wtorek, 3 listopada 2015

O łączeniu ze sobą pewnych zdrzeń czyli taka sobie historia

Leżał na chodniku w sporej kałuży. Najpewniej od wczoraj zdążył już dokładnie nasiąknąć brudną wodą. Porzucony lub podrzucony, nie mogłem jeszcze w tej chwili tego wiedzieć.
Podszedłem bliżej i wtedy zauważyłem, że jest wypełniony. Wziąłem go delikatnie lub raczej niechętnie w dwa palce i wtedy wylała się z niego kolejna porcja wody z piaskiem.
Strzepnąłem resztki wody i udałem się do biura. Położyłem go przed sobą i chwilę wpatrywałem się w jego skórzaną, napęczniałą od kontaktu z wodą. Powierzchnię.
Nie był to żaden firmowy portfel jak Castello, Puccini, Cardinal, czy też Cerrutti 1881. Nie był to nawet Wittchen. Zwykły choć może nietradycyjny damski portfel. Na skórzanej bądź skóropodobnej (sam już nie wiem) powierzchni widniały rysunki ptaszków w różnych pozach.
Długo wahałem się przed otwarciem portfela i przejrzeniu jego zawartości. W końcu nie mam tego zwyczaju i nawet własnej żonie, pomimo znacznego małżeńskiego stażu do portfela nie zaglądałem. To taka prywatna a nawet można by rzec intymna sprawa. Tu chowa się rzeczy ważne i sentymentalne, oraz oczywiście pieniądze które dla jednych są najważniejsze a dla innych całkiem nieistotne.
Jakże ja chciałbym by i dla mnie były nieistotne, dzięki bogu, na razie są tylko ważne. Ważne przy comiesięcznych opłatach, wykupie recept w aptece i tej całej reszcie czyli zakupie rzeczy o różnym ciężarze gatunkowym.
W końcu zdecydowałem się bo może ktoś tam rwie włosy z głowy i osiągnął już stan przedzawałowy?
Postawiłem siebie w tym miejscu i już nie miałem wątpliwości.
Ponieważ z portfela wyciekała woda a wewnątrz znajdowało się trochę papierowych dokumentów, wyjąłem wszystko na biurko, żeby się wysuszyło.
Nie było banknotów, za to w przegródce na bilon wyczułem garść drobniaków.
Nie liczyłem ich i nie wyjmowałem. Nie są z papieru więc nie rozmokną.
Nie było dowodu osobistego,ale znalazłem prawo jazdy. Nie aktualne już bo wystawione piętnaście lat temu, zawsze to jednak coś.
Na blankiecie odczytałem adres zamieszkania kobiety w wieku trzydziestu paru lat
To co wydawało mi się istotne to trzy karty bankowe z kompletem kodów jednorazowych do dokonywania przelewów. Oprócz tego komplet kart Krakowskiej Komunikacji Miejskiej i legitymację osoby niepełnosprawnej w wieku poniżej 16 lat.
Ktoś oburzy z pewnością, że grzebałem tak w portfelu lub, że wymieniam tutaj jego zwartość, ale chwytałem się wszystkiego by namierzyć właściciela. Poza tym nie wymieniam wszystkiego, nie jestem komornikiem.
Ponieważ od rana korzystałem z dobrodziejstwa Posiadania pracy, mogłem tylko zadzwonić do kilku biur numerów aby ustalić ewentualny numer telefonu, jakby nie było poszkodowanej.
Nic z tego, żaden z wykazów nie znał osoby.
Istniało prawdopodobieństwo, że kobieta ta nie mieszka już pod wskazanym adresem. Żeby się jednak tego dowiedzieć muszę to osobiście sprawdzić. Zaraz po pracy wsiadłem do samochodu i ruszyłem pod znaleziony w dokumentach adres.
Po drodze zastanawiałem się czy brak grubszej gotówki i dowodu osobistego nie są wynikiem kradzieży na jakimś cmentarzu i porzucenia byle gdzie niepotrzebnej reszty.
I jak wtedy zachować się?
Niepotrzebnie? Jak najbardziej potrzebnie. Pewien znajomy znalazł portfel z dokumentami i postanowił odwieść go pod znaleziony w portfelu adres. Drzwi otworzył facet po trzydziestce, bez słowa wziął portfel zajrzał do środka i wypalił.
- W środku były dwie stówy, gdzie są?
- Ale ja ….. zaciął się zaskoczony obrotem sprawy znajomy.
Facet spojrzał na niego jak na złodzieja a potem zamknął mu drzwi przed nosem, mocno nimi trzaskając.
Zaraz potem trzasnęła znajomemu szczęka. Opadła na sam trotuar z zadziwienia. Bo przecież nie oczekiwał nawet zwrotu kasy z benzynę spaloną na dowóz dokumentów. Liczył na miłą rozmowę jak to w takich sytuacjach bywa.
- Nigdy więcej – postanowił.
Jak go znam to następnym razem złamie swoje postanowienie. Taki typ.
Psychicznie przygotowany na każdą ewentualność, podjechałem pod konkretny blok. Wybrałem numer mieszkania i nacisnąłem domofon.
Odezwał się kobiecy głos
- Słucham
- Czy to Pani Monika Pe..
- Tak słucham Pana
- Czy Pani zgubiła portfel z dokumentami?
- Nie wiem... Chwileczkę sprawdzę.
Domofon uciszył się na dłuższą chwilę.
- Proszę niech Pan wejdzie – usłyszałem zaproszenie i zaraz potem brzęk elektrycznego zamka.
Szedłem do klatki i już pod windą, po numerze mieszkania obliczyłem piętro myląc się przy tym o dwa poziomy.
Zapukałem do odpowiednich drzwi, które zaraz otwarły się. Nie wszedłem nawet do środka.
- Mój portfel - powiedziała widząc foliową torebkę w której znajdował się pechowy topielec.
Sprawdziłem dane, wypytując o datę urodzenia. Tyle mogłem sprawdzić. Poza tym osoba na zdjęciu wydała mi się podobna. Biorąc oczywiście pod uwagę parszywą rozdzielczość fotografii i fakt, że zrobiono ją piętnaście lat temu.
Szczęśliwie Pani pamiętała, że w portfelu nie było banknotów. Nie było też dowodu osobistego
który szczęśliwie leżał w innym miejscu.
O czy tu gadać w tak przypadkowej i stresującej sytuacji.? O tym, że Pani Monika żyła prawie dobę w słodkiej nieświadomości? Że zgubiła portfel szukając drobnych?
Nie pytałem o szczegóły.
Wszystko skończyło się dobrze, a ja usłyszałem kilka miłych słów o sobie i swoim zachowaniu.
( W końcu kto tego nie lubi)
- Bóg zapłać i niech panu Bóg błogosławi – usłyszałem na pożegnanie.
Nawet poczułem się zaskoczony ponieważ najczęściej słyszałem takie słowa od Proboszcza. Od cywilów słychać je coraz rzadziej.
- Ja już mam doby dzień i ufam, że dla Pani te stał się nie najgorszy.
Szybko wszedłem do windy i zjechałem na sam dół. Z pobliskiego cmentarza wypływał sznur samochodów utrudniając włączenie się do ruchu. Jakoś mi to inaczej niż zwykle w takich razach całkiem nie przeszkadzało. Przez tę chwilę czułem się jakiś lepszy.
Stan euforii nie trwał całej doby.
Dzisiaj rano, w samym środku kąpieli odmówił posłuszeństwa piec gazowy. Ten sam co obsługuje centralne ogrzewanie. Symbol błędu który wyświetlił się na czytniku powiedział mi wszystko.
Odmówiła pompa która już kiedyś miała chwilowe zatrzymanie, ale w sprytny sposób udało się ją namówić do życia. W podpatrzony u fachowca sposób popchnąłem pompę i dokończyłem mycia.
Niestety maszyneria pracowała za głośno powodując wibracje całego pieca..
- Mamy pompę do wymiany – oznajmiłem żonie wiadomość która stawia na nogi.
Moja żona przyjęła ją ze stoickim spokojem pozostając w pozycji siedzącej na swoim wózku.
- Masz nerwy ze stali – powiedziałem do Niej z podziwem.
Zaraz po ósmej wykonałem telefon
- Ale to nie są tanie rzeczy – powiedział fachowiec.
- Wiem, już kiedyś mi Pan o tym wspominał. Sama pompa to prawie osiem stówek. W porządku, czekam na Pana.
Że też musiało trafić ją w takiej chwili.
Przypadek?
Nie sadzę.

24 komentarze:

  1. Bo to tak jest, gdy tylko poczujemy się jakby lepsi, jakby nasze ego podnosiło głowę, zaraz po niej otrzymamy kilka razów a może jest inaczej? Życzenia dobre z serce płynące spowodowały ze awaria którą można naprawić spokojnie dziś, teraz, nie spowodowała czegoś co by skończyło się źle w dalszej przyszłości?
    Któż to wie, niech pozostanie tajemnicą.
    U nas złodziej wrzucił dokumenty do skrzynki przy poczcie, mila pani odesłała. Złodziej z pociągu zabrał tylko pieniądze, niedużo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponieważ nie poczuwałem sie do żadnej winy, odniosłem je osobiście
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. A ja właśnie po powrocie z cmentarza zgubiłam swój portfel. Banknoty, a jakże(!) znajdowały się wewnątrz - kilkadziesiąt złotych. Ech, gapiostwo...
    To prawda, człowiek staje w kłopotliwej sytuacji, gdy znajdzie portfel bez gotówki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozostaje współczuć bo to dopiero początek listopada
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Tak, to może być dowód na to, że każdy dobry uczynek musi zostać ukarany.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam tego nie chciałem pisać tak wprost
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Może jeszcze będzie miło? Może pan od pieca znajdzie tańszą pompę albo nie zedrze za robociznę? A może pompa jednak nadal żyje tylko jakaś pierdułka jej się była uprzejma zepsuć? Może...
    No naprawdę staram się wierzyć, że dobre uczynki do nas wracają. Co najwyżej trochę pokrętną drogą;-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pompę udało mi sie uruchomić ale tak terkocze że trudno zasnąć. Za to można sie jeszcze umyć w ciepłej wodzie.
      Bezcenne
      POzdrawiam

      Usuń
  5. Fajnie czytać o dobrych ludziach:)))
    A pompa pewnie siadłaby i tak.
    Pozdrowienia :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siadłaby i tak ale mogła jeszcze trochę poczekać
      Proste mam marzenia, nie?
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Będąc młodą i głupią (a jakże) wierzyłam głęboko, że zarówno dobro jak i zło powraca do tych co je czynią... jednak z upływem lat obserwując jednych i drugich, takowej prawidłowości nie wykryłam. Jednak część z nas posiada wewnętrzny przymus czynienia dobra, bez względu na konsekwencje... nagrodą w takich sytuacjach jest dobre samopoczucie. Jak się człowiek z tym pogodzi to lżej żyć ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre samopoczucie i satysfakcja. Tak masz rację to bezcenne , za resztę zapłacimy kartą kredytową
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. A ja spodziewałem się natychmiastowego rewanżu w postaci przysługi ze strony pani, która okazała się właścicielką hurtowni z pompami...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Satysfakcja, to jest najważniejsze.
      Tak to sobie przynajmniej tłumaczę.
      POzdrawiam

      Usuń
  8. Gratuluję postawy! Co do pompy... no cóż, życie takie jest, że jak się coś psuje to w najmniej oczekiwanym momencie.
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze jak coś się zepsuje pytamy - dlaczego właśnie teraz
      Pozdrawiam

      Usuń
  9. No nie mogie, gdzie tu związek? Trza było wymienić pompę, gdy pierwszy raz zaniemogła i mialbys dzień uratowany ;-)). Uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma, bo to mała paralela
      Pozdrawiam

      Usuń
  10. Jestes dobrym czlowiekiem, a takich coraz mniej. Wielki szacun!
    A pompa, no coz samo zycie.

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrym?
      Niestety tracę przy bliższym poznaniu
      Pozdrawiam

      Usuń
  11. A ja sądzę, że to jednak był przypadek. Nie bądź taki i nie sugeruj czegoś niemiłego:))
    Miłej kąpieli z nową pompą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież nie napisałem że jak mówią - każdy dobry uczynek zostanie przykładnie ukarany.
      Zostawiam duże wolnego miejsca do interpretacji.
      Za chwilę znów zestawię dwie rzeczy które nawet trudno do siebie przystawić.
      Pozdrawiam

      Usuń
  12. eeee.....Dore rzeczy wracają , tak samo jak złe. Albo jak to woli - karma wraca. Mam na to dowody

    OdpowiedzUsuń
  13. Mówią, że to tak dla równowagi, żeby ani pycha ani pokora nie zatriumfowała. Chociaż co komu szkodzi, że człowiek czuje się lepszy i w stanie euforii?

    OdpowiedzUsuń