piątek, 17 kwietnia 2015

A na horyzoncie pierwszy pokos, czyli odrobinę ambiwalentnie

Nie ma radości w rodzinie, ale jest równość. Teraz i pies i kot paradują po obejściu w obrożach. Suka w modela a la Pocahontas a kotka dźwiga wersję z brzęczącym dzwoneczkiem.
Ptasi sezon rozpoczął się na dobre i drania zaczęła znosić do domu pojedyncze ptaszki. W zeszłym roku też daliśmy wyraz naszej desperacji i założyliśmy obróżkę ale zgubiła ją gdzieś w krzakach. Teraz babcia własnoręcznie założyła ustrojstwo na kocią szyję i ta chodzi z kąta w kąt podzwaniając jak pokutująca dusza w piekle.
Trzeba być przygotowanym do tego dźwięku gdy usłyszy się go zaraz po nagłym przebudzeniu, powiedzmy o drugiej w nocy.
Z elastycznej kociej obróżki cieszy się i suka. Wymyśliła nawet taką zabawę, łapie zębami za obróżkę i ciągnie do siebie. Kot próbuje uciec, materiał się naciąga. W odpowiedniej chwili obróżka wypada spomiędzy zębów suki ( bądź jest przez nią świadomie puszczana) i kotka dostaje nagłego przyspieszenia. Prawie do dwóch G (nie mylić z punktem G).
Nic jednak brutalnego nie kryje się w tej zabawie bo już za chwilę Kota kręci się w okolicy psiego pyska. Może ona to lubi? Ech ta kobieca przewrotność.
Próbowałem interweniować w tych nierównych zwarciach, ale wtedy najpierw spogląda na mnie zdziwiony pies a potem równie zaskoczony kot.
W końcu nie muszę się narzucać ze swoją wizją współżycia międzygatunkowego.
Ponieważ suka od pierwszych miesięcy mieszkała z kotem, nabrała kilku typowo kocich zachowań.
Boki zrywam gdy kot broni się przed psem wyciągając w charakterystyczny sposób łapę. Za chwilę pies robi to samo w kierunku kota.
O mamlaniu w pysku myszy już wspominałem więc nie będę się powtarzał, szczególnie, że i dla mnie to widok kontrowersyjny.
A tak a propos miłości międzygatunkowej. Czytałem dzisiaj artykuł w Onecie zatytułowany „Potomkowie Yeti” *
Dotyczył on Zany - tajemniczego hominida nie będącego Homo sapiens, który żył we wsi Tchina na obszarach Abchazji w połowie XIX wieku.
„Oswojone stworzenie noszące cechy ludzkie i zwierzęce ponoć budziło strach i przerażenie. Miejscowi nazywali je Dziką Kobietą. Co najciekawsze, urodziła ona kilkoro dzieci. Potomkowie samicy "małpoluda" żyją do dziś w tamtym rejonie Abchazji i odznaczają się niezwykłymi cechami...
… Z ustaleń wynika, że olbrzymka zachodziła w ciążę przynajmniej pięć razy. Ojcami jej dzieci byli prawdopodobnie lokalni mężczyźni. Jak do tego dochodziło, lepiej nie pytać”
Ja też nie miałbym odwagi zapytać a wyobraźni, tu przyznaję, zaczyna mi brakować.
„ Badacz ustalił, że pierwsze dziecko zmarło, bo Zana obmyła je w zimnej wodzie strumienia. Później miejscowi odbierali jej kolejne noworodki. Wiadomo, że czwórka przeżyła.”
Nie odmówię sobie również zacytowania jednego z komentarzy znajdujących się pod tekstem
„~rozbawiony : Na całym świecie nikt nie spotkał yeti, ale Ruscy nie dość, że złapali to jeszcze wydymali skutecznie. Szacun.”
Od zawsze uważałem, że Rosjanie to twardzi ludzie. Teraz zauważam, że są twardsi niż przypuszczałem.
Na końcu podaję link do artykułu, ponieważ mnie samemu co chwilę wydaje się, że to mi się przyśniło, a tu jednak nie. Pewnie, że nie bo ustaliliśmy już, ja nie mam aż tak bujnej wyobraźni.
Ale, że nie jest jeszcze z moją wyobraźnią bardzo źle, zaprojektowałem i zrobiłem taki oto chodniczek do ogrodu.


Dziura w ziemi wybrzegowana listwami plastikowymi, zabezpieczona włókniną a wypełnienie stanowią pozostałe po poprzedniej właścicielce płyty w kształcie płaskich kamieni i żwir z miejscowej żwirowni.
Zdjęcie robiłem na świeżo. Jak zieleń wróci do stanu normalnego z pewnością będzie wyglądała lepiej. Żwir stanowią malutkie otoczaki w przedziale 8 - 16 mm po których suka wprost uwielbia ganiać. Żłobi przy tym łapami różne wgłębienia. Od czasu do czasu, niczym japoński ogrodnik, zamiatam i grabię kamyczki do odpowiedniego poziomu. Oni posypują ścieżki piaskiem, ale to i tak teraz nieistotne. Okazało się, że prócz wzrostu coś więcej łączy mnie z mieszkańcami Kraju Kwitnącej Wiśni.
We wszystkich pracach obowiązkowo pomaga mi suka, kopiąc, drapiąc bądź wyciągając kołki z ziemi. A kiedy nic nie robię, tylko siedzę i patrzę na ogrom tego co mnie czeka, ona zastyga
obok w pozycji sfinksa i staje się łatwym celem dla obiektywu.


Jak mam sfinksa w domu to po co mnie jechać do Hurgardy? (tu charakterystyczny niczym w reklamie gest falujących dłoni).
I nawet pasuje bo nie tylko Kopernik ale i Sfinks była kobietą. 


Patrzę na ogród z niepokojem ale i nadzieją. Jak tak dalej pójdzie to pierwsze koszenie wypadnie jeszcze przed długim weekendem.
Dlaczego z nadzieją? Bo piwo najlepiej smakuje mi po takim koszeniu



32 komentarze:

  1. Klik dobry:)
    Nie wiem, jaki jest Sfinks w Hurghadzie, ale do tego z Gizy to sunia podobna. Z profila nawet "odgryziony" nos. :)

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy w Hurgardzie jest w ogóle jakiś Sfinks.Nie byłem
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Za to na pewno jest Syrenka.

      Usuń
  2. 1. Mój pies, który był drugim stworzeniem w domu, też nauczył się od kota, że w chwilach gniewu podnosił na niego łapę.
    2. Ta ruska chęć zadziwienia świata zaczyna przybierać coraz kuriozalniejsze formy.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety myślę, że jeszcze nie raz otworzymy ze zdziwieniem usta nad tym zadziwianiem świata. Byle by tylko nie przyszło zaciskać zębów.
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Uwielbiam psio-kocie zabawy. Uczą się wzajemnie od siebie. I też widzę podniesioną łapkę. :) Sunia podgryza delikatnie kocie tylne łapki bo tak się bawi z pieskami a kot nauczył się tego od niej, gryzie tzn macha ząbkami w okolicach jej uszu. :)
    A co do ruskich to MY świat zadziwiamy na wielu poziomach w tym także co do wyboru serdecznych przyjaźni z narodami i Amerykanie zadziwiają wraz ze sprzyjającą im UNIĄ, szczególnie w kwestiach narzucania swoiście pojmowanej demokracji.
    Z lekka odbiegłszy od tematu: w chwili wolnej proponuję przeczytać niezwykle barwnym językiem :) i wcale nie nudne, opracowanie tematu zniszczenia pięknego kraju zwanego dawniej Jugosławią, warto:
    http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Wojna_w_Jugos%C5%82awii

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Jugosławia, ileż wspomnień z młodości
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Chodniczek do ogrodu wyszedł całkiem , całkiem ... ale i tak najbardziej zachwycam się uroda Twojego Sfinksa :) Pierwszy pokos trawy już tuż, tuż - mam nadzieję ,ze mentalnie jesteś już przygotowany :) Dużo słońca i ciepełka wiosennego życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kosiarka przygotowana, zapas paliwa też. I piwo w lodówce się chłodzi
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Ta, no ja też własnie pomyslalam o konieczności koszenia, ale zupelnie bez przyjemności. Jedyną pocieche stanowi fakt, ze odkad osobiście zajmuję sie trwniczkiem, jest on najpiekniejszy w dziekjach - tego domu. W dodatku trochu popsuła sie kosiarka i trza bedzie zmolestowac Waldemara, aby naprawił. Suka miodzio, brak słów dla jej piękności, tfu tfu na psa urok ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za słowa o psie. A jeżeli idzie o Waldemara to z pewnością ucieszy się z możliwości wykazania swoich talentów
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Na pewno ;)), tym bardziej, ze podjęłam decyzję o przemeblowaniu chaty i tez w tym temacie bedzie mistrzem ceremonii!

      Usuń
  6. Pierwszy pokos trawnikowy zwykle przypada w okolicach 1 maja. To taka "nowa tradycja" zamiast pochodu - koszenie.
    Na pierwszy pokos polowy, na siano, nadejdzie wkrótce po trawnikowym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś mi to tak właśnie wypada
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Trzecią próbę umieszczenia komentarza ograniczę do pozdrowień

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Udało się!!! Poprzez konto Google udało mi się ominąć pułapkę ze wskazywaniem obrazków podobnych do innych obrazków.

      Usuń
  8. Oj piękna na suka Twoja :-)
    Zabawę zwierzaki mają przednia, chciałoby się samemu zobaczyć :-)
    Zawodowy chodniczek :-D
    No historia o Zanie mnie zainteresowała :-D

    OdpowiedzUsuń
  9. Tych Rosjan, przy których zabrakło Ci wyobraźni, dość prozaicznie raczej bym widział jako tych, co względnie skutecznie dowiedli teorii, że nie ma brzydkich kobiet, tylko czasem jest za mało alkoholu...
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Sciezka, jak guziki w paltociku.
    Sfinks, wg. greckiej mitologii byla kobieta:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można i tak spojrzeć na tę moją robotę
      Pozdrawiam

      Usuń
  11. Cześć Antoni
    Ja tam wolę piwo nie po i nie przed, ale zamiast koszenia. I z rozrzewnieniem wspominam czasy kiedy kosiło się tylko łąki i tylko w celu przygotowania karmy dla chudoby na zimową porę. A Oćcowie Rodzin płukali gardziołko, a to piwkiem Jubileuszowym, a to wódeczką "Czystą" z czerwoną kartką lubo Jarzębiakiem, aby głosem czystym i mocnym zaśpiewać niosąc sztandary czasów:
    /Piosenka serca nam uzbraja
    I naprzód prowadzi nas
    Piosenka o Pierwszym Maja
    O święcie lludowych mas/
    z łezką w oku na myśl o smaku parówki, którą jadały pacholęta towarzyszące Oćcomi i z robotniczym pozdrowieniem JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czy jarzębiak jest jeszcze dostępny?
      Pamiętam z dzieciństwa jak mi tylko nos nad stół rodzicielski wystawał przy takich okazjach
      Pozdrawiam

      Usuń
  12. A ja jestem pod wrażeniem...Abchazji. A może zadziałała zasada, co to: "chłop żywemu nie przepuści"? Psy są piękne, a zwłaszcza bokserki. A my już po pierwszym koszeniu, znaczy się M. miał tę niewątpliwą przyjemność, ale o piwie nic nie wspominał, widocznie jeszcze nie smakuje, za zimno. Pozdrawiam, Hanula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie prawdopodobnie teraz Młody rozpala maszynę
      Pozdrawiam

      Usuń
  13. Podoba mi się ten chodnik. Widać, że przeznaczony dla modelek, które stawiają jedną nogę przed drugą. Skoro takie towarzystwso Cię odwiedza, to tylko pozazdrościć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbyś zgadł. Młodszy jakoś tak trafia raz po raz
      Pozdrawiam

      Usuń
  14. Bardzo podoba mi się Twój Sfinks... I chodniczek oczywiście też, chyba z taka kreatywnością, zaproszę Cię do mego ogródka... Narobisz moim chłopom wstydu :)

    OdpowiedzUsuń