wtorek, 14 kwietnia 2015

Dwie strony medalu. Może nawet trzy

Lubię spacery z psem, ale o tym już wspominałem nie jeden raz.
Cieszę się przede wszystkim z tego, że nie należę do osobników z tak zwaną ciężka dupą i potrafię ją, zwłaszcza w weekendy podnieść i przetransportować nad Wisłę. Nie raz już zachwycałem się, że w trakcie spaceru odkrywamy z suką przyrodę która budzi się dożycia jak i tę która wystrzeliła już bujnie w promieniach wiosennego słońca.


W ostatnią niedzielę dane nam było obserwować sarnę, która długimi susami przemierzała stromy brzeg rzeki jakby za chwilę miała odbić się i poszybować na drugą jej stronę. Zwierzęta posiadają jednak w sobie dużą dawkę racjonalizmu lub jak kto woli instynkt i właściwie oceniają swoje możliwości. Sarna więc nie podjęła próby. Skoczyła gdzieś w bok i tyle ją widziałem. Do lotu zerwał się za to wypłoszony z wysokiej, suchej trawy bażant. Podjął się gwałtownego lotu i wyglądał przy tym jak przeładowany boeing. Chociaż czynił to niewprawnie, odskoczył na wystarczająca odległość by wylądować i spoglądając na mnie kpiąco pomyśleć
- Ty i tak nie potrafisz.
- Masz rację - pomyślałem z zazdrością w oczach.
Wszystko to zaś wokół zaprawione odrobiną wiatru który powoduje, że to wiosenne słońce opala nim zdążysz się zorientować. Mnie w każdym razie opala.
Gdzieś tam pracowicie przeleciał trzmiel i może to był nawet ten sam któremu otworzyłem okno by uwolnić go z pułapki okna w którą wpadł przez owadzią ciekawość
Wsi spokojna, wsi wesoła chciało by się powtórzyć za Kochanowskim, bo dalej już trudno cytować poetę ze względu na łamańce językowe stosowane w dawnej Polszcze.
Nim już całkiem spłoniecie z zazdrości, że oto tak beztrosko włóczę się z psem i mam przyrodę na wyciągnięcie ręki, otwieram słoiczek by łyżką dziegciu zaprawić stojącą przede mną beczkę miodu.
A jak mówi stare przysłowie - łyżka dziegciu potrafi zepsuć cała beczkę miodu
Pomiędzy mną a żwirownią znajdują się pola które nie są pokryte żądnym romantycznym kwieciem czy zbożem, tylko zwyczajnie obornikiem ale takie są prawa natury. Jest przecież napisane w Biblii „jest czas siewu i czas zbioru”. Z cyklem rolnym i Święta Księgą nie będę przecież dyskutował.
Dalej dom sąsiadów, jeszcze jakieś pole i ściana zieleni odgradzająca nas od terenu żwirowni.
Ktoś tę ścianę zaczął wycinać na dwie zmiany z jednej i drugiej strony małej rzeczki. O ile nie dziwię się właścicielom żwirowni dla których ważny jest rachunek ekonomiczny o tyle dziwę się sąsiadowi z domku koło żwirowni. On to pochwalił się pracami drwalskimi przy nabrzeżu małego potoku od naszej strony.
Na pytanie o powody wycinki, usłyszałem
- A jaki teraz jest fajny widok na wodę. Nie?
- Ja tam widzę jaskrawo żółty barak, skarpę z wysypanym gruzem i transportery do żwiru. Widać mamy zupełnie inne poczucie estetyki - skwitowałem to najbardziej delikatnym określeniem.
Mnie przecież potrafi zachwycić byle co, ale i to byle co ma też swoje wyraźnie zakreślone granice.
Wycinka odsłoniła za to brzeg rzeki stanowiący takie mini mokradła. Okazało się, że stał się on od jakiegoś czasu miejscem gdzie wywalano byle co. A to lodówkę, a to kawałki eternitu, a to stare opony jeszcze od Poloneza.
Nagły dostęp światła ukazał mizerię tych ludzkich zachowań
I tu określenie „ludzkie zachowanie” nabiera jak najbardziej negatywnego charakteru.
Jednak, jak to mówi sąsiad, widok na wodę jest fantastyczny.
Nie będę się już zapędzał w to miejsce, szkoda. Kogo jednak obchodzi dziwak, szwendający się z psem po mokradłach gdy tuż obok biegnie wygodna asfaltowa droga.
Pewnie poszedł coś wyrzucić.
Nie będę świecił oczami za nieswoje winy.
Kiedy zeszliśmy z wału przeciwpowodziowego, oczom naszym ukazała się panorama rzeki. Spowijał ją gęsty dym niczym w utworze Deep Purple „Smoke on the Water "  Pamiętacie jeszcze?


Nie było tu jednak nic rockowych klimatów, bo dym brał się od płonących łąk które jak co roku dymią z inicjatywy tych dla których tradycja to rzecz święta i pierwsza przed rozumem.
Stanąłem tylko na chwilę z jednej strony rzeki by spojrzeć jak szeroko rozlały się jęzory ognia.
Poniżej wału ujrzałem kolejne śmietnisko.


Przyjdzie woda i zabierze - zdają się myśleć niektórzy.
Ta postawa nie jest zarezerwowana dla jakiegoś konkretnego rejonu kraju. Tak samo robili dumni górale w Gorcach, chłopi w Małopolsce i zarozumiali mieszkańcy Cesarsko - Królewskiego miasta Krakowa. Jestem gotów postawić dolary przeciwko orzechom, że w innym częściach kraju jest podobnie.
Woda zabierze, bądź przyjdzie walec i wyrówna.
Pytanie tylko ile wytrzyma ziemia. Ta ziemia.
Nie, nie zapisałem się do wojujących ekologów. Oni też maja podniebienia w różnych kolorach.
Pytanie brzmi inaczej - dlaczego ja ganiam z plastikami do żółtego worka, z butelkami po winie do białego, a zupę w wczoraj wylewam do kompostu? Dlaczego potrafi mnie to cieszyć, bo wydaje mi się, że jestem w ten sposób lepszy. Chociaż trochę lepszy.
Spuszczane do małego potoku szambo pieni się i kotłuje wpadając do Wisły. Wiatr podrywa kawałki piany które zaraz ulatują do góry zgodnie z kierunkami podmuchów wiatru. I jest w tym coś (pomijając smrodek) takiego hollywoodzkiego, co wzbudziło moje zainteresowanie i ucieszyło mojego psa. Zainteresowanie rzecz jasna gorzkie, pies nie potrafił dokładniej określić.
A przecież taka piana to setki tysięcy mikro baniek mydlanych, połączonych w gigantyczne grona. 



Tymi dużymi pojedynczymi bańkami mydlanymi zachwycają się dzieci na krakowskim rynku, te na rzece bardzo denerwują.
To jak z metanem, który cieszy gotując wodę na herbatę w naszej kuchence lub irytuje w stajni gdy jest zasługa poczciwej krasuli. Czytałem że ten ze stajni dodatkowo szkodzi atmosferze.
Czyli wszystko ma swoje dwie strony medalu. Z doświadczenia wiem, że w niektórych przypadkach rzeczy mają cztery gęby niczym Światowid i każda jest inna.
- Zazdroszczę Wam tego spaceru – powiedziała na powitanie żona.
- Wszystko jest kwestią nastawienia - powiedziałem wymijająco - Dzisiaj nie ma czego.
Tylko suka była zadowolona bo w tych „pamiątkach” można było doszukać się tylu nowych i ciekawych zapachów.
Niektóre były naprawdę fantastyczne i śmierdziały tak intensywne.

37 komentarzy:

  1. 1. Parę dni temu spacerowaliśmy z małżonką w lasku nadmorskim, kiedy wyskoczyły wprost na nas trzy dziki. Zmartwieliśmy, ale one też wygladały na zdziwione, bo skręciły w bok kilka metrów przed nami i poszły w las niczym ogary. Może to zresztą było kilkanaście metrów, bo strach relatywizuje fakty.
    2. A dzisiaj ktoś poczuł w mojej windzie, że musi napluć na połogę, więc napluł. W zasadzie cenię to, że ludzie chcą bez skrępowania wyrażać siebie, a przecież jakoś mi taka ekspresja nie odpowiada.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też ta forma ekspresji nie odpowiada.
      Ta demokracja ma wiele twarzy i kilka mord co tak właśnie plują
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Fuj! Fuj! Fuj! I jeszcze raz Fuj! To o tych szambianowysypiskowych widokach. Kiedy coś takiego widzę, trafia mnie szlag. A takie widoki wcale nie są rzadkie. W zeszłym roku poszłam do jaru, w którym rosną całe łany kaczeńców. Samo złoto wśród zieleni. W zeszłym roku wśród tego złota leżała sterta gruzu. W tym roku już tam nie pójdę, bo mam tylko jedno serce.
    Deep Purple:):):)Moje klimaty od zawsze i na zawsze:)
    Pozdrowienia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłem na ich koncercie w Spodku.
      Ech wspomnienia.
      POzdrawiam

      Usuń
  3. i bezradność, bo nie pomagają ani prośby, ani edukacja, ani straszenie karami doczesnymi i wiecznymi
    za podpalenie trawy 5 tys ale szukaj wiatru w polu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie ja to ktoś inny, bronią się właściciele łąk i to jakoś działa.
      Przyłapani na spalonej łące zwykle nie wydają z siebie ani jednego odgłosu bo już nie żyją. Co rusz czytam o tych kandydatach do Nagrody Darwina
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Ech! Augiasz stajni nie sprzątał ze sto lat, czekajmy zatem na Heraklesa, może przyjdzie i posprząta...Lubię zimę i śnieg ,ten pierwszy bielutki i puszysty, przez krótką chwilę pięknie jest , czyściutko i milutko, potem czar mija i nadchodzi ...Wiosna, wiosna, z tym,że nie do końca radosna. Chyba dla niektórych Polaków szczytem zaradności jest próba przechytrzenia , tylko nie wiem kogo i jak,skoro wszyscy oddychamy takim samym powietrzem i ponosimy koszty zanieczyszczenie środowiska w równym stopniu. No! Ale nie ma to jak wykorzystać państwo. A jak Państwo się z tym czujecie? Pozdrawiam ,Hanula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak bym takiej nadziei w Mitologii nie pokładał.
      Jak to mówiła moja babka - Kazał Pan zrobił sam
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Dzikie, lokalne wysypiska są prawdziwą plagą naszych miast i osiedli. Szpecą krajobraz, zanieczyszczają nam środowisko.
    Warto dorosnąć do świadomości ekologicznej, bo to się na dłuższą metę opłaca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to wiem, Ty to wiesz i parę innych osób, ale jest całe stado tych co sobie tej wiedzy nie życzą. Jak to idzie - po mnie choćby koniec świata.
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Chyba wszyscy zastanawiamy się, co nie gra i jak zaradzić oraz kto to powinien zrobić i jak. Jestem przekonana, ze oprócz edukacji sprawa działania służb. Ostatnio żalił mi się facet, który wymieniał wodomierz. Mieszkam - powiada - na wsi i nikt ode mnie śmieci nie zabierze. Nie sprawdzałam szczegółowo, ale na pewno śmieciara nie podjeżdża, a trudno wymagac od kogoś bez auta, by organizował transport. Po drugie: gdy w Niemczech obywatel zadzwoni, gdzie nalezy i zgłosi, ze widzi smierdzacy dym wydobywający się z ktoregoś domu, przybywają slużby, sprawdzają osobiście i przed karą drzyjcie narody. U nas po pierwsze pytają o wszelkie dane dzwoniącego, bez tego nikt nigdzie interweniować nie pojedzie. Chyba, ze w sprawę wda sie telewizja, ale trudno, by media załatwiały wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, u nas nie opłaca się interwencja obywatelska, bo to dla państwowych urzędników kłopot.
      A powinna być wygoda
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. U nas teraz zaczęło się wypalanie traw, Szwagier kilka razy dziennie jeździ do pożaru, bo się ogień wymyka, na co? po co?
    Ech, głupota. Jak patrzę na zdjęcia to się zaczynam cieszyć, ze u nas zamiast wielkiej rzeki mała rzeczka płynie. Za to pod lasem - szał ciał i uprzęży :-/
    Każdy płaci za wywóz śmiecie, więc nie rozumiem po co do lasu wywozić, no, ale ponoć nie muszę rozumieć wszystkiego.
    Z Psicą chodzimy na "ładne" pola
    Wyrosła Ci Suka, oj wyrosła - sliczna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wrzucę jeszcze jakieś zdjęcie suki bo wdzięcznie pozuje
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. I proszę... Wszyscy skorzystali na tym spacerze. Miał w sobie zarówno wartości zdrowotne i poznawcze. Dla Was spacerowiczów i dla nas czytelników.
    Ile jeszcze wody spłynie korytem tej rzeki zanim nauczymy się dbać o przyrodę i o siebie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest w naszej naturze ten upór co pomagał gdy zaborca cisnął, ale my już prawie sto lat po zaborach
      Pozdrawiam

      Usuń
  9. Klik dobry:)
    Bez względu na łyżkę dziegciu i tak całkiem spłonęłam z zazdrości. Zawsze chciałam żyć na wsi, z przyrodą na wyciągnięcie ręki, ale nigdy nie udało mi się tego dokonać.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez te Gorce jest już zwieśniaczony na maksa
      Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu
      Pozdrawiam

      Usuń
  10. Wycinka drzew niekoniecznie musi się sprowadzać do czyjegoś widzimisię. Jeśli drzewo weszło w tzw. wiek rębności, to nie tylko można, ale wręcz należy je wyciąć. Fakt, że wiek ten trwa dość długo, w zalezności od gatunku i warunków, w jakich drzewo wzrastało, ale w nieskończoność też czekać z tym nie należy, bo potem drewno można jedynie spalić i do niczego innego się nie nada. A przecież szkoda by było je zmarnować, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idąc kategoriami wieku drzewa był to drwal pedofil.
      POzdrawiam

      Usuń
  11. To nie brak świadomości ekologicznej tylko durne polskie przepisy zmuszają ludzi do wyrzucania śmieci byle gdzie. Nie wiem, czy wiesz Antoni, ale obywatel nie może zawieść śmieci sam na wysypisko i tam nawet za opłatą ich zostawić, bo ich od niego nie przyjmą. Przyjmują tylko od firm, z którymi mają podpisane umowy.
    W różnych państwach Europy różnie jest to rozwiązane, ale generalnie nie ma większego problemu, by ich się legalnie i często za darmo, bez większego wysiłku i zachodu z tym związanego pozbyć. Po to obywatele płacą podatki, by mieć takie rzeczy z głowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to jakieś lokalne przepisy? Gminy przecież odbierają śmieci od właścicieli nieruchomości. Nie ma więc potrzeby wywożenia śmieci gdziekolwiek. Zresztą po co się fatygować, by gdzieś do lasu jechać, skoro wystarczy w określonym dniu pod bramą śmieci wystawić.

      Usuń
    2. Prawdą jest to co pisze Róża, że nie przyjmą śmieci od człowieka co sam przywiezie i tego nie rozumiem.
      Przecież wszystkim z tym byłoby prościej.
      Regularnie odbierają to prawda, są jednak czasami sytuacje nadzwyczajne
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. alElla
      To nie są lokalne przepisy tylko ogólnopolskie. Te określone w umowie (dzień, ilość, rodzaj śmieci) wystawione pod bramą zabiorą, owszem. Ale jakieś dodatkowe już nie, bo nie mają na nie umowy z właścicielem posesji, np. po remoncie domu, sprzęt rtv czy agd, stare meble, śmieci po sprzątaniu ogrodu czy obejścia. W miastach jest z tym lepiej, bo można zgłosić planowany remont i wtedy zostanie podstawiony specjalny kontener, ale w mniejszych miejscowościach, a zwłaszcza na wsiach jest z tym poważny problem. Czasami podstawią, przyjadą, zabiorą, ale to słono kosztuje. Wiadomo, jak to jest - mało kogo stać na takie wydatki, zwłaszcza w małych miejscowościach i na wsiach. Może by i ludzie wywieźli na lokalne wysypisko, jeżeli posiadają własny transport, ale na wysypisku śmieci od prywatnego człowieka ich nie przyjmą. No to ludzie wolą wywieźć do lasu. Chory system, wygodny tylko dla urzędników. Im w rubryczkach wszystko się zgadza. A otoczenie wygląda jak wygląda.

      Usuń
  12. Cześć Antoni
    U Kochanowskiego też nie wszystko takie sielskie, np
    /A gospodarz wziąwszy siatkę
    Idzie mrokiem na usadkę,
    Abo sidła stawia w lesie;
    Jednak zawżdy co przyniesie./
    A więc kłusownik, który dusi we wnykach małe zajączki. A jeżeli chodzi o śmieci to masz rację. Nasz polski syf jest ponad regionalny. Może tylko jego natężenie koreluje ze stopniem religijności regionu. Niestety. Pozdrawiam JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłeś że religijność tu zupełnie nie przeszkadza?
      Pozdrawiam,

      Usuń
  13. Nigdy nie zrozumiem co myślą ludzie porzucający swoje śmieci gdziekolwiek. Chyba wcale nie myślą? Bo niby jak mają one, te śmieci, mają zniknąć? Same nie pójdą na wysypisko. Żadne, nawet durne przepisy, nie zwalniają od myślenia i przyzwoitego zachowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na wysypiskach od prywatnych ludzi śmieci się w Polsce nie przyjmuje - takie przepisy. Wyjaśniłam to w komentarzu wyżej.

      Usuń
    2. Wiele z tych śmieci można śmiało pakować z normalnymi śmieciami. Część segregować.
      Da się trzeba tylko chcieć i co najważniejsze pomyśleć.
      Pozdrawiam

      Usuń
  14. Już niedługo przyroda to litościwie przykryje. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Taki spacer raczej podnosi ciśnienie niż dostarcza poczucia harmonii z naturą . Co więcej - trzeba współczuć naturze ... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jak to mówił mój znajomy - Jak trza to trza
      Pozdrawiam

      Usuń
  16. Pieski przynajmniej zawsze się cieszą! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Po powrocie do domu mam zawsze zapewnione merdanie ogonem
    POzdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. Antoni, własnie odkryłam, że mamy wspólna cechę (nie liczac tych spacerów z psem): Mnie też potrafi zachwycić byle co :) Uważam to za bezcenne! Tak nieskromnie...

    OdpowiedzUsuń