czwartek, 23 lipca 2015

Ramoneska

 Chciałam ją mieć od dawna, chyba od czasu gdy po raz pierwszy zobaczyłem Marlona Brando w filmie Dziki. W przaśnej rzeczywistości PRL-u inne były priorytety. Budowaliśmy socjalizm na nic więcej nie było już czasu *
Chciałem też mieć prawo jazdy na motocykl ale przezorny sponsor obstawił mi tylko kategorię B.
- Nie będzie cię kusić – do dziś pamiętam te słowa mojego Ojca
A kusiło to fakt, najpierw był Komar.
Ojciec w chwili słabości ( dziś już nie pamiętam powodu tej słabości) złożył deklarację, że po zakończeniu podstawówki z nudnym piątkowym świadectwem (wtedy nie było jeszcze szóstek), stanę się posiadaczem popularnego Komarka. Z nauką nie miałem problemów tak więc już oczami wyobraźni widziałem siebie sunącego na tym modnym sprzęcie. Romet w modelu nr 3 wprowadził nawet stopki i kopkę zamiast pedałów którymi trzeba było zakręcić dla uruchomienia silnika. Wiedziałem, że moje akcje wzrosną. Mój wzrost strzeliłby do góry a dziewczyny, ech nawet nie chciałem sobie tego wyobrażać.
- Motocykl jako przedłużenie penisa – powie ktoś rozgarnięty i pewnie będzie miał rację.
Wtedy jednak nie znałem jeszcze tego określenia i nie posługiwałem się słowem „penis”.
Świadectwo było nudne a ja otrzymałem Komarka. Niby wszystko było w porządku ale poczułem się oszukany na tej transakcji, bowiem Komar nie był nowy. Ot przepchnęliśmy go między piwnicami, od sąsiadów do nas . Syn sąsiadów wyrósł z niego, albo po .prostu go zajeździł. Myślę że stało się jedno i drugie. Odkurzyłem czerwony bak na napisem Komar oczywiście bez wymarzonej trójki. Zaczął się czas grzebania w maszynie by dała chociaż ślad iskry i notoryczne suszenie świecy, którą zalewał benzyną podły gaźnik. I te pedały.
Laski nie rzuciły się na moje czarne od smaru i śmierdzące benzyną ręce. Kiedy zderzyłem marzenia z rzeczywistością było tak jak porównanie żony po czterdziestu latach małżeństwa z rozkładówką z Playboya.
Tym co się obrażą na takie porównanie powiem, że niepotrzebnie. Jest coś takiego co trzyma nas przy tej samej kobiecie od dwudziestu, trzydziestu czy czterdziestu lat i kredowy papier nawet z najbardziej kolorowym zdjęciem nie jest żadną alternatywą.
Ot marzenie. Jan Nowicki powiedział kiedyś, że marzeń nie należy spełniać bo życie staje się puste
a marzenie okazuje się być zwykłym zrealizowanym planem.
Ja jednak podjąłem kolejne próby.
Kiedy kupiliśmy dom w Gorcach a przez dach nie przeciekała już woda, zauważyłem małe terenowe motocykle które dość sprawnie poruszały się w górskim terenie.
Motocykle typu Trial dla których nie straszne były potoki, błoto skały i skałki.
- Kup sobie taki motocykl – powiedziała żona przełamując moje opory wewnętrzne.
Złamałem się i kupując popełniłem błąd mojego ojca. Ot genetyka.
Kupiłem motocykl w ramach skromnych środków finansowych a nie stanu technicznego i bardzo szybko dowiedziałem się, że dwudziestopięcioletni motocykl użytkowany w ekstremalnych warunkach to tak naprawdę kupa złomu, nawet gdy to jest Honda. 



Honda 250 TLR tak brzmiała jej pełna nazwa. Motocykl mistrzów świata w trialu w latach osiemdziesiątych, Jedyny chyba taki w Polsce, jak się wkrótce miało okazać.
Kiedy przyszło wymienić zawory, jeden ściągnięto mi z Wiednia a drugi z Tokio.
Sprzedałem go gdy ten typ rekreacji stał się zbyt popularny a zmotoryzowani idioci wjechali na szlaki turystyczne i do rezerwatów.
Nie bez znaczenia była tez ekonomia. Mógłbym powiedzieć tak
Kupiłem motocykl w moto komisie. Na części dołożyłem do niego ponad pięćdziesiąt procent kwoty która wydałem przy zakupie. Sprzedałem za połowę kwoty zakupu.
Chyba nie urodziłem się robienia wielkich biznesów – pomyślałem i zdecydowałem, że motocykl pozostanie moim niespełnionym marzeniem.
Gdzieś w starej chałupie w Gorcach pozostał tylko kask na którym znajomy z agencji reklamowej nalepił kiedyś napis „Wolf Rider” Napis to ukłon w stronę Starszego którego fascynowały wilki. Profil wilka znalazł się również na jego ramonesce ** wkrótce po tym gdy mu ją kupiliśmy.
Wtedy właśnie przypomniałem sobie o Brando. Marlon Brando wystąpił w filmie „Dziki” w 1954 roku. To ten film spopularyzował Brando jako aktora i ramoneski właśnie. Motocykle chyba już tego nie potrzebowały. 

A obok Marlona "Buntownik bez powodu" czyli James Dean.Doborowe towarzystwo 
Zdjęcie internet 

Też chciałem taką ramoneskę bo nagle ożyły marzenia z lat młodości. Nie idzie o te laski, bo ułożyłem sobie życie jak trzeba i to bez motocykla. O ten szum wiatru we włosach szło.
Dodatkowo, mój francuski przyjaciel co rusz podsyłał mi zdjęcia ze swoich motocyklowych eskapad a na kilka nawet mnie zabrał. Do dziś nie zapomnę chwil kiedy dosłownie żegnałem się z życiem.
Trochę to obce uczucie w moim poukładanym świecie bo raczej nigdy nie byłem ryzykantem.
To skąd te marzenia? - zapyta ktoś przeciętnie rozgarnięty.
Zycie czasami zaskakuje nas samych – odpowiem dyplomatycznie.
Potem minęło kilka lat i schudłem prawie czternaście kilogramów. Działo się to w tym samym roku w którym Starszy żenił się.
Na szafie w moim pokoju kurzył się motocyklowy kask który z niewiadomych powodów, kierowany zapewne impulsem, dołączyłem do sprzętów które wywiozłem w związku ze sprzedażą chałupy. Po co? Nie umiałem odpowiedzieć sam sobie na to pytanie. 
 Gdzieś tak z początkiem roku żona podarowała mi krótką czarną skórzaną kurtkę. Pasowała jak ulał.

- Ramoneska – nie kryłem zadowolenie
O ile kurtka pasowała na mnie jak ulał, nie komponowała się z rodzinnym autem osobowym.
No mógłbym w niej jeszcze iść do pubu na piwo z zgrywać kogoś kim nie jestem, ale to mi akurat jak to mówią – wisi.
Starszy kupił sobie motocykl a potem zrobił to Młodszy. Dwaj bracia, dwa różne podejścia do motoryzacji, chopper i ścigacz. Niezorientowanych informuję, że ramoneska nie pasuje do ścigacza.
Ja w dalszym ciągu pozostawałem w bermudzkim trójkącie niemocy. Bez prawa jazdy, bez motocykla, bez jasnych perspektyw. Nie widziałem siebie na skuterze o pojemności 50 ccm. Świst silniczka niczym z kosiarki żyłkowej i te nóżki zgrabnie razem jak u dziewczynki w katolickiej szkole. Bo prawdziwy facet powinien przecież czuć bak między nogami.
- Ech Tylko koni, tylko koni żal - zanuciłem smutno zamykając szafę na piętrze na długie trzy lata.
Tu pojawia się światełko w tunelu.
Kiedy wracaliśmy z Zakopanego po ostatnim turnusie rehabilitacyjnym, snuliśmy niespieszną rozmowę na różne, mniej lub bardziej ważne tematy.
- Wiesz – zacząłem trochę tajemniczo – znalazłem sobie komplet do ramoneski.
- Kompletem jest tylko motocykl - Maria w lot rozgryzła moje dochodzenie do tematu poprzez ogródek.
- No właśnie.
Szybko wyjaśniłem jej, że w myśl nowych uregulowań z prawem jazdy kat B można jeździć motocyklami o pojemności do 125 ccm.
Zawsze to trochę poważniej wygląda a nie kusi facetów w pewnym wieku. Rodzimy wytwórca w kooperacji z Chińczykami ( kto jednak teraz z nimi teraz nie kooperuje ?) wypuścił takie chopperowate modele jakby w sam raz dla mnie. Zbudowane z poszanowaniem mojego wzrostu i finansowych możliwości.
Finansowymi możliwościami nazywam kredyt który z większym czy mniejszym bólem. mogę spłacać przez pewien czas.
- Kup sobie – powiedziała natychmiast żona.
Uśmiechnąłem się tylko. Jestem w wieku w którym potrafię rozgrzać się do czerwoności marzeniem lub pomysłem ale i w takim, że potrafię te pomysły w sobie uspokoić. Dzięki Bogu jeszcze ich w sobie nie zabijam.
W ciągu dwóch następnych dni przemożne pragnienie posiadania motocykla zbladło trochę a ja przygotowałem sobie listę spraw ważniejszych, ba rzekłbym nawet priorytetowych.
Żona znając moje podejście do życia, zorganizowała koalicję składającą się z niej samej,. Teściowej i synów.
- Kup sobie motocykl - słyszałem po powrocie z pracy,.
- Przynajmniej zadzwoń i dowiedz się wszystkiego - żegnała mnie rano.
Po co? Ja wiedziałem już wszystko. Znalazłem sklep w którym ten właśnie model był w cenie prawie 25% niższej niż cena określona przez producenta.
- Sprzedaję po kosztach bo potrzebuję kasy – zapewniał mnie sprzedawca.
Cholera wszystko mi się składa jak pasjans Marszałkowi.
Cóż było robić, poddałem się i popłynąłem z prądem. Czyli wszystko po mojej myśli?
No nie do końca. Motocykl stoi na podjeździe a Bank przysłał mi SMS-a w którym zwracając się do mnie po imieniu, poinformował o przesłaniu blankietów wpłaty.
- W świecie motocykli wszyscy mówią do siebie po imieniu - wtajemniczył mnie Starszy. Rzeczywiście. 


A dalej?
Po pierwsze Młody zajechał skrzynię biegów swoim ścigaczu, a Starszy położył się na bok w czasie pokonywanie piaszczystego zakrętu. Jedynym sprawnym motocyklem jest mój, na którym ze względu na tak zwane docieranie silnika osiągam tak zawrotne szybkości, że jutro pojadę razem z żoną na jej specjalistycznym, elektrycznym skuterku.
No i tytułowa ramoneska dalej leży w szafie. Pomimo szczerej chęci nie potrafiłem jej wcisnąć na siebie gdy temperatura oscyluje wokół 35 stopni na plusie.
- Cierpliwość jest wymagana wszędzie – powiedziałem do siebie. W tym mam nawet spore doświadczenie. W czekaniu oczywiście a nie w mówieniu do siebie.
Cierpliwością musi się także wykazać mój rower. Stoi na uboczu a przędziorki utkały wokół niego sporą pajęczynę . Otulony niczym welonem czeka na lepsze czasy.
Spokojnie przyjdą, ja nie porzucam przyjaciół.
 - Chyba masz kryzys wieku – zdawał się mówić do mnie, prowokator na chromowanych szprychach
- A jeżeli nawet to co? - odpowiedziałem spokojnie - Tylko teraz górą jest ta odwieczna fascynacja. Mówię - odwieczna - bowiem zaczęła się u mnie jeszcze w zeszłym wieku.
Kiedy w niedzielę wróciłem do domu z kolejnej przejażdżki, zastałem Młodego który rzucał psu piłkę.
- Bawisz się z psem? - Spytałem życzliwie
- Ktoś musi. Tylko ja pozostałem po tym jak w domu objawił nam się Wielki Motocyklista.
W jego głosie wyczułem pewną złośliwość.
- Nie bój żaby i ty naprawisz tę cholerną skrzynię. W razie czego pożyczę ci swój, pod warunkiem, że potraktujesz go delikatnie.
Spojrzał na mnie takim dziwnym wzrokiem.
Pies przyniósł piłkę i skupił na sobie całą uwagę.

Właśnie znalazłem taki oto rysunek na blogu pod jakże wymownym tytułem Kryzys Wieku

Pasuje?

*) cytat z piosenki Andrzeja Garczarka – Kiedym stawił się
 

**) Ramoneska – ( Wikipedia) potoczna polska nazwa motocyklowej kurtki Perfecto, zaprojektowanej w 1928 roku przez Irvinga Schotta. Najpierw była stosowana tylko jako ubiór motocyklistów, potem na przełomie lat 60. i 70. stawała się powoli swoistą ikoną osób powiązanych z różnymi odmianami muzyki rockowej, zwłaszcza heavymetalowej, za sprawą zespołów takich, jak Black Sabbath. Istotny wpływ na jej popularyzację miało użycie modelu Perfecto 618 przez Marlona Brando w filmie Dziki (1954).
Kurtka ta charakteryzuje się kilkoma stałymi cechami: zawsze ma podwójne klapy z ćwiekami, przesunięty w bok zamek błyskawiczny i przyszyty pas do ściągania pół. Niektóre kurtki tego typu posiadają też zwiększoną liczbę kieszeni oraz naramienniki.
Nazwa kurtki „ramoneska” pochodzi od powstałego w 1974 zespołu punkrockowego Ramones, pod jego wpływem jeszcze bardziej się spopularyzowała nie tylko wśród osób powiązanych z muzyką rockową, hardrockową i heavymetalową (metalową ogólnie), ale także punkrockową. W Polsce ramoneska często stanowi ważną część ubioru tzw. „depeszowców”, czyli fanów zespołu Depeche Mode.




26 komentarzy:

  1. Ech, żebym ja miał garaż, albo jakąś szopkę... Kupiłbym sobie chociaż używany i doprowadziłbym go do stanu świetności. Taka robota nigdy mi się nie znudzi.
    Ale w rowerowni trzymać tego nie wolno, a na IV piętro wnosić ciężko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym siebie słyszał, a potem remont mnie przerastał
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Super się czytało:) teraz zastanawiam sie kiedy mój mąż poczuje potrzebę posiadania motoru, właśnie skończył pięćdziesiątkę i cieszył się jak dziecko z prezentu: piła - ukośnica z jakimś tam laserem ..., duży skuter juz ma to teraz chyba tylko motor bo sportowe autko raczej nie jest w naszym zasięgu finansowym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ukośnica z laserem też jest fajna, a jeżeli mąż lubi skuter to mu to z pewnością wystarczy
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. No... Wprawdzie to nie Royal Enfield, ale...witaj w rodzinie motocyklistów. A nawiasem, co to za marka?
    Ładny, w miarę klasyczny w sylwetce i w moich ulubionych "barwach":)
    Ramoneskę trzeba i w upały, bo łagodzi w razie czego skutki upadku.
    Szerokiej drogi i gumowych drzew:):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Model występuje pod nazwą soft chopper
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Ładna nazwa i motocykl fajny. Jest przygoda:)

      Usuń
  4. Parę niepotrzebnych rzeczy też bym sobie chętnie kupił, ale hamuje mnie sytuacja finansową. I kto by pomyślał, że jeszcze będę ją chwalił.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to też spacer po linie i chyba finanse dają mi w tym projekcie większą adrenalinę niż sama jazda.
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Ja rozpoczynałem romans z motoryzacją od prawa jazdy na motocykl, ale nigdy motoru nie miałem i nie marzę o tym. Mój zięć wychowywał się w domu z motorem Jawa i marzenie o motorze zrealizował po kilkunastu latach od wyjazdu do Chicago, gdzie kupił motor i wszystkie niezbędne akcesoria i wstąpił do klubu Sokół Riders. Aktualnie na pielgrzymce do Amerykańskiej Częstochowy.
    To jest pasja życia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potrafię zrozumieć taka pasję
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Oooo, Antoni ładowany, motór sobie kupił:-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Fantastycznie się czytało ... :) To cudowne ,że spełniasz swoje marzenia . Gratuluję . Motor jest ok, myślę ,że z czasem dopieścisz każdy detal i będzie jeszcze fajniejszy . Jako smarkate dziewczę jeździłam Junakiem :) Stąd może moje uwielbienie do dużych , ciężkich motocykli . Fascynują mnie motory marki INDIAN, HARLEY DAVIDSON - oczywiste ,że mogę tylko na nie patrzeć, bo nie stać mnie na zakup :) Tak czy inaczej widząc taką maszynę nie mogę przejść obojętnie , muszę po dotykać wzrokiem każdego detalu... i za każdym razem jest mi smutno ,że nie mogę mieć takiego cacka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też pociąga większa moc, ale możliwości są inne
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. no cóż "kupił by tatuś wieś ino pieniądze gdzieś " ... ale i tak nie możesz narzekać . Masz motor a ja nie :)

      Usuń
  8. szczerze to się uśmiałam, bo mimo subtelnej różnicy wieku, między nami, jakby6m widziała siebie, może nie motor mi się marzy, ale wieleeeeeeeeeeee innych rzeczy, tylko obok mnie nie mam Marii podpowiadającej "kup sobie", tylko Pragmatyk i Jego "a po co?" :-D
    Ramoneski pamiętam i chłopaków w ramoneskach ;-) Motor masz śliczny, nieważne jak jeździ, ważne, ze łanie na zdjęciu wychodzi, ale skoro osiąga zawrotne prędkości, to może być nim Psicę oprowadzał, ramoneska, motór, smycz, Psica i lans jak się patrzy ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko boxery to psy bez kondycji. Zaraz się taki zasapie. Z suką najlepiej gram mi się w piłkę nożną Ileż to już razy mnie ograła. Pozdrawiam

      Usuń
  9. A ja tam też mam ramoneskę i w niej chadzam do pracy...i nie mam motocykla, i nawet o nim nie marzę, zatem nie dopadł mnie jeszcze kryzys wieku, a może z kobietami i ich kryzysem jest inaczej? Ale jak wiadomo we mnie pierwiastek męski dominuje, choć od motocykli trzymam się z daleka. Ale za młodu jeździłam na wsce, sama na dodatek. Teraz mi przeszło i nadal drażni mnie warkot, charkot czy co tam się z motoru wydobywa. Hanula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy mówią że to co słychać z rury to poezja lub muzyka. Trzeba mieć tylko te oczy. A może te uszy? Ale czy słyszał kto kiedy o zakochanych uszach
      Pozdrawiam

      Usuń
  10. Motocykl pozostaje nadal moim niespełnionym marzeniem. Ciągle jest coś ważniejszego, choćby naprawy w jamie gębowej (pewnie koszt implantów byłby porównywalny z kosztem takiego cacka :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak w reklamie lodów Magnum Życie jest kwestią wyboru.
      POzdrawiam

      Usuń
  11. Trudno mi się wrażeniu oprzeć, że owe wszystkie tęsknoty za ujeżdżaniem czegoś, na czem się okrakiem siedzi i pędzi, to jakich za końmi resentymentów odmiana...:)) Jeno owej ramoneski rozszyfrować mi ciężko... Dzisiejszy odpowiednik husarskich skrzydeł?:))
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba taka forma zbroi.
      Pozdrawiam

      Usuń
  12. Moij mąż też sprawił sobie motor w pewnym wieku... najpierw były radosne wypady, teraz motor kurz pokrywa w garażu... dobrze, że ramoneski sobie nie sprawił do kompletu, ech! chłopcy... Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. To chyba dobrze że skończyło się na motorze
    Zam paru takich.... Ech co tam
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń