wtorek, 26 kwietnia 2016

Parasol

Tak dokładnie to nie wiem jaka to była formacja. Faktem jest to, że mundur pasował jak trzeba. Bluza panterka, spodnie w taki sam wzór i wszystko jasne jak jasne były buty wojskowe. Zdziwiłem się nawet że znaleźli tak mały rozmiar na mnie. Kawa z mlekiem to kolory południa. Zdecydowanie dalej niż południowa Europa.
- Co ja tu kurde robię ?
Rozejrzałem się nerwowo dokoła dopinając równocześnie szeroki, parciany pas wokół bioder.
Tak prawdę powiedziawszy to wybierałem się na jakąś konferencję do Irlandii, a może nawet do samej Anglii. Szczegóły jakoś mi się rozmyły. Pamiętam tylko, że sprawdziłem pogodę panująca na wyspach brytyjskich i postanowiłem zabrać ze sobą parasol.
- Jaki parasol? - Zadałem sobie pytanie i równie szybko na nie odpowiedziałem. Jak to jaki? Duży, solidny i czarny. Angielski jednym słowem. Drugim słowem, jedyny jaki posiadam.
Nie zmieścił się do walizy a więc wcisnąłem go za pasek spinający bagaż.
Z tym parasolem to tak jakby wybrać się do Francji w berecie. Te błędne jak się okazało wyobrażenia o Francji porzuciłem po pierwszej wizycie.
Ponieważ nie byłem dotychczas na Wyspach, przeciętnego anglika postrzegałem jako gentlemana w meloniku na głowie i z dużym czarnym parasolem w ręce.
- Jeszcze sobie narobisz problemów z tym parasolem – powiedziała żona oglądając bagaż
- Gdzie?
- Choćby w samolocie.
Kto by jednak słuchał żony w chwili podenerwowania przedwyjazdowego.
O dziwo, nie zarejestrowałem żadnym problemów ani na lotnisku ani w samolocie. Po prostu zabrali mój bagaż, pozostawiając mi jedyny kłopot, który polegał na odnalezieniu swojego fotela.
Ponieważ nie gustuje w wyspiarskich przyprawach, pozwoliłem sobie tylko na jedną lub dwie whisky, które sączyłem patrząc przez owalne okienko samolotowe.
Budynki w dole stawały się coraz mniejsze i mniejsze a potem stawały się tak malutkie że zyskały w końcu statut nieistotnych. Na samym końcu chmury przysłoniły mi całkowicie widok na ziemię rodzicielkę.
Może tych szklaneczek było więcej niż trzy? To całkiem niewykluczone, gdyż powtórna rejestracja rzeczywistości zaczęła się dopiero na lotnisku.
Tu dostaliśmy te mundury
- Niczym do paintboola – pomyślałem.
Takie było pierwsze skojarzenie i nie opuściło mnie ono nawet wtedy, gdy po dopasowaniu pasa, ustawialiśmy się w kolejce do broni. Małe automatyczne pistolety, niczym nie przypominające strzelb z kolorowymi kulkami, jeden po drugim znajdowały nowych właścicieli. Rozpoznawałem wśród nich współpasażerów mojego lotu.
Wszystko szło płynnie aż do czasu gdy to ja stanąłem naprzeciw wydającego broń oficera.
- Name ? - spytał z angielska żołnierz
- Relski – odpowiedziałem natychmiast i najwyraźniej jak mogłem. Odniosłem przy okazji wrażenie że chwilowy problem z wyraźną dykcją mam już za sobą.
- Antony? - zadał dodatkowe pytanie
- Yes – powtórnie potwierdziłem swoje dane ciesząć się że ktoś mnie w tym całym bałaganie zna.
Facet pochylił się i spod biurka wyciągnął czarny, długi, angielski rzec by można parasol.
Podał mi go bez słowa i zaraz krzyknął w tłum
- Next !
Spojrzałem na rączkę. Charakterystyczne zarysowania od razu uświadomiły mi, że to mój parasol. Ten sam który zabrałem dla ochrony przed angielska pogodą.
Temperatura panując wokół oraz wspomniane kolory mundurów sugerowały inny niż deszczowy klimat. Poza tym wszyscy trzymali w dłoniach karabiny, co chyba nie przyda się do spacerowania po londyńskim City.
- A Ty co tam chowasz za sobą? – spytał jakiś wysportowany i krótko ostrzyżony młodzieniec.
- Parasol – powiedziałem nad wyraz spokojnie i naturalnie, nawet nie bardzo denerwując się za to „tykanie”
- A na huj ci parasol na pustyni?
- Tajemnica wojskowa – odpowiedziałem szybko i równie szybko zmyśliłem – a może to jest parasol atomowy ?
Chyba zaskoczyłem tym mięśniaka bo odwrócił się bez słowa i z zapamiętaniem kontynuował ładowanie i rozładowanie magazynka.
- Parasol atomowy, też masz Antoni pomysły.
Otworzyłem czaszę i równie szybko ją złożyłem. To było tak jakbym potarzał czynność repetowania broni. W tej samej chwili przypomniał mi się fragment filmu „Indiana Jones i ostatnia krucjata”. W tej to scenie Sean Connery będąc na plaży otwiera i zamyka parasol, powodując wzbicie się całego stada mew które wpadają w śmigła niemieckiego samolotu, powodując jego katastrofę.
Jeszcze raz otworzyłem czaszę i wtedy wpadł mi w oko napis na metce wszytej do środka.
„A. Tom Parasole - wyrób i naprawy”
No proszę z tym atomowym parasolem to wcale nie przesadziłem.
Zaraz, zaraz, wróć. Jaka pustynia? Gdzie my w ogóle się wybieramy?
Łapałem przechodzących za rękawy powtarzając to pytanie.
- Gdzie my jesteśmy?
- Na misji jesteśmy. - odpowiedział ktoś po polsku - Na pokojowej żeby nie było.
- Na pustyni?
- Na pu- sty- ni ! - widocznie poirytowany, wysylabizował mi odpowiedź.
- Zbieramy się do wyjścia! – ktoś wydał komendę i wszyscy zaczęli formować dwuszereg.
Ze stu facetów z małymi automatycznymi karabinkami i jeden z dużym czarnym parasolem.
Otwarły się drzwi wejściowe. Oczom moim ukazał się bezkresny piasek pustyni i niebo tak niebieskie, że mogłoby się stać wzorcem bezchmurnego nieba, przechowywanym w Sevres po Paryżem.
Orientalny obrazek zaburzyła natychmiast seria z karabinu maszynowego.
- Co to ? - krzyknął mój sąsiad.
Zaraz też usłyszał chóralną, nie dającą spokoju odpowiedź :
- AK 47, ulubiona broń naszego wroga. Przy strzelaniu wydaje charakterystyczny dźwięk.
No to jestem w domu. Znam na pamięć ten film – puknąłem się w czoło.
Nie był to jednak film Clinta Eastwooda i nie siedziałem w ciepłych paputach przed telewizorem.
W tym spektaklu przyszło mi uczestniczyć osobiście.
- Ty z tą umbrellą wypierdalaj na koniec - mięśniak wydał komendę którą wykonałem bez sprzeciwu. Wcześniej zdobyłem się nawet na żart do sąsiada
- Nie wiem jak ty, ale ja rzeczywiście wypierdalam.
Tylko najpierw pójdę do kibla. W końcu na pustyni tak trudno o krzaczek za który można wskoczyć.
Podpierając się złożonym parasolem niczym kijkiem nord walking szedłem za strzałkami. Mijałem korytarze, schody. Przechodziłem nawet całe klatki schodowe a dwa razy skorzystałem z windy.
Kiedy moja potrzeba stawała się jeszcze bardziej doskwierająca, dotarłem na miejsce.
Jedne drzwi oznaczone wizerunkiem kobiety a drugie również wizerunkiem kobiety tyle że na wózku.
Drzwi z facetem jednak nie było.
Na cholerę mi to całe NATO, ma nie kibla dla faceta z parasolem. Dla informacji dodam że nie ma tez dla faceta bez parasola.
Skąd mi się to NATO wzięło?
Może przez ten szczyt? Na razie uważałem jednak, że ta niekomfortowa sytuacja to już jest szczyt szczytów sam w sobie.
Stałem jak ten idiota, przestępując nerwowo z nogi na nogę. Stałem tam tak samo jak wtedy, kiedy wylądowałem przed toaletą na basenie w Budapeszcie. Na jednych drzwiach napisano NOI a na drugich FERFI. I bądź tu mądry gdzie wejść.
Nie. W Budapeszcie miałem jakiś dylemat, tu nie mam żadnego. Żaden wybór nie jest dobry.
- Gdzieś Ty miał ten męski kibel ? - spytałem sam siebie w kierunku gościa, który pokazał mi pierwszą strzałkę z kierunkiem.
- Miał, miał miał – echo powtarzało wyrwany fragment mojej wypowiedzi.
Jak to miał? Przecież to echo powinno powtarzać „kibel, ..el, ..el, ..el
Echo jakby w dupie miało moje uwagi i z uporem maniaka powtarzało swoje miał, miał, miau, miau. Miauuu..
Otworzyłem oczy, była czwarta trzydzieści. Na biurku obok łóżka siedział kot miaucząc żalośnie. Intensywnie domagał się wyjścia z domu.
Wstałem, uchyliłem drzwi balkonowe przez które kotka natychmiast wymknęła się z domu.
A potem bez trudu odnalazłem te swoje właściwe drzwi. Nie miałem dylematów typu - wejść czy nie wchodzić ? Na drzwiach nie było żadnego symbolu.
- Może nie trzeba było pić tego piwa przed snem – zapytała z troską żona.
- Boże, są chwile kiedy tę troskę mogłaby sobie podarować, albo chociaż ograniczyć.
- Wstałem bo kot chciał wyjść – odpowiedziałem krótko.
Przypomniała mi wtedy wypowiedź mojego byłego przyjaciela z którą natychmiast się zgodziłem
- Całą noc szukałem sobie kibla, a jak się rano obudziłem to dziękowałem bogu, że go nie znalazłem.
Swoją drogą to co ja wieczorem jadłem i oglądałem przy okazji?
- Sen mara, bóg wiara – powtórzyłem by nie zapomnieć starej mądrości ludowej
Kiedy jednak w pracy odbierałem pocztę e-mail, w oko wpadła mi taka oto informacja.

Zainwestuj w swój parasol bezpieczeństwa.
Coś jednak z tym snem jest na rzeczy. A wnioski jakie? Jak to jakie? Najprostsze.
Chyba to już była pora by kupić Prosta... coś tam czyli wyciąg z pestek dyni i palmy sabałowej.
W końcu o parasol czy to atomowy czy bezpieczeństwa dbać należy nie tylko od święta.
Swoja drogą, parasol i prostata to niezła paralela. Z głupimi porównaniami nie miałem jednak nigdy problemu.

26 komentarzy:

  1. Kiedyś mój znajomy tłumaczył czym się przejawia jego problem z prostatą, tzn. pojawiła mu się narośl przypominająca wyglądem kalafior ,który jak wiemy przypomina parasol, ale nie pamiętam, abym Was sobie przedstawiała, zatem skąd mogłeś wiedzieć,żeby Ci się jedno z drugim skojarzył:) to w nawiązaniu do owej paraleli:)Ja bym się nie pokusiła o próbę tłumaczenia swoich snów, Twoich tym bardziej:) Pozdrawiam ,Hanula.
    PS Sny mają to do siebie,że się kiedyś kończą, a rzeczywistość, choćby najbardziej bzdurna, trwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochane są takie opisy własnych dolegliwości, szczególnie przy świątecznym stole
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. W wojsku na pytanie "na chuj" odpowiada się "na chuj to są drzwi do lasu" a "po chuj" można się okopać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałeś coś bardzo ciężkostrawnego zjeść na kolację - sen z wojskiem w tle....

      Usuń
    2. Wojsko kieruje się swoimi prawami i jednostkami miary to dodaje jej ludzkiego wymiaru
      Chyba
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Trzeba przyznać, że parasol jakiś taki falliczny jest. Ale że na pustyni?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak w tym dowcipie o wielkim tenisie na pustyni
      Tenisie dlatego, że gin z butelki był trochę przygłuchy
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. To tylko zbieg okoliczności, lecz ja dziś też pisałam o śnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy śnimy, tylko z pamiętaniem krucho
      POzdrawiam

      Usuń
  5. no i wyśnił - w okolicach Krakowa leje od rana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie to też nie na rękę, ale trawa szaleje z rozkoszy
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Myślę, że to jakieś przystosowanie ewolucyjne. Sen, w którym poszukuje się toalety, wreszcie znajduje i zawsze coś przeszkodzi w skorzystaniu z niego. Mam tak często. Albo wszystkie zajęte, albo nie działa, coś mnie atakuje i zmusza do ucieczki. A jeśli przyśni mi się plener i malownicze drzewko, to dookoła maszeruje właśnie pluton topmodelek - i znów nijak skorzystać.
    Ten cytat, o poszukiwaniu kibla całą noc, pozwolę sobie zapamiętać. To bardzo głęboka myśl.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też od czasu doi czasu robię użytek z tego cytatu ( co widać)
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Ciekawe dlaczego kiedy mam sen erotyczny to też zawsze ktoś przeszkadza w konsumpcji :)) Pozdrawiam JerryW_54

      Usuń
    3. W młodości nikt mi w takich snach nie przeszkadzał. Pamiętasz jak się to kończyło?
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Mam nadzieję, że nie jesteś Kasandrą i nie wieścisz wojny, a że na pustyni, że z parasolem, że brak drzwi z trójkącikiem to Ci się przyśniło tylko dla zmylenia przeciwnika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uspokajam, nie jestem Kasandrą
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. Cześć Antoni, to ta odwieczna skłonność facetów do munduru i spluwy realizuje się czasem w snach, a czasem, ale tylko u tych co w wojsku byli w opowieściach po drugiej flaszce. W twoim przypadku jak to u zatwardziałych pacyfistów bywa, spluwę zastąpił parasol. W końcu też przedmiot służący do obrony, a u aktywistek armii zbawienia nawet do agresji. Pozdrawiam JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak o mnie wojsko zapomniało
      Pozdrawiam

      Usuń
  9. Bardzo treściwe te sny, a co do potrzeby szukania toalety, to dzisiaj czytałem na Fb opowieść o facecie, który zgłosił się do lekarza z problemem moczenia się. Gdy lekarz zapytał o okoliczności to dowiedział się, że biedakowi śnił się krasnal zachęcający do wspólnego sikania.
    Dobrze że to miał pochodziło od kotki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam ciąg dalszy. Facet odbył długą terapie aby być asertywnym i odmówić krasnalowi wspólnego sikania.
      Już w czasie kolejnego snu niezrażony krasnal zaproponował - No tak, jeżeli sikanie nie to może walniemy kupę?
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Tak było, właśnie tak

      Usuń
  10. "- Wstałem bo kot chciał wyjść – odpowiedziałem krótko."-super:)Kumpel też miał rację- dobrze, ze we śnie go nie znalazłeś- WC oczywiście- nie kumpla.
    Parasole to takie dziwne przedmioty, ze potrafią wnieść w zycie niezłe akcenty abstrakcyjne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze że można zwalić na kota
      Pozdrawiam

      Usuń
  11. John Frost, legenda brytyjskich spadochroniarzy (kilka akcji, z których każda filmu wręcz warta, ale najwięcej znany z tego, że był dowódcą jedynego batalionu, który dotarł do mostu w Arnhem i zająwszy jego północnego krańca, bronił go zażarcie przez dni kilka, sukcesu operacji "Market-Garden" przyczynić nie mogąc zbyt szczupłymi siłami, ale i nie dozwalając by Niemcy przerzucili jakichkolwiek jednostek na wsparcie tym, które idący od południa alianci gromili) zwykł był chadzać z parasolem właśnie w czasie walk, twierdząc, że ponieważ nigdy nie pamięta hasła, liczy na to, że dzięki parasolowi, nikt go nie weźmie za Niemca i nie zastrzeli... Zatem, jak widać, parasol nie taki zły nawet na wojnie, choć paskudnie nieporęczny, osobliwie dla spadochroniarza...:)
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jeszcze jedno potwierdzenie zdania że wszystko już było
      Pozdrawiam

      Usuń