wtorek, 30 czerwca 2015

Na deskach

Pewien facet pojawił się w gabinecie terapeutycznym. Długo opowiadał o problemach z samym sobą. Na koniec doktor westchnął głęboko i powiedział
- Wydaje mi się, że jedynym dla Pana wyjściem jest zanurzyć się po szyję w robocie.
- Ale ja Panie doktorze mieszam beton w betoniarce.
Daleko mi do depresji, ale to całe wcześniejsze marudzenie, chociaż tak bardzo polskie to równia pochyła na końcu której czai się właśnie ona.
Zawsze kiedy dopadają mnie pierwsze objawy melancholii, powtarzam sobie niezmiennie, że czas zanurzyć się po szyję w robocie.
Skończyłem płot (o czym już wspominałem),a więc nie od rzeczy będzie spojrzeć na moją krótką listę prac do wykonania. Nie wiem dlaczego tak ją nazywam skoro każdego dnia coś nowego do niej popisuję.
Bo też wszystko płynie, jak mówił filozof. Codziennie też coś psuje się, wymaga naprawy lub modernizacji.
- Taras – brzmiał kolejny punkt rozpiski.
Taras, łatwo powiedzieć. Dwadzieścia metrów kwadratowych płyty betonowej, ale taras ma mieć dwadzieścia pięć ponieważ zdecydowałem, że część nieznacznie przedłużę.
Odrzuciliśmy płytki ceramiczne i betonowe już na początku rozważań, ponieważ w naszej serdecznej pamięci tkwi dalej nasz gorczański taras którego drewno sosnowe i modrzewiowe tak przyjazne było naszym bosym stopom i to bez względu na temperaturę otoczenia( oczywiście w granicy rozsądku)
Drewno modrzewiowe, żadne tam egzotyczne bo i bez wydziwiania koszt wykonania wydawał mi się mocno obciążać stan posiadania.
- Nie będę przecież szedł droga grecką – tłumaczyłem żonie i zaraz też wysłałem parę e-maili z zapytaniem ofertowym.
Przyszły. Pierwsza i najniższa odpowiedź to i tak parę klocków.
Zadzwoniłem niepomny zasadom, że wybierając wykonawcę, wyrzuca się najniższą i najwyższą ofertę.
Po minucie rozmowy już sobie o niej przypomniałem.
Zamiast dodatkowego fundamentu zaproponowano podłożyć jakieś płytki chodnikowe, a impregnację betonu pod konstrukcją postanowiono sobie odpuścić. Nie, nie, to ja sobie odpuściłem wykonawcę.
Druga w kolejności oferta była o 50% wyższa od drugiej a trzecia była prawie taka sama jak druga. Prawie czyni wielką różnicę, trzecia opiewała na wartość netto a więc trzeba było jeszcze uwzględnić VAT. Uwzględnić czyli dopłacić.
Szczęka opadła mi na stół z głuchym łoskotem, mina mojej żony nie pozostawiała wątpliwości co do tego, że z inwestycji nici. Trudno inwestować taką kasę w miejsce zbytku jakim w końcu bądź co bądź jest taras. Na dobrą sprawę, przed domem funkcjonowała do tej pory całkiem i to sprawnie, płyta betonowa robiąca prawie za taras.
Prawie.... ale to już wiecie.
- Kurde – pomyślałem niczym Ferdek Kiepski – Mam pomysła !
Szybko przejrzałem stan posiadania narzędzi i zasiadłem w Internecie. Pojęcie o konstrukcji mam jakie takie, zapoznałem się więc tylko ze szczegółami. Czym impregnować, czym mocować a na koniec czym pokryć czyli wykończyć.
W związku z powyższym byłem czasowo wyłączony. Facet a dodatkowo facet w pewnym wieku potrafi skoncentrować się tylko na jednej czynności. Tu przyznaję bez bicia, że w tym kobiety pokazują swoją wyższość.
Policzyłem materiał i zamówiłem legary oraz deski i opaski wykończeniowe.
Nikt nie chce być anonimowym klientem, bo jeszcze z PRL-u wiemy, że znajomym sprzedaje się lepiej. Czasem taniej ale zawsze inaczej.
W trakcie wizyty u faceta od drzewa wykorzystałem desperacko jedyną rzecz jaka mogła nas ze sobą łączyć a mianowicie logo na jego T-shircie. Młody patrzył na mnie jak na kogoś lekko skrzywdzonego przez los kiedy zacząłem i miał jeszcze bardziej zdziwioną minę gdy okazało się, że obaj znamy tych samych ludzi, związanych z firmą której logo stolarz dumnie nosił na piersi. A kiedy okazało się, że i on i ja znamy tylko ludzi po imieniu, byłem prawie pewien, że mogę zawierzyć w jakość surowca jak i rozsądek w pieniądzach.
Deski dotarły terminowo, a więc już bez wymówek przystąpiłem do procesu twórczego.


Legary znalazły swoje miejsce a następnie zaczął się proces mocowania ciekawie wyfrezowanych desek.
Ponieważ należę do tych szczęśliwców którzy codziennie rano budzą się z perspektywą wyjścia do pracy, swoją aktywność poza służbową wykazywałem dopiero po godzinach pracy. Jadłem więc prawie na stojąco i rzucałem się na robotę jak ten już wspomniany szczerbaty na suchary.
Dokumentację fotograficzna wysyłałem codziennie do żony bo Ona swoją ciekawość mogła zrealizować wyłącznie poprzez e-maila. 


Tak minął tydzień na zakończenie którego pokryłem deski olejem do tarasów metodą „mokre na mokre”, co mnie trochę zadziwiło a przecież niewiele rzeczy już mnie dziwi.
Na koniec przyszło zadowolenie.


Taras w kolorze „tek” stanął w zaplanowanym miejscu, na nim meble będące pamiątką jeszcze z Gorców. Na stole nie brakło też piwa na dobry początek. Z sąsiadami wypiliśmy po piwku, żeby się deski nie rozsychały.
I to cała historia powstawania tarasu i mojej nieobecności na blogach w ostatnim tygodniu.
No tak, pozostaje jeszcze podsumowanie.
Skrupulatnie gromadziłem paragony z dokonywanych zakupów. I co? I wyszło mi, że łącznie wydałem na obiekt naszego pożądania 60 % wartości najniższej oferty, a odliczając inwestycję w narzędzia które w końcu przydadzą się jeszcze nie raz, to było zaledwie 50 %.
Mógłbym więc niczym przysłowiowa blondynka rzucić się na zakupy by w galeriach by wydać zaoszczędzoną czy jak kto woli zarobioną przeze mnie kwotę, gdyby nie to, że chronicznie wprost nie cierpię zakupów. Poza tym te 50 % to też w cholerę kasy.
Czy coś straciłem przy okazji?
A i owszem. Dzięki intensywnej robocie po pracy i rozsądnej kuchni pod nieobecność żony, straciłem trzy kilogramy.
Pamiętacie, że tego też chciałem.
Same plusy, bo nawet ten jeden minus to też taki minus dodatni. 
Znajomi słysząc wyliczenia prowokuję mnie by montaż tarasów stał się moim pomysłem na życie.
Pomysł może i dobry tylko nieco spóźniony.



38 komentarzy:

  1. z wielką nieśmiałością zapytam - czy jest coś, czego nie umiesz zrobić w domu i koło niego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ot po prostu czasem mi coś wyjdzie
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Podziwiam i podziwiam, bo u nas ten beton na tarasie straszy już 6 rok i czeka na wykończenie. Zwlekamy bo zmieniają się pomysły na wykończenie no i finanse zazwyczaj topnieją przed planowana inwestycją. Raz remont samochodu a następnym razem operacja naszej suni. Ostatecznie stanęło na połączeniu gresu z drewnem i robociźnie męża. Może w tym roku sie uda i idąc za Twoim przykładem doczekam się solidnego miejsca biesiadowania i wypoczynku. Super robota!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przed chwilą oglądałem Twój ogród. Aż dech zapiera
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Tyś to jest - istny skarb!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam.
      Odpowiedziałem z kokieterią w głosie.
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Dobrze, że ją na piętrze mieszkam, więc moja małżonka nie może Ciebie za wzór stawiać.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś pewien? ;)

      Usuń
    2. No właśnie Ce ma rację
      Już Fredro coś pisał o krokodylach.
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Oooo! Modrze(w)jewska, to by się takich desek nie powstydziła.Ja rozumiem,życie nie rozpieszcza, ale zwolnij nieco, bo całą zieleń drewnem przykryjesz. Co Ty będziesz robił na emeryturze? Hanula / po wrażeniem, jak zwykle:) /
    PS A sąsiedzi , to Ci nie mają za złe,że poziom zawyżasz ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgodnie z reklamą, na emeryturze będę udawał życie
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Zachwycający ten Wasz i Twój w sensie wykonawcy taras. Na pewno będziecie mieli z niego jeszcze niejeden raz pożytek.
    I śliczny kolor wybraliście, mam takie barierki na moich tarasach. Aha, i fajnie, że macie taras bezpośrednio przy ziemi, odchodzą Wam koszty remontowania tarasu przy każdej nieszczelności :).
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jakby jeden problem mniej
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Piękny:) Aż mi się pozazdrościło. I pięknie naturalny:)

    OdpowiedzUsuń
  8. No właśnie, czy jest coś czego nie potrafisz? Przyznaj się - jakieś minusy musisz przecież mieć:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tracę przy bliższym poznaniu
      Pozdrawiam

      Usuń
  9. Piękna robota. Gratulacje...
    Powiedz jeszcze, czy nie zamierzasz w przyszłości wykonać jakiegoś zadaszenia? Płyta z poliwęglanu doskonale by się sprawdziła

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozpisując pomysł na etapy, to jest kolejny etap.
      Nie wiem jeszcze co na górze.
      Pozdrawiam

      Usuń
  10. nie ma to jak "złota rączka" wszystko potrafi..... taras wyszedł ci świetny....masz dodatkowy fach w ręku :D
    serdecznosci
    leptir

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za późno na fach, to tylko taka dłubanina koło domu
      Pozdrawiam

      Usuń
  11. ohohohoho pikny tarasik
    Zgadzam się w procentach 100%, że jak jedziemy w dół, to w robotę trzeba skoczyć. I tak nauczyłam się szydełkować, robić na drutach, a teraz maszynę do szycia oswajam ;-)
    No i ze znajomościami to też prawda najprawdziwsza.
    Pozdrowienia dla Żony

    OdpowiedzUsuń
  12. Za taras należą się oklaski :)
    Ale ja do czegoś innego w Twojej gawędzie o życiu - do depresji nawiążę, bom prawie ekspertka w tym schorzeniu. W tym zanurzeniu się w robocie jest sporo racji. Gdy człowiek rusza się przy jakiejkolwiek robocie, podejmuje wysiłek fizyczny, zaczynają się wytwarzać endorfiny w mózgu, odpowiedzialne za dobre samopoczucie. A jak jeszcze popatrzy na efekt swojej pracy, że nie jest taki ostatni i najgorszy, skoro potrafił stworzyć takie dzieło, to humor też mu się poprawia :)

    Lekarstwo na depresję jest proste - trzeba wziąć się do jakiejś solidnej roboty. Sprawdziłam - działa! Tylko ludzie nie chcą tego przyjąć do wiadomości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoć najgorzej jest zmobilizować się, potem już idzie
      Pozdrawiam

      Usuń
  13. Na deskach i z tarczą. Gratulacje. Post dodam do swoich inspiracji bo mój betonowy taras też czeka na poszerzenie i odeskowanie. A ja, pomna Twoich doświadczeń i wyników, będę lepiej przygotowana do rozmowy z fachowcami, już mi nie wmówią, że to skomplikowana praca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie nie daj sobie wciskać ciemnoty
      POzdrawiam

      Usuń
  14. To widać że nie tylko ja deski preferuję. :) Cudownie chodzi się boso po podłodze w domu. Chciałam w przedpokoju deski, ale mnie zakrzyczeli że to i tamto, wiec są płytki ale położone jedne na drugich (były) by się poziom z podłogą wyrównał a udają do złudzenia drewniany parkiet. :) Fajnie wygląda ale dechy to jest to!!!
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drewno to wspaniały i bardzo wdzięczny materiał budowlany
      POzdrawiam

      Usuń
  15. Cześć Antoni
    Wielki szacun. I wiem już teraz skąd wzięła się ta reklama o bohaterach we własnym domu ;))
    A depresją się nie martw. Z własnego doświadczenia wiem że większość starych chłopów to ma. I nic dziwnego. Jak się pomyśli ile jeszcze dziewczyn jest na świecie, a czas coraz krótszy....ha ha. Pozdrawiam JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej martwi mnie to, że przyjdzie kiedyś to życie udawać.
      Wole więc o tym nie myśleć
      Pozdrawiam

      Usuń
  16. Klik dobry:)
    Taras drewniany, to jest to, co bose stopy bardzo lubią. Betonu zdecydowanie NIE!

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Depresja Ci nie grozi, chyba, że... z przepracowania :) Piekny taras, tez bym taki chciala, jak już Ci się robota pokączy to zapraszam gościnnie w podlaskie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za zaproszenie. Od razu poprawił mi się nastrój
      Pozdrawiam

      Usuń
  18. taras - po prostu rewelacja :) Gratuluję . Trud się opłacił , zona będzie zachwycona :) Wszystkiego dobrego :)

    OdpowiedzUsuń