poniedziałek, 27 lipca 2015

Cieszmy się chwilą

Natłok towarzyskich sytuacji sprawił, że musiałem sporządzić grafik i przerzucić niektórych na następny weekend.
Czy to tylko z tego powodu, że mieszkamy na wsi? A może dlatego że jesteśmy fajni
Fajni, czyli jacy?
Piątek poświęciłem na koszenie trawy, która chociaż zeschnięta szpeciła ogólny wygląd ogrodu przerostami. Odpaliłem kosiarkę i zacząłem systematyczne popychać silnik Briksa-Strattona z lewa na prawą i z powrotem. Aby jednak całkiem nie zmienić się w cześć składową maszyny, zmieniałem kierunki koszenia przechodząc w układ z tyłu do przodu. Ech, nie ma już tej majowej bujności ale za to zapach wydobywający się z kosza kosiarki jest powalający. Tyle pachnących i aromatycznych roślin, że aż nie chce się rzucać pokosu do kompostownika. Nad wszystkim dominuje dzika mięta. Na bok jednak sentymenty kiedy w lodówce czeka zimne piwo. Nie piję go przed, nie piję w trakcie a delektuję się po pracy, patrząc na świeżo skoszony łąki łan.
Wtedy zimne piwo smakuje najbardziej.
W tym miejscu, jeden ze znajomych zarzucił mi mijanie się z prawdą ponieważ on uważa, że piwo smakuje najlepiej zamiast koszenia.
Nie podzielam jego poglądu, ale ludzie muszą czymś się różnić od siebie. Oprócz przepraszam za określenie stosunku do koszenia, różni nas waga. On ma ponad dwadzieścia kilogramów więcej, a usytuowane są one w tak zwanym mięśniu piwnym. Harleyowiec pierwsza klasa.
W sobotę dopieściłem trawnik w miejscach trudnych małą podkaszarką żyłkową i w mogłem rozpocząć weekend.
Wcześniej miałem jeszcze przyjemność ze specjalistą od napędów do bram, ponieważ suka w piątek przegryzła z nudów kabel do siłownika w taki sposób że brama otwarła się i zamarła w pozycji „otwarte”.
Gdyby w kablu było napięcie 230V suka zapamiętałaby doświadczeni na całe życie a obowiązujące w takich urządzenia bezpieczne napięcie 24 Volty tyko wyczyściło zwierzakowi przednie zęby.
Oby tylko nie polubiła tych emocji kiedy po nagryzieniu izolacji tak fantastycznie krzywi pyskiem.
Zostałem skasowany litościwie na pół stówy, chociaż ciekawski kot wywalił fachowcowi skrzynkę z elektroniką. Woreczki z wszelkiej maści opornikami i bezpiecznikami wysypały się do żwiru na ulicy.
Jest Pan na wsi – próbowałem żartować.
Fachowiec skwitował wydarzenie staropolskim zawołaniem odnoszącym się do maci i nie wnikaliśmy już o czyją to mać chodziło.
Gdyby facet miał więcej fantazji to zakrzyknąłby - „kocia mać” nie pozostawiając pola do domysłów.
Wczesnym popołudniem przygotowałem stół na nowym tarasie. Niestety rozwiał się wiatr i zaczął przewracać kieliszki do czerwonego wina. Kiedy dodatkowo zalało talerze, przeniosłem przygotowania do domu.
Tam też odbyła się część oficjalna spotkania rodzinnego, przystawki i dania na gorąco.
Pogoda poprawiła się jednak na tyle, że deser jedliśmy na tarasie.
Trochę wina, no może więcej niż trochę i z łatwością snuło się wieczorne, letnie bajdurzenie o wszystkim albo byle czym. Wszystko to w narastającym hałasie którego sprawcami były koniki polne, ukryte wśród okolicznych pół. Siedząc na tarasie z kieliszkiem w dłoni, wobec zapadającej ciemności nie musiałem nawet zamykać oczu by przez chwilę poczuć się jak na południu Francji, gdzie regułą jest, że towarzyskie rozmowy giną w szumie cykad.
Ech, Europa.
Gdzieś zza siatki dochodził delikatny zapach ogniska, ale to tylko sąsiad rozpalił grilla montując konkurencyjna imprezę.
Chwilo trwaj. Chwilą żyj albo carpe diem dla wymagających. Chwytaj dzień, bo przecież nikt się nie dowie, jaką nam przyszłość zgotują bogowie..."
Rzeczywiście nikt z nas nie zastanawiał się nad tym tego wieczora.
Niedzielny ranek, ze względu na brak zawodowych obowiązków powinien zaczynać się delikatnie i z pewnym opóźnieniem wprowadzać do rzeczywistości. Nie zawsze jednak zwierzęta potrafią zrozumieć to odstępstwo do reguł obowiązujących w tygodniu. Kot tak jak w środę czy czwartek, dopomina się wejścia do domu lub też wyjścia z niego, w zależności od tego jak się ustawił na noc. Jeżeli domaga się wyjścia to budzi psa który zwyczajowo dźwiga tylko łeb i kiedy widzi że śpię lub tylko udaję, kontynuuje swój seans lenistwa.
Tym razem nie pies, nie kot a teściowa powoli schodząca z pięterka wywołała poruszenie.
- Co to za zamieszanie u sąsiadów – spytała już w przedpokoju - Stoi tam Dominik a jego żona biega w tę i w drugą stronę. Nawet dzieci na nogach. I dym jakiś mocny idzie?
Mocny dym postawił mnie na nogi
- Gdzie ?
- Za garażem
- Za moim garażem ? - zapytałem głupio.
- No przecież mówię, że za garażem.
W jednej chwili stałem ubrany w byle co i gotowy do wyjścia.
Kiedy otworzyłem drzwi pies ruszył przodem.
Najpierw zobaczyłem w komplecie sąsiadów z boku, równie niekompletnie ubranych jak ja. Stali przy ogrodzenia dopingując Dominika. On sam stał z wężem w dłoni o olewał.
Olewanie to fajna robota ale nie o 6.30 w niedzielę.
Podszedłem bliżej. Oczom moim ukazały się zgliszcza kompostownika, wykonanego z solidnych drewnianych podkładów kolejowych.
Woda którą zlewał belki parowała niemal natychmiast roznosząc wokół smród spalenizny.
Drewniane podkłady kolejowe śmierdzą same z siebie więc nie trzeba wyobraźni by zrozumieć jak śmierdzą gdy płoną
W zasadzie nie musiałem więc pytać co się stało, ale uległem typowej sztampie zachowań
- Co się stało?
- Kompostownik się zajął – odpowiedział spokojnie sąsiad wyglądający w tym działaniu niczym Strażak Bob. Nie ma takiego bohatera dziecięcych bajek? No to teraz już jest.
Sąsiad nie czekając zaś na dalsze pytania dodał
- Żona wczoraj wyrzuciła popiół na kompost. Zaraz wylałem na niego wiadro wody ale to jak widać
okazało się za mało.
- Czasami człowieka tak przyćmi – powiedziała nie szukając usprawiedliwienia sąsiadka.
Okazało się, że szybką reakcję i brak większych szkód zawdzięczamy bezsenności sąsiada z boku. To on włócząc się nad ranem, trawiony ową szpetną dolegliwością postanowił wyjaśnić przyczyny swądu wpadającego do domu i drażniącego nozdrza.
Po nitce do kłębka. Kiedy wyszedł z domu i podszedł do siatki zauważył, że kompostownik już się nieźle hajcuje.
Jak to bywa w takich sytuacjach​? Telefon pechowych sąsiadów nie odpowiadał, a dzwonek do domu był martwy z powodu braku baterii.
Udało się jednak ich dobudzić i wyciągnąć z domu.
Potem zaczęła się akcja gaszenia a ja w zasadzie pojawiłem się na samym dogaszaniu.
Spojrzałem na winogrona które wiją się na tylnej ścianie mojego garażu. Czas pokaże ale nie wyglądały na przypieczone.
Pal licho winogrona. Za metalową ścianką znajdował się motocykl Młodego, mój rower oraz wszystkie narzędzia z którym tak się ostatnio zaprzyjaźniłem.
Pomijając smród, to niedziela zaczęła się dla mnie wcześnie ale łaskawie bo bez szkód.
Po śniadaniu przystąpiłem do montażu piórnika bo tak nazywa się charakterystyczna torba montowana pod przednią lampą w chopperach.
Dostałem ją dzień wcześniej w prezencie i wbrew sobie nie założyłem jej od razu tylko czekałem do niedzielnego poranka. Nie poznaję siebie.

Głowę jednak miałem jeszcze pełną dymu i to nie jest przenośnia do kaca bo tego nie doświadczyłem . Chodziło o wspomniany sąsiedzki pożar.
Przyszło mi do głowy jak można próbować naprawić feralny kompostownik
Przez siatkę rzuciłem pomysłem.
Nie wiem czy sąsiedzi skorzystają, mam bowiem świadomość, że dawanie dobrych rad to taniocha i nic nie kosztuje. Ja jednak obiecałem, że pomogę przy bardziej skomplikowanych pracach.
Ukoronowaniem weekendu były pokazy motolotniarzy którzy labo coś ćwiczyli, albo zwołali się tak at hoc.


Z jednej strony to ładny widok z drugiej denerwujący warkot silników. NO ale jak to mówią albo akwarium albo rybki.
Warkot silników motolotni przykrył wizytę której się nie spodziewałem, a tym bardziej której nie pragnąłem. W trakcie tego spotkania, po raz kolejny Jonasz Kofta okazał się dla mnie ratunkiem
Mlaska zawiści grząskie błoto
Rimbaud - Aniele Stróżu mój -
Gdy pospolitość najwyższą cnotą
Normalność ma munduru krój
Ty cieniem złotym przy mnie stój
Ty cieniem złotym przy mnie stój

16 komentarzy:

  1. Trzeba się cieszyć, że tylko tak się skończyło. Smród uleci, a garaż pozostał. Jest dobrze i masz poważny powód do wzniesienia pucharu za dalszą pomyślność.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to dopiero w najbliższy weekend, wszak grafik zobowiązuje
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Oj jak dobrze że sąsiad spać nie mógł. I będą winogrona. :)
    Wizyty nie zapowiedziane są denerwujące wielce, tym bardziej denerwujące bo przywiozły ze sobą maskę zawiści. Ja próbuję zbagatelizować, oj tam powiadam nic takiego. Ale raz, raz jeden poprosiłam kuzyna by zamknął za sobą drzwi z drugiej strony, i wtedy i do teraz jednak staram się być zawsze uprzejma.
    Słońce niech ogrzeje winne grona porządnie bo się nastawiam na wino z nich. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pogoda iście afrykańska sprzyja mam nadzieję winogronom
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Oto stworzyliście sąsiedzi zastęp Ochotniczej Straży Pożarnej. Sąsiad bezsenny komendantem jest, ma się rozumieć.
    Spotkanie sąsiadów w strojach niekompletnych moźna by nazwać uroczym gdyby nie jego fatalne okoliczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to mówią pokaż mi w czym śpisz a powiem ci kim jesteś.
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. To my też chybaa jestesmy fajni, bo pchają się do nas niezapowiedziani goście oknami i drzwiami... dziś o mały wlos i u mnie nie byloby pożąru. nastawiłam psom kości do ugotowania i... pojechałam z mężem i znajomymi do restauracji. szczęśliwie ktoś napomknął po drodze temat psów i mnie oświecilo! Olaboga! zdążylismy na czas, tylko garnek trochę się sfajczył...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dymu i smrodu z pewnością by nie brakowało
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Przynajmniej nie było nudno ... :) A i temat do kolejnego posta powstał :) Motor z piórnikiem prezentuje się całkiem nieźle ... pozdrawiam i spokojnego tygodnia życzę . :)

    OdpowiedzUsuń
  6. O, dobrze, że tylko takie szkody.
    I u nas grillowanko było w sobotę i mały pożar z niedopilnowanego rusztu, no ale jak pół drużyny lokalnej OSP siedziało, to i szkód nie zanotowaliśmy :-)
    Nasza Psica, na szczęście, za maleńkości oduczyła się gryźć kable, cóż jak złapała taki od ladowarki laptopa, to Pańcia sentymentów nie miała.
    U Was Kota, u nas Dziedzic, nie zna pojęcia niedzieli :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziedzic z tego wyrośnie. Kot już ma 4 lata
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Klik dobry:)
    Bez przyćmienia, temperatura wewnątrz kompostownika i bez popiołu z żarem na tyle może wzrosnąć, że coś suchego może się zapalić. Odrobina wody, którą polano popiół zapewne natychmiast wyparowała w ciepłocie kompostu. Pożary kompostowników są częste, a najczęstszą przyczyną - samozapłon. Warto więc zadbać o odpowiednio bezpieczną lokalizację i jak każdą budowlę wznosić zgodnie ze sztuką.

    Piórnik jest piękny.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest. Butwiejąca trawa jest wprost gorąca
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. Na pewno jesteście fajni. Fajny jest też Wasz nowy taras i okoliczności przyrody go otaczające.
    Nie zazdroszczę sąsiedzkiego pożaru, ale dobrze, że obeszło się bez strat u Ciebie.
    No i fajny masz ten piórnik Antoni :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Skoro tak mówisz. Dziękuję

    OdpowiedzUsuń