czwartek, 16 lutego 2012

Terapeutyczna stylizacja

Zarosłem jak przysłowiowy cap. Nie wiem skąd to porównanie do samca kozy, ale słyszę je od dziecka, a więc z pewnością ma długi rodowód.
Powiedzenie to, jak niewiele mu podobnych, wolne jest od rasistowskich sentymentów.
Bo przecież mówimy, że
Ktoś biega się jak żyd po pustym sklepie
Wybrzydza przy posiłku jak husyt.
Ktoś tam ma gębę jak ruski czołg.
Tylko Polak- mesjasz narodów, bez skazy i zmazy (nocnej nie wyłączając)
Wracając do capa, a nawet dalej, to znaczy wracając do mnie.
Skłonność do planowania życia spowodowała, że na lodówce od kilku tygodni wisiała kartka z terminem. Piętnasty luty godzina dziewiętnasta trzydzieści. Wyjście wspólne, damsko-męskie, bo i salon dwupłciowy. Tak jak już kiedyś wspominałem uczęszcza tam cała moja rodzina. A że przez lata uczęszczania wytworzyła nam się z właścicielką taka jakaś więź, chłopaki ciągną tam ze sobą swoje nowe dziewczyny, prezentując je Pani Madzi. Z nami Magda dzieli się potem wrażeniami z oglądu.
Jest okazja aby w ten pośredni sposób podrzucić jakieś treści, które nie są akceptowane z rodzicielskich ust. Zasada obowiązuje w dwie strony.
Wyszło na to, że powoli ale na tyle szybko, że zdążyłem tego zaplanować salon fryzjerski stał się gabinetem terapeutycznym.
Tutaj też, od progu spotkałem się z komplementem dotyczącym mojej wagi.
- Antoni schudłeś i wyglądasz świetnie
Wykazując odrobinę próżności przejrzałem się w wiszącym na ścianie, wielkim lustrze.
- No, to prawda. Widzę teraz wyraźnie, że schudłem.
Bo to jest bardzo dobre lustro powiedziała Magda. Kiedy mam chandrę, staję przed nim i spoglądam na siebie. Zaraz mija.
-To trzeba było od razu mówić, że to lustro wyszczuplające. Czerpałem radość z fałszywego wizerunku.
- Ponoć sklepowe lustra wyszczuplają, to motywuje do zakupu.
Czując się całkiem swobodnie u swojej Pani Madzi, zasiadłem w fotelu i nim fryzjerka zdążyła zacisnąć wokół szyi pelerynkę, opowiedziałem branżowy dowcip.
- Ty jak już przyłożysz, to muszę uważać, żeby nie przyciąć komuś ucha.
- Ostatnio podobało się nawet Paniom z Mszany Dolnej – przypomniałem poprzednią wizytę z moim „artystycznym występem”, wobec czterech czekających w kolejce pań.
- Ma Pan coś do Mszany Dolnej? - spytał nagle i niespodziewanie pan, siedzący dotąd spokojnie w kącie i zagłębiony jak mi się wydawało w sesji zdjęciowej jakiejś modelki w Vivie czy Gali.
- Nic z wyjątkiem dużego sentymentu – starałem się wyprostować dwuznaczność wypowiedzi.
- A to dlaczegóż - drążył temat, nie dowierzając w szczerość mojej wypowiedzi.
- Moi dziadkowie pochodzą z drugiej strony tej góry, która zwie się Lubogoszcz.
Znajomość topografii uspokoiła człowieka, a ja uzmysłowiłem sobie, że mogę ja chodzić rodzinnie do fryzjera, mogą i inni.
- Te cztery panie, to żona siostra i dwie córki Piotra – wytłumaczyła fryzjerka.
Tę część zamknąłem jakimś góralskim dowcipem.
Gdybyś tak kochanie – tu zwróciłem się do mojej żony - powtarzała mi dwa razy dziennie, że świetnie wyglądam, czułbym się bardzo dobrze.
- Czy ja Ci tego nie mówię ?
- Nie dodaj tylko na końcu pochwał tego małego pytania – ciekawa jestem dla kogo?
-To taka nasza damska kokieteria – uspokoiła sytuację Magda
-Po co kusić licho – spytałem nie rozumiejąc motywacji – A jak mi tak przyjdzie ochota sprawdzić „na mieście” czy to prawda?
- Jak Cię znam Antoni to Ci nie przyjdzie taka ochota – włączyła się Magda z nowym komplementem
-Magda. Ty to z tych komplementów miałaś chyba piątkę w szkole, nie?
Zwracając się zaś do żony, poprosiłem - Nie kuś losu kochanie.
- Madziu zapisz mojego męża na następny termin za tydzień, a potem za następny. W ramach terapii powiesz mu, że świetnie wygląda.
- Kochanie! Zważ na to, że pomimo dobrych relacji łączących nas z tym salonem damsko-męskim Madzia, też kwalifikuje się do kategorii „na mieście”. A zwłaszcza Ona. Spójrz jak świetnie wygląda.
- Ty Antoni jesteś jak zawsze miły -powiedziana zmieszana komplementem Magda – Ty też miałeś z tego w szkole dobra ocenę.
- Masz rację Kochanie. Madziu za pięć tygodni i razem ze mną.
Nie mogę zaprzeczyć, oprócz niższej wagi, zaimponowała mi trochę ta odrobina zazdrości, którą zresztą sam celowo podsyciłem.
- Nie dalej niż wczoraj powiedziałem, że Cię kocham i nie musiałaś na to wyznanie czekać całego roku. Nie jest to więc kokieteria – zakończyłem jak mi się wydaje to przekomarzanie. Chociaż znając kobiety, nie mogę być pewien, że za kilka tygodni, miesięcy czy lat, ta sprawa nie wróci z siłą wodospadu. To takie niebezpieczne zabawy. I niech nikt nie mówi – moja żona jest inna. W tym kobiety są do siebie podobne.
Odrobina żelu postawiła mi włosy.
Wyglądam tak, jakbym zobaczył coś co mnie zadziwiło. A w końcu trochę już widziałem.
Żona zajęła miejsce przez dużym, podświetlonym lustrem, ze szklaną półeczką ozdobioną co najmniej tuzinem żółto-czerwonych tulipanów.
Potem już tylko pozostało mi przeglądanie magazynów, ponieważ leżącymi w koszyczku krówkami i mieszanką krakowska wzgardziłem. Czyżbym już całkiem odzwyczaił się od cukru?
Potem odwrót. Winda (dzięki bogu) działała. Korytarz i śliskie, wypolerowane betonowe schody przed budynkiem. Walczyłem na nich o życie moje i małżonki. Wiatr i śnieg tworzący zaspy, próbowały nam we wsyzstkim przeszkadzać.
Na koniec teleskopowe siłowniki klapy bagażnika, które odmówiły posłuszeństwa w trakcie tych dużych mrozów. Zapomniałem o nich zupełnie, ale zaraz przypomniały mi o sobie. W trakcie wkładania wózka do bagażnika, klapa z impetem spadła mi na plecy przyginając do ziemi.
Zakląłem soczyście. Pomogło
Tylko urażona ciężkimi słowami żona, udawała zagniewaną.
Pozwoliłem jej na chwilę boczenia się na mnie ale później rozśmieszyłem i powietrze uszło.
Na zewnątrz szalała zamieć, a nam w tym cichym wnętrzu samochodu było dobrze. Strumień ciepłego powietrza owiewał nas dookoła. Ściszone radio mruczało jakąś melodyjkę w stylów chili.
A my?
My piękni, szczupli, nie tacy starzy. Z nowymi fryzurami moglibyśmy jechać tak hen, aż do Wiednia czy Paryża.
W takich chwilach przypomina mi się powiedzenie mojego przyjaciela, który od kilku lat jest już niestety tylko moim znajomym
- Ech tylko konia i w step. Tylko ta benzyna taka droga.
Nie pomny kosztów wybrałem drogę dookoła osiedla. A co tam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz