środa, 13 czerwca 2012

Wieczór kawalerski

Włożył lekko zakurzoną płytę do kieszeni odtwarzacza CD. Wcześniej niedbale przetarł ją o koszulkę, aby usunąć nagromadzoną tam patynę czasu. Przeskoczył do zaplanowanego miejsca.
Z głośników zaczął lecieć głos Jacka, bo tak zawsze o Kaczmarskim mówiono w jego domu.

Bierzesz przyjacielu żonę
Twoja sprawa i twój los
Nie weźmiemy cię w obronę
Ale rzuć przez ramię grosz
No właśnie! Wieczór kawalerski. Trzeba zorganizować wieczór kawalerski.
A na nim, jako na najstarszym weselnym drużbie, ciąży ten miły obowiązek.
Kaczmarski lekko chrypiąc, a może tylko chrzęszcząc z powodu kurzu na płycie, tłumaczył powód tego ostatniego kawalerskiego spotkania
By się zeszły nasze drogi
Jak się zeszły raz
Chociaż inne wielbiąc bogi
Będziesz dawał w gaz
Zaraz zaczął się instruktaż, jak ów wieczór ma wyglądać

A my damy banię
A my damy w szyję
Człowiek z pawiem na kolanie
Dowie się, że żyje

- Łatwizna - pomyślał Jakub, wybierając numer telefonu, pewnego miłego lokalu w centrum Krakowa.
- Witam, tu Kuba. Tak, tak, ten sam co w zeszłym tygodniu....tak, tak. No cóż trudno zakład to zakład. Najważniejsze, że wygrałem
Na wspomnienie ostatniego pobytu w lokalu, uśmiech zagościł na jego twarzy. Pozwolił na to, aby tam pozostał i po chwili niezbędnej na wysłuchanie wrażeń dziewczyny kontynuował.
- Kochanie – zwrócił się do prowadzącej konwersację barmanki - Chciałem zarezerwować tą małą, to znaczy tę mała salkę, na wieczór kawalerski.
Nie, nie. Nie będzie żadnych konkursów na kontuarze. Takie kulturalne towarzystwo
- ...
Jak to niemożliwe jest kulturalne towarzystwo na wieczorze kawalerskim?. Jak mówię to mówię. Nie?
-...
- Ile osób? O kuźwa, jeszcze nie wiem. Daj mi chwilę, zaraz potwierdzę liczbę.
Podniósł pokrywę laptopa i zalogował się do Naszej Klasy.
Odszukał profil porzucającego w najbliższym czasie status kawalera, czyli bohatera imprezy i zaczął przeglądać jego znajomych.
Sto jedenaście. To przeciętna ilość i powinno pójść szybko. Dodatkowo porównał listę z tą facebookową. Pokrywała się.
Odhaczył siebie, przerzucając swoje nazwisko na przygotowana listę uczestników.
Potem odrzucił dziewięćdziesiąt sześć dziewczyn, posiadających status znajomych. Z oczywistych powodów.
Co on prowadził tu jakieś kursy szydełkowania, czy zdrowych wypieków? – skomentował z przekąsem tę kobieca dominację.
Pozostaje czternaście. Bułka z masłem.
Aha, bohater imprezy. Na kartce dopisał nazwisko kawalera. Nie bez powodu było to, to samo nazwisko.
Przyjaciela z dzieciństwa, okupującego teraz ławki w Central Parku też wyrzucił z powodu odległości. To samo zrobił z mieszkającymi gdzieś w Norwegii, Madrycie i Paryża. Nad Paryżem trochę się wahał, ale kumpel dopiero w zeszłym miesiącu wizytował stary Kraków.
Dziesięć
W przypadku czterech brak było możliwości ustalenia numeru telefonu. Wysłał więc tylko informacje, nie licząc na szybką odpowiedź. Mylił się jednak. Jedna odpowiedź nadeszła dosłownie po chwili. Okazało się, że Wrocław leży równie daleko jak ławeczka w Central Parku.
No to pozostał nam tylko sam creme de la creme. - wykazał wobec swoich działań wielki optymizm.
- Właściciel tego numeru znajduje się poza zasięgiem..... - przywitał go komunikat automatycznej sekretarki.
- To może ty przyjdziesz? - rzucił lekko już podenerwowany bezskutecznością swoich działań - Kuźwa co się dzieje.
- Jest i numero uno. Spojrzał na personalia Tadeusza. Tadeusz był facetem pełną gębą, z wiekiem i doświadczeniem małżeńskim. Chyba dobrze mu zrobi gdy się wyrwie się na jeden wieczór z objęć żony i kłopotliwych pytań syna.
- Pan Tadeusz? - zapytał, gdy w słuchawce usłyszał zdecydowane męskie – halo.
- A to ty Kuba. Czym mogę ?
- Organizuję wieczór kawalerski dla Grześka. Chętnie bym Pana widział wśród nas, w ten sobotni wieczór. Dwudziesta w klubie „Esencja”. Będzie parę osób
- A striptiz będzie? – zapytał bez ogródek Tadeusz.
- Pracuję nad tym - skłamał Jakub. Na razie kompletuję listę gości.
- Wiesz, nie bardzo mogę – Pan Tadeusz zaczął się wycofywać rakiem zaraz po pytaniu o striptiz - Ojciec stary, żona młoda, dziecko jeszcze bardziej. Kosić muszę trawę i grabić i …
- W sobotę wieczorem tą, tę trawę będzie Pan kosić? - podchwytliwie zapytał Kuba.
- No nie, ale żeby dojechać i wrócić trzeba trzeźwym być. Zresztą ja się jeszcze zastanowię i jutro oddzwonię. Pan Tadeusz zakończył rozmowę.
- Żona, żona się przydaje w takich sytuacjach. Mój ojciec tak mówi – podpowiedział Kuba.
Pan Tadeusz - wykaligrafował na kartce, ale przy nazwisku postawił duży znak zapytania.
Kuzynostwo! Na rodzinę przecież można liczyć
- Nie lubię przebywać w towarzystwie, którego nie znam – stwierdził filozoficznie starszy z kuzynów. Młodszy zaś, nawet nie odebrał telefonu.
Z rodziną to tylko na fotografii, tak chyba to leciało - podsumował coraz bardziej zdenerwowany.
Z upływem czasu i rosnącą frustracją udało się w końcu mieścić na liście Marka, kolegę Grześka. Grzesiek z Markiem pracują biurko w biurko.
Potem dopisał do tej listy Andrzeja i Roberta. Jeden zapalony turysta górski, z którym Grzesiek wspólnie przeżywał niedolę i piękno tatrzańskich szlaków. Robert z kolei dzielił z Grześkiem pasję do gier RPG i muzyki gotyckiej. Stare dzieje.
A więc: On, Grzesiek, Marek, Andrzej i Robert. To pięć.
- Słabo trochę, ale liczy się przede wszystkim jakość – oszukiwał troszkę sam siebie.
- Pięć. Magda słyszysz? Będzie pięć - Powiedział gdy tylko barmanka powtórnie odebrała telefon od niego.
- Co będziemy pić? Nie uwierzysz ale wino. Mam nadzieję, że jest z czego wybrać. Mój brat się bawi. A i będzie mały striptiz. Mam nadzieję, że przymkniecie oko.
No jeszcze tylko ten striptiz i jak znam mojego brata, powinien być kulturalny.
W wyszukiwarce wpisał trzy słowa; striptiz, kultura i Kraków.
Po chwili, w wyniku wyszukiwania pojawiło się hasło zaznaczone jako nowość – Kulturalny striptiz w Krakowie. Tutaj adres strony www i numer telefonu.
- Dzień dobry, czy ja się dobrze dodzwoniłem? Chodzi mi o striptiz, ale wie Pani taki kulturalny.
- Intelektualny?
- Kulturalny, czy intelektualny?. Wszystko mi jedno. Chodzi tylko o to, że gość jest wymagający jeśli idzie o to, żeby było kulturalnie.
- Proszę o podanie adresu i daty tego spotkania.
- Sobota, dwudziesta, Esencja Kraków – powtarzała Pani przyjmująca zgłoszenie - Koszt całkowity to trzysta pięćdziesiąt złotych. Będzie faktura czy wystarczy paragon?
- Najbardziej zależy mi na występie. A faktury nie mam gdzie rozliczyć.
- Proszę więc przesłać nam zaliczkę w wysokości trzydziestu procent, na konto wskazane na naszej stronie Internetowej.
Szybko dokonał przelewu i starał się zapomnieć o towarzyszących temu działaniu kłopotach.
Sobota. Godzina dwudziesta
Cała piątka pojawiła się o wyznaczonej godzinie, przy zarezerwowanym stoliku.
Zebranych powitał On jako organizator. Do honorowego gościa czyli Grześka przemówił słowami cytowanego już wcześniej barda:

Baw się teraz ile wlezie
Pij i rzygaj póki sił
Żebyś potem mógł powiedzieć
Ale sobie człowiek żył

Z tym rzyganiem to mocna przesada, bowiem Grzesiek z dniem swojego małżeństwa wkraczał w elegancki świat establishmentu. Kulturę zachowań pielęgnował więc już od dłuższego czasu.
Przed uczestnikami wieczoru postawiono wysokie, 500 ml kieliszki do czerwonego wina. Każdy z uczestników imprezy proponował jakiś gatunek z listy, który później wspólne degustowali.
Kuba jako człowiek praktyczny i oszczędny przy pomocy kreski wykonanej długopisem na liście win, oddzielił te wina które mogą być degustowane od tych, które należy podziwiać biorąc pod uwagę jedynie elegancką nazwę i ekskluzywną cenę.
Ze względu na wielkość kieliszków, szybko obróciła się kolejka degustacyjna.
Przy drugiej kolejce Artur powiedział tylko - niech Pani leje tego czerwonego.
Którego? - spytała rezolutnie dziewczyna- wszystkie wina były czerwone.
- No to jeszcze raz tak samo – zdecydował.
Kulturalna rozmowa z początku spotkania ustąpiła miejsca rozmowie swobodnej. I tak to coraz bardziej swobodna myśl wzlatywała nad stolikiem, w tej w miarę cichej jak na warunki knajpy enklawie.
W pewnej chwili barmanka dała umówiony znak Kubie.
- Panowie zaczekajcie chwilkę. Idę po gwóźdź wieczoru - powiedział i odszedł od stolika.
- Pewnie będzie striptizik – powiedział, zacierając ręce Robert.
Po chwili do stolika podszedł Kuba. Nietęga mina świadczyła o jego maksymalnym zaskoczeniu.
Za nim stała kobieta w wieku średnim. No może z początku tego średniego okresu. Z pewnością nie miała wyglądu typowej striptizerki. Ubrana też była w sposób odbiegający od night clubowej stylistyki. Żadna tam policjantka czy pielęgniarka. Typowy wygląd zamyślonej nauczycielki od polskiego. Sympatyczna twarz, skryta za okularami typu kujonki.
- Jestem zgodnie z zamówieniem - powiedziała trochę zdezorientowana miejscem spotkania. Dyskretnie rozglądała się na boki.
- Jest Pani zaskoczona miejscem?, bo ja jestem zaskoczony ogólnie. Bardzo zaskoczony.
- Tak jestem zaskoczona. Zwykle jestem zapraszana do domów, ale w końcu jestem profesjonalistką. Mam na imię Monika. Możemy mówić sobie po imieniu.
Spojrzała na zebranych i spytała:
- No kto jest tym szczęśliwcem dzisiejszego wieczora ?
- Ja - powiedział Grzesiek, ale jego mina nie należała do gatunku szczęśliwych.
- W porządku to o czym porozmawiamy
- Porozmawiamy ?
- Tak, podyskutujemy. Najczęściej klienci wybierają Jamesa Joycea
Ulisses to takie ambitne i intelektualne. Rozbierzemy go dzisiaj do goła, na czynniki pierwsze. Urządzimy mu prawdziwy striptiz.
- No więc tak - Monika zaczęła snuć swoje opowiadanie:
Powieść powstała w 1922 roku. Jest niejako nowym odczytaniem starożytnego mitu. Jak sugeruje nam sam tytuł Ulisses dotyczy historii mitycznego bohatera Odyseusza. W mistrzowski sposób James Joyce prastary topos podróży i powrotu do domu przeniósł do współczesnego mu Dublina. Z niezwykłą precyzją przedstawił miejsca XX wiecznego miasta, które na oczach czytelnika przekształcały się czy to w krainę Lotofagów, czy też wyspę czarodziejki Kirke.
- Zaraz, zaraz jakie Lotofagi - spytał Kuba - Miał być striptiz. Kulturalny striptiz, ale striptiz
- Lotofagi – figofagi. – wyrzucił z siebie strzelając palcami Robercik - Mała, pokaż cycki
- Proszę się uspokoić i proszę mnie nie obrażać. Ja mam doktorat z polonistyki.
- To co Pani robi jako striptizerka – spytał Kuba.
- A Pan się dobrze zapoznał z ofertą na stronie internetowej? - spytała, zaczynając rozumieć pomyłkę, pani doktor Monika - To jest nowa inicjatywa klubu miłośników sztuki. Za drobne pieniądze można zaprosić do siebie profesjonalistę z dziedziny sztuk i podyskutować na tematy literatury, poezji. Metodzie reportażu i tworzenia opowiadań. Wspólnie z klientem możemy na przykład układać limeryki. Naszej inicjatywie przyklasnęła, sponsorując ją Unia Europejska. A duży artykuł na nasz temat ukazał się w Parisien Literature.
Monika wyrzucała z siebie potok słów, reklamując nowy pomysł, niestety opacznie zrozumiany.
- To nie będzie cycuszków? – spytał zatroskany sytuacją Robercik, ale nikt nie zwracał już na niego najmniejszej uwagi.
- Sam Pan prosił przecież o striptiz intelektualny.
- No nie. Miał być kulturalny. No wie Pani bez tych propozycji wprost. To ta Pani z telefonu zaproponowała żeby był intelektualny. Dla mnie to wszystko jedno.
- No proszę Pana. Nie zgadzam się. Intelekt a kultura to są zupełnie inne pojęcia, chociaż w pewien sposób ze sobą powiązane. Weźmy na to …..
- Dość, dość. Dziękuję bardzo. Jak to mówią ślepy w karty nie gra. Mam teraz nie kulturalnego i nie intelektualnego, ale moralnego kaca.
Pożegnali panią doktor od języka, a Kuba honorowo dopłacił brakująca kwotę.
- Ale cycki to chyba miała fajne – zaczął po swojemu Robercik. - Tak myślę, bo ten golf przysłaniał mi widok. Ale jak tak fajnie mówiła to i cała musi być fajna.
- To co teraz zrobimy? - spytał jakby z wyrzutem Artur.
- Co teraz zrobimy?
- teraz
- zrobimy
- co?
- Co ? Co? Zbierz myśli - dopingował się Jakub. Zacznij może od otwarcia oczu. Najpierw jedno, potem drugie.
- Zaraz, zaraz. A dlaczego ja mam zamknięte oczy w knajpie?
Kiedy je w końcu otworzył, odkrył z niejakim zdziwieniem, że znajduje się we własnym pokoju. Środa, siódma rano. Tak wynikało ze wskazań budzika.
Środa. To na dzisiaj planował budować listę gości, na wieczór kawalerski swojego brata.
Już wiedział jak to zrobi
- Delikatnie i skromnie. Tylko z tą intelektualna kulturą trzeba bardzo uważać. 
  Posłuchaj - J.Kaczmarski Hymn wieczoru kawalerskiego

10 komentarzy:

  1. Na szczęście to był sen :)
    Ale pomysł z intelektualnym striptizem świetny!
    Niektórym by się przydało (mnie na przykład dla odreagowania po remoncie!)
    Świetne opowiadanko
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że po remoncie najlepszy jest prosty i nieskomplikowany wypoczynek.
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Hi,hi... panowie rozczarowani? To jest świetny pomysł na zaskoczenie Kawalera. Taki "kulturalny"... zgodnie z życzeniem...hi,hi...
    A swoją drogą: ze stu znajomych pozostało w realu pięciu. To daje do myślenia, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego nie powinno się podniecać ilością znajomych na nk czy facebooku. Pozdrawiam

      Usuń
  3. ...hmmm...ale z ciebie striptizer, Antonio :) Nudny ten sen był, chłopak bez pomysłu na wieczór kawalerski brata...niestety duch wyobraźni w narodzie zanika; nie wspominając o wyobraźni abstrakcyjnej...Jakbyś coś organizował...to, wiesz... Ania.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tu(u-nasz-w-swirowku.blog.onet.pl). Teraz to już nie te czasy, kiedy człowiek z pawiem na kolanie w końcu wie, że żyje - teraz to już nawet nikt się nie upija tak, żeby rzucić pawia - niestety. Nowe przyszło :(
    Pozdrawiam Mirek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kultura się u nas zrobiła taka. Kultura spożycia oczywiście. A może po prostu lata już nie te?
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. ...ha ha ha, genialny ten intelektualny striptiz. Pozdrawiam JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
  6. Może to nowe dróżki kultury. Muzycy sprzedają się tak już od dłuższego czasu, przygrywając do kotleta w smyczkowych kwartetach. A inni co? Gorsi nie są. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń