poniedziałek, 13 lutego 2012

Wiadomości z frontu walki

-Mogę teraz sporo zyskać na czasie – powiedziałem do żony, pokazując jej równocześnie jak dopasowane do tej pory jeansy zeszły mi z bioder, bez konieczności rozpinania guzika, o zamku błyskawicznym nawet nie wspominając.
W zasadzie nie wiem po co mi teraz ta umiejętność. To tak jak garb jako magazyn wody dla wielbłąda, który od dziecka mieszka w zoo.
A może? Kiedyś.
Czasem są to umiejętności zawodowe. Jak w tym dowcipie gdzie Jeden z dyrektorów chwali się drugiemu, że ma nową sekretarkę.
- Jak się ubiera? - pyta drugi
- Bardzo szybko – odpowiada dumny manager.
Póki co, doceniam zalety paska do spodni. Pomyśleć, że w młodości miałem mu za złe, bo zostawiał czerwone ślady na tyłku.
Nie, nie pochodzę z patologicznej rodziny. Ot po prostu takie były wtedy metody wychowawcze.
Pamiętam jak w pierwszej klasie ogólniaka bezpośrednio przez zebraniem rodziców, ktoś z moich kolegów wysmarował na czarnej tablicy takie oto hasło:
Wychowanie to trudna sprawa. Bić czy nie bić?
Zrobiła się z tego oczywiście afera, jak zresztą zawsze z byle powodu. A to że potargano na ścierki do tablicy czerwoną szturmówkę, a to że ktoś strzelił z biustonosza koleżanki.
W końcu, że próbujemy mówić głośniej na tematy o których wzorem Dulskiej mówiło się tylko we własnym domu.
Stąd może ten nowy, lansujący się na otwartość ustrój bywał dla młodzieży atrakcyjny. Dochodziło do flirtów i zauroczenia. I jak w małżeństwie prawda wychodziła na jaw, dopiero jakiś czas po nocy poślubnej.
Wtedy też okazywało się, że ta atrakcyjna młoda panna jest jeszcze bardziej pruderyjna niż ksiądz proboszcz z pobliskiej parafii, tylko tamta pruderia jest nieco inaczej ukierunkowana.
A miało być o luźnych spodniach. To wszystko za sprawą odchudzanie. Towarzyszy mi takie rozkojarzenie myśli i trudności w koncentracji.
Wszystkie w zasadzie myśli kierują się wokół jedzenia, a każdy czytany w internecie przepis fantastyczny, a produkt z pewnością wyjątkowo smaczny.
Minęło mi już, że od wieczornego zamknięcia oczu zaczynałem planować swoje śniadanie. Teraz nachodzą mnie tak zwane nieodparte smaki i niczym kobieta w ciąży im ulegam. Nie są to jednak wydmuszki w stylu kawał tortu, a zaraz potem solony śledź. To surówka lub zwykła surowa kiszona kapusta. Organizm domaga się witaminy C.
Ponieważ wierzę w mądrość mojego organizmu, spożywam tę kapustę pełną ostrego, kwaśnego soku, a nawet cytrynę obraną ze skóry i pokrojoną na plasterki. Kwaśne i ostre.
Swoją drogą wyostrzyły mi się zmysły i odnajduję słodycz w produktach, których do tej pory o to nie posądzałem.
Nic nie jest za to dla mnie zbyt ostre i zbyt mocne.
Do codziennej porcji kawy dorzucam jeszcze pół łyżeczki, ponieważ ta poprzednio preferowana wydaje mi się zbyt słaba. Wczoraj na mały plasterek szynki położyłem dwie łyżeczki chrzanu ze słoiczka z napisem „ostry” i pochłonąłem z przyjemnością.
Chili i surowy imbir stały się królami przypraw.
Do czego to prowadzi?
Moja żona uważa, że do absurdu.
Ostatnio próbowała mnie namówić do zjedzenia „chudego”, jak to nazwała żurku na kiełbasie.
Walczyć więc muszę nie tylko z własną słabością ale i z troskliwością małżonki
- A co ty zrobisz w tłusty czwartek? - spytała
Mam czas do północy w środę, aby to przemyśleć
Póki co moja walka z wagą własną przy pomocy tej łazienkowej zamyka się cyfrą minus osiem
Kiedy kończysz ?
Jak mój indeks BMI pokaże mi wynik – waga normalna.
A do tego moi kochani brakuje mi tyko sześćdziesiąt dkg.
Jest to w zasięgu ręki i jest o co walczyć.
Nawet kosztem lukrowego pączka z cukierni obok marketu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz