piątek, 3 lipca 2015

Z domu wyniosłem

Wychowano mnie w szacunku do chleba, gniazd bocianich i Boga.
Kolejność może i była inna, ale nie o kolejności spraw dzisiaj chciałem.
Wpojono we mnie norwidowskie tęsknoty, chociaż bocianie gniazda miałem na wyciągnięcie ręki. Tłum w kościele coraz wyraźniej śpiewał - Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie.
Ja z tym rosłem, wierząc, że tak być powinno, że inaczej być nie może. A przecież w tych czasach nieprzychylnych dla tradycyjnych wartości lansowano coś innego. Wtedy to ojciec uświadomił mi, że też mam serce po lewej stronie i ten element dołączył do swoistego domowego kodeksu.
Z szacunkiem całowałem chleb który przez nieuwagę spadł mi na podłogę. Wierzyłem, że dobry Pan Bóg to widzi i się gniewa. Czyściłem skórkę z kurzu zawiniętym końcem rękawa, bo jak to zrobię szybko to może Pan Bóg się nie zasmuci.
W czasie kiedy zachwyciłem się „Ciemną strona księżyca” Floydów już tego nie robiłem, ale nigdy nie żałowałem tego co pozostało we mnie z tamtego okresu.
Do dzisiaj nie wyrzucam czerstwego pieczywa, zapiekając do znudzenia to co zostało w chlebaku. W związku z tym zawsze dokonuję przemyślanych zakupów pieczywa.
W dalszym ciągu, z radością nasłuchuję bocianiego klekotu i zaraz gdy go usłyszę choć przez chwilę muszę  na nie spojrzeć. One odwzajemniają mi się tym, że przelatują nisko nad moim dachem jakby chciały powiedzieć – a popatrz sobie człowieku.
Ostatnio gapiłem się na nie wczoraj wieczorem.
Na koniec zostawiłem sobie Pana Boga. To zresztą typowe dla rodzaju ludzkiego, bo do kiedy sił wystarcza by można grzeszyć to robi się to z rozsmakowaniem. Kiedy jednak odejdą siły i zaczyna przyciskać nas do ziemi własny numer PESEL ( te dwie jego pierwsze cyfry są najcięższe) wyrzekamy się wszystkiego zajmując miejsce jak najbliżej Pańskiego stołu.
Zapominamy o wszelkich szaleństwach a nawet przekonujemy wszystkich, że nigdy ich nie uskutecznialiśmy.
Na co liczymy? Może na to samo co ja kiedy będąc smarkaczem ukradkiem podnosiłem upuszczona kromkę?
Na nieuwagę? Na słabą pamięć? W końcu Boga przedstawia się na zdjęciach jako siwobrodego starca.
A ja wierzę w to, że jeżeli Bóg istnieje to posiada doskonałą pamięć i taki sam zmysł orientacji, oraz podzielną uwagę. Liczę na Jego nieograniczone miłosierdzie, ale nie na sukces prób wciskania Mu ciemnoty, bo tego sam nie lubię najbardziej.
A jak jest? Jest tak jak każdy widzi. Kolorowe obrazki, różaniec wciśnięty w dłoń, elegancie religijne pustosłowie. Jeżeli ja widzę w tym fałsz, to co powiedzieć o Nim?
Nie piję teraz do polityków z tej czy tamtej opcji, bo w codziennym życiu znajdę wystarczająco dużo przykładów upychania symboli gdzie się tylko da.
Sam byłe świadkiem sytuacji kiedy jakiś ojciec kupował lampki przed cmentarzem
- To które wybrać ? - spytał synów
- Wszystko jedno, byle bez samolotu.
Tu młody puknął ręką w szklany pojemnik, udekorowany wizerunkiem Ukrzyżowanego.
Potem setki takich szkiełek wypełnia kosze na śmieci i w jakiś dziwny sposób nikomu nie rani tak zwanych uczuć religijnych.
Kiedyś tam w czasie budowy mojego kręgosłupa moralnego nie do pomyślenia było wyrzucić święty obrazek, bez względu na jego format. Te z babcinego pokoju wynosiło się do kościoła, a proboszcz chcąc czy nie chcąc, zagospodarował go w jakiś chrześcijański sposób.
Pamiętam opory babki przed wyrzuceniem święconych skorupek z wielkanocnych jajek.
Spalenie ich w piecu pozwalało jej na spokojne przyjęcie komunii w najbliższą po Wielkanocy niedzielę.
Wraz z rozwojem techniki a szczególnie poligrafii możliwości raczenia nas wizerunkiem Pana stały się nieograniczone.
Chrześcijańska prasa publikuje zdjęcia które podnoszą nakład, a potem te same zdjęcia wystają z kosza na śmieci.
- Przecież to tylko gazeta – odpowie ktoś gasząc moje obawy
- Ja się jednak dalej czuje z tym nieswojo. Taki atawizm
jakoś nie razi mnie tęcza na pewnym znanym placu, a razi mnie ochlapany fusami z kawy obrazek Miłosiernego.
Czy tylko ja jestem taki nadwrażliwy?
A tymczasem chrześcijańskie motywy wciska się we wszystkie możliwe sytuacje, jakby ktoś uważał, że zakryją one wszelkie obrosłe już w tradycję działania, nie mające żadnego uzasadnienia w religii.
W ostatnich dniach maja nasza młodziutka sąsiadka przystępowała do Pierwszej Komunii.
I było wszystko co przy takich okazjach być „powinno”
- Fryzura z długimi lokami
- sukienka której nie powstydziła by się i panna młoda,
- druga sukienka do przebrania na przyjęciu po
- oczywiście przyjęcie po, z ustalonym menu i listą gości
- imienne zaproszenia drukowane na śnieżnobiałych kartonikach
- tablet, rower i bliżej mi nie znana kwota w złotych.
Była też oczywiście pierwsza spowiedź i pierwsza komunia.
Każdy zaś wychodzący z przyjęcia, obdarowany został paczką ciast niczym na regularnym weselu. 



Tak oto paczka ciast stała się i naszym udziałem.
A mnie jak zwykle już się nie podoba i oczami wyobraźni widzę te wysmarowane kremem i jabłecznikiem pudełka wystające z kontenera.
Ja się nie czepiam jednej konkretnej rodziny. On byli przejęci i zestresowani swoją rolą i chcieli by wszystko było jak najlepiej. Niezmiernie było nam miło, że znaleźliśmy się na krótkiej liście gości.  Oni sami zaś są mili i uprzejmi.
Sąsiedzi skorzystali jedynie z obowiązującego obecnie szablonu i wybrali pakiet „absolutely must have”.
Bo przecież inne dzieci w klasie też tak mają, więc czemu nie dać tego  własnemu i kochanemu dziecku?
Pytam tylko o jedno, w jakim kierunku to zmierza i czy ten właśnie kierunek nie obraża przypadkiem moich uczuć.

16 komentarzy:

  1. Podpisuję się pod Twoja opinia obiema rękami! W natłoku komercji, dostępu do mediów, mód gdzieś sie pogubiliśmy.... szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dużo mamy wspólnego w opisanych przez Ciebie "świętościach. Ja jestem ateistką wychowaną w twardej tradycji luterańskiej, gdzie wiara, praca, skromność, przyzwoitość i inne przymioty były podkreślane jako szczególne wartości.
    Nie wyobrażam sobie poniewierania obrazkiem z Jezusem, leżącego krzyża byle gdzie, itp. Też mnie dziwi podejście wierzących do uroczystości kościelnych, sakramentów i samej wiary (do Biblii). Taki sam, jak Ty, mam szacunek dla chleba i tego nauczyłam swoje dzieci. Na chleb się ciężko pracuje i jest on "świętością". Na groby kupuję tylko po dwa stroiki ( rocznica śmierci i Święto Zmarłych) i zniczy palę jak najmniej. Pamięć tkwi we mnie, a nie w pokazywaniu jej na zewnątrz.
    Formuła "absolutely must have" jest swoistym szantażem

    OdpowiedzUsuń
  3. Piszesz: "must have" a więc sami sobie to robimy, akceptujemy umazane resztkami jedzenia serwetki z dumnym obrazkiem hostii. Może jednak niekoniecznie "must have"?

    OdpowiedzUsuń
  4. Z pewnością masz rację, to kwestia jakiejś delikatności, może i dobrego smaku nawet. Pewnych symboli nie należy nadużywać. Choć 'oczywiście już nie palimy skorupek od święconki:). A co, jeśli woda święcona, niechcący pokropiła podłogę w kościele albo inne sprzęty, one też są "święte"? I umyć ich nie wolno:)).

    OdpowiedzUsuń
  5. te tradycje na których wyrosłeś są mi bardzo bliskie, choć czasami nie było mi po drodze do Pana Boga, ale wtedy On sam do mnie przyszedł.....może kiedyś o tym napiszę. Mówisz, że z wiekiem jest sie coraz bliżej Stołu Pańskiego..... tak ... tylko ja myślę, że człowiek z wiekiem żyje wolniej i spokojniej, ma czas na refleksje, na zadumę, przynajmniej ja tak mam, dawniej w pędzie dom, praca dzieci.... / troje i to z różnica 20 lat/ choroby, kłopoty nie miałam czasu na spokój bo padałam na twarz...wieczorem

    teraz spokojnie słucham audycji RM, tych które mnie interesują , mam czas na różaniec idąc na spacer z psem, i samo przez się chyba mi bliżej do Stwórcy....lubię cmentarną ciszę i często właśnie odwiedzam cmentarze
    co do komunii nie wypowiem się, nie mam wnuków , ale widzę że te przyjęcia to małe wesela....nie wiem czy dzieci przeżywaja bardziej duchowo ten dzień czy czekają na przebranie sukienki i prezenty....
    podziękowania - podobają mi się ale w granicach rozsądku....
    a zresztą ja jestem staroświecka i moher, jak to określił mnie nasz młody znajomy, ale lubi do nas przyjeżdżać własnie na rozmowy i jak sam powiada dużo się od nas uczy.... / a ma 35 lat/
    pozdrawiam
    leptir

    OdpowiedzUsuń
  6. Podobne nastawienie z dzieciństwa mam. Chlebek palę, jeśli jakaś kromka zostanie a kiedyś pakowałam w torby i dawałam znajomym, dla kur lub koni. A obrazki no cóż, są jako zakładki w książkach, nie umiem po prostu nie umiem wyrzucić. I tak samo jak i Ty, ze zdumieniem patrzę na symbole religijne poniewierające się w koszach na śmieci. Widać ludzie nie bardzo je sobie cenią, tak myślę.
    A skorupki od jajek palę w piecu gdy jemy na działce jajka, wcale nie święcone. :) Zresztą dla mnie święcone nie jest lepsze od niepoświęconego. Ziemia jest tą samą ziemią, tak samo świętą za cmentarzem, jak i na cmentarzu ale to dla mnie. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. obawiam się, że to nasze pokolenie wychowało ludzi, którzy już tych symboli nie szanują tak jak my

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie jestem bogobojna, z natury niewierząca, ale nie przyszłoby mi do głowy bezmyslne traktowanie przedmiotów czy symboli kultu, w tym wypadku religijnego. Cóż, to jest sprawa wychowania i wpajania zasad, niekoniecznie skrajnie religijnych. Co do tych zwyczajów komunijnych... Nie chadzam, ale kiedyś zaproszono mnie na przyjecie po bierzmowaniu. Zanioslam w prezencie piękną ksiązkę o sztuce sakralnej. Cóż, wrogiem może nie zostalam, ale niezadowolenie było widoczne.
    Co do tej okryszyny chleba, tez mnie uczono dla niej poszanowania, nie uważam, ze to źle. To nie są zabobony, to są wlasnie wartości, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Z suchego chleba można, co prawda, robić wodzionkę, ale ile można wsuwać wodzionki? Poza tym to sprawa jest z góry skazana na niepowodzenie, bo przepisów na wodzionkę jest zdaje się tyle, ilu Ślązaków plus jeszcze pięć, czy nawet sześć. Sugeruję więc zajrzeć tutaj.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. U nas chleb sie wywieszało, w osobnej reklamówce, przy śmietniku. Teraz mniej chleba jemy, a i ten chleb jakis taki mniej "majestatyczny" mi się wydaje.
    Co do symboli religijnych to zgadzam się z Tobą, jakoś tak ...

    OdpowiedzUsuń
  11. Chleb mrożę, więc nie zostaje, natomiast w śmietnikach widać marnotrawstwo. Obrazki służą jako zakładki, reszta spalona, symboli nie kupuję, choć już w koszu widziałam papieża (znudził się. Nie rozumiem tej pobożności i modlitw do obrazków, a nie do Boga, ale to moje sądy. Każdy przecież może mieć swoje zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Moja wina,chleb zdarza mi się marnotrawić, zwłaszcza jak spleśnieje, bo nie zdążę wcześniej zagospodarować i nie ma sposobności wynieść ptaszkom do lasu, ale zawsze robię to z ciężkim sercem i wyrzutami sumienia. Jeśli zaś chodzi o komercję, zawsze byłam przeciw, udawało mi się przeciwstawić siłom i godnościom osobistom wszelkim przejawom tandetnej pobożności , wyrażonej kultem obrazków i zachowań typu bo inni , to i ja także. Ot! taka moja przekorna natura, przyszedł czas,że i dzieci to zaakceptowały i teraz także mają własne zdanie nt. tradycji "kościoła". Jestem minimalistką w otaczaniu się symbolami religijnymi, raczej mam je w sercu...Hanula
    PS Do kraju Tego(...) Tęskno mi,Panie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Klik dobry:)
    I mnie też się nie podoba. Symbole religijne wszędzie i na wszystkim, to... przecież już nie symbole a ozdóbki jak wszystkie inne, które znajdują miejsce w śmietnikach.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  14. dziwny jest ten świat .... niestety . Panu Bogu świeczkę , diabłu ogarek - pogubili się ludzie na amen . Mnie też wychowano w szacunku do chleba , gniazd bocianich i Boga ... z Bogiem mam swoje prywatne rozmowy , nie uczestniczę w tych odprawianych szopkach . Podzielam Twoje opinie i przyznaje ,że często trudno jest mi pogodzić się z tym totalnym ogłupieniem a i żyć w tym otaczającym nas bezsensie też . Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Poruszyłeś Antoni ważny temat związany z narastaniem ludyczności wiary katolickiej. Przewagę zyskuje symbolika choinki, śledzika, opłatka, czy jajeczka wielkanocnego nad rozważaniem tajemnic wiary. Taka praktyka jest niestety wspierana przez różne organizacje związane z kościołem, które upowszechniają te obrazki, gipsowe lub plastikowe figurki i inne dewocjonalia byle tylko zatrzymać ludzi przy wierze. Symbolika obrazków i wizerunków osób świętych pozwalających ludziom skupić uwagę na sprawach ducha jest czytelna zwłaszcza dla ludzi prostych i nie znających na dobrą sprawę Pisma Świętego. Ludzie to kupują wierząc, że czynią to dla wsparcia jakichś ważnych celów, a nie dla zwykłego napędzania zysków producentów i pośredników. Komercjalizacja dociera wszędzie i deprecjonuje, czy tylko dewaluuje niegdysiejsze "świętości".
    Oczywiście rozumiem Twoją inspirację w przedstawianiu zagadnienia obrazy uczuć religijnych, ale chyba wsparłbym Klarkę w jej diagnozie stanu rzeczy.
    Ciekawa dyskusja się rozwinęła.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Dziękuję wszystkim za ciekawe głosy w tej sprawie

    OdpowiedzUsuń