wtorek, 16 grudnia 2014

Próba oratorium na dwa suchary i pracującą dziewczynę

 - Gdzie idziecie chłopaki – spytał krecik, który właśnie wychylił się z kopczyka świeżej ziemi.
Co prawda krecik był ślepawy ale zajączki tak hałasowały, że krecik bez trudu je rozpoznał.
- Do burdelu sobie idziemy. Hen za trzecia polankę.
- Chłopaki weźcie mnie ze sobą
- Nie bierzemy, bo ty się nie potrafisz w takim miejscu zachować. Gbur i samotnik jesteś.
- Ja? Ja się nie umiem zachować​? Zjadłem cały poradnik dobrego zachowania i jak tylko powiecie mi, że jesteśmy na miejscu to już ja się zachowam właściwie.
Krecik był chyba przekonujący bo zajączki zabrały go ze sobą.
Nakręcone wizją nadchodzącej zabawy straciły czujność. Jeden z nich, przewodnik grupy potknął się o wystający korzeń. Grzmotnął o glebę tak, że po polanie rozniósł się głośny jęk, a potem krzyk
- O kurwa !
- Dzień Dobry – powiedział natychmiast krecik, dodatkowo nisko się kłaniając.
Bo przecież w każdej sytuacji trzeba jakoś zacząć. Zwykłe dzień dobry może być doskonałym starterem. Nie można przecież zastukać w drzwi lupanaru gotowym do użycia argumentem i wpaść do środka niczym lew polujący na antylopy u wodopoju.
A może tak właśnie trzeba? Nie wdawać się w żadne kurtuazyjne rozmowy i wstępne gierki. Tylko jakże to tak?
Kiedyś uczestniczyłem w pewnym „biznesowym” spotkaniu, na którym po kilku głębszych doszło do dyskusji na temat seksu. To nic niezwykłego bo z reguły wszystkie męskie rozmowy kończą się dyskusja o seksie. Wiele z nich od tego się zaczyna.
To spotkanie wyróżniało się tym, że ktoś cwany zaproponował bardzo ważnej osobie, załatwienie (w domyśle sfinansowanie) pracującej dziewczyny. Zazgrzytało lecz nic to bo facet licząc na przyszłe konfitury gotów był złamać obowiązujące prawo i towarzyskie normy. Wszyscy bowiem wiemy, że stręczenie do nierządu jest karalne. Więcej oleju w głowie miała ta „pewna ważna osoba” która ze zdziwieniem ( udawanym lub nie) zapytała:
- I co ja niby miałbym z nią zrobić?
No jak to co? Wiadomo co
I tak od razu? Panowie ja tak nie potrafię. Ja bym musiał z nią przynajmniej zatańczyć.
Nie był to jednak lokal z dancingiem, a więc sprawa upadła.
Kiedy to sobie przypomniałem utwierdziło mnie to w przekonaniu, że to bardzo ważne by jakoś zacząć.
W porządku, krecikowe „Dzień dobry” i co dalej?
Zaraz dyskusja o cenniku? Przecież to nie zakład fryzjerski, czy zapomniany już powszechnie punkt repasacji pończoch.
- O czym tu gadać, jak płacisz za poświęcony ci czas ? – spytał kiedyś mój młody podwładny, w takcie luźnej, męskiej rozmowy. Zaraz też dał popis swej praktyczności.
- Jak ograniczysz gadanie to w najniższej jednostce cennikowej zdołasz powtórnie zrealizować cel swojej wizyty. Gadanie tylko rozprasza.
Oczywiście do wyartykułowania myśli użył dużo mniej parlamentarnych określeń. Sen był jednak mniej więcej taki sam. Gadanie niepotrzebnie kosztuje.
- Ja bym tam zagadał – pomyślałem sobie. Oczywiście dla uspokojenia opinii publicznej chciałbym dodać, że te moja rozważania miały charakter wybitnie teoretyczny i dotyczyły nie sedna sprawy a jedynie zachowania na wstępie. No bo przecież korzystając z pomocy panienek można nie
przestać być gentlemanem.
Tu z pewnością damska część przyjaciół i znajomych królika zarzuci, że gentlemani na dziwki nie chodzą.
Zburzę ten wyidealizowany wizerunek. Niestety chodzą.
Sam pamiętam takie powiedzenie z czasów mojego dzieciństwa a zarazem młodości mojego ojca.
„Gentleman się syfa nie boi gentleman go ma”
Podsłuchując gdzieś z rogu pokoju rozmowy starszych w trakcie hucznych imienin, nie rozumiałem tego powiedzenia. Ba nie znałem nawet znaczenia słowa „syf”.
Z wiekiem przyszło zrozumienie dla tej jednej z wielu mądrości życiowych.
Wydawało mi się, że wypada tak przyjść i zagadać. Powiedzieć może coś o sobie, w ostateczności od siebie. W końcu to jedyna okazja by wykreować takiego siebie, jakiego sami chcielibyśmy widzieć. Prostytutka w dowód osobisty nie zagląda. Tak mi się przynajmniej wydaje.
Zapytać o pracę ale w jakiś taki delikatny sposób. W żadnym wypadku nie pytać o romantykę tego zawodu, jak powszechnie mówią najstarszego zawodu na świecie.
Nie dane mi było sprawdzić w działaniu tego przepisu na rozpoczęcie, ale nie będę się tutaj kreował na kogoś bez skazy, ani też na modnego ostatnio „stalowego drwala”.
Nie odpowiem więc też na pytanie - czy tego żałuję czy nie ?
Problem pozostawał dalej aktualny
No więc jak to jest? wdawać się w rozmowy z prostytutką czy nie?
A czy One w ogóle życzą sobie takich rozmów? Oczekują zwierzeń? A jeżeli tak to kiedy? przed czy po? a może o zgrozo w trakcie?
Historie małżeńskiego seksu notują przecież przypadki omawiania choćby list zakupów na dzień następny.
Otóż wychodzi na to, że one wcale tego nie oczekują. Powiem więcej są takimi próbami zmęczone i poirytowane.
Skąd to wiem?
Przeczytałem w Newsweeku artykuł pod tytułem „Na kozetce u prostytutki”
„ Ostatniej rewolucji na rynku płatnej miłości polskie prostytutki mają już po dziurki w nosie. Tego, że zamiast seksu klienci domagają się pieszczot, pocałunków i psychoterapii.„
chcecie przykładów?
Proszę bardzo oto wypowiedzi kilku z nich
„ – Ostatnio zadzwonił do mnie student z pytaniem, czy w ramach usługi mogłabym mu opowiedzieć bajkę na dobranoc – mówi Andżelika, siedem lat w zawodzie.
– A teraz większość domaga się czułości, a nawet, szlag by to trafił, całusów. Sandra dziesięć lat pracy
- Łysy mecenas po pięćdziesiątce. Dobrze płaci, nawet 250 złotych za godzinę, więc Jolanta w zasadzie nie powinna narzekać. Po co przychodzi? Chce, by go miziać, głaskać, poużalać się nad jego losem. Nie dość, że żona go nie kocha, kochanka rzuciła, to jeszcze córka zaciążyła z Mulatem.
- Zamiast się bzykać jak ludzie, oni ciągle gadają o problemach. Co to ja Ewa Drzyzga jestem? – denerwuje się Jolanta. „
- Trafił mi się klient, który chciał zapłacić tylko za to, bym go drapała za uchem. Odmówiłam zboczeńcowi – przyznaje.
To co rzuciło mi się w oczy w powyższym tekście poza meritum to jest ciekawe zakreślenie obszaru zboczenia.
To już drugi przykład, że pracujące dziewczyny inaczej postrzegają ten problem. Pierwszym był poniższy dowcip.
Pewien facet krążył od panienki do panienki w jednym z poznańskich Night Clubów.
Rzecz cała równie dobrze mogła mieć miejsce w Krakowie.
Każdej proponował to samo, nietypowy seks. Żadna nie chciała się jednak podjąć być może ryzykownego zadania.
Problem na „klatę” obdarzoną zresztą jeszcze całkiem kształtnym biustem postanowiła wziąć szefowa agencji, ze stażem ponad dwudziestu lat w zawodzie.
Przez taki szmat czasu niejednego przecież mogła się napatrzyć, a tym bardziej doświadczyć.
Dziarsko weszła z młodzianem do pokoju, by wyrzucić go już po chwili z głośnym krzykiem
- Wynoś się stąd zboczeńcu jeden !
- No i jak chciał? - spytały jedna przez drugą, panienki
- Jak chciał ? Za darmo chciał, zboczeniec jeden
Zamówienie, wykonanie i honoracja. W takiej kolejności. Czasem honoracja wyprzedza wykonanie, ale to tylko kwestia umowy.
Pogadać to se można było w maglu. Tylko czy ktoś współcześnie widział jeszcze coś takiego?


inspiracja

17 komentarzy:

  1. Vulpian de Noulancourt16.12.2014, 12:29

    Czytałem gdzieś, że w średniowiecznym Paryżu była cała ulica (a może nawet dzielnica) prostytutek i każdy przechodzień był wesoło nawoływany z okien do wstąpienia. Jeśli jednak stawało się jasnym, że przechodzień nie zamierza być klientem, a tylko chciał sobie tędy drogę skrócić, to głosy stawały się napastliwe i zwyczajnym zarzutem było posądzenie go o bycie sodomitą. Nie przepuszczano nikomu, nawet sukienkom duchownym.
    Rozumiem, że tam też nie było mowy o drapaniu za uchem. Co za wszeteczny pomysł!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tam dalej jest taka uliczka i to wcale nie jest Pigalle jak się powszechnie uważa
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Jak się zatrudniasz w warzywniaku sprzedawać to też byś się wkurzył gdyby Ci klient kazał bukieciki układać albo chciał marchewkę za darmo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy zawód ma swoją specyfikę
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Dla mnie kurwa to kurwa, nawet jeśli w jakiś sposób pożyteczna. I niech się nie spodziewa klienta gentelmena, bo kurwa od tego jest, by być sponiewieraną. No, umowny się, albo dama, albo wywłoka, trza być konsekwentnym ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to pisał Tuwim
      "Piotr miał cię za swą dziką żądzę,
      Jan za to, że był pięknym ciałem.
      Alojzy miał cię za pieniądze,
      Ja - zawsze cię za kurwę miałem."
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Mam niejasne wrażenie, że nie każdy kto się ma za dżentelmena, nim jest, choć za takiego się uważa... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To kwestia oceny nie własnego samopoczucia. Oczywiście masz rację
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Na placu Pigalle nie sprzedają kasztanów. :) ale dzielnica czerwonych latarni dalej funkcjonuje i słynny kabaret Moulin Rouge, który od 100 lat przyciąga publiczność także, widziałam go przez chwile z zewnątrz ino tylko, bo zwizytowałam plac Pigalle za dnia. :) A co do kobiet parających się najstarszym zawodem świata to pewien duchowy mistrz hinduski, pytany co myśli o tych kobietach po chwili namysłu odpowiedział: cytuję z pamięci:
    - te kobiety usuwają nagromadzone emocje i napięcie z męskich ciał, nie wolno nimi poniewierać są święte. Hmmm.
    :):))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poniewieraniu to i ja jestem przeciwny
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Mamy problem z ominięciem schematu, jak widać. Gdy chcemy skorzystać z jakiejś usługi, to zwykle określamy precyzyjnie o co nam chodzi. Przy usłudze tego typu, trzeba jednak postąpić tak jak przy zakupie towaru w samoobsługowym sklepie. Sięgnąć i wziąć i tyle. Tylko zapłata powinna być pobrana chyba z góry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czas inkasowania gotówki zależy chyba od poziomu klienta i lokalu
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Klik dobryt:)
    Na to wygląda, że ludzie bardziej potrzebują ciepła i przytulenia niż samego seksu. Źle tylko, że już nawet to trzeba kupować. Czyżby coraz mniej było w domach ciepła?

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafiłaś w sedno. To zbytnie gadanie i nietypowe zamówienia wynikają z postępującej samotności.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Podobna refleksja mnie naszła....
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  8. Ano gonimy coraz szybciej, czas to pieniadz, coraz rzadziej przysiadamy przy kawie czy kielichu. Chcesz pogadac, plac. Nie kazdy chce sluchac rad psychologa, prostytutka nie radzi, nie ocenia - slucha i mizia, a licznik bije zboczencowi ;-)
    Pracuje w biurze, z klientem-petentem, jejuuuu jak mnie trafia gdy zamiast wniosek wypelniac taki gada i gada. Dobrze, ze miziac nie musze ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację to znak czasów, taka pogłębiająca się samotność.
      Pozdrawiam

      Usuń