piątek, 22 sierpnia 2014

Pizza on line

Pizza na telefon. Kiedy jeszcze nie wziąłem w swoje ręce drożdżowego ciasta na pizzę, sera i kiełbasek pepperoni, zdarzało się, że chodziliśmy do lokalu na ten włoski przysmak.
Potem korzystaliśmy z dobrodziejstwa pizzy na telefon, wspominając przy okazji pierwszą pizzerię w Krakowie. Mieściła się na Małym Rynku. W lokalu było kilka stolików a kolejka taka, że czasem stało się i dwie godziny. Jednak zjedzona w lokalu pizza w wersji z pieczarkami lub boczkiem zbliżała nas do wielkiego a zamkniętego jeszcze świata.
Do pizzy proponowano kieliszek czerwonego wina, najczęściej w postaci bułgarskiego Cabernet.
Kiedy otworzył się i dla nas świat zachodu, a nawet staliśmy się jego częścią, pizza nam spowszedniała. Wtedy też korzystaliśmy z niej z potrzeby lub braku czasu, a nie dla jakiejś nobilitacji
Tak się złożyło, że najczęściej korzystaliśmy z pizzerii która telefon albo tylko jego część miała w nazwie.
Zżyliśmy się ze sobą, a w miesiącach kiedy nie napływało nasze zamówienie oni sami dzwonili, proponując jakąś formę promocji.
Zwykle ulegaliśmy i zamawialiśmy, ku radości dzieci.
W trakcie przeprowadzki, kiedy siedzieliśmy na walizkach i trudno było coś upichcić, ze smutkiem zauważyliśmy, że nasza wieś nie jest w zasięgu działania ulubionej pizzerii. Wyszukana na szybko w Internecie alternatywa okazała się porażką.
Wykonałem sobie dwie blachy pod pizzę i kiedy tylko rodzina wpadała na ten pomysł z przyjemnością realizowałem się niczym Bartolini Bartłomiej herbu Zielona pietruszka. Karramba.(kto to jeszcze pamięta?)
Tak to sobie radzimy w wiejskich okolicznościach naszego domu.
Jakieś dwa miesiące temu do mojej pracy wpadł Młodszy, głodny jakby wrócił z obozu kondycyjnego.
- Zadzwoń po pizzę.
- Ojciec. Teraz zamawia się on line
Zalogował się na stronie. Tam przydzielono go do rejonu, podsumowano zamówienie proponując dodatki i promocje. Mailem przyszło potwierdzenie a na monitorze komputera można było śledzić postęp w realizacji i już na żywo samą dostawę. W końcu byliśmy w mieście, a więc skorzystaliśmy z naszej ulubionej firmy.
Rzekł Pan uczniom swoim - Nic nie jest dane wam raz na zawsze.
W zeszłym tygodniu zasiedziałem się w pracy ze względu na awarię maszyn. Razem ze mną  szef i pracownicy do naprawy.
- Może by jakąś pizzę ? - zaproponował szef.
- Zamawiam - odpowiedziałem na propozycję – w swojej ulubionej sieci.
Zalogowałem się, podałem adres i złożyłem zamówienie - Dwie duże pizze z dodatkami.
Promocja podsumowanie i informacja mailem, że za godzinę i dziesięć minut pizze będę miał na stole.
Opisałem szefowi wygodę płynąca z takiej formy zamówienia i chciałem pokazać ekran postępu zamówienia. Oczom moim ukazał się następujący tekst:
„Zaraz, zaraz jesteśmy szybcy ale nie aż tak.”
- Rzeczywiście może trochę przesadziłem – przyjąłem informację z uśmiechem.
Minęło jakieś pół godziny kiedy zadzwonił telefon.
- Pan zamawiał pizzę?
- Tak – powiedziałem, myśląc, że to dostawca – wjedzie Pan z ulicy na teren firmy i podjedzie...
- Zaraz, zaraz – wygasił mnie głos w telefonie – w tym rejonie pizzy nie dowozimy.
- Ale przecież to w graniach Krakowa. Nawet nie tak całkiem z boku i program z państwa strony skierował mnie do tego rejonu automatycznie.
- No właśnie, nie wiem dlaczego
- Tym bardziej ja nie będę zaprzątał sobie tym głowy. Wyjaśni pan z systemem i przekieruje moje zamówienie o numerze, tu podałem numer potwierdzenia przyjęcia zamówienia, tam gdzie trzeba.
- Jedyne co mogę zrobić to anulować zamówienie.
- Anulować? Jak to? W tej sieci? Nie rozumiem ale mocno jestem rozczarowany i jakby ukarany za dziesięć lat wierności.
Nic na to nie poradzę. Na Wolę Justowską też nie jeździmy – powiedział jakby usprawiedliwiając się przedstawiciel zakładu z ulicy wskazanej przez system.
Wola mnie nie interesuje skoro jestem z drugiej strony Krakowa. Chcę tylko powiedzieć że miesiąc wcześniej przywieźliście pizzę jak trzeba.
- Może mieliśmy mniej roboty – stwierdził szczerze rozmówca -J edyne co mogę zrobić to anulować – podtrzymał swoją propozycję głos w słuchawce.
- To niech pan anuluje - zrezygnowałem – żegnam.
W trzy minuty znalazłem inną sieć która z przyjemnością przywiozła dwie parujące od gorąca pizze i to w przeciągu czterdziestu minut.
Kiedy już zjedliśmy Pepperoni i Uśmiech Boryny, puściły pierwsze emocje. Zauważyłem na niezamkniętej stronie feralnej sieci prośbę – oceń nas - i tu adres mail
- Ja Was ocenię – postanowiłem i napisałem maila opisującego cała sytuację. Załączyłem potwierdzenie zamówienia i na koniec kliknąłem – wyślij. Poszlo.
Nawet zapomniałem o sprawie gdy dwie godziny później zadzwonił telefon.
- Pan zamawiał pizze w naszej firmie która w nazwie ma telefon albo jego część?
- Tak to ja
- Chciałabym bardzo przeprosić za niedogodności. Proszę podać adres to my Panu tę pizze podwieziemy
- Pan chyba żartuje? Po tym jak anulowaliście moje zamówienie, złożyłem je u konkurencji. Jestem już po tak zwanej konsumpcji. I nie wetknę w siebie nic więcej, nawet gdyby chciała Pani dowieść mi ją gratis.
To chyba nie była propozycja dostawy za darmo.
- Jedno tylko jest przykre, że rozstajemy się po dziesięciu latach udanej współpracy.
- Bo ja nie wiedziałam i bardzo przepraszam.
- Czy dzwoni Pani z tego lokalu który mnie anulował?
- Nie
- To po co pani przeprasza?
- Ja nie wiedziałam że to tyle czasu minęło i sama nie wiem dlaczego kazali mi zadzwonić?
- Może dlatego, że ładnie Pani przepraszam- zauważyłem- Nie powiem do widzenia ale raczej żegnam.
Zdobyłem się na to teatralne zakończenie i odłożyłem telefon.
Oderwałem z pudełka fragment z numerem telefonu nowej pizzerii i wrzuciłem do wizytówek.
Może się jeszcze przyda, wszak awarie chodzą po ludziach, a co dopiero po maszynach.

12 komentarzy:

  1. Vulpian de Noulancourt22.08.2014, 12:11

    Nowoczesne technologie dają możliwość niepowodzenia w takich przypadkach, o których jeszcze kilka lat temu nawet nam się nie śniło.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. chodziliśmy na pizzę na Szewską, w połowie lat 80, była to zupełnie inna pizza niż współczesne. Był to dość gruby placek z plastrami pieczarek a do picia była dziwna, miętowa woda

    OdpowiedzUsuń
  3. Znam to znam, po kilku latach wierności, mój bank który zmienił nazwę z polskiej na niemiecką, każe sobie za wypłatę w swoim lokalu płacić 10 zł. Tez powiedziałam: żegnajcie amigos. I przeszłam do konkurencji. Narazie miło i słodko ale w tamtym też tak było na początku.

    OdpowiedzUsuń
  4. Teraz się walczy o n o w e g o klienta, zasiedziały klient ma siedzieć cicho i zgadzać się na wszystko.
    Bartłomieja herbu Zielona Pietruszka pamiętam doskonale... karrrramba! :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pozostaje mi wierzyć, że ten kawałek nie był zatłuszczony:))). Szkoda byłoby wizytówek.

    OdpowiedzUsuń
  6. Konkurencja ale czy szkoda klienta? :) Gdy dużo pracy nie szkoda gdy mało o każdego się walczy tak to jest. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeszcze raz potwierdza się mądrość przysłowia: Nie chwali się dnia przed zachodem słońca...
    Pozdrówka

    OdpowiedzUsuń
  8. Klik dobry:)
    Może pizzerie mają swoje rewiry?

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Lojalność, chyba to słowo, a właściwie sposób postępowania wyszło z użycia. Ja osobiście przywiązuję się do firm i marek, lubię ciągłość, może trochą dla wygody, ale jakże byłam niemiło zaskoczona faktem,że jako 15-letniej właścicielce abonamentu w pewnej stacji telewizyjnej nic z tego nie mam.Moja ciągłość w umowie z firmą jest dla nich nic niewarta, bo tylko nowy klient się liczy. Zatem zmieniam umowę co roku i mam za to promocje oraz o 30 zł niższy abonament. Nic z tego nie rozumiem, na nic moja lojalność:)
    Może zatem lojalna powinna być tylko Jola :)
    Pozdrawiam,Hanula

    OdpowiedzUsuń
  10. Mimo wszystko, ładnie, że chociaż przeprosili.

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja pamiętam te kolejki na Małym Rynku. Staliśmy lub posuwaliśmy się o pięć osób, bo wypiek na tyle starczał, chyba, że przed nami byli też studenci i brali pizzę na połowę. Otrzymana wiązanka pachnących fiołków zwykle była zwiędnięta, gdy lądowała na stoliku aby można popić otrzymanym trunkiem (wino było rozcieńczane wodą). Szkoda, że te kolejki, lata, nie wrócą...
    Sentymentalnie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Niektórych sukces przerasta, tamtą poprzednią sieć najwyraźniej przerósł.
    Ale na szczęście można zamawiać u konkurencji.
    Jednak nie ma to jak wielu dostawców, z których można wybrać najbardziej odpowiedniego dla siebie. :)

    OdpowiedzUsuń