wtorek, 20 sierpnia 2013

Odruch kota Pawłowa

Ciche miauczenie i następujące po nim skrobanie w okno, przywołało umysł Jana Marii do świadomości.
- Kot się dobija – pomyślał.
Kota jednak nie posiadał. Mierzył się do psa, ale postanowił, że sprowadzi go do domu dopiero po operacji żony, a ta planowana jest od dawna i ciągle się opóźnia. Raz z powodu niekorzystnych wyników a innym razem z powodu banalnego oparzenia. Jak łatwo oparzyć się i tego nie zauważyć w przypadku gdy komuś brakuje czucia od pasa w dół wie chyba tak samo dobrze jak jego szanowna małżonka, tego odczuwania pozbawiona.
- Po szpitalu – zdecydował, bo przecież nie będzie zwalniał się z pracy by wyprowadzić szczeniaka na spacer.
Nie miał nic przeciwko temu, aby oprócz psa po domu plątał się kot. Była by to świetna propagacja przyjaźni międzygatunkowej, a zarazem gospodarstwo wiejskie jak się patrzy.
Z tym kotem mogą być jednak problemy, bo młodszy syn kicha alergicznie po bliższym kontakcie z kocim futrem.
Skąd więc kot skrobiący w ramę okienną o piątej rano?
Sąsiedzi wybrali się na wakacje. Włoskie klimaty i takież samo jedzenie zawładnęło ich umysłami do tego stopnia, że powierzyli mu do opieki swoje dwa koty. Kotki pojawiały się codziennie rano i wieczorem, gdy wrzuciwszy do miski pachnącą konserwę znanej firmy, pukał łyżką w pustą puszkę. Jak na komendę, na odgłos tego gongu pojawiały się dwie kotki pręgowane z białymi skarpetkami na łapach. Mruczały radośnie ocierając mu się o nogi, po czym rzucały się do miski w ustalonej hierarchicznie kolejności.
Jedna bardziej dzika, znikała na całe dnie pojawiając się tylko na czas karmienia, wtedy tylko godziła się na delikatne czułości. Przy próbach spoufalenia się łapała ostrzegawczo palec w zęby i odpychała łapą. Druga bardziej lgnąca do ludzi pojawiała się często w jego domu, dopraszając się czułości i wizytując poszczególne pomieszczenia. Raz żona znalazła ją w szafie, a innym razem Jan Maria pogonił ją ze swojego łóżka, gdy zwinięta w precel spała na czerwonym polarowym kocyku.
Pomimo tego koty odwzajemniały zainteresowanie nimi podrzucając, pewnie w podzięce za wyżerkę, świeżo złapane myszy i raz jakąś nornicę. Pomijając walory estetyczne, rozczulała go ta wdzięczność i nie był też tak radykalnie zdecydowany w przeganianiu kota z domu.
Z czasem jeden z kotów wyrobił w sobie zwyczaj i regularnie jak w zegarku wpadał z rana. Przypominał, że już czas najwyższy na kolejną michę i porcję świeżej wody.
Jan Maria zadawał sobie pytanie – dlaczego akurat piąta to najlepsza do tego pora. Wytrzymywał jednak do siódmej, by w drodze do pracy pojawić się pod domem sąsiadów i wyłożyć tam karmę do miski.
Kot był nieustępliwy i wielokrotnie ponawiał sprawdzony zestaw – mruczenie, miauczenie i skrobanie.
Denerwujące, zwłaszcza gdy świt zwiastuje niedzielę i naprawdę nie trzeba zrywać się do pracy.
Kotka dała za wygraną i skoczyła z parapetu. Spokój okazał się jednak pozorny, bo zraz rozległo się to samo skrobanie od strony okna w salonie, a potem w każdym z kolejnych.
Dał za wygraną i siadł na łóżku. Zaspany jeszcze, opuścił nogi na podłogę w poszukiwaniu pantofli.
Jak zwykle zostały gdzieś w salonie. Zwyczajowo biegał na bosaka po domu i ogrodzie narażając się na zarzuty Najważniejszej, że całkiem przesiąkł ta wiejską atmosferą otoczenia, choć od czasu przeprowadzki minęło raptem pół roku.
On jednak kochał bosymi stopami stąpać po trawie i odczuwać za każdym razem tę rozkosz z powodu bezpośredniego kontaktu z naturą. Był przy tym pewien, że nie napotka na swoich ścieżkach szkła, gwoździa czy blachy a jednym zagrożeniem może być zdradziecko pozostawione w trawie kocie gówno.
Dotarł do spiżarni wyciągając rękę na półkę, ale w umówionym miejscu nie napotkał wiadomych puszek.
- Racja – puknął się w czoło.
Wczoraj wrócili sąsiedzi. Podziękowali za opiekę na żywym inwentarzem, kładąc na ogrodowy stół butelkę włoskiego wina i słoik oliwek. On dołożył kolejną.
W miłej atmosferze wieczoru obserwowali jak koty ganiają siebie nawzajem.
Dzisiaj rano zadziałał najwidoczniej odruch „psa Pawłowa”
Kotu kojarzył się z karmą i nie przestawił się jeszcze na tradycyjne tory. Jemu również nie.
- Spadaj kocie do domu. Dzisiaj w grafiku nie ma mojego dyżuru.
Wrócił do łóżka, ale ze spania nic już nie wyszło. Ponoć koty tak mają, jedzą bladym świtem. Swoją drogą, w sytuacji gdy kot nie łapie już myszy w domu, staje się taki puchatym próżniakiem, któremu kładą michę za nic.
Pies musi nadrobić swoim oddaniem i karnością. Wie, że nie wolno włazić w określone miejsca, a w pewne dokładnie odwrotnie.
Pies bezinteresownie rzuci się do drzwi by powitać wracającego człowieka i to bez względu czy nie było go w nim tydzień czy tylko piętnaście minut. Kot z miną sfinksa podwinie łapy pod siebie i patrzy gdzieś w dal na owym gapieniu się skupiając całą swoją uwagę.
Nie zrobi niczego tylko dlatego, że tak wypada.
Ejże, ejże, to jakbym cytował kawałki z Układu Eli Kazana. Tamten opis niezależności dotyczył jednak czegoś zupełnie innego.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz