na dżem, żona poddała się. Pozostaje zaprosić sąsiadów do ogrodu. Byle nie w tygodniu, ponieważ wiem czym pachną takie wizyty.
Na podsumowanie pokażę jeszcze zdjęcie kaktusa.


Wiem że Was nimi katuję, ale on kwitnie na raty i okazało się, że te dwa razy po jednym kwiatku to tylko prolog. Teraz sześć kwiatów dumnie wystawało nad kolcami. Niestety tylko przez kilka godzin.
Wszystko zaś dokoła podgryza nasza suka, która niczym odkurzacz wsysa wszystko co znajdzie na swojej drodze. A włókninę potrafi wyciągnąć spod każdej warstwy kory. Poza tym jest nieustannie uroczym, obdarzonym ADHD psiakiem. Wytrwamy jednak ten przejściowy w końcu okres dojrzewania.
Kota jako starsza od suki, traktuje ją z wyrozumiałością i nie ucieka już w popłochu. Powoli, dostojnie kiwając ogonem przechodzi przed nosem śpiącego psiaka, a kiedy ta merdając ogonem rzuca się do niej radośnie, kota jednym skokiem lokuje się na parapecie lub schodach liżąc łapę.
To chyba takie kocie „struganie marchewki” czyli robienie wariata z suki.




Tolerowane jest już lizanie łapy ale pod żadnym pozorem podgryzanie. Tego kota z reguły nie wytrzymuje i szybko opuszcza towarzystwo.
Sąsiedzi zapatrzyli się na moje zabezpieczenie ogrodu i sami upychają prześwity w bramie za pomocą plastikowej siatki.
Wczoraj przy okazji poszukiwań suki, dowiedziałem się, że ich pies zrobił psikusa swoje psiej siostrze i zapylił ją. Jak tu nie wierzyć, że pewne rzeczy są dziedziczne. Jej matka pekińczyk mix została matką przy okazji pierwszej cieczki.
Może ten dowód męskiego zachowania psa sąsiadów nie były najgorszy. Stare ludowe przysłowie mówi bowiem ,że i pies by nie wziął gdyby suka nie dała.
Gorsze jest to, że biednego Antka (sic!) przy okazji oskarżono o zaduszenie kury sąsiada, co i dla mnie jest czystą prowokacją. Sam widziałem jak jego matka siedziała nad kurzym ścierwem, odganiając swoje dzieci które chciały skubnąć chociaż za skrzydło.
Ponieważ mamuśka działała w warunkach recydywy, a pewien hodowca powiedział, że łeb urwie suce jak zginie jeszcze jedna jego kura, więc poszło na biednego Antka.
Plastikowa siatka ma wyeliminować możliwość rzucania podejrzeń. Bo dla psa będzie jak małe piwo przed śniadaniem.
Swoją drogą dziwi mnie trochę maniera nadawania zwierzętom ludzkich imion.
A może wobec tego co dzieje się wokół nie powinno mnie to dziwić, bo to w końcu tylko reszta z piątki wobec innych spraw do których już podchodzę bez emocji.
Niestety bez emocji nie potrafi podchodzić do życia moja małżonka.
Od dwóch dni próbowała załatwić sobie transport medyczny do szpitala poza Krakowem. Nie z powodów bynajmniej turystycznych. Zlecone czynności medyczne nie są wykonywane na miejscu.
W Krakowie nikt ich nie robi.
Lekarz w tamtym szpitalu powiedział - tak, NFZ odpowiedział, że prześle pismo w terminie trzech dni na adres żony. To bardzo ciekawe bo wizyta miała się odbyć we czwartek. Nie odbędzie się jednak, bo wiadomo nieoficjalnie, że decyzja będzie odmowna.
Na usta cisnął się tylko jeden komentarz na który zdobyła się małżonka w rozmowie z przekazującą wiadomość urzędniczką.
- Od dzisiaj wiem już gdzie jest największy elektorat Korwina Mikke. Jest w NFZ ecie - wyrzuciła z siebie na podsumowanie.
Może to dobrze, że suka skacze jak sprężynka i obszczekuje ogórki. Przyda się jakaś przeciwwaga


20 komentarzy:

  1. Cały ten tekst aż podskakuje z emocji. Tak dużo się dzieje gdy ktoś umie patrzeć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to mówią - nie ma nudnego życia . Nudne bywają tylko jego opisy
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Szkoda pomidorów. Jednak to było do przewidzenia. Od kilku lat nawet sprowadzane z Holandii chorują. Dlatego ja, z bólem serca, bo bardzo lubię takie z ogródka, przestałam uprawiać u siebie pomidory. Do pierwszego zbioru były jeszcze w normie a potem w ciągu dwóch dni szlag je trafiał.
    Nie wiem, jak Twoja słodka psiunia, ale moja porwała plastikową siatkę z miejsca. Trzeba było grodzić metalową. Kaktus prześliczny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje dokładnie tak samo zdechły. Siatka jest dość gruba i jakoś trwa. Za dwa trzy tygodnie nie będzie już potrzebna bo pies szybko rośnie.
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Cześć Antoni
    I miej tu pomidory ekologiczne. Bez chemii ani rusz. Do zobaczenia po urlopie za trzy tygodnie. Pozdrawiam JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przestaję wierzyć w opis - nie pryskane
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. A u mnie padło na ogórki. Kwitną na potęgę, jakby dojrzały, nie przejadłby, a tak z 13 krzaczków zjedliśmy może 7 sztuk, takich bardziej wypierdków, ale za to smakujących ogórkami...A pomidory za to same rosną, koktajlowe, mieszańce i dojrzewają samosiejki...Dziwne. Chyba postawię na żywioł, bo dopieszczenie i doglądanie nie przynosi efektów, skoro uprawa ekologiczna, to niech samo jak chce rośnie, na to wygląda. Pozdrawiam, Hanula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może teściowa zbyt je dopieszczała. Ze łzami w oczach zrywała chore owoce.
      Może na żywioł, rzeczywiście
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Niestety, wiem z opowieści kolezeństwa, które uprawia ogródki, ze nie jest kolorowo, zawsze jakaś zaraza ;), ale za to masz psa i kota, a to w dużym stopniu wynagrodzi gorycz. Z tą oceną NFZ Twoja Małżonka ma świętą rację, wypisz wymaluj jeb... Korwin. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pies a raczej suka to rzeczywiście radość ale zabójstwo dla ogródka. Wczoraj najlepiej biegało jej się po młodej sałacie.
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. W ogródku mam te same problemy. Pomidory wyrosły "na chłopa" i miały dużo owoców, aż do dnia, kiedy dmuchnęło zarazą i w ciągu dwóch dni posżło...Skąd to cholerstwo się bierze skoro nikt w sąsiedztwie nie uprawia pomidorów ani ziemniaków?
    Chyba wrócę do zasady: Nie nie uprawiam ...
    Poza tym podzielam zdanie Bet

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dajmy się by byle zaraza zmusiła nas do zmiany podejścia do życia.
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Czy bardzo wychuchane pomidory? Jest blog rolniczki, z wiedzy tam zawartej korzystam, bo jest wielka, napisała że pomidory szlag trafił gdy jedna pomoc zatrudniona, oczyściła porządnie z wszystkich chwastów podłoże. Na szczęście tylko połowę zdążyła, druga połowa przeżyła nie oczyszczona. Jakoś tak jest, ze rośliny się wzajemnie wspierają. Warto poczytać ten blog czasem, jest to wiedza bezcenna. Kota cudna wielkie serce i zrozumienie, u nas mąż powiada ze miłości od kota niejeden człowiek mógłby się nauczyć. Nam cierpliwości do ADHD nie starcza a kotuś cierpliwy i uczy i nauczył szacunku do siebie, nie drapiąc chociaż raz po nosie dostała. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Faktycznie dużo się dzieje, zwierzaki przyciągają uwagę, ogórki i dynie rosną, kwiaty na kaktusie kwitną i się chowają na noc, a NFZ nadal nieludzki wobec ludzi.
    Mam nadzieję, że jednak się uda wizyta w tym szpitalu.
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następne podejście mamy we wrześniu
      Pozdrawiam

      Usuń
  9. Gdybyś chciał zerknąć w blog rolniczki, znalazłam o pomidorach, mam w schowku bo są tam ciekawe informacje już od lutego.
    http://krycor.blogspot.com/search/label/pomidory

    OdpowiedzUsuń
  10. Vulpian de Noulancourt08.08.2014, 10:59

    1. Z pomidorami trudno. Nie samym pomidorem człowiek żyje.
    2. Kaktus podziwiaj ile się da, bo rzeczywiście jest co podziwiać.
    3. Małżonkę staraj się podtrzymywać na duchu, chociaż wiem, że to łatwo powiedzieć z daleka.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. dokonałam pierwszych zbiorów lawendy! I to jest zdecydowany plus posiadania ogrodu :)

    OdpowiedzUsuń