środa, 3 sierpnia 2016

I po balu panno Lalu czyli zakończenie

Telefon dzwonił już czas jakiś, ale zajęty pracami gospodarskimi zwlekałem z jego odebraniem.
Kończyłem właśnie wynosić liście spadłe przed czasem, zgrabione mozolnie wcześniej. Przy takiej operacji wystarczy tylko odrobina przeciwnego wiatru i cała robota na nic.
Obyło się jednak bez niespodziewanych podmuchów i całość wylądowała w kompostowniku.
Kiedy w końcu podszedłem, na ekranie wyświetlał się rząd cyfr które nie mówiły mi nic.
Chociaż, zaraz... zaraz, jakby coś mi sygnalizowały. Podobieństwo czegoś do czegoś i niczego do niczego. Nie lubię odbierać nieznanych numerów bo skutkują zwykle długim i mozolnym odmawianiem propozycji: kredytu, pościeli z wełny strzyżonych pijawek, czy choćby wypełnienia ankiety zadowolenia konsumenckiego.
- Słucham? - czujnie nie przedstawiłem się by nie dać dzwoniącemu punktu zaczepienia. Taki zaraz w drugim zdaniu powie – Panie Antoni - jakby nasza znajomość trwała już jakiś czas.
- Cześć Antoni.
- ???
- Nie poznajesz mnie? - Głos brzmiał znajomo.
- Dzień Dobry. No nie poznaję, chociaż przyznam, że głos brzmi mi znajomo.
- No nie wygłupiaj się. Iwona mówi.
- Iwona? Czerwińska?
- Nie, Lipińska. Pewnie że Czerwińska. Telefon ci mnie nie wyświetlił.
- Nie wyświetlił bo skasowałem twój numer, ale nie wiem czy chcę o tym z Tobą a rozmawiać.
- Co ty Antek pierdzielisz? Co stało się przez te trzy tygodnie, że nasza rozmowa tak wygląda?
- Ja przynajmniej ja nie rozmawiam z Tobą za pośrednictwem ochroniarza.
- Kuźwa, jakiego znowu ochroniarza?
- Tego co mi ledwo uchylił drzwi w zeszłym tygodniu.
- A gdzie ty byłeś ?
- Jak to gdzie ? U ciebie na Melodyjnej byłem.
- No tak. Teraz wszystko staje się jasne. Zawaliłam, my nie mieszkamy już na Melodyjnej.
- Jak nie mieszkacie? Trzy tygodnie temu jeszcze mieszkaliście.
- No właśnie. W czasie Twojej ostatniej wizyty jeszcze wszystkiego nie byłam pewna więc nie chciałam zapeszyć. Dogrywałam sprawy kredytu, notariusza i takie tam.
- Na ciul Notariusza? - zapytałem tracąc z powodu zdezorientowania tak zwaną kindersztubę. Iwona zna mnie zresztą od lat i wie na co mnie stać.
Tak, dzwoniła do mnie Iwona. Ta sama która razem z facetem swojego życia mieszka w domu na Melodyjnej 21. W mieszkaniu na piętrze, w którym to właśnie mieszkaniu, a właściwie przed którym miałem nieprzyjemne spotkanie z ochroniarzem.
Dlaczego do cholery jeszcze używam czasu teraźniejszego?
- Bo widzisz dzwonię Ci właśnie powiedzieć, że trafiła nam się okazja za zakup domu pod miastem.
Cały problem polegał na tym by działać szybko. Jakimś cudem udało mi się trafić kupca na stare. Jakiś biznesmen szukał mieszkania dla swojego syna. Wiesz jak to jest, synuś na studia do wielkiego miasta przyjechał. Nie chcę pytać o branżę, ale on z ochroniarzem chodził.
Szybka sprzedaż, jeszcze szybszy zakup bo faceta strasznie przypaliło. Albo miał pracę cud gdzieś za granicą, albo dług do oddania. A może jedno i drugie? Nie moja sprawa.
Trafiła się okazja i my ja wykorzystaliśmy. Kupiliśmy dom gotowy do zamieszkania. Wystarczyło tylko rozłożyć meble, wsadzić kwiaty do wazonu i mieszkać. No to rozłożyliśmy coś tam, dokupiliśmy coś tam i mieszkamy. Przy okazji na parapetówkę chciałam zaprosić. Sorry, że tak późno ale spraw jak wiesz było bez liku.
- Jakbyś chociaż słówko pisnęła to nie pchałbym się jak głupi na Melodyjną. A tam nie wpuścił mnie do mieszkania ochroniarz. Teraz mu się wcale nie dziwię. Fakt, że ten ochroniarz mnie trochę zdziwił, ale nie wiadomo do końca co w ludziach siedzi. Pomyślałem, że może Mariusz w końcu awansował na jakieś szefa wszystkich szefów.... No nie wiem co sobie pomyślałem. Myślałem, że mnie porzuciłaś jako znajomego. Jak to dobrze się mylić!
- Ciebie Antoni?!!! Nigdy w życiu!!!!
I wysypał się ze mnie worek złych emocji i opowiedziałem o drodze do niej i o płocie w denerwującym kolorze i o powrocie. O tym, że było mi głupio i źle. Na koniec, że w nerwach wykasowałem jej numer z telefonu. Tego nie mogła mi do końca wybaczyć powołując się na wieloletnią znajomość
Ma rację, ale gdyby ze względu na ową znajomość szepnęła choćby słówko?
No jak to mówią kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem.
Wpis w telefonie można zrobić w mgnieniu oka i tak zrobiłem.
- No to gdzie teraz mieszkasz Iwonko i jak tam można dojechać? Komunikacją miejską rzecz jasna, bo nie zamierzam wracać od was na trzeźwo
- Masz coś do pisania?.....

20 komentarzy:

  1. Hmmm.... Antoni, Ty raczej z tych porywczych raczej. Wkurzyłaś mnie - precz z mego telefonu ;-))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałem siebie za zrównoważonego, ale czemu nie przypisać sobie odrobiny porywczości
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Ależ Cię ta moja imienniczka wkurzyła. Pewnie podobnie do mnie... Z Melodyjnej bowiem przeniosłam się na Motywacyjną... Na szczęście między nami też wszystko wyjaśnione.
    Miło, że i na moją parapetówkę wpadłeś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwykle nie bywam wkurzony, za to czasami robi mi się nieco przykro.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Bardzo nie lubię sprawiać ludziom przykrości, bo ja też na to jestem wrażliwa.
      pozdrowienia

      Usuń
  3. Skończy się prośbą o małą pożyczkę... Jakieś sto tysiaków, na miesiąc, na warunkach PKO BP, tak po starej znajomości...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tych kwestiach jestem zasadniczy i zdecydowanie asertywny
      POzdrawiam

      Usuń
  4. Kurka, też nie lubię i staram się nie odbierać nieznanych numerów, ale czasem trzeba. Te, które po odebraniu okazują się wciskaniem kitu lub złowrogim milczenie natychmiast blokuję.

    Miło, że Iwona zaprosiła na parapetówkę, ale masz świętą rację, że powinna w rzeczonej sprawie szepnąć słówko znacznie wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie że powinna
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Czasem okoliczności naprawę nie pozwalają uprzedzić... Chociaż na pewno wie, że powinna.

      Usuń
  5. no dobre, dobre :)
    ale ja zachowuje sobe wszystkie telefony bliskich mi osób, częśc z nich już nie żyje ale..... może kiedyś do mnie zadzwonią z Nieba i zaproszą do siebie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie wpadłem w ten wiek kiedy żyje się przeszłością
      Młodość - jak mówił ojciec Leon Knabit - to stan ducha
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Porzucony znajomy:))) Niezłe określenie faktu zerwania znajomości. Dużo w nim dramatyzmu.
    Nie brak i szczęśliwego zakończenia, a więc opowieść ładnie się zamyka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ją zostawiam niedomkniętą, jak drzwi dla kota. Nie wiadomo kiedy wróci
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Cześć Antoni
    I pomyśleć że ja też, odwieczny (no może nie odwieczny-od czasu przeprowadzki ze wsi do miasta, czyli od dawna) wróg domów jednorodzinnych, strzyżenia trawy, wróg wszelkiego rodzaju szpadli, sekatorów i innych tego typu obrzydliwych narzędzi, wylądowałem na starość, nie dość że w takim domku, to jeszcze z 0,4 ha ogrodem . I jeszcze 2,5 godz dziennie dojazdu do i z pracy zamiast 15 minut. I to wszystko przez kobietę. "Ah te baby, tęgi chłop co lekko w ręku łamie sztaby,
    względem baby jest tak, jak dziecko", śpiewał Eugeniusz Bodo. I to jest jedyne usprawiedliwienie. W dodatku sztab też nie łamię. Pozdro, JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są i dobre strony. Jakie?
      Parapetówka
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. A ja mam takie dziwne odczucia w związku z tym telefonem i tłumaczeniem. Nie czuję się przekonana. W takich przypadkach moje zaufanie zostaje poważnie nadszarpnięte i ciężko je odbudować. Może ta prapetówka coś Ci więcej dopowie. Jeżeli w ogóle Ci na tym zależy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie skreślam tak szybko ludzi.
      Te kontakt w telefonie to było myślenie życzeniowe
      Pozdrawiam

      Usuń
  9. Udatną całość zakończyły wesołe tany.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dobrze schłodzona wódeczka
      Pozdrawiam

      Usuń