niedziela, 7 czerwca 2015

Ballada o drzewach



Inspirowane wierszem  Stół - Juliana Tuwim

Wyrosło w lesie drzewo potężne, Twarde, wysmukłe i niebosiężne.
Drzew było nawet więcej. Pień w pień, dookoła jak okiem sięgnąć. Jedne bujne i strzeliste inne rachityczne i pokręcone, jak w życiu. Te bujne i strzeliste wyrosły ponad głowy tych marnych i jak to powiedziano w jednym z polskich filmów – słońce im się pierwszym kłaniało.
Maluchy wyciągały listki w kierunku pojedynczych promyków, naciągały gałązki ile tylko starczyło soków  w konarach. Na koniec prosiły wielkoludy by te przesunęły się choć na chwilę, albo trochę inaczej ustawiły liście,  żeby choć na chwilę i je omiotły promienie słoneczne.
Wszystko na nic. W najlepszej sytuacji były te które rosły na brzegu albo wokół polanki, która jakimś zrządzeniem losu utworzyła się w samym środku lasu.
To tu przychodziły zakochane pary by odpłynąć na fali namiętności. Krótkie to było pływanie i bardzo szybkie, bo czego wymagać od  magii chwili kiedy oboje nerwowo rozglądali się na boki, wypatrując grzybiarzy. Cały czas w stresie i  w czujnej gotowości do odwrotu.
A jednak to właśnie miejsce cieszyło się wyjątkowym wzięciem.  Hitem miejscowych imprez był discopolowy przebój „ Weź mnie w lesie”
Weź mnie w lesie, weź mnie w lesie
No bo w lesie echo niesie
Niesie ciebie niesie mnie
I ogólnie nie jest źle
Słowa może mało ambitne, ale od tego typu muzyki nie wymaga się by miała ambitne teksty, ale łapiące za serce nuty, a te kleiły się do duszy wyjątkowo.
To na tej polanie  pojawiali się grzybiarze by posilić się w trakcie grzybobrania, może wypić co nieco  i tu  rodziły się opowieści o grzybach gigantach, ukrytych w sobie tylko wiadomym miejscu plantacjach borowików i  wspaniałym smaku  przetworów z zeszłorocznych zbiorów.
Kosze zebranych grzybów rosły w tych opowieściach niczym dorodne sumy z wędkarskich opowieści.
Tu w końcu pojawiały się szkole wycieczki na lekcje przyrody w terenie.
Dzieciaki siadały na kocach, a pani z zawodowym zapałem lub nie ( w zależności od powołania)  opowiadała te swoje historie o drzewach.
O widzicie dzieci to dostojne drzewo to dąb.
A że po łacicie to tak a tak, a jak pąki to wielołuskowe, a jak liście to skrętoległe, a jak kwiaty to rozdzielnopłciowe.
- I co z tego zostaje w ich dorosłym życiu? - zastanawiał się przekazując wiedzę pedagog - Co z tego jest im potrzebne gdy rozleją butelkę piwa na zadbany dębowy parkiet? Może to, że owocami dębu są  orzechy zwane żołędziami.
- Zaraza zaraz - buntowały się dzieci – albo orzechy albo żołędzie.
Dęby żyją bardzo długo. W Polsce najstarszym dębem jest Bartek który…
Dzieci zachwycały się lub nie, co kładziono na krab wychowania domowego, ale zgodnie z programem nauczania stawały wokół tych dostojnych i potężnych drzew by oddać cześć najszlachetniejszym  przedstawicielom leśnej flory.
W tym patetycznym zgiełku jakoś nikt jakoś nie pytał o pokręcone sosny i inne niezbyt dorodne gatunki.
Te lepsze rosły w wzwyż i w dumę, te niższe walczyły o przetrwanie i o to by dendrologiczna depresja nie wysuszyła im ostatnich liści.
- Mam przed sobą tysiąc lat. W poszumie moich liści  snuć się będzie historia tego kraju – napawał się zasłyszanymi opowieściami dąb.   Jestem zajebisty i po łacinie zwą mnie Quercus.  To już nie byle co.
- A my, a my ? – nieśmiało pytały małe drzewa.
- A was w najlepszym wypadku wykorzystają na jesienne ognisko. Nie nadajecie się nawet na kije do pieczonej kiełbasy-  kpił dąb
- Mów za siebie - odcięła się leszczyna
- A do mnie to się nawet przytulają – próbowała dodać sobie animuszu brzoza -  Nie widzieliście tej dziewczyny w zeszłym tygodniu?  Przyszła do mnie, objęła pień rękami i przytuliła głowę do kory. Jak ona  wtedy ładnie do mnie mówiła
-  Mówiła do siebie, bo to wariatka miejscowa jest – dąb wygasił brzozę  niczym peta w popielniczce  - Opowiadał mi to jesion, co  jest wysoki i rośnie z brzegu  więc ma doskonały widok na okoliczne wioski.
- Wariatka nie wariatka a przytulała się – brzoza pozostawała nieustępliwa.
- Tysiąc lat ! Słyszałaś co opowiadała nauczycielka. To jest coś o czym warto mówić a nie jakiś macanki z wiejską wariatką. Tak czy siak zaraz pójdziesz na opał. Mnie jeżeli już pisany los materiału to na elegancki sekretarzyk w szlacheckim dworku.
Najbliższa przyszłość okazałą się być zdecydowanie inna.
Drzewa tkwiąc wokół polanki nie korzystają z nowoczesnych mediów, a więc nie dotarło do nich powiedzenie Woody Allena o planowaniu.
„Jeżeli chcesz rozśmieszyć Pana Boga opowiedz mu o swoich planach na przyszłość”
Piszący te słowa komplet filmów Allena obejrzał a więc czuje się upoważniony a nawet zobowiązany do częstego ich cytowania.
Któregoś dnia na polankę  wpadł zdyszany zając. Zrobił słupka a może tylko słupek, na środku  dużego kawałka gęstej trawy  a zaraz potem przeciągle gwizdnął.
- Hej zwierzaki  kryć się, drwale jadą   
Raz przyszli drwale, drzewo zrąbali, Bardzo się przy tym naharowali.
Potem je konie na tartak wlokły, Tak się zziajały, że całe zmokły.
Drwale przyjechali samochodami terenowymi. Wyciągnęli piły spalinowe, zalali benzyną  i wycięli nie jedno, a wszystkie drzewa na szerokości dwudziestu metrów.
- Ja protestuję, ja się nie zgadzam - krzyczał dąb kiedy pierwsze zęby w łańcuchu nowoczesnej szwedzkiej pilarki naruszyły jego korę. Nawet wiatr ustał z wrażenia i nie poruszał nawet liści,  ale nikt nie usłyszał tego protestu.
Padł dąb najdostojniejszy, jesion najwyższy, brzoza, sosna pokręcona i na koniec leśna leszczyna.
Ofiar było zdecydowanie więcej, ponieważ zaprojektowana w tym miejscu obwodnica wielkiego miasta nijak nie mogła z lasem współistnieć.
Na koniec przyjechał samozaładowczy samochód który w trymiga  załadował drewno na olbrzymią pakę i zaraz też  opuścił teren.
Po pracy, roboty pracownicy leśni rozpalili ognisko w którym spłonęły resztki gałęzi.
Z drobnej leszczyny wycięli  patyki na które nadziali kawałki kiełbasy. Kiełbasa zaś powędrowała nad żar ogniska. Zaraz też pojawiła się  gorzałka złodziejka serc i sumień, która krążyła z rąk do rąk i od ust do ust.
I pewnie teraz też miała za zadanie uciszyć sumienia tych którym żal było, że oto plama asfaltu zaleje takie fajne miejsce w sam raz na numerek z dziewczyną  i  okazjonalne spotkania w plenerze, chociaż seks w lesie to też spotkanie okazjonalne.
 Nie było jednak wielkiego żalu. Ekolodzy za obietnicę przełazu nad drogą dla zwierząt, zrezygnowali z przykucia się do dostojnego dębu co by z pewnością jeszcze bardziej rozbuchało jego ego już i tak prawie eksplodujące spod  popękanej kory.
Następnego dnia mocne maszyny wyrwały pozostałe w ziemi korzenie, jeden po drugim, Napędzane  ropą silniki  zrobiły to także bez wysiłku.
A co z drewnem?  
A w tym tartaku warczące piły  Tak drzewo cięły, że się stępiły.
Widiowe zęby  pił poradziły sobie z twardym dębem, kalorycznym bukiem i smukłym jesionem.
Pocięte deski złożono w pryzmy, do wysuszenia w specjalnej suszarni. Wjeżdżały paleta po palecie by po osiągnięciu 10% wilgotności zająć miejsce na placu  składu budowlanego.
Tylko na rachityczną sosnę  i byle jaką brzozę nie było pomysłu. Większego pomysłu, bo porąbać
na opał potrafi za przeproszeniem każdy głupi.
Kupił te szorstkie listwy i deski  Stolarz warszawski Adam Wiśniewski.
Stolarzowi ze stolicy daleko by było do składu w południowej Polsce,  nie przeszkadza to jednak by owa historia nie potoczyła się podobnie.
Któregoś dnia  na placu pojawił się starszy mężczyzna. Starszy to jest takie naciągane określenie, ponieważ piszący te słowa podejrzewał nawet, że człowiek ten jest jakby jego rówieśnikiem.
Jakby ? Co to ma znaczyć jakby?  Albo jest albo nie jest.
Ustalenie tego faktu jest już nie możliwe a dla całej historii nieistotne.
- Dzień doby – przywitał się z właścicielem składu – jestem  Adam Wiśniewski . To ja dzwoniłem do Pana.  Czy mogę rozejrzeć się na placu ?
- Dzień doby, oczywiście - odpowiedział  właściciel owładnięty już wizją zysku.
Pan Wiśniewski długo oglądał materiał  i co zadziwiło szefa, najbardziej zachwycił się  pokręconymi kawałkami drzewa.
- Te biorę  i te biorę – pokazywał   rzeczy które nijak się mają do stereotypu porządnego materiału stolarskiego.
- A na cóż to Panu? – chciał spytać klienta, ale ugryzł się tylko w język. W końcu klient płaci i nie grymasi, niech bierze.
- Wie Pan, zbuduję z tego huśtawkę dla mojej wnuczki. Wnuki są osłodą naszej starości i jakby takim bonusem od życia pod sam jego koniec. A ja na punkcie swojej wnusi totalnie oszalałem – klient odpowiedział na niezadane pytanie.  - A może z tego zrobię jeszcze jakiś domek czy szałas. To się do tego nada doskonale. Mamy taką starą chałupę na wsi więc  to wokół nie może być  zbyt  miejskie, zbyt równe .  Acha i niech mi Pan dorzuci  jeszcze jedną , dosłownie jedną deskę z drzewa twardszego i bez drzazg. Wie Pan remontuję sławojkę i chcę wymienić tę najważniejszą deskę. Chodzi o to by było bezpiecznie. Wie Pan drzazga w dupie powoduje znaczny  dyskomfort  dla samej dupy jak i dla osoby którą prosimy o pomoc.
- Dąb może być?
- Będzie idealny
I parafrazując Pana Tuwima można by zakończyć czym w takim stylu
Adam Wiśniewski, nie lada majster,
Wziął piłę, młotek, hebel i klajster.
Mierzył, heblował, kleił, sposobił …
I deskę z dziurą w wychodku zrobił

A tak się dobrze ten dąb zapowiadał.
Na koniec zakończenie  w stylu  amerykańskiego filmu, czyli czas  smrodek edukacyjny.
Desek pozostało jeszcze sporo, a sławojki są u nas w odwrocie. Może więc trafi się jeszcze ktoś kto będzie  chciał zrobić stół lub sekretarzyk w szlacheckim dworku.  Ważne jest to  by nie nabijać sobie głowy banałami i z uśmiechem. przyjmować od życia to co nam daje.
Tylu bowiem wokół starych i wkurwionych którzy się tak dobrze zapowiadali

10 komentarzy:

  1. Większość mebli i tak jest dzisiaj z płyty paździerzowej. Za to zakończenie faktycznie dałeś optymistyczne. Czy można tak zupełnie wykluczyc?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odrobina optymizmu potrzebna jest jak powietrze
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Oj Antoni, najpierw się naśmiałam wielce a potem zadumałam ociupinkę. Ten Julian to miał talent. I Ty też!

    OdpowiedzUsuń
  3. a Antoni Drwal znów o rżnięciu i rąbaniu ;)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wydawało mi się że dzisiaj pisze o czymś innym
      POzdrawiam

      Usuń
  4. A powiadali starożytni Słowianie ten co ściął dąb, roku nie przeżyje. Pewnie mówili o dużych starych świadomych swych sił drzewach a nie o małych dopiero rosnących w siłę. To tak jak u ludzi dzieci młodzież dorośli i starcy co chylą się ku upadkowi, ale nie mogą bo się przyzwyczaili by żyć 1000 lat. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do kraju tego co kruszynę chleb podnoszą z ziemi przez uszanowanie.....
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. W naszym nowym mieszkaniu już stoi szafa z litego drewna, ale nie wiem dokładnie, czy do buk czy coś innego. I daty wyjazdu też jeszcze nie udało mi się ustalić. Ale już nad tym pracuję. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NO widzę właśnie że zmiany zmiany zmiany
      Trzymam kciuki

      Usuń