czwartek, 29 sierpnia 2013

Pierogi

Jan Maria wychodzi z domu koło godziny siódmej jak każdego dnia od czasu zmiany miejsca zamieszkania. Ostatnimi dniami wraca jednak do tego domu po dwudziestej. Szpitalne odwiedziny zaburzają zupełnie cykl dnia, ale są tak samo ważne dla Nieistotnego jak i dla Najważniejszej.
W takiej sytuacji na plan dalszy zeszły pomidory i słoneczniki, które złamały się pod ciężarem pełnych kwiatów.
- Może w sobotę – myśli sobie patrząc na ogrom prac i dorzuca te ogrodowe do robót elektrycznych, zaplanowanych już wcześniej. Ponoć nuda jest najgorsza, ale od czasu do czasu nicnierobienie działa terapeutycznie.
Kiedy wchodził wczoraj do sali szpitalnej, przywitał go charakterystyczny dźwięk aparatury podtrzymującej życie. Monitor pokazywał wykres serca wartość ciśnienia i takie tak. Do tego popiskiwał w równych odstępach czasu.
- O widzę, że macie maszynę do robienia „pim”. Dyrektor szpitala bardzo ją lubi – powiedział na przywitanie cytatem z filmu „Sens życia” Monty Pythona.
- Może i Pan Dyrektor ją lubi , mnie normalnie wku...ia – odpowiedziała na powitanie Najważniejsza.
Dynamika jej wypowiedzi świadczyła, że owo „pim” musiało jej nieźle dopiec. Dzięki Bogu maszyna była zainstalowana nie przy jej łóżku co pozwoliło przypuszczać, że rokowania co do rekonwalescencji są pozytywne.
Swoją drogą to takie dziwne i egoistyczne, że dziękujemy bogu za to, że nieszczęście trafiło obok.
Pielęgniarka wykazała się empatią i po niecałej dobie pracy znacznie owo piszczenie przyciszyła.
Dwie godziny minęły błyskawicznie i trzeba było się zwijać do domu. Nie tak szybko jednak.
Młody który towarzyszył Nieistotnemu w odwiedzinach szpitalnych, wywiózł go potem do sklepu z oświetleniem, gdzie namówił do zakupu kinkietów do swojego pokoju.
Sam Jan Maria nie mógł nadziwić się jak sprawnie to namawianie Młodemu poszło, a z drugiej strony, jak szybko pozbył się zastrzyku gotówki. Przecież ta kasa spłynęła do niego dosłownie pół godziny wcześniej.
- Jednak wcześniej pieniądze trzymały się mnie lepiej – stwierdził Nieistotny.
Po chwili zaś dodał jakby usprawiedliwiając się sam przed sobą – a może po prostu miałem ich kiedyś więcej?
Pierogi ruskie wyprodukowane przez teściową wypełniły jednak teść wieczora, przesuwając do tyłu mniej istotne rozważania nad przemijaniem pieniędzy i życia jako takiego.
Dziesięć sztuk to jednorazowa norma Jana Marii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz