wtorek, 3 maja 2016

O próbie pokonania lęku przed wodą

 Wyglądałoby to niewinnie gdybym napisał, że przypadkowo zabłądziłem pomiędzy pólkami z alkoholem. Niestety wiek niewinności mam już za sobą a niedawno obchodziłem nawet kolejną rocznice tego pożegnania.
No więc wpadłem do sklepu kierując swoje kroki bezpośrednio na stoisko z alkoholem, moja miłość do wina jest przynajmniej na tym blogu jest powszechnie znana.
Wino odwzajemnia to uczucie, rzucając się w oczy niepozorną najczęściej etykietą.
Należę do grona wyznawców zasady, że im bogatsza etykieta tym biedniejsze wnętrze.
To co zobaczyłem spowodowało u mnie pewne rozdwojenie






Co innego widzę, co innego czytam i jak z tym żyć Panie Premierze ?... a przepraszam to już nieaktualne. Jak od tego nie zwariować Pani Premier ?
Myślałem, że w szkole byłem dobry z geografii. Myliłem się
A propos czytania które porusza. Poruszył mnie taki tytuł




Rusza budowa największego zbiornika wodnego w Polsce. Ma być dwa razy głębszy od Hańczy Tekst podziałał na moją wyobraźnię.
Zacząłem zgłębiać tekst
Piękne plaże, centrum rekreacyjno-sportowe i największe jezioro w Polsce w miejsce ogromnego kopalnianego dołu na Polach Bełchatów i Szczerców. Zgodnie z zapowiedziami PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna, spółki z Grupy Kapitałowej PGE już wkrótce ruszą intensywne prace przy budowie największego zbiornika wodnego w naszym kraju. Ma być dwa razy głębsze od obecnego rekordzisty - jeziora Hańcza.
Wyobraźnia zaczęła działać. Tabun pięknych dziewcząt w skąpych kostiumach kąpielowych wypoczywających na brzegu w komfortowych warunkach, sprawiających sama swoją obecnością że krew nie krzepnie w starych atakowanych sklerozą żyłach.
Profilaktycznie wciągnąłem brzuch, jakbym sam stał w pobliżu takiego zajętego leżaka. Już przy czytaniu tekstu wyobraźnia podrzucała mi coraz to ciekawsze pomysły
Już zacząłem żałować, że z moimi umiejętnościami pływackimi jest byle jak i po prostu boje się wody. Lęk przed wodą stłumił potrzebę żeglowania a przecież już starożytni mówili, że żeglowanie jest rzeczą konieczną.
Lekko zawstydzony, w jakimś niepojętym poczuciu winy puszczałem sobie przez te wszystkie lata szanty z których poznawałem cała prawdę o życiu na wodzie. O rumie rumbie i dziewczynach w każdym porcie. Cichutko, leciutko nienachalnie.
Co rusz dowiadywałem się, że któryś z moich znajomych zrobił patent sternika, a po nocach śniły mi się kolorowe obrazki dopełniające opowieści o rejsach pomiędzy wyspami Chorwacji.
Nawet moja fryzjerka co roku wyruszała na taką wyprawę.
Nie aspirowałem już do tak ekskluzywnego grona jak mój znajomy chirurg, który popłynął jachtem na Grenlandię i Antarktydę.
Ot tak mały jacht i raz z wiatrem i raz pod wiatr.
Parafrazując Różewicza - poszukiwałem nauczyciela i mistrza który nauczy mnie i nazwie rzeczy po imieniu, a przede wszystkim wyleczy mnie z tego cholernego lęku przed wodną głębią.
Do gór też mam uczycie lęku, ale ten lęk wynika wyłącznie z szacunku i w niczym nie przeszkadza by wybrać się na oznaczone szlaki.
Skoro lęk mi nie przeszkadza to co mi przeszkadza w tym, że przez ostatnie 15 lat moja noga tam nie postała?
Nie potrafię wytłumaczyć mojej koncentracji na platonicznych wyłącznie relacjach z górami.
Wracając zaś do artykułu, to wyczułem tu swoją szansę. Duże jeziora zdecydowanie bliżej niż Mazury. No przecież można się będzie wybrać i co miesiąc a nawet częściej. Rozpaliłem zmysły.
Szczegóły. Proszę o szczegóły.
- Będą to dwa, połączone ze sobą najgłębsze jeziora w Polsce, wielkości Gopła każde. Planują tam utworzenie pięknych plaż, portu jachtowego, a nawet zatopienie pewnych atrakcji dla pasjonatów nurkowania. Maksymalna miejscowa głębokość zbiornika wodnego 205 m, a średnia głębokość to około 79 m.
- A może by tak kupić jakąś łajbę – rzuciłem do żony znad laptopa – Tak razem z dziećmi?
Być może z pomocą dzieci odhaczyłbym i dobry kontakt z wodą. Zgrabnie pominąłem przy okazji kontekst finansowy
- A od kiedy będzie to jezioro ? - Zapytała przytomnie żona. Ona też nie zapytała skąd na to wziąć kasę.
- Napisali że rusza budowa. Czekaj, czekaj. W Polu Bełchatów zakończą eksploatację węgla w roku 2020, a w Polu Szczerców w roku 2040. Po zakończeniu działalności górniczej, wyrobiska poddane zostaną rekultywacji w kierunku wodnym. To znaczy że będą zalewać.
- To kiedy zaleją?
- Planowane zakończenie wypełnienia wodą w Polu Bełchatów to 2058 rok czyli prawdopodobnie za 44 lata, w Polu Szczerców to 2062 rok czyli prawdopodobnie za 48 lat
Tu mina zrobiła mi wyraźnie zrzedła bo w pierwszym przypadku miałbym teoretycznie 100 lat a w drugim 106.
Rany boskie. Oni jeszcze nie skończyli wydobywać a już prawdę mówiąc „zalewają”
- No to chyba masz jasność w temacie – podsumowała praktyczna jak zawsze małżonka - A jak posiadasz wolne środki to przeznacz je na takie przygotowanie domu tak by nasza starość była już nawet nie komfortowa a przynajmniej znośna. To będzie znacznie szybciej. Starość znaczy się.
Prawda. Wtedy nawet mój Starszy Syn będzie miał wtedy 78 lat.
Przeleci jak i mnie przeleciało a raczej dalej leci.
Wiadomość o szacunku dla przyrody i próbie jej ratowania ciekawa, nie przeczę, ale tytuł „Rusza budowa” wymyślił chyba jakiś wysłannik z przyszłości.
Zaczynam wierzyć, że nie ma sensu czekać na lądowanie kosmitów, oni od dawna żyją wśród nas.





23 komentarze:

  1. toż to Onet, i wszystko jasne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety tak się teraz buduje wiadomości
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Nie tylko "teraz"... Wańkowicz w "Karafce La Fontainea" wspominał jakieś amerykańskie kursy dla reporterów, gdzie uczyli, żeby najważniejszą część informacji wybić do tytułu... I cytował taki "news" pt."Zabity!!!", którego treść brzmiała coś tak: "Nieznany osobnik znaleziony martwy przy takiej to a takiej ulicy"...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    3. Człowiek odruchowo przyjmuję taką wąską optykę

      Usuń
  2. Jak to , to nie wiesz,że Mołdawia jest stolicą Macedonii( albo odwrotnie), sama się gubię?:)
    Jak oni tak będą zalewać każdy wykopany dół, to niepotrzebne nam globalne ocieplenie klimatu i straszenie zalewaniem terenów nadmorskich.I przyjdzie czas,że nasza biedna , umęczona Ojczyzna " z siłą wodospadu" , zwinie się i zniknie w odpływie, tak jak woda, gdy wyjmiemy korek z wanny. Ja ma takie skojarzenia w związku z zalewaniem kopalń, sadzę,że Twoje są przyjemniejsze, bo nie ma nic lepszego jak jacht i bikini:). Pozdrawiam,Hanula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomimo lęku przed wodą zawsze podświadomie czułem, że bikini i jacht to dobre połączenie
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Oj...Po po rozpadzie Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławii Macedonia ładniej brzmi i aż chce się tak pisać a Mołdawia - kto go tam wie , gdzie leży (gdzieś między Rumunią i Ukrainą..?) więc co się dziwić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym niemniej wole wino mołdawskie
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Jeszcze lepsze połączenie to spora łódź motorowa i brak bikini (trzeba wtedy trochę dalej w ciepłe morze wypłynąć, żeby nikt nie musiał co chwila się ubierać z powodu mijanek z innymi jachtami).
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, ja wybrałem raczej taki minimalizm
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Na jachcie bikini się nie przydaje, bo bardzo rzadko bywa flauta, przynajmniej na naszych mazurskich jeziorkach. :))
    A jakie wino polecasz?
    Ciepło pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio eksperymentowałem z regionalnymi winami portugalskimi.
      Sympatyczne doświadczenie.
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Odpuść, byłam w zeszłym roku przy tej ogromnej dziurze w Bełchatowie. Komuś się dobrze zajączkuje.
    Lepiej pozostań przy wodzie typu dobre wino i przy miłości do gór. Mimo wszystko bezpieczniejsze. Nawet, jak nogę- możesz nawet w bikini- złamiesz, to ujdziesz na sucho. I nie ma nic gorszego niż umoczyć- obojętnie w jakiej "mętnej wodzie".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja taki szybki nie jestem i dobrze czuję się w sprawdzonych związkach. Spoko
      Góry i wino
      POzdrawiam

      Usuń
  7. Ja zdecydowanie mołdawskie, na falach traw, bez bikini.
    A dokładniej to czerwone, na kocyku, w dresie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W razie czego można jeszcze buszować w zbożu, też po winie
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. Klik dobry:)
    Ech... te tytuły onetowe...
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  9. A. Jednak rzuciłeś się w głębię tematu. Można to zaliczyć jako suchy trening .

    OdpowiedzUsuń
  10. Bo grunt to tytuł, który chwyta, mało kto pewnie jeszcze czyta cały artykuł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że mało kyto czyta. Kiedyś Onet zamieścił moją publikację na swojej głównej stronie. Oczywiście tytuł został zmieniony na inny, o czym nie wiedziałam. Jakież było moje zdziwienie, gdy pojawiło się bardzo dużo komentarzy nie pasujących do treści mojej notki. Pasowały jedynie do onetowego tytułu, który później odkryłam.

      Usuń
  11. Za 40 lat będzie tam coś zupełnie innego, ale dziennikarz słusznie wyszedł z założenia, że i tak nikt nie będzie pamiętał, co on tam naskrobał. Przypomina mi się jeden z odcinków "Tytusa, Romka i a'Tomka", w który Tytus był dziennikarzem i pokazywał kolegom wielki palec, z którego dziennikarze wysysają wiadomości.

    OdpowiedzUsuń
  12. Też czytałem i podobne refleksje mnie ogarnęły.
    Trzeba czekać

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj tam, ale mógłbyś kupić, ustawić przed domem i się przyzwyczajać, a może byś ściągnął jakieś dziewczę w bikini :-) i jaki szpan wśród sąsiadów ;-)

    OdpowiedzUsuń