poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Jaśniejsza strona życia ?

Kiedy pielęgniarka wbiła mi w żyłę wenflon a potem podłączyła do niego kroplówkę, doszło do mnie że to nie są żarty. Poczułem się nawet jak celebryta i jak celebrytę ogarnęła mnie nagła potrzeba zrobienia sobie w tej scenerii zdjęcia, tak zwanego|”selfies”i opublikowania go na Istagramie. Problem jednak w tym, że z Istagramu nie korzystam a na Facebooku poza wizytówką trudno znaleźć jakieś ślady mojej aktywności.
Podzieliłem się tą myślą z żoną która siedziała naprzeciw mnie, na swoim wózku i od niechcenia obserwowała swoją kroplówkę która schodziła zdecydowanie wolniej niż moja.
Rozparty w białym skórzanym fortelu, obserwowałem jak kropla za kroplą znika w pajęczynie mojego układu krwionośnego.
Przygotowana do zabiegu kończyna górna mojej żony zaznaczona została czerwoną strzałką, najpewniej w celu uniknięcia pomyłki.
- A ty nie masz strzałki ? - zainteresowała się ślubna – nie pomylą się?
- Z pewnością nie. Przecież nie mam buta tylko na jednej nodze, to chyba wystarczy dla orientacji.
- Odrzuciłeś tego buta niczym prorok sandał w „Żywocie Briana”
- I uważam, że zawsze trzeba patrzeć na jaśniejszą stronę życia.
Za chwilę w naszym pokoju pojawiła się starsza, elegancka pani w dużym słomkowym kapeluszu.
Tak ubrane starsze panie zdarzają się teraz niezwykle rzadko. Onieśmielają i zmuszają do poprawnego zachowania. A może tylko mi się tak wydaje?
Obecność starszej pani pokrzyżowała nam nieco pomysł na czekanie. Żona bowiem chłonęła jakiś szwedzki kryminał z Kindla, a ja pogrążyłem się w ostatnio wydanej biografii Władysława Broniewskiego. Musiałem się nieco skoncentrować bowiem czytałem na 4 calowym ekranie telefonu.
Czyta się jak dobry kryminał, a dodatkowo z każdą przeczytaną stroną coraz bardziej zmienia się moja opinia nie tylko o poecie ale i o człowieku. Tragiczna postać z mocno zafałszowanym w PRL-u życiorysem. Starsza pani preferowała najstarszą metodę oczekiwania a mianowicie opowiadanie o swoich dolegliwościach i ocena profesjonalizmu lekarzy. Zżymała się przy okazji na jednorazową pelerynkę z fizeliny, którą siostra przełożona kazała jej założyć
-No i po co te koszty?
Opowiadaliśmy grzecznie, próbując złapać co nieco z tekstu. Co lepsze kawałki z książki odczytywałem żonie na głos i raz tylko niepotrzebnie zacytowałem rozmowę Broniewskiego z osobą która udzieliła mu pożyczki na wysoki procent. Już można się było domyślać narodowości bankiera .
To był dla naszej starszej pani samograj. Wygłosiła opinie na temat zdolności handlowych i sprytu przedstawicieli wyznania mojżeszowego. Podrzuciła też jakiś przykład, który ze względu na zupełny brak dramaturgii nie nadaje się do cytowania.
No nie podejrzewałem starszej i miłej pani o takie emocje.
Nie podjęliśmy dyskusji, a pani jako pierwsza wylądowała w zabiegowym.
- Na swój sposób to co robimy jest nowatorskie - powiedziałem do żony zaraz gdy pielęgniarka wstrzyknęła nam po porcji antybiotyku.
- Dlaczego nowatorskie – spytała żona?
No bo są wczasy rodzinne, rodzinne obiady, a nawet rodzinne muzykowanie. My postawiliśmy na nową jakość która nazywa się - rodzinne operowanie.
Wielokrotnie bywałem w szpitalu, towarzysząc małżonce i nigdy nie narzekałem na swoje zdrowie.
Zyskałem nawet u lekarza prowadzącego moja żonę opinię „faceta nie do zarypania”.
Wszystko jest jednak pierwszy raz.
Któregoś dnia pochwaliłem się swoimi problemami.
Szybka ocena sytuacji (brawo) i decyzja
- Jak wpadniecie na zabieg z żoną, to zrobimy to przy okazji.
Przy okazji? Trudno, już nauczyłem się z tym żyć. Czasem tylko chciałbym trochę inaczej.
Okazja trafiła się za dwa tygodnie. Ku zaskoczeniu swojego szefa wziąłem dzień wolnego, co w moim przypadku oznaczało zamknięcie firmy na trzy spusty. Z tym mam akurat za przeproszeniem
trochę do dupy. Stawiłem się jednak rano, gotowy do znoszenia cierpień i poświęceń. Zabrali żonę. Ja dokończyłem „okres Palestyński” mojego bohatera i czekałem na swoją kolejkę.
Pielęgniarka pojawiła się i zaprosiła do sali zabiegowej.
Kazali położyć się na wysokim, zabiegowym łóżku. Położyłem się
Kazali się rozluźnić. Postanowiłem, że z tym bez przesady.
Potem wystraszyli mnie, że trochę poboli, ale znieczulili. Okazało się, że to znieczulenie miało boleć. Kontrolnego kłucia igła już nie czułem.
Pojawił się znajomy doktor.
- Doktorze – zacząłem – jak widzę te wszystkie zabiegi wobec mojego małego problemu, to aż czuję wstyd, że Wam za przeproszeniem dupę zawracam.
Doktor podniósł głowę i odpowiedział
- Teraz czuje Pan wstyd a potem poczuje Pan żal, że się Pan zdecydował.
- Jak żal? Doktorze ja jestem w komfortowej sytuacji. Mówią, że bomba nie wpada do starego leja drugi raz. Moja żona wzięła pecha na klatę, a więc biorąc statystycznie, to ja jestem spokojny.
- No tak ale dla mnie to mogłaby być pierwsza bomba.
- To moja żona też już przerabiała i to się nazywa błąd lekarza. A więc może pan ciąć spokojnie.
Po dwudziestu minutach byłem kompleksowo oprawiony.
Rzuciłem jeszcze na pożegnanie dwa dowcipy o chirurgach, dziwiąc się, że młody doktor zdobny w czapkę z samochodzikami ich nie znał.
Wróciłem do sali gdzie oczekiwała żona. Na operowaną nogę ubrałem luźny klapek i choćby przez różnice wysokości podeszwy w bucie i klapku utykałem koncertowo.
Spakowaliśmy się i podjechaliśmy pod windę. Gdyby ktoś z Was stał w tej chwili przed wejściem do szpitala oczom jego ukazałby się następujący widok:
Na wózku siedzi kobieta Z zabandażowaną prawa ręką i wystającym z bandaży wskazującym palcem który zdaje się fuckować. Za nią, nie wiadomo czy bardziej pchający czy przytrzymujący się wózka mocno utykający facet w jednym bucie i jednym klapku.
- Wiesz co kochanie? wyglądamy jak ucieleśnienie powiedzenia wiózł ślepy kulawego.
- Też sobie o tym pomyślałam – odparła.
Dobrze, że nie widział nas żadem policyjny patrol, bo ze zdziwieniem pewnie by zauważył, że facet niezdarnie upycha kobietę w samochodzie, a potem sam wpycha się za kierownicę i powoli odjeżdża.
Tak to zakończyło się nasze hardcorowe, piątkowe doświadczenie.
A gdzie tam zakończyło.
Po powrocie ukazało się, że suka odkryła ogród sąsiadów i korzystając ze szpar w siatce co chwila witała ich, radośnie merdając ogonem.
Są rzeczy ważne i ważniejsze – stwierdziłem i wziąłem się za uszczelnianie płotu.
W piątek i sobotę co jakiś czas przypominała mi się jednak prośba leka,rza.
- Niech pan posiedzi kilka dni z nogą do góry.
Zakładając deseczki przy samej ziemi raczej wystawiałem tyłek do góry, bo na zaopatrzonej nodze ani klęknąć ani przykucnąć.
Potem puszczałem sukę na wybieg i notowałem w pamięci którędy uciekła. Tak to metodą prób i błędów już w niedzielę odniosłem pełny sukces, bo suka mocno obszczekała ogrodzenie i niechętnie wróciła pod taras by położyć się w cieniu jabłoni.
Posiedzę z pół godziny z tą nogą do góry, żeby nie całkiem kłamać doktorowi.
Po kwadransie zadzwonił domofon. Rozpoczęła się celebra niedzielnych wizyt.

20 komentarzy:

  1. Antoni, to chwilowe, jak sądzę. Tak sie zdarza czasem humorystycznie, a dzięki suczce nie zastanawiałeś się przynajmniej zbytnio nad problemem unoszenia nogi :). Zdrowia zycze Państwu obojgu!

    OdpowiedzUsuń
  2. podziwiam Twój optymizm, jesteś niesamowity z tym spokojem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nerwy puszczają mi później
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Ależ Ty Antoni masz życie. Jak w Madrycie. A to oznacza niemalże ziemski raj:)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piszesz to w kontekście tych zabiegów?
      Ale ogólnie myślę, że nie powinienem narzekać
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Przede wszystkim to udanej i owocnej rekonwalescencji życzę żonie i autorowi.
    Co do Broniewskiego, barwne miał życie i chyba mało okresów, w których był trzeźwy. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety to prawda, a najgorzej na koniec życia
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Vulpian de Noulancourt11.08.2014, 22:37

    Wyszedłeś ze szpitala żywy i o własnych siłach, co jest najlepszym dowodem na to, że jesteś jednak dzieckiem szczęścia. Trzeba to docenić. Tym bardziej, że nie każdemu taka sztuka się udaje.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawno już posądzałem siebie, że jestem dzieckiem szczęścia. Ty tylko to przekonanie we mnie umacniasz. Pozdrawiam

      Usuń
  6. No i tylko dwa tygodnie oczekiwania na zabieg... Prawdziwy szczęściarz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu dziecko szczęścia
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Jesteś szczęściarzem. Ja miałem kiedyś taką nieprzyjemność zrobioną przy okazji i znieczulenie było skuteczne, ale tylko w czasie samego zabiegu. Już w drodze powrotnej poczułem ból i ratowałem się zakupem środka p. bólowego w skazanego przez p. Magister.
    Ty jak widać dałeś radę nawet z naprawą płotu. Dobra robota.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałem łyknąć to i owo. Szczególnie po tym gdy walnąłem się w operowany palec, ciężkim drewnianym krzesłem na tarasie. Myślałem że się popłaczę z bólu.
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. Jeżeli z pobytu w szpitalu robisz taki krotochwilny epizodzik to całkiem dobrze z Tobą. Pozazdrościć. A może tak zaklinasz rzeczywistość? Tak czy siak pozdrawiam zgodną Parę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale zgrałeś się z zona co do tych operacji! jaka precyzja małżeńska! :) uwielbiam twoje dowcipne opisywanie rzeczywistości. nie zawsze kolorowej :) jesteś utalentowanym portrecista życia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętasz tę bajkę Krasickiego
      która się kończy słowami? -
      Dwaj portretów malarze słynęli przed laty:
      ..........
      Piotr malował podobne, Jan piękniejsze twarze.
      Pozdrawiam

      Usuń
  10. Do pełni szczęścia i potwierdzenia, że naprawdę jesteś dzieckiem szczęścia pozostaje uzyskanie potwierdzenia, że to co wycięli, to było to, co wyciąć mięli i z kończyny właściwej...:)
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń