wtorek, 26 lipca 2016

Spadkobiercy Pawlika Morozowa





Na pozór paralela.
Lubię użyć sobie  jakiegoś mądrego określenia. Potem robię to raz jeszcze by nie zapomnieć. Pomimo tego powtórnego użycia i tak zapominam, dlatego też   język mój jest prosty jak pochodzenie Jaśka z „Wyźniego Dziołu” w moich ukochanych Gorcach.
Nie Jaśka chcę jednak dzisiaj brać na tapetę a zapomnianego już mocno Pawlika Morozowa.
Rosjanin znany był z tego, że doniósł do władz na własnego ojca. W imię idei to zrobił, bo ojciec kułakiem był i przeciwko władzy rad występował, chowając zboże po kątach.
Tutaj z pewnością aż zmroziło niektórych ojców, którzy w obecności swoich dzieci spuszczali szambo do rowu, kradli prąd albo choćby alkoholizowali się przeklinając polityków w sobotni wieczór przy grillowanej karkówce.
Spokojnie, ta historia Pawła Trofimowicza to tylko wersja na potrzeby radzieckiej propagandy. Potrzeba bowiem było wtedy młodego bohatera dla całych zastępów socjalistycznej młodzieży.
Co to za bohaterstwo podpieprzyć własnego ojca?
Coś takiego to według mnie solidna próba charakteru, w tamtych czasach  to była jak to się mówiło w skautach – nowa sprawność.
Inna z wersji tej historii mówi, że Pawlik robił to po prostu dla pieniędzy, albo za namową własnej matki, co daje drugie albo i trzecie dno dla analizy upadku rodziny w komunistycznych realiach.
Chociaż  i teraz nie brakuje żon szczujących na własnych mężów (bądź odwrotnie) nawet w najbardziej rozwiniętych demokracjach.
Historycznie brak jednak potwierdzenia tezy o udziale matki w denuncjacji, a jedyne co jest do końca pewne to to, że Paweł Trofimowicz tragicznie skończył swe bujne życie już w wieku 16 lat.
Nagłe rozstanie z życiem  w połączeniu z obywatelskim donosem na rodzica postawiły go w jednym szeregu z innymi niezłomnymi kandydatami do spiżu.




Perwersyjny pomysł na denuncjację własnego ojca wykorzystał również Orwell w swoim „1984”. To już samo w sobie pokazało, że takie podejście do tematu to coś totalnie absurdalne i zarazem straszne.
Okazało się, że proroctwa rodem z Orwella powoli spełniają się.  A nim dojdę do potomków Pawlika zauważę, że dochodzi już do permanentnej inwigilacji.
Wszystko to zaś w imię naszego bezpieczeństwa czyli interesu którego nie potrafimy jeszcze nawet sobie uzmysłowić.
Na szczęście władza nie śpi, władza czuwa.
Podejrzewam, że tak jest bo w wyspanych głowach nie rodziłyby się takie szalone pomysły.
Porównując  z Orwellem zauważyłem pewne podobieństwa z opisywanym szeroko poprawianiem historii.  Powoli  wymazuje się bądź uwypukla rolę niektórych postaci
Jak rasowy masochista, pozwoliłem sobie raz jeszcze na lekturę „1984” aby przygotować się na nadejście  niespodziewanego.
A dlaczego wspominam Pawlika Morozowa i Orwella do kupy?
Otóż czytam w wiadomościach , że "W związku z programem 500 plus do lubelskiego MOPR napisał nastolatek. Doniósł na rodziców, że (chyba) marnotrawią pieniądze na jego korepetycje. Informację do ośrodka wysłał e-mailem. Podpisał się.”
Nie znalazłem w tekście artykułu oceny postępowania młodego.
To w końcu dobrze, że napisał czy nie?
Wielcy tego świata, chyba za bardzo rozpieściliście mnie tymi podsuwanymi przez siebie ocenami i wnioskami.
No i co? Nie skusicie się na powtórną lekturę Orwella?




7 komentarzy:

  1. Orwell jest wiecznie aktualny. Nie tylko w dziele "1984". Może jeszcze bardziej aktualny jest, lub będzie w "Folwarku zwierzęcym".
    Smutne są te przypadki, ale myślę, że mieszczę się w zakresie błędu statystycznego. Czarna owca - jak wiadomo jest po to, aby na jej tle ocenić i docenić te białe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Celowo pominąłem "Folwark" by ktoś nagle nie poczuł się urażony porównaniem do któregoś ze zwierząt gospodarskich a zwłaszcza świni
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Nowe jutro powoli się wykuwa. Coraz częściej cieszę się, że jestem coraz starszy i pewnie tych najciekawszych czasów nie doczekam.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy Ty wiesz że i ja czasem mam taką sama radość?
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Głupi dzieciak- ten, który doniósł, że forsa idzie na korepetycje. Nastolatek, który nawet już nie myśli logicznie. Na co mieli wydać? Na grę w pokemony? I co zrobić z takim swoim dzieckiem? Jedyne, co może być pozytywne w tej historii, to zainteresowanie się MOPSu lub pedagoga szkolnego, dlaczego smark doniósł na rodziców. Bo jeśli to nie było w ramach głupiego wybryku- stało się, a teraz żałuję- to wychodzi na to, że w tej rodzinie bardzo nieciekawie się dzieje.
    Ja mam jeszcze ciągle ochotę pożyć sobie długo, mimo tego wariactwa, które mnie otacza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz, że tak na przekór
      To też dobra postawa
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Być i może, że to jaki krzyk tegoż dzieciaka, by go od takich rodzicieli uwolnić... Ale jeśli nie, to nie wiem ja, czy bym chciał mieć dzieci, jeśli by takiemi być miały...
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń