piątek, 31 października 2014

Kto to kupi ?

Telefon rozdzwonił się już po raz trzeci. Znałem ten numer i podejrzewałem, że osoba z drugiej strony nieodebranego połączenia wypełniona jest jakimiś silnymi emocjami.
W końcu to bohater mojego bloga, a więc nie wiadomo w którym momencie wdepnę na minę.
Nie ukryję się przecież w mysiej dziurze - pomyślałem i nacisnąłem zielony przycisk.
- No nie! Nie róbcie z nas zboczeńców - Nieistotny powiedział, parafrazując Maksa Paradysa.
- Ale o co chodzi? O co chodzi? - Zapytam parafrazując pijanego pasażera taksówki ze starego dowcipu.
Nie miałem świadomości a więc i nie znałem powodów owego zarzutu, jaki wykrzyczał do słuchawki Jan Maria Nieistotny.
- O co chodzi? Raczej o kogo? O mnie chodzi.
- Nadal nie rozumiem
- Z opóźnieniem, to fakt ale zajrzałem na Twój blog w którym pozwalasz sobie na opisywanie mojego życia.
- Rozmawialiśmy przecież o tym i na takie opisywanie wyraziłeś zgodę.
- No tak, zabajerowałeś mnie trochę tym opowiadaniem o popularności. Komu jak komu ale mnie z takim nazwiskiem przyda się odrobinę zainteresowania. Nie myślałem jednak, że to zainteresowanie sensacją. Ty po prostu podchodzisz do mnie w sposób wybiórczy.
- Co znaczy wybiórczy?
- Ostatni post o czym był ? O pornografii, poprzedni też o pornografii. A w jeszcze starszym o seksie i jego odmianach. Przecież ja wychodzę u ciebie na jakiegoś totalnego zboczeńca.
- Tak źle to chyba nie jest. Jesteś typowym facetem o męskich poglądach i zainteresowaniach.
- A dlaczego akurat ten fragment naszej rozmowy wybrałeś. O ile pamiętam, mówiliśmy ostatnio o dobrych filmach, poezji a jakieś cztery dni temu to nawet o Gombrowiczu. O! Nie mogłeś napisać czegoś o Gombrowiczu.
- Kto to kupi? O Gombrowiczu już wszystko napisano.
- No oczywiście lepiej napisać coś o seksie i puścić perskie oko, że pewnie Nieistotny ma kompleks małego...
- Czekaj Jaśku. Czekaj, nim się zagalopujesz. Nigdzie nie napisałem że masz kompleks małego... czegokolwiek.
- Ja bardzo proszę nie mów do mnie Jaśku – oburzył się Jan Maria Nieistotny - to powoduje, że czuję się jakbym naprawdę jakiś kompleks miał.
- Ustalmy więc, kompleksów nie masz?
- Nie mam ale parafrazując po raz kolejny poetę można rzecz, że
… oprócz ciała mam przecież i duszę!
O seksie twój tekst
Jak chwast ją zagłusza.
Nikt nie wie, że jest
Pod sexem i dusza.
- I czego ta dusza chce?
- Rozmowy na przykład o transcendentalizmie w sztuce ludów ugrofińskich. O!
- Aleś przywalił. Ty, a ty przypadkiem nie startujesz w jakichś wyborach?
- Nie. Wiesz przecież jaki ja mam stosunek do polityki.
- To to ja wiem, ale tak się ostro odcinasz. Zobacz kto teraz startuje, same ideały i każdy się od czegoś odciął.
- Nie wiem nie śledzę. Chociaż może powinienem.
- To jak ma być? mam pisać o tobie czy nie? Najistotniejszy próbuje mnie zachęcić do pisania o sobie. On daje cynk a ja piszę. Prosta robota i ponoć kasa z tego może być konkretna.
- Rób co chcesz. Pamiętaj tylko o jednym, że jak Najistotniejszemu nie spodoba się tekst o sobie, to nie zadzwoni jak ja lekko wkurzony, tylko znajdą Cię powiedzmy za trzy lata w piasku jakiejś wstrzymanej budowy. Ty pisz, tylko zaznacz, że ja czasem o czymś ważnym mówię. O poezji chociaż prozą, nawet o Panu Bogu i ludzkiej przyjaźni O! O tej przyjaźni choćby wspomnij.
Pik. Połączenie zostało zakończone.
- O przyjaźni mówisz?
Zastanowiłem się chwilę. Zaznaczyłem wszystko co napisałem wcześniej i nacisnąłem opcję Delete.
Powitała mnie czysty ekran na który wrzuciłem:
Telefon zdążył wykonać tylko jedno piśnięcie. Odebrałem natychmiast, zauważyłem bowiem, że dzwoni mój najlepszy przyjaciel Jan Maria Nieistotny.
To już się źle zaczyna. Kto to kupi?

Bzdury, wióry i trociny

Pewien doświadczony już życiem człowiek powiedział, że czas płynie szybko, szczególnie w przedziale pomiędzy 50 a 60. Nabiera wtedy manier formuły jeden lub innymi słowy zapierdala, zwalnia zaś dopiero wtedy, gdy pozostaje już tylko czekać na listonosza. W nowoczesnej wersji raczej sprawdza się stan konta poprzez Internet. No tak, tylko jeżeli wszystko pójdzie tak jak to obiecują pewne ugrupowania i będziemy mieć nad Wisłą drugi Budapeszt, to przy zaproponowanym tam podatku od internetu, z naszym przyszłymi emeryturami nie stać nas będzie na sprawdzenia on line bankowego salda.
Swoja droga to i teraz rzadko sprawdzam konto, bo po co się mam denerwować.
Póki co, wypucowałem kamienne nagrobki swoich najbliższych, zaciągając do pomocy Młodszego.
Na cmentarzach słychać pomrukiwania i narzekania na konieczność tego porządkowania w ściśle wyznaczonym terminie, bo przecież „co ludzie powiedzą”.
Będąc częścią tego narzekania, zapowiedziałem Młodemu, żeby nie ważył się pakować mnie pod jakąś szlifowaną na wysoki połysk płytę.
- Rozsypiesz moje prochy Syneczku jak tylko nie przestanie to być profanacją.
Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś kto w końcu da radę pogrzebowemu lobby. Człowiek żyje tak długo jak długo żyje pamięć o nim. Oczywiście pamięć dobra, nie znaczona koniecznością polerowania granitu.
Idzie święto i to od razu Wszystkich Świętych. Może to z tego powodu Małgosia Rozenek ( co za poufałość z mojej strony) głośno informuje w jakiejś reklamie, że hasło na siedem liter to "prezent".
A jak prezent to oczywiście tylko w firmie która zapłaciła za tę reklamę.
Kilka dni temu trzymałem już pierwsze maile ze świętami i prezentami w tytule.
Może to jest to zapowiadane przyspieszenie?


Przed domem w dalszym ciągu leżą dynie i co raz ktoś mnie podpuszcza, żeby zrobić choćby z jednej halloweenowy lampion.
Z jednej strony nie chcę się wpisywać w ostro lansowaną zabawę rodem z Ameryki, z drugiej kusi mnie by się sprawdzić w tym rękodziele.
Dłubać lubię więc chyba przegram te zapasy z samym sobą.
Żona nie czekając na mnie poszła (raczej pojechała) w kierunku tradycyjnym i jutro krem zupa z dyni.
Zwierzęta domowe nie przyjęły do wiadomości zmiany czasu i dalej wykazują aktywność o tej samej porze czyli teraz o godzinę wcześniej. Prowokatorem jest kotka, która ma w zwyczaju przejechać końcem ogona po nosie śpiącej suki. A potem zagoniona do rogu wyrzuca z siebie żałosne - miau miau
Bo przecież ona jest niewinna. Miauuuuu !!!!
Suka skończyła pięć miesięcy i zaczynają u niej buzować hormony.
Nie minie pewnie miesiąc a nasza niesforna boxerka zostanie kobietą.
Widać to choćby po zapamiętaniu z jakim atakuje swoje legowisko.
Legendarny pogromca psów Cezar pisze, że w takim przypadku należy psa zawstydzić.
Próbowaliśmy, ale zdecydowanie łatwiej zawstydzić studenta złapanego na onanizmie.
Dodatkowo przyszło to sucze rozmarzenie i kontemplacja mgły o 2.30 w nocy. Najpierw doprasza się o wyjście, a potem siada na tylnych łapach i patrzy gdzieś tam ponad płot, w mglistą dal.
Po kwadransie takiej kontemplacji puszczają mi nerwy. Przy porannej kawie żona zwróciła uwagę na to, że posiadam duży zasób słów ponieważ, wyklinając na konieczność nocnego wyczekiwania u drzwi, płynnie dobieram przekleństwa nie powtarzając się an razu.
Przyjąłem to jako komplement. W czymś trzeba być dobrym
Poranne mgły, przymrozki i silny wiatr. Powoli przyzwyczajam się do tego wszystkiego chociaż nie zmieniając jeszcze opon na zimowe, staram się zaklinać rzeczywistość.
Z drugiej strony jest ten ogień buzujący w kominku gdy na zewnątrz byle jak. Czy nie jest rekompensatą złej pogody? Pozostaje mi tylko walczyć o drewno, bowiem suka ogłupiała od ilości patyków i znosi je hurtowo na swoje posłanie. Nie chcę opisywać jak wygląda legowisko oraz droga do dużego wiklinowego kosza. Rozważałem przez chwilę jakąś domowa produkcję płyt meblowych z owych wytwarzanych przez sukę trocin.
Z drugiej strony to dobrodziejstwo, ponieważ pozwala pozostawić suce w spokoju nogi od stołu i boki mebli.
To jest ta pozytywna strona wszystkiego, którą za wszelką cenę chcę zauważyć.
Mam jednak wykaż zdarzeń w których nie mogę dopatrzeć się nic pozytywnego.
Jakie ?
Na przykład oberwana rura wydechowa. Nie mogła puścić kiedy indziej?
Ze nigdy nie jest na to dobra pora? To też prawda.
Kończę oglądać drugi sezon „House of cards ”. Chociaż to tylko fikcja, potwierdza całkowicie moje zniechęcenie do polityki jako takiej.
Nie pasjonuję się polityką, ponieważ wiem o niej tylko tyle ile sami politycy chcą żebym wiedział.
To tak jakby, diagnozować choroby pacjenta na podstawie tego jak urządził sobie salon.

piątek, 24 października 2014

Posłowie

Po ostatnim wpisie i zapoznaniu się z komentarzami, gotów już byłem uwierzyć w to, że nie ma pięknej śmierci. A przecież patrząc tak szerzej to żeby dobrze pojąc zalety dnia niezbędna jest noc, aby docenić dobro musi dla równowagi istnieć zło i tak dalej i tak dalej.
Ponieważ wszystko jest względne, no może z wyjątkiem kary bezwzględnego pozbawienia wartości, to coraz bardziej skłaniam się na tej podstawie do stwierdzenia, że piękne śmierci istnieją.
Przypomniałem sobie właśnie opowiadanie mojego ojca, tak z początku lat siedemdziesiątych.
Jako aktywny związkowiec w czasach PRL-u zajmował się on organizowaniem wypoczynku strudzonych robotników i inteligencji pracującej miast i wsi. Organizował letnie kolonie dla ich latorośli oraz pomagał w zaopatrzeniu w jabłka, cebulę i ziemniaki na okres zimowy.
Do tego zestawu dołożyć trzeba uczestnictwo w ostatniej drodze pracownika, lub zakładowego emeryta. W tych obśmiewanych powszechnie czasach pamiętano i o tych którzy przeszli już całkiem na utrzymanie ZUS-u. Pokryte dzisiaj szyderstwem tamte goździki, rajstopy czy paczka kawy, mają się niczym super prezenty wobec totalnego zapomnienia, panującego obecnie.
Nie o związkach jednak mam zamiar pisać a o ostatnim pożegnaniu. Poza tym czas zostawia w pamięci tylko lepsze wspomnienia.
W taki jesienny, chłodny dzień udał się mój ojciec wraz przedstawicielem dyrekcji i dwiema wiązankami kwiatów, by towarzyszyć w ostatniej drodze Jana Karpowicza, betoniarza – zbrojarza jak wtedy nazywano pracę którą wykonywał.
Mały wiejski cmentarz oddalony był o jakieś piętnaście kilometrów od powiatowego miasta, niedaleko drewnianego kościółka, który z tej okazji był już wypełniony po brzegi.
Pan Jan był ofiarą nieszczęśliwego bo zakończonego skutkiem śmiertelnym, wypadku komunikacyjnego.
Msza, kondukt a potem złożenie trumny w piaszczystym, ziemnym grobie. Kiedy już uroczystość miała się zakończyć, a żałobnicy jeden po drugim udawali się do wdowy z kondolencjami, ojciec usłyszał szczere zawodzenie dobiegające spod gęstego czarnego welonu.
- Co za wstyd! Co za wstyd! - zawodziła wdowa – Żebyś Ty jeszcze wpadł pod jakiś elegancki zagraniczny samochód, a ciebie przejechała zwykła fura z gnojem. Co za wstyd!
Czyż bazując na tym podanym powyżej przykładzie, pomimo wszystko nie chcecie uznać, że śmierć Andrzeja Zauchy jest piękna? W każdym bądź razie wydaje się nieporównywalna w swojej estetyce.

środa, 22 października 2014

Dwieście kilo świerszczy

- Ładnie! Ładnie! - pomyślał Pan Nieistotny przeglądając prasę
„70-letni Japończyk został przyłapany na próbie wyrzucenia w miejskim parku w Osace 200 kilogramów pism i filmów pornograficznych!”
- Ładnie, ładnie – aż zagwizdał z podziwu Nieistotny – pewnie teraz będzie się tłumaczył, że to nie jego.
Następne zdanie artykułu potwierdziło te przypuszczenia
„Sam mężczyzna tłumaczył się policji, że taka pokaźna kolekcja wcale nie należała do niego, a do kolegi, który jest "przykuty do łóżka" i nie może się ruszać.”
Mógł również powiedzieć, że to filmy szwagra. Chyba, że on nie ma szwagra. Kto to jednak będzie sprawdzał ?
Dlaczego szwagra?
Pan Nieistotny pamięta jak ćwierć wieku temu wymieniało się filmy video na specjalnych giełdach.
- Dwa kryminały, jedną komedię poproszę – mówił człowiek do stolikowego handlarza – Aha, no i kastę, wie pan jaką. Ja tego nie oglądam, ale przyjeżdża szwagier, a on tylko to lubi.
Sprzedawca kinoman spoglądał z politowaniem a potem dorzucał kawałek solidnego niemieckiego porno z napisem na przykład „Sex orgy vol 17”
Wtedy to Jan Maria zawarł bliższą znajomość z pionierką branży Madamme Orlovsky..
Nie ma się co czaić, takie były czasy tak była prawda.
Prawda czasu prawda ekranu jak się mówi w branży.
Rzeczywiście, po czasie Nieistotny miał problem z tymi kasetami, bo jak tu porzucić na śmietniku. Szwagier okazał się idealnym rozwiązaniem, zabrał obie.
Pan Adachi bo tak brzmi nazwisko statecznego Japończyka okazał się nie być egoistą bez serca
Jak podaje tvp.info.pl, Hideaki Adachi pracował jako wolontariusz w parku. Tam pomagał bezdomnym ludziom. Stąd może pomysł by w jego parku, każdy z tych bezdomnych mógł wybrać dla siebie coś ciepłego. Niektóre pozycje z pewnością były nawet gorące.
Poza tym, taki bezdomny, śpiący na ławce pod przykryciem z kolorowej rozkładówki z pewnością wzbudzi zainteresowanie przechodniów i mediów. Jak widać plan się udał, bo media o tym piszą.
Napisali również, że mężczyzna bagatelizuje swoją dobroczynną akcję. Miał powiedzieć tylko -
Miałem nadzieję, że służby porządkowe zabiorą te nieszczęsne siedemnaście worków z kolekcją filmów i pism pornograficznych.
No cóż kultura kraju nie pozwala z byle powodu wypinać piersi do orderów.
Siedemnaście worków ? Ho ho toż trzeba było wynająć ciężarówkę by rozwiązać logistykę transportu.
Swoją drogą, jak wytrzymał to właściciel kolekcji, bez względu na to kto nim w rzeczywistości był. Wszak z takim bagażem to można się zatrzepać na śmieć.
- Zmień słowo "trzepać" – powiedziała po przeczytaniu tekstu, małżonka Jana Marii
- Masturbacja brzmi tak medycznie i mechanicznie.
- Samogwałt też brzmi głupio - starała się pomóc Najważniejsza.
- Męczyć krasnala – tak będzie dobrze i chyba pasuje, bo tyle czytałam o walorach Azjatów - podsumował Jan Maria Nieistotny - że też krasnal to wytrzymał.
- Chyba nie wytrzymał skoro to wszystko było do rozdania?
- A może tylko znudziły mu się dziewczyny. Znam takie przypadki.

poniedziałek, 20 października 2014

Przy okazji gór

Kochasz góry? Uważaj bo góry to wymagająca i zazdrosna kochanka. Na żonę zaś nie nadają się wcale.
Kiedy już pokonasz wszelkie swoje słabości i dostosujesz się do ich rytmu, doświadczyć możesz widoku i zachwytu nim, graniczącego z czymś mistycznym i wprost niemożliwym do opisania, ponieważ góry są piękne w tej swojej surowości. Oczywiście ni mówię tu o trasach na Giewont, zadeptywany tysiącami butów nie mających nic wspólnego z górską turystyką. Mówię o szlakach po których idziesz samotnie lub w towarzystwie jednej co najwyżej dwóch innych osób.
Chodziłem tak w towarzystwie znajomych lubiących ciszę, bo tak wspaniale milczy się na szlaku.
Jest czas do przemyśleń i obrachunków z samym sobą. Może to te widoki i perspektywa? A może tylko wysokość i mniejsza ilość tlenu we wdychanym powietrzu?
Jeżeli spodobasz się górom uroczą cię niespodziewanym widokiem. Kiedyś bladym świtem, kiedy kontemplowałem krajobraz wyszły wprost na mnie dwie kozice. Bez lęku spojrzały i chwilę mierzyły mnie wzrokiem. Potem niespiesznie wycofały się w sobie tylko znane miejsce.
A ja trwałem nieruchomo, chociaż miałem je wprost na wyciągnięcie ręki.
Z szacunku dla gór.
Z tego samego powodu nie zbierałem jagód i grzybów, a o kosodrzewinie opowiadaliśmy, że jest tylko jeden powód do zerwania gałązki. Ponoć ratownicy górscy wtykali jej gałązkę w zimna już dłoń śmiertelnym ofiarom gór. I zdawać by się mogło, że w tej opowieści tkwi odrobina zazdrości dla ofiar.
Pomyślałem o tym, gdy dotarła do mnie kilka dni temu informacja o ofiarach lawiny w Himalajach.
Znów góry przypomniały, że są nieobliczalne i kocha je się trudno bo pomimo wszystko.
Słyszałem pytanie - Po co tam szli ?
Jak by to się dało wytłumaczyć jednym słowem
- Piękna śmierć – powiedział inny, nieco nawiedzony znajomy – na zawsze pozostaną wśród tych ośnieżonych szczytów.
Nie wiem czy śmierć ma nadal swoją romantykę ale uważam, że to życie jest wyzwaniem.
Poza tym jeśli postawić się w sytuacje rodzin, które ta niewiadoma prześladować będzie do końca życia. Od czasu gdy sam mam rodzinę, patrzę na sprawę inaczej. A groby? Tak to już taka nasza narodowa tradycja by znać miejsce mogił swoich bliskich.
Ponoć Himalaje już nie takie jak w naszej wyobraźni i z zachowaniem skali oczywiście, coraz częściej zaczynają przypominać drogę na Giewont. Ponoć w zeszłym roku na wejście na Mount Everest trzeba było czekać w kolejce kilka godzin.
Od czasu gdy świat nam zmalał a wzrosło zapotrzebowanie na adrenalinę, trudno się temu dziwić.
Ja pozostanę przy swojej wizji i niespełnionej miłości do gór.
Tak na marginesie fascynacji śmiercią, która przewinęła się tu całkiem świadomie, przypominam sobie wydarzenie z początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Andrzej Zaucha znany krakowski piosenkarz został zastrzelony. 10 października 1991 po występie w Krakowskim Teatrze Scena STU, artysta został śmiertelnie postrzelony wraz z aktorką Zuzanną Leśniak na parkingu przy ulicy Włóczków w Krakowie, przez jej męża - francuskiego reżysera Yves'a Goulais. Motywem zabójstwa była zazdrość o żonę. Zabójca oddał dziewięć strzałów z pistoletu. Zaucha zginął na miejscu, kobieta zmarła w karetce pogotowia. Tyle dzisiaj pisze na ten temat Wikipedia.
Wtedy informacja o tym zmroziła mnie swoją brutalną wymową. W końcu dwadzieścia parę lat temu trochę inaczej podchodziliśmy do takich brutalnych zdarzeń. Z szoku wyrwał mnie wtedy znajomy, który w czapce austriackiego studenta, czy może urzędnika lub oficera, pojawił się na mojej drodze z pracy do domu. Czapkę taką nosił również ktoś w Piwnicy pod Baranami. Nie wiem czy nie Madejski.
- Co za piękna śmieć – powtarzał w rozmarzeniu – Czy może być coś piękniejszego niż niż śmierć zadana ręką zdradzonego męża ?
- Tak. Życie
- Co życie ?
- Ponoć życie jest piękne
- Bo ja wiem ?
Dopiero sześć lat później, zgodził się ze mną Roberto Benigni kręcąc swój film „La vita è bella”. Chciałem go polecić znajomemu, ale wyprowadził się z Krakowa. Został nagradzanym reżyserem.


środa, 15 października 2014

Dwa grosze w sparwie tolerancji. A może tylko jeden.

- Ty zboku, ty erotomanie – krzyczą pełne oburzenia gdy odkryją, że ich bliska osoba ogląda filmy pornograficzne.
- Mogła byś być bardziej tolerancyjna – odpowiada oskarżony z miną studenta złapanego na onanizmie. Chyba, że dokonywał przy okazji aktu samodzielnego zaspokajania się wtedy porównanie do studenta jest bez sensu.
Ileż to razy Pan Nieistotny słyszał, że od masturbacji mózg wysycha, wpada się depresję a na dodatek rosną włosy między palcami, o ogniu piekielnym już nawet nie wspominając.
W czasie burzliwego dorastania, tych włosów między palcami obawiał się najbardziej. Wszak był to najbardziej widoczny dowód na to, że nie dba o właściwą wilgotność mózgu i poprawną samoocenę i zbawienie.
Kiedy nie staje fantazji, zaczyna się korzystać w wizualnych pomocy. Wtedy na tapetę wkracza owa potępiana pornografia.
Z poczuciem wstydu, wybiera się kategorię filmów, bo przecież porno osłabia nasze więzi uczuciowe i spycha partnera do rangi narzędzia w uzyskaniu przyjemności.
Jednym słowem, nic pozytywnego o pornosach nie można powiedzieć? - dopytywał się Jana Maria, próbując w każdej sytuacji odnaleźć i spoglądać w tę jasną stronę życia.
Znalazł to wytłumaczenie o jasnej stronie, a zarazem sposób na życie, gdy oglądał po raz pierwszy Żywot Briana, Monty Pythona.
Potem dopadło go to co ogólnie nazwać można dorosłym życiem czyli żona, dom i dzieci.
A kiedy dzieci wyedukowały się a pies zdechł, osiągnął w końcu wiek w którym przestał przejmować się duperelami.
- Ty wiesz – mówił do znajomego – z każdym dniem powiększa się ilość osób które mogą pocałować mnie w dupę.
- Wiem – odparł znajomy – czytałem to na kubku do herbaty w sklepie z gadżetami.
I właśnie wczoraj na jakimś portalu odnalazł taki oto tytuł
Oglądanie porno sprawia, że jesteś bardziej tolerancyjny”
- Co???. Rzucił się do lektury:
Porno kojarzymy ze wszystkim, ale na pewno nie z tolerancją. W końcu w większości arcydzieł tej branży filmowej chodzi o pokazanie, jak poniżyć kobietę (lub mężczyznę). Im więcej oglądamy porno, tym bardziej naturalne staje się dla nas akceptowanie różnych zachowań seksualnych. Na początku mogą nas one obrzydzać, potem na nie obojętniejemy, w końcu akceptujemy fakt, że inni ludzie „to i w taki sposób robią”. Jakkolwiek absurdalnie to brzmi, badania pokazały zależność między poziomem tolerancji a ilością czasu spędzonego na oglądaniu porno w Internecie”
Przez niedofinansowaną naukę w PRL-u musiał wzrastać w poczuciu wstydu i niskiej samooceny. Czuł się w tej chwili mocno oszukany. A jak jest ta jaśniejsza strona?
Tyle miejsca w mediach zajmuje dyskusja jak sprawić by nasze społeczeństwo pokazało swoją tolerancję dla innych. Dla koloru skóry, wyznawanej religii, stopnia wykształcenia, a w końcu dla seksualnych preferencji i profesora Hartmana. Kto by pomyślał, że recepta na wszystko będzie tak prosta.
Więcej porno panowie i panie.

wtorek, 14 października 2014

Proszę się nie szarpać


Drzwi kodowane, proszę nie szarpać zadzwonić i cierpliwie czekać.
Kiedy zobaczyłem tę wywieszkę z drugiej strony szpitalnych drzwi, uśmiechnąłem się tylko delikatnie i tradycyjnie zrobiłem zdjęcie.
- Spójrz – powiedziałem - jaki życiowy napis.
- Dlaczego życiowy? Dla mnie kuriozalny
- A dla mnie właśnie życiowy bo zawiera całą jego filozofię
- A mianowicie?
- Że całe życie szukamy sposobu na życie czyli właśnie owego kodu. Najczęściej pozostaje nam zadzwonić i cierpliwie czekać. Zauważyłaś, że ja się nawet rzucać przestałem. I myślę, że to nie tylko nadciągająca starość.
- To się chyba nazywa zniechęcenie, albo zmęczenie. Mówiłam, że powinieneś iść na urlop.
- Urlop nie jest lekarstwem – oszukałem się po raz kolejny
Wizyta u lekarza i mało optymistyczna perspektywa, chociaż nie oznacza to beznadziei.
Trzeba tylko znowu liczyć na Bożą przychylność i okoliczności.
To co wydawało nam się wygranym pojedynkiem, okazało się zaledwie pierwszą jego połową. Na drugą nie mam na obecną chwilę pomysłu. Pozostaje tylko zakląć albo porzucać się w próżni.
Zaraz jednak swoje zniechęcenie kryję za rutynowymi czynnościami. Tylko hasło – Alleluja i do przodu już nie wywołuje u mnie gwałtownego zrywu.
Robię wszystko jak trzeba, bo tak trzeba. Tyle w tym temacie.
W sobotę uczestniczyliśmy z Małżonką w uroczystym otwarciu kancelarii. Był szampan z Szampanii i miłe słowa pod adresem Młodych, którzy rzucili się na głęboką wodę. Przy okazji sam usłyszałem wiele ciepłych słów w związku z remontem pomieszczeń które zrobiłem „tymi ręcami” co teraz niewprawnie klepią w laptopową klawiaturę.
Był to jakiś balans dla zdarzeń z pierwszej połowy dnia. Pewnie udało się uchwycić równowagę.
Nie ma się co dziwić, nikomu taka odrobina próżności nie zaszkodzi.
Strasznie zniszczyłem ręce przy tych remontach. Swoje dołożyła też praca w ogrodzie.
Kiedy podaję na przywitanie szorstką dłoń, tak trudno uwierzyć, że zawodowo zajmuję się kierowaniem zespołem ludzkim. Wygląda jakbym to ja był trybikiem w maszynie i to odpowiedzialnym za jej najprostsze działania czyli łopatę i miotłę.
A w ogrodzie namnożyło się prac i to nie tylko jak w tym wierszu
„Namnożyło się liści, że koszami wynosić, a trawa taka bujna aż się prosi by kosić”
Teściowa nie prosi tylko wykopuje i przekopuje cebulki. Ja likwiduję uprawy, jedna po drugiej.
Zerwałem z siatki misterną plątaninę liści dyni. Jak już kiedyś wspominałem, miała to być dynia ozdobna. Natura dyni i pszczół spowodowała, że na siatce zawisły dorodne ponad dziesięciokilogramowe osobniki.
Obdzieliłem nim kogo się dało a resztę ułożyłem przy wejściu do domu. 


Nie jestem tak wydajny jak mój sąsiad ale dynie też niczego sobie.


- Może się złamię i zrobię trochę do słoików – mówi żona, która zastanawia się jeszcze gdzie upchnąć dżem z winogron.
Wycięliśmy jedną starszą jabłoń z której już drugi rok nie mam żadnego pożytku i wiśnię która całkiem wlazła w śliwkę. Renkloda wygrała ten pojedynek.
Młody współdziałał przy wycinaniu jabłonki co mu się podobało i rozpoczął wertykulację trawnika co już zdecydowanie mniej przypadło mu do gustu.
Znów mam okazję by uprzedzić go, że życie nie składa się wyłącznie z własnych przyjemnych wyborów.
Pocięta na kawałki jabłoń sprowokował mnie do łapania za siekierę.
Duże kawałki pnia pękały po uderzeniu siekierą o pień orzecha.
- Do tego trzeba kupić firmową siekierę dobrego producenta – ocenił Młody.
- Nie świerzbi mnie w tyłek półtorej stówki – odpowiedziałem uderzając kolejnym kawałkiem który z głuchym hukiem poszczypał się na dwa kawałki.
Spojrzałem na obuch siekiery „Fabryka Narzędzi Sułkowice”. No proszę pamięta PRL a też działa.
Było już ciemno jak poskładałem na kupę porąbane kawałki drewna.
Rąbanie zaraz przypomniało mi o sobie gdy tylko siadłem w fotelu. To znaczy samo siadanie obyło się bez problemu, gorzej było wstać.
- Chyba następnym razem wezmę się za pana kręgosłup - powiedział rehabilitant, patrząc na moje niezdarne ruchy.
- Może kiedyś przy okazji – odpowiedziałem udając się do drugiego pokoju.
Tam bez świadków doprowadziłem się do wyprostowanej postawy. Ruszyłem dwa razy ramionami
- I gitara - powiedziałem słowami Ferdka Kiepskiego.
- Swoją drogą to może rzeczywiście kiedyś warto by trochę o siebie zadbać - podpowiadał mi rozsądny i zrównoważony jak na swój wiek umysł.
- Marudzisz – odpowiedziałem mu szybko, ale trochę zbyt głośno.
- Ja? - spytała żona
- Ja? - spytał rehabilitant.
- Ja - odpowiedziałem zgodnie z prawdą, ale żadne z nich nie chciało w to uwierzyć.

piątek, 10 października 2014

Inspiracje

- Dzień dobry
- D o b r y ? - Nieistotny odpowiedział rozwlekle zastanawiając się równocześnie, kto tam z drugiej strony
- Ja nazywam się Mateusz Jabłonowski i dzwonię ze szkoły języków obcych „Speak with out stress”
- Oj niedobrze. Jak się przedstawił od razu znaczy handlowiec, będzie truć – pomyślał Jan Maria
Swoją droga jak się nie przedstawia to cham. I tak źle i tak nie dobrze
- A dzień dobry. Myśli Pan, że po byłym premierze teraz na mnie przyszedł czas na naukę angielskiego ?
- A to źle?
- Co źle? Że po premierze czy, że angielskiego ?
- No tak ogólnie – powiedział, co znaczy że łatwo przejdzie do defensywy.
- Nic z tego. Próbowały już dwie panie i im się nie udało więc teraz wytypowali Pana.
Niestety zmiana preferencji nic tu nie da. Poza wszystkim opowiadam się za tradycyjnymi wartościami.
- Yyyy. Nie... no nie ja chciałbym tylko zaprosić Pana na spotkanie.
- Spotkanie, spotkanie. Tak się tylko mówi a potem wraca człowiek do domu z garnkami za pięć tysięcy i kredytem do spłaty. Czytałem o czymś takim.
- Ale my nie handlujemy garnkami – zaczął się bronić Pan Mateusz
- To taki przykład tylko, jak i ten że znajomość z moja żoną też zaczęła się od krótkiego spotkania, a w tym roku obchodzimy trzydziestą trzecią rocznicę ślubu. Tak więc i na spotkanie też mnie Pan nie namówi.
- Ale mi Pan podpowiedział – usłyszał radość w głosie dzwoniącego - Wykorzystam to w rozmowach..
- A ja zrezygnuję z praw autorskich, bo mam taki dobry dzień.
- Serio Pan zrezygnuje ? – zapytał.
- Ma Pan w prezencie
- To świetnie bo miałem imieniny siódmego października.
- No widzi Pan jak się ułożyło.
- W zasadzie to jest Pan jedyny który mi coś podarował.
- Nie przesadzajmy z wartością, to tak bardziej od serca było
- Wie Pan jak to mówią, że serce jest najważniejsze
No tak w reklamie pewnej sieci komórkowej najczęściej. Mówią też, że pieniądze to nie wszystko, ale nie chce mi się w to za bardzo wierzyć, zwłaszcza przed pierwszym – zauważył Nieistotny.
- Mam ten sam ból. Pan wie ile mi płaca za użeranie się z klientami?
- Ze mną się Pan nie użera. Prowadzimy rozmowę na poziomie.
Pan to jesteś wyjątek. Inni to bluzgają a nawet obrażają. Nawet Pan sobie tego nie wyobraża – rozżalił się sprzedawca usług lingwistycznych.
- Może Pan jest za miękki do tego zawodu
- Może i jestem. Bo ja jestem po filozofii proszę Pana i czy z takim wykształceniem powinienem sprzedawać kursy?
- To rzeczywiście błąd. Powinien Pan skończyć tę sama szkołę co Harry Potter.
- Szkołę Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie?
- Dokładnie, ponieważ w rozmowie z klientami przydałby się panu czar osobisty, lub mógłby Pan rzucić urokiem też osobistym.
- Kawalarz z Pana, muszę zapamiętać. To co przyjdzie Pan na nasze spotkanie? Tak mi zależy - z błagalnym tonem w głosie spytał Mateusz Jabłonowski.
- Na litość też mnie Pan nie weźmie – rzucił w słuchawkę Jan Maria Nieistotny.- Cofam pierwotną ocenę Pan jest naprawdę dobrym sprzedawcą. Mało się nie złamałem.
- A Pan?
- A ja zdecydowanie jestem impregnowany na telefoniczne propozycje. No chyba, że idzie o piwo.
- Piwa nie mogę Panu zaproponować, ponieważ jestem w pracy.
- A ja po i pewnie dałbym się skusić. Trudno miał Pan swoje trzy minuty. Pozdrawiam i żegnam.
- Chyba jeszcze zadzwonię do Pana.
- Odbiorę jak akurat będę miał czas.
- Kiedy Nieistotny odkładał słuchawkę z drugiego pokoju dobiegł go głos żony
- Z kim rozmawiałeś ?
- Ze sprzedawcą kursów angielskiego.
- Ja z takimi telefonami rozprawiam się szybko.
- A ja dłużej, jak kto grzeczny.
Swoją drogą to czemu nie?. Nieistotny podszedł do biblioteczki i wyciągnął niezbyt grubą książkę w granatowych okładkach „Język Angielski metodą Callana”
Czemu by nie przypomnieć co nieco?
Tom czwarty? Może zbyt optymistycznie
Tom drugi. To chyba będzie w sam raz.
Kiedy otwierał podręcznik, pomyślał, że zainspirować może człowieka nawet banalna rozmowa ze sprzedawcą telefonicznym.
Banalna rozmowa? Taka co to doprowadziła jednego z nich do łez?
- Udawanych – podpowiedział mu rozum.
- Jakie to ma znaczenie ? – odpowiedziało poczucie zadowolenia.
- Czerwony – red, niebieski – blue – wyrecytował z pamięci Jan Maria Nieistotny

czwartek, 9 października 2014

Dzień jak co dzień


- Misiu, jesteś boginią a kawa z Twojej ręki to nektar.
- Ty mi się Michał nie przymilaj, bo i tak nie minie  Cię zmywanie kubków. Gender to gender, jak mówią
- Może bym i wziął się za te kubki, ale arcybiskup krytykuje męski udział w sprzątania. Wiesz, że ja Polak a więc i katolik.
- Tak? To jutro kawkę zaparzy ci ta cycata blondynka z Mc Donaldsa. Za gotówkę, w jednorazowym kubku. Poza tym jak już jesteśmy w temacie, to biskupi krytykują i seks przedmałżeński. Nie wybieraj więc tego co ci pasuje tylko działaj kompleksowo. Nie myj kubków ale i nie bzykaj Małgośki. Ciekaw jestem co ona powie na jedno i na drugie. Mogę ją spytać jak chcesz ?
- Ty to się Miśka całkiem na żartach nie znasz.
- Znam się znam ale nie zamydlisz mi oczu tanimi komplementami. Podział jest podział, ja parzę ty zmywasz. Ty parzysz ja zmywam. Kawa swoją drogą jest ekstra.
- Wiśnia jest wiśnia to znaczy firma jest firm jak by rzekł klasyk
- Gdzieś tam czytałam, że ponoć do nas przychodzi najgorszy chłam, chociaż w firmowych pudełkach. Ta jest jednak w porządku.
- Może dlatego, że nie piliśmy kawy z hamburskiego marketu.
- Może, ale to nic straconego.
- Nic straconego? Z moim wynagrodzeniem?
- Zepniesz się trochę i polecisz.
- Tak. Jak się jeszcze trochę zepnę to odlecę i to nie do Hamburga a od zmysłów. Dodatkowo w tym miesiącu mam kolejna ratę OC. Szlag może człowieka trafić z tymi płatnościami.
- Zaraz Cię Misiu może trafić jak przejrzysz maile. Tam jest takie zaproszenie na Teneryfę
- Widzę. Zaproszenie dla Właścicieli i Dyrekcji Firmy?
- Dokładnie
- Tylko 590 euro za 8 dni lub 790 euro za dni 15, za osobę. Taniocha za wspaniały urlop na słonecznej Teneryfie!
- Drogo nie drogo. Spójrz jednak niżej, kto może skorzystać z Zaproszenia na piękną Teneryfę, gdzie ciepłe i słoneczne lato trwa przez cały rok.
- Właściciele i Dyrekcja Firmy, Lekarze, przedstawiciele wolnych zawodów.
- Miśka, ja co prawda nie jestem ani właścicielem, ani doktorem ale mój zawód wykonuję wyjątkowo wolno, jak co chwilę podkreśla nasz dyrektor. To co nadaję się?
- I co chciałbyś spędzić wakacje ze swoim szefem? Chyba za dopłatą.
- Miśka nie marudź Ty się też nadajesz. Tu piszą o rodzinach. Rodziny: rodzice + dzieci, max. 6 osób; rodzice wiek powyżej 30 lat
- No to ty spełniasz jeszcze jeden warunek, ale razem z Gośką. Pary: małżeństwo lub "wolny związek"; wiek powyżej 30 lat. A nie, nie to Gośka się nie kwalifikuje jeszcze ze trzy lata.
- A wolny związek to taki różnopłciowy że jednopłciowy?
- Poczułeś w sobie jakieś niepokojące objawy Michałku, że pytasz?
- Nie to tylko tak dla podtrzymania rozmowy. Przecież wiesz, że nie polecę, poza tym jestem z Gośką.
- Mało to kryptogejów wokół? Piróg o tym mówił A propos dyrektorskich wakacji. Wiesz co? jak tak chwilę pomyślę to ja bym tę całą Teneryfę zamieniła na papier toaletowy do kibla, materiały biurowe i jakąś mała premijkę, od czasu do czasu. Powiedzmy raz na kwartał.
- Ale kawę pijesz dobrą
- Dobrą, dobrą bo ją sobie sami kupujemy, składkowo.
- Ciesz się, że jak w Ziemi Obiecanej nie musisz zwracać za gaz pod czajnikiem.
- Zamiast gazu to my mamy czajniki bezprzewodowe, ale rzeczywiście jak by się zastanowić to coś z tych klimatów dalej tkwi w tych naszych pokojach biurowych i na korytarzu do kibla.
- Poza tym Misiu, z powodu oszczędności w zakupach spinaczy i papieru kibla, szef nie może jechać na tę Teneryfę. Z tych oszczędności to on może co najwyżej taksówką jechać na Bielany i z powrotem, a nie na Teneryfę.
- Milion składa się Michałku ze złotówek właśnie. Ja pytam, gdzie jakieś poczucie przyzwoitości
- Może wystarczy, że Ty je masz ?
- Ale nie mam na wycieczkę na Teneryfę.
- W zasadzie to i ja mogę zrobić długą listę rzeczy na które mnie nie stać.
- Jak ja napiszę na co mnie stać to będzie ona zdecydowanie krótsza.
- Pamiętaj Misiu, że jak napisano w Biblii, prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne niźli bogaty dostanie się do Królestwa Niebieskiego. Czasem aż dziwię się, że komuniści walczyli z religią. Ona tak pięknie potrafi wytłumaczyć dlaczego jesteś biedna.
- Bo jestem głupia Michałku. To taki układ zamknięty Bieda lubi chodzić pod rękę z głupotą.
- Myślałem raczej, że taką jak jesteś Bóg kocha najbardziej.
- Ale sprzyja bogatym.
- Sprzyjam to ja Tobie. Biorę się za kubki, przekonałaś mnie
- Perspektywa paragonu z Mc Donaldsa była chyba bardziej przekonująca. O chyba Stary dzwoni.
- …..
- Tak Tak Szefie już kończę te zestawienia.
- …..
- Tak tak drukuje i biegnę do Pana
Odkładając słuchawkę rzuciła w próżnię - To jednak nie poleciał na tę Teneryfę, a już się rozmarzyłam.
Michał nie mógł tego słyszeć gdyż zajęty był płukaniem porcelitowych kubków, wbrew obawom o własną degenerację.
Zakładowy zegar pokazał właśnie godzinę 8.30

piątek, 3 października 2014

Idealne

Wszyscy faceci uwielbiają cycki. No w porządku nazwijmy je piersiami, żeby odrzucić podejrzenie o seksizm. Sam należę do wyznawców tego uwielbienia, a na ich widok robię się miękki lub odwrotnie, w zależności od potrzeby.
Niektórzy preferują monstrualnie wielkie balony, inni zadowolą się maleńkimi cycuszkami, są również miłośnicy tak zwanych biustów poręcznych. Nigdy nie zastanawiałem się nad powodami owej sympatii. To jednak, że ja się nad tym nie zastanawiałem nie znaczy, że nauka dotowana szerokim strumieniem forsy nie pracuje na rozwiązaniem tego problemu. Problem rozwiązano.
Przeprowadzono eksperyment, podczas którego 266 mężczyznom pokazano panie o różnych rozmiarach piersi. Panowie mieli je ocenić pod względem atrakcyjności. Wynik był zaskakujący. Najbiedniejszym najbardziej podobały się największe biusty, średnio zarabiającym te średnie, a najlepiej zarabiającym raczej te mniejsze (ale nie mikroskopijne!).
Gdybym miał kierować się swoimi preferencjami znalazłbym się w kręgu średnio zarabiających. Niestety mój pracodawca uważa, że gustuję w wielkich melonach.
Z powyższego badania pośrednio wynika, że chirurdzy plastyczni będą mieli pełne ręce roboty. Każdy bowiem narzeka, że zarabia mało albo ostatnio jeszcze mniej.
Co więc zrobić gdy czasowo skazani jesteśmy na gorsze zarobki? Powiedzmy do czasu gdy zakład nie wyjdzie na prostą, co w języku biznesowym oznacza nowe BMW dla właściciela.
Jak informuje portal snobka pl (pierwsze słyszę chociaż nie jedną snobkę znam), niektórzy chirurdzy proponują pacjentkom tymczasowe powiększenie piersi. To Z pewnością jakieś implanty w biuście na zamek błyskawiczny.
A w zasadzie to jakie są te piersi idealne?
Jaki jest ich wzorzec który mógłby się znaleźć w Sevres?
Wyobrażacie sobie właścicielkę takiego idealnego biustu, spędzającą dnie całe w stałej temperaturze, wilgotności i oczywiście poza działaniem sił grawitacji ? Znam to łaskawe określenie dla określenia wchodzenia w wiek dojrzały i jako argument za używaniem biustonoszy.
Cytowany wyżej portal podaje również wymiary idealnego biustu, oczywiście opracowane przez fachowców. Brytyjski chirurg plastyczny Patrick Mallucci swoje badania prowadził od 2007 roku. Jak twierdzi na łamach brytyjskiego „The Sun”, idealne proporcje piersi zakładają, że część nad linią sutków powinna stanowić 45 proc. piersi, a część dolna – 55 proc., z kolei kąt uniesienia sutka powinien wynosić dokładnie 20 stopni.
No drogie Panie, Wieszcz napisał kiedyś by cyrkla, wagi i miary do martwych użyć brył, ale czasy się zmieniły a biust to nie martwa nieruchomość.
Teraz i bez cyrkla można zrobić fotkę i całość poddać analizie komputerowej, albo ocenie na Istagramie. To ostatnie dzieje się masowo każdego dnia z szybkością paręset tysięcy zdjęć na godzinę.
Wspomniany chirurg o posiadaczki idealnych piersi zapytał 1300 osób. 87 proc. spośród respondentów wybrało biust Scarlett Johansson, Kate Middleton, Megan Fox, Katy Perry
i uwaga Kelly Brook, który – według jego oceny jest właśnie przykładem piersi o proporcjach 45:55.
A jakby ktoś nie miał pod ręka zdjęcia Kelly to podaję dobrą wiadomość - takimi samymi proporcjami jak brytyjski chirurg, od tysięcy lat kierują się również przedstawiający kobiety artyści Przykład? rzeźba Wenus z Milo.
Nie ma jednak powodów by popadać z powodu biustu w depresję. Na sam koniec pozwolę sobie bowiem zacytować prawdziwego znawcę kobiecej urody czyli Franciszka Staroweyskiego - ”Cyc nie chuj, stać nie musi” – i to by chyba było wszystko w temacie.
Podsumowanie to jakby dwa wnioski. Pierwszy wynikający z tych informacji jest taki, że wszystko już było. Drugi to ten, że z grubsza wiemy co kręci facetów i poprawia im samopoczucie.
Na przykład ja, czuję się jak milioner wielbiąc talent Keiry Christiny Knightley. Bo w końcu kto bogatemu zabroni?
My faceci potrafimy przyznać się do tego co nas kręci, co nas podnieca. A czy kobiety są równie szczere?
Poniżej informacja jaką znalazłem na stronie J. Monster a i oni z pewnością też skądś ją zapożyczyli. 
W 2009 roku, niejaka Maredith Chivers postanowiła dowiedzieć się, co tak naprawdę podnieca kobiety. Kobiety biorące udział w badaniu oglądały filmiki i miały ocenić, co je najbardziej podnieca. Jako, że Meredith jest kobietą, wiedziała, że nie można wierzyć w to co powiedzą, dlatego umieściła specjalne czujniki w waginach badanych kobiet. Czujniki pokazały, że wszystkie kobiety odczuły podniecenie oglądając filmik, na którym dwa szympansy uprawiały seks. I oczywiście, żadna z kobiet nie przyznała się do tego.
Aż ciśnie się na usta krótki apel - Więcej szczerości Drogie Panie.

czwartek, 2 października 2014

Nie warto było kusić losu

W Ameryce zaproszenie do domu na kawę po kolacji jest równoznaczne z propozycją wspólnego spędzenia nocy lub też kilku godzin na bzykanku w zależności od indywidualnej kondycji.
Nie jesteśmy w Ameryce stąd też fala gnojówki zalała polską kulturę, albo tylko kilkoro jej przedstawicieli. W ogóle, w przedstawionej poniżej sytuacji użycie słowa kultura bądź przedstawiciele kultury,wydaje mi się sporym nadużyciem.
Wiadomo, że Ona zwróciła się do Niego publicznie o zwrot kasy. Ponoć On kazał jej spierdalać.
Kiedy sprawa stała się rozwojowa, On z rozbrajającą szczerością powiedział, że
gdy obowiązki zawodowe zmuszały do odwiedzenia stolicy, nocował u Niej.
Czyżbyśmy w stolicy nie mieli wystarczającej ilości hoteli?
Chyba nie bo On legł najpierw w gościnnym a potem w małżeńskim łóżku.
On dorosły, dorosła Ona. Różnica wieku 22 lata tez do przyjęcia. Czy kogokolwiek może zaskoczyć ciąg dalszy?
Zaskoczył jego. Zauważył, że niestety spanie z czasem przestało być tylko spaniem, lecz łączyło się z dotykaniem, a potem z regularnym molestowaniem seksualnym.
Teraz nazywa to molestowaniem, Pan Nieistotny ciekaw jest jakich określeń używał w czasie rzeczywistym?
Jego zaskoczenie przypomina Janowi Marii zdziwienie faceta który wbija młotkiem wali gwóźdź do ściany i zamyka oczy aby na to nie patrzeć. Potem dziwi się, że trafił w palec i ten palec go boli.
Nieistotny z pewnością byłby pełnym zadziwienia człowiekiem, gotowym na pełne sarkazmu słowa, gdyby nie oglądał wcześniej dwóch filmów. Pierwszy to „Fatalne zauroczenie” z Glen Close, które pokazało mu, że jak to mówił jego dziadek – z piczką żartów nie ma.
Drugi to „W sieci” z Demi Moore. Zastanawiające, że w obu filmach męską ofiarą był Michael Douglas. Tu w zasadzie po raz pierwszy zetknął się z faktem, że sprawca gwałtu na mężczyźnie może mieć takie seksowne oblicze.
Zamiast więc krytycznej oceny, bohatera afery Jan Maria Nieistotny powie słowami Pani Dulskiej – Ja swoje sprawy załatwiam w sypialni.
Boże nie przypuszczał, że kiedykolwiek właśnie ją postawi za wzór do naśladowania.
Dodatkowo w ramach bonusu dedykuje im piosenkę zespołu Happysad
A szczególnie jej jeden fragment
Ile jestem ci winien
Ile policzyłaś mi za swą przyjaźń
Ale kiedy wszystko już oddam czy
Będziesz szczęśliwa I wolna ty
Ale zanim pójdę...
Ale zanim pójdę chciałbym powiedzieć ci że
A może zupełnie wystarczyło godnie przemilczeć medialną kłótnie dwójki sfrustrowanych ludzi?
Wszak jak mówił klasyk szambo to nie perfumeria.
Trudno, Skoro już Nieistotny nad tym rozmyślał to i ja ulżę sobie.
Enter
Poszło