piątek, 1 kwietnia 2016

Kilka słów o własnym wdzięku w oparciu o słowa znanej piosenki

Żonusia, żonusia wybrała się do wód
Mężusia, mężusia ogródków mami cud
Więc żywo, więc żywo, krew kipi w nim i gra
Wyrusza na piwko, no i et cetera

Słomiany wdowiec
Ile wdzięku ma ten stan
Słomiany wdowiec
Ach to wesolutki pan

Moją obecną sytuację można by rzeczywiście określić jednym zdaniem Słomiany Wdowiec.
I są w mojej sytuacji pewne analogie do tekstu Juliana Tuwima który najbardziej utrwalił się w mojej pamięci za sprawą piosenki w wykonaniu Ludwika Sempolińskiego.
Zraz też z pojawiły się różnice, bo nie mami mnie ogródków cud, a jeden cudowny ogródek któremu poświęcam cały wolny czas.
Obrączka w kieszonce albo jeszcze lepiej w szafce, w moim pokoju, żeby nie ześlizgnęła się w czasie prac z glebogryzarką. Ta to dopiero potrafi coś ukryć pod ziemią. Wtedy dopiero trudno byłoby się żonie wytłumaczyć.
Kufelek a i owszem ale po całym roboczym dniu, kiedy liczę kości i zastanawiam się czy dam rady podnieść się ze swojego fotela.
W zasadzie to jem też po kawalersku, czyli na zimno. Tyle zostało zapasów po świętach, że aż szkoda gotować. Zresztą komu by się chciało?
Teściowej.
Zgoda, ale jej zabroniłem. To jedyna i niepowtarzalna okazja by zrzucić coś z wagi zanim ogród ze mnie wyciągnie resztę.
Tak więc w drugi dzień świąt sanatorium w Busku Zdroju powitało moją żonę na trzytygodniowych wywczasach z zabiegami leczniczymi. Masaże, okłady i siarkowe kąpiele po których nic nie pachnie już tak jak pachniało kiedyś. Do tego codzienne raporty.
Dlaczego raporty?
Bo w naszej wsi dość kiepsko działa sieć telefoniczna, w sanatorium niestety nie jest lepiej.
Przy ciągłym połykaniu końcówek i całych wyrazów, trudno mówić o rzeczach mało praktycznych.
- Kocham Cię
- A ja nie szlocham, nie pierwszy raz jestem w sanatorium. A dlaczego tobie źle?
- A ja o kochaniu
- Tak i ja też o szlochaniu.
No i gadaj do woli, w takich razach już nie tylko wiarę można stracić ale i cierpliwość. Wiarę w technikę a cierpliwość do żony.
Nie ma co kusić losu więc i nie kuszę.
We wtorek po pracy przejechałem glebogryzarką cały warzywniak a przy okazji ogródek sąsiadów. On mi za to już wcześniej wędzili boczek na święta. Co to znaczy potęga sąsiedzkiej współpracy.
U siebie wytyczyłem ścieżki i podzieliłem grządki. Równiutko i od sznurka.
W środę jeździłem wertykulatorem po trawniku a że działa trochę jak kosiarka, zebrała się cała kupa zeschłej, ubiegłorocznej trawy pomieszanej z zielonymi odrostami. Jak po koszeniu.
Wczoraj czyli we czwartek nawoziłem, trenując rozrzut granulek. Podpatrzyłem to na starych filmach gdzie siew wiosenny Boryny był na pierwszym miejscu. Z każdym rokiem ten wyrzut od siebie idzie mi sprawniej. Poza tym uzupełniłem korę wokół tuj, zasypałem dziury które suka wygrzebała w ziemi i obsadziłem je nową trawą. Ciekam jestem na jak długo.
Mógłbym kupić taki mikro siewnik, ale sam pomysł wywołał uśmiech politowania na mojej twarzy.
Dzisiaj miałem docinać krzaki i podwiązać pnąca różę kropi jednak więc z roboty mogą wyjśc nici i tylko powrót motocyklem w tym deszczu będzie ciekawy.
Kiedy wczoraj wieczorem zasiadłem do tego wspomnianego w piosence piwka, powiedziałem do teściowej która jak może, wokół domu ćwiczy niedawno złamaną rękę.
- Jak tak patrzę wokół to mamy całkiem zadbane odejście.
Teściowa łyknęła ten mikro komplement niczym młody pelikan kawałek chleba.
No niech ktoś nie powie, że nie zauważyłem jej wysiłku. Wystosowałem też kolejny apel by jednak i pomimo wszystko oszczędzała rękę.

Wypiję kufelek
A może nawet dwa
A potem sznycelek
No i et cetera

Nie będę oszukiwał, że w najbliższą sobotę ma się trochę dziać
Jasiek z mojej byłej gorczańskiej wsi obchodzi sześćdziesiątkę. No jak tu nie uczestniczyć?
Jak nie podnieść szklanicy i nie odśpiewać po góralsku :
„Pierdzi koza pierdzi Z dupy jej się kurzy
Hej niech nam ten nasz Jasiek żyje jak najdłużej”
A wszystko w myśl słów z innej ludowej pieśni
Muzyko góralska góralska muzyko
cały świat przeszedłem nie ma takiej nikaj
Pozostajemy w życzliwej pamięci naszych byłych sąsiadów
A na tle relacji z naszymi następcami to dodatkowo rosną nam jeszcze anielskie skrzydła.
Tak to przynajmniej odbieram ze strzępów rozmów.
Aktualnym pozostanie pytanie, jak przejść obok spalonej chałupy która przez dwadzieścia lat kawałek po kawałku gładziłem własnymi rękami?
Jak przejść obojętnie obok agonii spełnionych marzeń?
Chyba pierwszego drinka wypiję już przed wjazdem w osiedle.
Młody jest chętny by towarzyszyć ojcu w góralskiej eskapadzie i to jako kierowca.
Jak dobrze pójdzie to za dwa lata ja będę oczekiwał podobnych niespodzianek
Lata lecą.

22 komentarze:

  1. Wertykulator - wydawało mi się, że już kiedyś o tym urządzeniu też pisałem. A jednak pamięć mnie zawiodła. Po sprawdzeniu okazało się, że przed dziewięciu laty napisałem popularno-naukowy tekst o wertykulacjometrze. A to jednak coś zupełnie innego, choć obawiam się, że problem może niedługo powrócić.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja maszyna jest zdecydowanie łatwiejsza w obsłudze. Co do reszty to podzielam Twoje obawy
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. to będzie się działo na góralskich urodzinach, oj! Wytrzymałości życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Antoni, nie wierzę w ani jedno słowo:)) Dziś Prima Aprilis!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łąka jest nieco innego zdania
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Podziwiam zaangażowanie ogródkowe. To jednak świetny sposób na wiosnę. Ja dziś odreagowuję mój pożar.
    pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I Z pewnością był to czas mile spędzony
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Może i z Ciebie słomiany, ale pod opieką teściowej, więc się tak nie ciesz;-)))
    Oraz zazdroszczę zapału ogrodniczego. Ja tej roboty nienawidzę. Za to efekt, szczególnie wiosennych porządków, jak najbardziej lubię. W nowym miejscu, przynajmniej nie mam wyrzutów sumienia, bo tu pole i łąka dzika i w tym sezonie jeszcze na pewno nic się w tym temacie nie zmieni. No chyba, że "szósteczkę" trafię :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W byciu słomianym wdowcem mam już spore doświadczenie
      POzdrawiam

      Usuń
  6. Jak dobrze poczytać o normalnym, "kawalerskim" życiu:):)Skrzydła? W kolorze jakim?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolor ? No anielski. W końcu to Wy kobiety znacie się na kolorach
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Kiedy przeczytalam tytul myslalam ze ta znana piosenka to "Swiety Antoni, Swiety Antoni serce zgubilam pod miedza" ale i tak z przyjemnoscia przeczytalam Twoj post. Teresa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogłem tego cytować bo sam jestem Antoni
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. Podziwiam zapał i chęć do pracy, kiedy jeszcze dość chłodno. A już zapewne pracować z wdziękiem to dopiero sztuka.
    Poprosimy o relację z udanej imprezy. Także wdzięku dodać.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Relacja będzie jak wszystko sobie przypomnę
      Pozdrawiam

      Usuń
  9. Dla samotnych panów opracowano:
    PRZEPIS NA SZARLOTKĘ

    (Tylko Dla Mężczyzn)

    1' Z lodówki weź 10 jajek - połóż na stole ocalałe 7, wytrzyj podłogę, następnym razem uważaj!
    2' Weź sporą miskę i wbij jajka rozbijając je o brzeg naczynia.
    3' Wytrzyj podłogę, następnym razem bardziej uważaj! W naczyniu mamy 5 żółtek.
    4' Weź mikser i wstaw do niego skrzydełka i zacznij ubijać jajka.
    5' Wstaw od nowa skrzydełka do miksera, tym razem do oporu. Zacznij ubijać.
    6' Umyj twarz, ręce i plecy. W naczyniu pozostały 2 żółtka, a dokładnie tyle potrzeba na szarlotkę.
    7' Oklej ściany i sufit kuchni gazetami, meble pokryj folią, będziemy dodawać mąkę.
    8' Nasyp 20 dkg mąki do szklanki, pozostałe 80 dkg zbierz z powrotem do torebki.
    9' Sprawdź czy ściany i sufit są oklejone szczelnie, przystąp do miksowania.
    10' Weź szybciutko prysznic!
    11' Weź 4 jabłka i ostry nóż.
    12' Idź do apteki po jodynę, plaster i bandaże. Po powrocie zacznij obierać jabłka. Przemyj jodyną kciuk!
    13' Potnij jabłka w kostkę pamiętając, że potrzebujemy 2 jabłek, więc nie wolno zjeść więcej niż połowę! Przemyj jodyną palec wskazujący i środkowy.
    14' Jedyne pozostałe jabłko pocięte w kostkę wrzuć do naczynia z ciastem, pozbieraj z podłogi pozostałe kawałki i przemyj wodą.
    15' Wymieszaj wszystkie składniki w naczyniu mikserem, umyj lodówkę bo jak zaschnie to nie domyjesz!
    16' Przelej ciasto do foremki, wstaw do piekarnika.
    17' Po godzinie, jeśli nie widać żadnych zmian włącz piekarnik.
    18' Po przebudzeniu nie dzwoń po straż pożarną! Po prostu otwórz okno i piekarnik.
    19` Po tych traumatycznych przeżyciach pozostaje tylko schłodzona żubrówka.

    Może się przyda?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po przeczytaniu tekstu realizację zacząłem od punktu 19
      Pozdrawiam

      Usuń
  10. Wyrzut sumienia z Waści... Względem mego ogrodu i mego doń stosunku ma się rozumieć...:)
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech Cię nie gryzie sumienie, Ty po prostu postawiłeś na modną w tym sezonie naturalność.
      Pozdrawiam

      Usuń
  11. A ja nadal nie wiem, czy to żart primaaprilisowy? Ale przecież nie żartuje się z wolności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko co powyżej napisałem to prawda

      Usuń