wtorek, 9 lutego 2016

O próbach skazanych na niepowodzenie albo o eksperymentach prawie naukowych

- Memory five – powiedziałem do siebie, kiedy po wyszukaniu nazwiska nacisnąłem zieloną słuchawkę. Pamiętna scena z Killera przypomina mi się zawsze w tym samym momencie, w chwili wybierania numeru z listy. Powtarzanie wkoło tego zwrotu zaczęło już mnie samego nużyć, bo nikt inny z reguły nie słyszy mojego mruczenia pod nosem. Na ale cóż zrobić, kiedy przyzwyczajenia są naszą drugą naturą?
A gdyby tak pomyśleć o jakiejś grupie wsparcia, aby wyjść z nałogu powtarzania? - pomyślałem w tej samej chwili. Myśl która pojawiła się szybko, jeszcze szybciej uleciała w niebyt, bowiem po trzech sygnałach informujących mnie, że zadany numer jest wolny usłyszałem dobrze znany głos i to dokładnie ten, który w tej chwili chciałem usłyszeć.
- Cześć Janusz
- No witam w ten piękny piątkowy wieczór. Czymże mogę ci służyć?
- Tak sobie o tobie pomyślałem, bo kroi się małe pijaństwo a bez ciebie to z pewnością będzie takie jak powiedziałem czyli małe.
- Stary nic z tego. Dzisiaj u mnie tanie whisky i takoż tani gin lubuski.
- Pijesz gin? - spytałem zaskoczony. W pamięci miałem wydarzenie sprzed prawie trzydziestu lat, kiedy po jakichś hucznych imieninach wylądowaliśmy w Maximie.
Wbrew maksymalistycznej nazwie Maxim, bądź jak stało na szyldzie „Maxime” był zaadoptowaną na potrzeby knajpy suteryną. Bar, wysokie krzesła na których niepewnie siedziałem za sprawą bożej hojności. Nogi wisiały mi w powietrzu, majtając fantazyjnie w jedną i drugą stronę nie próbując nawet dostać do wykonanego zgodnie z jakąś normą podnóżka. W Maximie podawano też drinki. Aż i tylko. Nie można było zamówić zwykłego pół litra. Można było natomiast owe pół litra wysączyć przez słomkę razem z na przykład greckim sokiem Dodoni ( kto jeszcze pamięta?) i dwoma kostkami lodu do wysokiej szklanki. Dzisiaj już nie pamiętam, czy te dwie kostki to była jakaś norma, czy też jakaś oszczędność właścicieli? Ja z pewnością oszczędzałbym raczej sok lub alkohol. Ale ja tam nie wiem ja nie mam knajpy.
Kiedy już wdrapaliśmy się na owe barowe krzesła a ja poczułem luz dyndających nóg o czym nie omieszkałem poinformować kumpla, zebrałem się na jak najbardziej możliwy w danej sytuacji trzeźwy uśmiech i zapytałem
- Co nam Pani poleci?
- Proponuję gin z tonikiem
- O nie ! - wrzasnął Janusz – taki pijany to ja nie jestem.
Barmanka przez chwilę taksowała nas wzrokiem i powiedziała
- No tak, rzeczywiście. Proponuję więc wyborową z sokiem grejpfrutowym.
- No! to coś zupełnie innego.
Prawda jest taka, że po dwóch kolejnych drinkach nadawaliśmy się już do podania ginu z tonikiem, ale odezwał się w nas instynkt powrotny i ku radości współpasażerów autobusu linii 128 wróciliśmy do domu.
Janusz uśmiechnął się czego nie widziałem, ale znając go tyle lat przyjąłem za pewnik.
Jakby dla usprawiedliwienia dodał:
- Gin jest dla mojej dziewczyny. Moja Najdroższa i Najukochańsza Pani w zeszłym tygodniu trochę wypiła a potem przeleciała mnie tak, że mi aż bańki nosem poszły.
Tego wieczoru nie nadawałem się już do niczego, ale zaraz z rana sprawdziłem naklejkę. To był gin lubuski.
Profilaktycznie nabyłem analogiczną flaszeczkę na ten weekend. Z naukowego oczywiście punktu widzenia chcę sprawdzić czy to jakiś jednorazowy wyskok czy mamy do czynienia z prawem serii.
- No i jaką masz tezę ?
- Znasz mnie Antoni. Ja strachliwy nie jestem ale po tych trzydziestu wspólnych latach to z jednej strony cieszę się a z drugiej to aż mi ciarki po plecach biegają.
- Z przyjemności ? – spytałem naiwnie.
- Ze strachu przyjacielu, ze strachu. Jest jednak i tak dobrze, że nie trzeba jakiejś tam rozpałki gdy konar nie chce płonąć. Mój płonie chociaż jakby bardziej dostojnie, bez tego szczeniackiego narwania. Podsumowując, powiem po naszemu, Niech żyją ożralce
- Kto?
- No ci co lubią wypić, tak się u nas kiedyś mówiło.
- Oswój swój strach przed nieznanym chociaż już doświadczonym Januszku i może podejdź do tego romantycznie. Ponoć ryby i owoce morza są naturalnymi afrodyzjakami. Może podasz sushi?
- A kto by mi kurwa kazał jeść sushi ?
- No tak, to wyjaśnia wszystko. Zdaj się więc na swój instynkt, bo ja instynktownie wyczuwam, że w takich okolicznościach przyrody, nie przyjmiesz propozycji męskiego wypadu. Z tego co słyszę to nie jestem konkurencją, chociaż pamiętam, że i za moją sprawą puszczałeś kiedyś bańki nosem. Jakiś czas temu przy piwku opowiadałem dowcip o echu, pamiętasz?
- Dowcip do dzisiaj mnie śmieszy, ale poza tym masz rację. Nie po to zarzuciłem sieci, żeby teraz je tak sobie zostawić prawie pełne ryb i iść za Tobą. Sorry ale nie jesteś Dżizusem.
- Masz rację. Kiedy to ja miałem chrystusowe lata? Jakieś dwadzieścia pięć lat temu. Z wdzięcznością przyjmuję garść newsów z Twojej strony, a wszystko jak zwykle polane sosem z odrobiną szyderstwa. Znaczy się zdrowie dopisuje. Co zaś się tyczy jedzenia, bo sam wspomniałem o sosie, to ja w zeszłym tygodniu kulturalnie zjadłem rydze z patelni i wypiłem kilka kieliszków wina w towarzystwie teścia mojego starszego syna. Miałem większe ambicje, przynajmniej jeśli idzie o ilość wina. Planowałem nawet takie małe przegięcie, ale nie wyszło, no to sobie to przegięcie zaplanowałem na ten weekend. Rozumiem jednak, że nic z tego. Nie potępiam. Powiedz mi tylko co będzie jak z twoich planów nic nie wyjdzie?
- Spędzę tę noc w strefie internetowej ze szklaneczką wspomnianej whisky z colą. Obowiązkowo ze słuchawkami na uszach i może z Jimim Hendrixem, Deep Purplami albo AC/DC. A może i wszyscy i po kolei.
- Sam już nie wiem czego ci bardziej życzyć ?
Rozłączyłem się. 
Z wiekiem Janusz zrobił się mniej zdecydowany. Kiedyś nie pytał - "ociec prać?" ale czasy się zmieniają. lat nam nie ubywa.
Cholera, to już trzeci telefon i za każdym razem słyszę wymijające usprawiedliwienia. Preteksty, czasem i konkrety, a każdy na nie.
- A może nie umiesz puszczasz baniek nosem ? - Spytała mnie zaraz ciemna strona mojej natury czyli Yin
- Może tylko ty dopracowałeś się wyrozumiałej żony ? -  Podpowiedziało mi Yang
- Oj to, to – odpowiedziałem, bo Yang to wszyscy urodzeni w parzystych latach a więc i ja.
Poza tym Yang symbolizuje ogień lub wiatr a ja często potrafię się rozpalić i gadać na wiatr. 
A że z wiekiem nauczyłem się myśleć praktycznie pomimo wszystko, to mi się to Yin z Yangiem pomieszało, jak na tych popularnych symbolach  



36 komentarzy:

  1. Klik dobry:)
    Nic to, że się pomieszało. Praktyczne myślenie jest bardzo... Praktyczne!

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem jednak trzeba iść na żywioł by od tego praktycznego życia nie zwariowac
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Smutna nota z pewnych względów. Te konary pal sześc, ale mocnych trunkow nie należy unikać, ze względu na zdrowie fizyczne i psychiatryczne. Od kiedy ukonczyłam 15 lat, pijam mocne i chwalę sobie, nie rozmyślam o Yin ani Yang. Antoni, ja się zawsze z Tobą mogę napić! Byle nie wina, po dwóch kieliszkach zalegam nieprzytomna. Pozdrawiam :-D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kusząca perspektywa,ale do Wrocławia tak daleko
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. A ja będę się upierać, że wino jest najprzyjemniejszym trunkiem. I, z racji Kany Galilejskiej, nawet najbardziej bogobojnym trudno je krytykować.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, krytyki nie będzie, szacun, jak mawia młodzież. Kiedyś jednakowoż napiłam się wina, ponoć dobrej marki, żeby nie było. Pół butelki, po czym padłam, potem bełkotałam, zwiesiłam łeb bezwładnie, na koniec zawleczono mnie do łazienki, by ochronić dywan. Może zapomniałam wspomnieć Kanę G. Po 4 setkach czystej robię się (jeszcze) bardziej wymowna i samopoczucie mam świetne :-D

      Usuń
    2. To jest po prostu nieprzyzwyczajenie.
      Z winem jest tak że sprawia przyjemność już w trakcie picia. Czegóż jednak nie robi się w imię przyjaźni
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Podobnie i z nalewkami, a czasem bywają ludzie zwyczajnie nieprzystosowani... Co się meritum tyczy, to pozostaje mi nieustająco żałować odległości, którą sprawiła Twoja przeprowadzka... Nie, żebym się narzucał:))))))))
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    4. Ileż to razy powtarzałem że to nadrobimy?
      Nadrobimy
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Winem to się można delektować. A tak kieliszek do kolacji. Ale żeby posiedzieć, pogadać jak Polak z Polakiem, to trzeba dobrej wódki. Znaczy jako drugi warunek, zaraz po dobrym towarzystwie.
    Dawno tak nie siedziałam, nie sączyłam, nie gawędziłam... oj dawno ... :(:(:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święta racja, doradzam nadgonić zaległosci.

      Usuń
    2. Odkąd zamieszkałam we wsi to jakoś życie towarzyskie sobie zmarło. Szczególnie zimą całkiem zmarłe.

      Usuń
    3. Stąd i moje tęsknoty
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Ja tam przegięć nigdy nie planuję, czekam co los przyniesie:) Bańki nosem, czyży się prezerwatywa zsunęła?Rzeczywiście próba skazana na niepowodzenie i na dodatek nieudany eksperyment.:))))
    PS Nie mogłam sobie odmówić... przewrotnego komentarza:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie ten opis kolegi rozczulił i wywołał uśmiech
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Czarodzieju !!! napisałeś Dodoni a u mnie uruchomił się gejzer wspomnień. Do dziś we wszystkich sokach pomarańczowych (dodając hojnie czystej) szukam tamtego smaku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez tak pomyślałam na wzmiankę o dodoni, calkiem już o nim zapomniałam, a to istna ambrozja byla :))

      Usuń
    2. Uruchomiłem wspomnienia? To chyba dobrze.
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Uruchom import Dodoni, to dopiero byłoby dobrze :-)

      Usuń
    4. Dodoni to sentyment do starych czasów,a ci co go mają piją coraz mniej
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Ja bym poleciał na ten gin z tonikiem dla nas obojga. Dodałbym jeszcze limonkę i niechby się działo, co dziać się miało...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej wali po oczach gin z martini. Tyle, że potem nic się nie dzieje :)))

      Usuń
    2. Każdy trunek ma swoich amatorów i dzięki temu świat jest piękny.
      pozdrawiam

      Usuń
  8. Cześć Antoni
    ...ha ha... Czytałeś wywiad z prof. Aleksandrem Krawczukiem? Prawie 94 lata. Podał trzy powody długiego i zdrowego życia: książki seks i alkohol. Myślę że jesteśmy na dobrej drodze, nooo.. przynajmniej te książki i alkohol ha ha. A te bańki nosem to pewnie z wysiłku czyli z tak zwanego zafuczenia, używając tego samego narzecza skąd i ożralce. Pozdro, JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech będzie i zafuczenie
      Pozdrawiam

      Usuń
  9. A może szklanka wody zamiast...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co to my zwierzęta jesteśmy żeby tak wodę pić?
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Poza tym w wodzie to ryby się bzykają.
      Feeee ;-)

      Usuń
  10. Jak to mówią teraz młodzi - melanżu Ci się zachciało, drogi Antoni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak czasem człowieka poderwie. Trzeba się cieszyć że jeszcze podrywa
      Pozdrawiam

      Usuń
  11. No smutne gdy nawet napić nie ma się z kim.
    Zapraszam na Roztocze ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. R o z t o c z e !
      Zanotowałem. Nie ma co żartować, czasami bywałem w Zamościu
      Pozdrawiam

      Usuń
  12. Uruchomiłeś Antoni wspomnień czar, na wszelkich płaszczyznach. Na próby i eksperymenty jest zawsze czas. Pozdrawiam, Hanula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze żeby być pozytywnie nastawiony
      Pozdrawiam

      Usuń
  13. Myślę, że ta niechęć do wypadów może wynikać ze zwykłego lenistwa i tego, że po prostu niektórzy mają tyle własnych spraw i planów, że aby się z kimś umówić, musieliby te plany bardzo dostosować lub zmienić, to już nawet problem mojego pokolenia, a im bardziej się próbuję czasem umówić z ludźmi, tym widzę, jak trudniej im w obecnych czasach znaleźć czas. To nie jest moja wina, to wszyscy tak zabiegani. U ciebie pewnie podobnie.
    Mimo wszystko powstał na bazie tego ciekawy i dobrze się czytający tekst ;)!
    A przyjemność z czytania też się liczy!

    OdpowiedzUsuń