środa, 1 czerwca 2016

Przyjęcia i wydania. Teksty i konteksty

Ładny widok ze szpitalnego okna ma teraz żona. Nosal dumnie pręży się, skąpany soczystą zielenią.
- Wspaniałości – powiedziałem cmokając do żony i już miałem dodać, że dla takich widoków to sam dałbym się w szpitalu zamknąć. Nie dodałem tego jednak, szybko gryząc się w język.
Tak się złożyło, że życzenia w tym stylu lubią mi się sprawdzać.
- Tfu, tfu, tfu, nic nie mówiłem.
Swoją drogą, czy to byłby wielki cud gdyby tak spełniły się inne marzenia, o posiadaniu, przebywaniu czy zdrowiu.
- Ty byś chciał Antoni wszystkiego a niestety możesz dostać tylko kawałek czegoś. Z tym kawałkiem to i tak jesteś uprzywilejowany.
No niby słusznie, bo co by było gdybym tak trafił dwa razy szóstkę pod rząd? Tam dwa razy, raz by zupełnie wystarczył.
Płacz i zgrzytanie zębów. Powiedziane bowiem jest, że prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne niż bogacz dostanie się do królestwa bożego.
- Ty miej satysfakcję z tego co masz.
No mam ale mam też świadomość, że satysfakcja to pojęcie na użytek niemajętnych.
Dość tych rozważań.
Wziąłem dzień wolnego. To wyjątkowa rzecz bo bardzo rzadko mi się zdarza.
Wyjechaliśmy o szóstej rano i już po ósmej byliśmy na miejscu. Procedury przyjmowania trwały jakąś chwilę, no może dwie chwile i żona dostała przydziałowe łóżko.
Ponieważ od tego momentu nic już ode mnie nie zależało, opłaciłem parking ( limit wolnych miejsc dla niepełnosprawnych na parkingu przed szpitalem został wyczerpany już przed ósmą rano) i skierowałem się w drogę powrotną. Czekając kilka zmian świateł na przejazd przez most w Czarnym Dunajcu, jeszcze raz oceniłem pomysł Zakopanego na to by organizować tu Igrzyska Olimpijskie. Tam gdzie „moje” jest najważniejsze, nie da się zorganizować nic co byłoby z pożytkiem dla dobra naszego. Przykład „zakopianki” od lat tylko tę teorię potwierdza.
Wróciłem do domu i korzystając z „młodej” jeszcze godziny wybrałem się busem do Wieliczki, w celu odebrania motocykla z serwisu po 3000 km.
Tak, to już od końca lipca ubiegłego roku nakręciłem ponad trzy tysiaki, kręcąc się praktycznie wyłącznie po okolicy.
Ostatnio na blogu dostałem propozycję dłuższej trasy, do którego to pomysłu powoli się przymierzam. Jak to jednak u mnie, niczego nie mogę z dużym wyprzedzeniem zaplanować.
Dzień wcześniej odstawiłem sprzęt, aby na zimno wyregulowali mi zawory i bez pośpiechu przejrzeli poszczególne elementy.
- No i jak się panu jeździ ? - Spytał miły sprzedawca i szef serwisu zarazem.
- Wspaniale, ponieważ zawsze mam w głowie to amerykańskie powiedzenie „ Nigdy nie oczekuj po towarze więcej niż za niego zapłaciłeś”. I ja nie oczekuję.
- To bardzo mądre podejście do życia – pochwalił mnie sprzedawca tanich motocykli, którego coraz bardziej lubię.
Odkryłem komunikację busową do mojej wsi. Szalony i przeszklony mercedes, przerobiony z blaszaka, za jedyne cztery złote dowiózł mnie do celu bezpiecznie choć tego ostatniego nieco się obawiałem.
Ten sam bus, następnego dnia dostarczył mnie z powrotem do centrum Wieliczki.
Wysiadłem bez pośpiechu i spacerkiem skierowałem się na znaną mi już ulicę . Mijałem kopalnię Soli, Muzeum Żup Solnych, stragany pełne soli i parkingi pełne autobusów.
Przeszedłem obok pomnika Jana Pawła II, ale przy takim upomnikowieniu naszego kraju, nie jest to jakiś szczególny wyczyn.
Przeczytałem wklejkę (albo nalepkę jak kto woli) o treści


No tak. Kto nie chciałby by było nam jak w Niebie.
I tu czas na tytułowy kontekst. Szersza perspektywa ukazuje miejsce gdzie modlitewną wklejkę umieszczono.


Niech każdy dorobi sobie do tego swój komentarz.
Niebo grzmiało, coraz bardziej i nie wiem czy w związku z wklejką, czy tylko z powodu różnicy potencjałów tam na górze.
Posiadając wewnętrzny potencjał przyspieszyłem nieco kroku, sądząc w swej dziecięcej naiwności, że uda mi się odebrać motocykl z serwisu i na sucho wrócić do domu.
Udało mi się tylko zapłacić za serwis, wymienić grzeczności i udać się do samego warsztatu.
Dwa solidne grzmoty rozerwały ciężkie ołowiane chmury. Lunęło tak intensywnie, że w moich kategoriach deszczu mieni się to oberwaniem chmury. Nawierzchnia jezdni w jednej chwili pokryła się wodą do wysokości krawężników. Przystanąłem wśród naprawianego sprzętu, czekając na poprawę pogody. Nic tego jednak nie zapowiadało.
Po ponad dwudziestu minutach zelżało na tyle, że wciskając na głowę kask, powiedziałem do serwismanów
- Jak to mówił mój były Dyrektor : Dobry ser dobra i serwatka.
Co jest o tyle bardziej adekwatne do sytuacji niż gumpowskie – życie jest jak pudełko czekoladek …., bo o produkcie ubocznym produkcji sera wie się już na etapie dojenia krowy.
Wiedziałem, że czasem słońce, czasem deszcz już przy kupnie. Przekonywałem się jednak teraz, że przez mokry T-shirt wcale tak mocno nie wieje, a padający deszcz tylko nieznacznie obniżył temperaturę otoczenia.
Po powrocie do domu, całe moje ubranie wylądowało w pralce. Z wyjątkiem może butów, które poszły do bezpośredniego suszenia.
- I jak było ? - spytała teściowa która w związku z nieobecnością żony w domu, przejęła kontrolę nad żywym inwentarzem.
- Fajnie było choć tak trochę inaczej.
- I co mówili w serwisie?
- Ma pan bardzo zadbany motocykl.
- No widzisz - podsumowała – a ty tak wahałeś się z jego kupnem.
I to o motocyklach mówi kobieta co w przyszłym roku skończy osiemdziesiątkę.
Potem już tylko przyszło obejrzeć jakie szkody poczynił grad. Nad naszą wsią oprócz deszczu, dosypało jeszcze dodatkowo białymi lodowymi kulkami.
Róży, mojej dumie, nie bardzo to zaszkodziło




28 komentarzy:

  1. szkoda, że nie zrobiłeś sobie zdjęcia "na mokro"na tym motocyklu, może byłbyś MISTRZEM MOKREGO PODKOSZULKA ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to samo przyszło mi na myśl;D:D

      Usuń
    2. Najmniej o zdjęciu myślałem. Gapa, może dlatego nie ma konta na Istagramie
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Serdeczności dla żony, pamiętam szczególnie;D

    OdpowiedzUsuń
  3. A propos powiedzonek adekwatnych do sytuacji, to mój były szef mawiał w trudnych sytuacjach "nie zawsze może być kawior".
    Oraz róża przecudnej urody!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No spójrz, są mądrości szefów a my stale myślimy - Te głupole
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Ten był nietypowym szefem;-)))

      Usuń
  4. Ulotka typowa dla Polski: żeby ktoś dał, bo samemu zakasać się rękawów nikomu nie chce. A najmniej chce się tym najgorliwszym krzykaczom.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co prawda,to prawda
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. O tym samym pomyślałem. Na stare lata staję się strasznym pesymistą...

      Usuń
    3. Z wiekiem już jesteś pewien że wyżej dupy.... i tak dalej.
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Uwielbiam róże. Twoja Róża (przez duże R) jest (sorki) ZAJEBISTA. Przede wszystkim pełna a nie z widocznymi środkami. Od kilku lat wymieniam krzaki i jakoś nie mogę trafić na ładną. A jak już się uda pełna to umarznie w zimie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na swoje ( 2 sztuki ) patrzę z troską bo gdzieś tam na jednej odbarwiają się liście.
      Będę pryskał
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Mianuję Cię Wielkim Różowym! Od róży, oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze że od róży bo w różu mi nie do twarzy
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Piękny dzień, a ile wrażeń?
    Zastanowila mnie ta naklejka. Dziwne to miejsce, ale skoro jest przyklejona to nie zsunie się o piętro niżej. Wszyscy przechodnie zobaczą i nie tylko oni zresztą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś miał w tym jakąś myśl. Tak chcę wierzyć
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. Czyli tylko shaker podstawić, a ktoś na górze nasypie Ci lodu! No, szacun! Skoro do tego barmana lud mawia "Panie", to jak zwracać się do Ciebie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do mnie? Oczywiście po imieniu
      Pozdrawiam

      Usuń
  9. Kobieta w okolicach 80, nie zrzędząca z powodu motorowania się, to prawdziwy skarb :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze mówię że to dobra kobieta.Czasem jednak dopiszę coś złośliwego
      Pozdrrawiam

      Usuń
  10. Ten od napisu na naklejce wie jak wygląda królestwo Jego. :))
    Róże padły nam tego roku, trochę odbiły i dostały nowe miejsce, pnąca cudnej urody hołubiona daje radę. :)
    Zdrowia dla żony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, róże są delikatne. Moją też zbiera więc walka trwa
      Pozdrawiam

      Usuń
  11. A mnie ostatnia, łagodna zima umroziła cudną morelową pnącą różę.
    Mówią, że nie ważne co, ważne gdzie. A drudzy odwrotnie. Tak czy siak dupa z tyłu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiało być jakieś większe miejscowe ochłodzenie.
      A dupa to prawda zawsze z tyłu
      Pozdrawiam

      Usuń
  12. U nas gradem nie posypało, ale przeszły deszcze i nawałnice. Poza tym dni bardzo gorące, za to noce znów chłodnawe. Doszło do tego, że znów zamykam okna, bo nie wiem, na ile zejdzie temperatura a zaziębić się nie mam ochoty.
    Chodzi mi po głowie, że kiedyś może pojeżdżę na motocyklu, ale jeszcze nie wiem, czy sama czy jako pasażer. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Skoro podpisano wszechpolska, to każde miejsce na "modlitwę" dobre...Ja mam także różę, która po dwóch latach kwitnienia na żółto teraz kwitnie na różowo, ale przy Twoich ta moja, to jakiś mały pikuś:) Pani Pikuś! Pozdrawiam, Hanula

    OdpowiedzUsuń